Procesy o prawdę

Procesy o prawdę

Osiem lat kancelaria Lecha Obary walczy o zakaz używania określenia „polskie obozy zagłady”

Wygrany proces Karola Tendery, więźnia Auschwitz, z niemiecką telewizją ZDF był trzecim etapem żmudnych zabiegów kancelarii Lecha Obary o wydanie zakazu używania takich określeń jak „polskie obozy zagłady”. – Ale ta walka jeszcze się nie skończyła. Stacja ZDF wynajęła międzynarodową kancelarię adwokacką, która próbuje podważyć orzeczenie krakowskiego sądu – podkreśla mecenas Obara.

Zaczęło się od niemieckich roszczeń

Lech Obara to olsztyński radca prawny, znany z reprezentowania przed sądami poszkodowanych przez sieć Biedronka i komorników. Jego zainteresowanie tematyką niemiecką zaczęło się od przeczytania w PRZEGLĄDZIE artykułu Jerzego Mąkosy, dyplomaty i niemcoznawcy, byłego radcy konsularnego w Bonn i Berlinie („Sądy przeciwko polskim interesom”, 2 grudnia 2007 r.). Autor przestrzegał przed zagrożeniem, jakie niesie pochopne potwierdzanie praw obywateli RFN ubiegających się o zwrot mienia pozostawionego w Polsce. Jednocześnie apelował do rządzących o uregulowanie tej sprawy, bo może ona rozsadzać naszą stabilność terytorialną.

– Kupiłem wtedy w kioskach 10 egzemplarzy tygodnika i rozesłałem olsztyńskim posłom różnych opcji. A sam postanowiłem włączyć się w sprawy niemieckich roszczeń, m.in. w proces z powództwa Agnes Trawny, choć dopiero na jego końcowym etapie – wspomina Lech Obara.

Sprawa Agnes Trawny, Mazurki, która kiedyś wyemigrowała do Niemiec, a potem domagała się zwrotu majątku w Nartach koło Jedwabna, najsilniej przebiła się do mediów. Ale w tym samym czasie (lata 2007-2008) inny Niemiec zażądał od rodziny Smolińskich spod Nidzicy potężnej rekompensaty za użytkowanie gospodarstwa, które zostawił 28 lat wcześniej. Chociaż po wyjeździe z Polski otrzymał od państwa niemieckiego odszkodowanie, jego nazwisko – wskutek zaniedbań strony polskiej – wciąż widniało w księdze wieczystej. W świetle prawa był więc nadal właścicielem majątku, mimo że Smolińscy przez wiele lat w nie inwestowali. Tej przeszkody nie udało się pokonać.

Przeciw „Die Welt”

Wówczas, czyli w 2009 r., do olsztyńskiej kancelarii zadzwonił Zbigniew Osewski ze Świnoujścia, rencista wrażliwy na różne formy bezprawia. Miał zaufanie do Lecha Obary, który w jednej z wcześniejszych spraw reprezentował go przed Trybunałem Konstytucyjnym. Tym razem Osewski sam pozwał wydawnictwo Axel Springer SE za użycie w niemieckim dzienniku „Die