Problem poważniejszy niż „1000 zł na miesiąc”

Problem poważniejszy niż „1000 zł na miesiąc”

Czy jesteśmy na tyle mądrzy, by wiedzieć, że musimy gruntowniej się uczyć?

Piszę te słowa w czasie, gdy pół miliona nauczycieli w moim kraju żyje w napięciu. Niektórzy już podjęli, inni właśnie w desperacji podejmują decyzję na „tak” lub „nie” o udziale w ogólnokrajowym strajku. Oni wraz z rodzinami to pewnie 2 mln osób, teraz żyjących w stresie. Pozostali – 35 mln – przyglądają się nadchodzącym wydarzeniom z mieszanymi uczuciami. Bardzo, bardzo wielu solidaryzuje się z nimi. Nie wiem, czym się zakończy starcie nauczycieli z rządem. Nie mogę im pomóc, choć jestem z nauczycielami, moimi kolegami po fachu, sercem i myślami. Mogę jedynie zabrać głos w wielkiej dyskusji o roli i wadze systemu kształcenia. To, co się dzieje i wkrótce wydarzy w obszarze tego wielkiego sporu, jest skutkiem zbyt niskiej pozycji, jaką społeczeństwo wyznaczyło w naszym kraju systemowi kształcenia.

Gdzie tkwi źródło sporu? Otóż nauczyciele zażądali podwyżki „1000 zł na miesiąc”. Mówią, że są rozżaleni niskim poziomem swoich płac i zdesperowani. Wynagrodzenia pracowników w naszym kraju rosły w ostatnich latach. Pensje nauczycieli też wzrosły, ale znacznie mniej. Podawane są różne oceny tego wzrostu. Czytam w prasie artykuł, w którym autor, powołując się na dane GUS, pisze: „W ostatnich latach, licząc od 2012 r., wzrost wynagrodzeń nauczycieli wyniósł 374 zł, czyli 12%. W tym samym czasie średnia krajowa wzrosła o 1063 zł”. Przyjmuję te liczby za prawdziwe i chcę się oddalić od dyskusji opartej na liczbach, gdyż problem jest znacznie poważniejszy.

Wydarzenia ostatnich dekad powinny zwrócić uwagę naszego społeczeństwa na zasoby, jakie posiadamy. Bierzemy – chcemy czy nie – udział w wyścigu gospodarek i technologii w Europie i na świecie, w rankingu poziomów życia. Wiemy, że 2,5 mln Polaków opuściło w ostatnich dekadach nasz kraj w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Tylko nieliczni wrócą. Powinniśmy stworzyć w Polsce takie warunki, by nasze dzieci i wnuki chciały tu żyć i na lepsze życie pracowały nad Wisłą. Jakie mamy atuty w tym trudnym wyścigu, co jest naszym silnikiem/paliwem, na czym oprzeć starania o lepszą przyszłość? Ostatnio wysoko postawiony polityk powiedział, że naszym skarbem jest węgiel, inny wspominał o miedzi. Ktoś miał nadzieję na gaz łupkowy, ale gazu nie ma. Wiemy już, że nie możemy oprzeć naszej gospodarki na węglu. Politycy twierdzący coś innego albo są źle poinformowani, albo kłamią. Najwyższy czas, byśmy wszyscy dostrzegli, że na naszych surowcach nie można oprzeć przyszłości. Nie będziemy nigdy w sytuacji Kataru i Arabii Saudyjskiej, by budować nasz dostatek na surowcach naturalnych. Najwyższy czas uświadomić sobie, że nasz dostatek i pomyślność można oprzeć jedynie na pracy, umiejętnościach i wiedzy. To, co napisałem, jest oczywistością, bardzo wielu z nas podziela ten punkt widzenia. Jesteśmy pracowici, podejmujemy pracę i możemy pracować nawet więcej niż inni. Czyżby naszym problemem był niski poziom wiedzy i umiejętności? Tak właśnie jest! Szef ZNP usiłuje nam to powiedzieć i aby do nas dotrzeć, użył klucza „1000 zł na miesiąc”. W rzeczywistości chodzi nie tylko o pensje, chodzi o rolę i znaczenie, a w dalszej perspektywie o jakość systemu kształcenia w naszym kraju.

Dodam trochę argumentów. Społeczeństwa państw światowej czołówki, z PKB per capita powyżej 25 tys. dol. rocznie, rozbudowały wielkim nakładem środków i pracą wielu pokoleń kosztowne, dysponujące wielkim majątkiem i ogromnym budżetem, bardzo sprawne systemy edukacyjne, prowadzące młodych obywateli po szczeblach wiedzy i umiejętności od przedszkola po studia doktoranckie. Działanie tych systemów oparte jest na złożonych uregulowaniach prawnych, wypracowanych mechanizmach kształcenia i awansowania kadry na własne potrzeby. Obywatele tych państw uznali, że jakości systemów edukacyjnych należy – nie szczędząc nakładów – poświęcić najwięcej uwagi, aby zapewnić społeczeństwu pomyślną teraźniejszość i bezpieczną przyszłość. Stwierdzili, że system edukacji, którego zwieńczeniem są uniwersytety i szkolnictwo wyższe, jest najważniejszą strukturą państwa, jego stan i jakość są miarą międzynarodowej pozycji i przyszłości kraju. Tylko dwa inne systemy utworzone przez społeczeństwa mogą się równać z nim wagą, złożonością i kosztownością: system ochrony zdrowia i armia. Jednak najważniejszy jest system edukacyjny, gdyż bez niego nie sposób zorganizować na właściwym poziomie dwóch pozostałych. Niebezpieczeństwo wojny i utraty niepodległości, klęski głodu, wielkie epidemie, kataklizmy i trzęsienia ziemi mogą na krótko przesunąć problemy edukacji społeczeństwa na dalszy plan. Nie jesteśmy w takiej sytuacji. System kształcenia także w naszym kraju jest fundamentem jego pomyślności i bezpieczeństwa.

Jak ocenić stan wiedzy, świadomości i wykształcenia naszego społeczeństwa? Można znaleźć wiele parametrów liczbowych, które opisują go z pewnym przybliżeniem. Popatrzmy jednak na siebie z innej strony – obrazem naszej wiedzy, poziomu wykształcenia jest stan naszego państwa. Mądry urzędnik wysokiego szczebla stwierdził, że jesteśmy państwem teoretycznym, źle zorganizowanym. Źle oceniamy organizację służby zdrowia, systemu edukacyjnego, systemu podatkowego, wiele uregulowań prawnych. Nie będę mnożył przykładów. Nasze państwo nie jest dobrze zorganizowane.

Obrazem stanu naszej wiedzy są decyzje, które społeczeństwo podejmuje w trakcie wyborów. Nie jest to obraz budujący. Na najwyższe stanowiska wybieramy ludzi, którzy nie radzą sobie potem z obowiązkami, nawet o tym nie wiedząc. Liderzy polityczni proponują nam głosowanie na kandydatów o miernych umiejętnościach, powierzchownie lub źle wykształconych. Jako wyborcy powierzamy kapitańskie stanowiska ludziom, którzy nie wiedzą, w którą stronę skierować nawę naszego państwa. Znają tylko jedną dewizę: jak najdalej od Rosji, jak najbliżej USA. To niewiele w czasach wielkich przemian cywilizacyjnych.

O stanie naszej wiedzy świadczy poziom dyskusji toczonych przed kamerami telewizji. Najczęściej są to sprzeczki i niekończące się kłótnie o błahe sprawy. Bardzo rzadko omawiane są sprawy rzeczywiście dużej wagi. Pamiętajmy jednak, że jakość debaty to miara nie tylko umiejętności dyskutantów, ale także oczekiwań słuchaczy.

Na koniec należy powiedzieć kilka słów o modelu państwa i ustroju demokratycznego, który wprowadzamy od kilku lat w naszym kraju. Ostatnie lata pokazały nam, jaki typ/rodzaj/odmiana ustroju wewnętrznego, model demokracji i polityki zagranicznej wyrastają na gruncie naszej wiedzy i poglądu na świat. Tak wyobrażamy sobie demokrację, rządy prawa, sprawiedliwość społeczną, model ustroju państwa, wzorce wychowania i myślenia obywatelskiego. To właśnie jest aktualnym świadectwem naszej wiedzy i stanu świadomości. Aby nie było wątpliwości: to, co napisałem, jest przyganą, a nie pochwałą.

Wielu ludzi bardzo krytycznie postrzega nasze możliwości analizowania i diagnozowania warunków zmieniającego się świata, możliwości podejmowania właściwych decyzji gospodarczych i politycznych. Politycy ekipy sprawującej władzę przekonują nas, że poza przekopem mierzei i Fortem Trump pozostaje nam wzywanie zagranicznego kapitału, by przybywał. Rzecz nie tylko w tym, że w rozwoju gospodarczym jesteśmy opóźnieni w stosunku do krajów Zachodu, jesteśmy opóźnieni w myśleniu o zmieniającym się świecie, w podejmowaniu decyzji o kierunkach działania, o tym, co jest autentycznie dobre dla nas, a co nam zaszkodzi.

Nauczyciele rzucili hasło „1000 zł na miesiąc”, widząc w nim ratunek przed postępującą degradacją systemu kształcenia. Jednocześnie wiedząc, że wołania o wieloletni program jego naprawy i poprawy jakości nie znajdą rezonansu w świadomości społeczeństwa. Trzeba być dobrze wykształconym, by zrozumieć, że trzeba wiedzieć więcej.

Nie ma miejsca na obszerne scharakteryzowanie systemu edukacji, który powinniśmy jak najszybciej tworzyć. Należy go uznać za najważniejszy w państwie. Kształcenie dzieci i młodzieży należy powierzyć najzdolniejszym z nas, ludziom starannie wybranym, dobrze wyposażonym w potrzebne narzędzia, nieprowadzącym gier i gierek politycznych. W systemie takim nie ma miejsca na coroczne dobijanie się o budżet na następny rok.

Jeden z polityków słusznie dostrzegł, że nasz kraj tkwi w pułapce średniego rozwoju. Jeśli nie odkryjemy wielkich zasobów gazu łupkowego, to jedyne wyjście z pułapki prowadzi przez edukację. Trzeba zadać na koniec pytanie: czy jesteśmy na tyle mądrzy, by wiedzieć, że musimy gruntowniej się uczyć?

Bogdan Galwas jest emerytowanym profesorem Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej i wieloletnim członkiem Komitetu Prognoz PAN

Fot. Tomasz Kawka/East News

Wydanie: 14/2019

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy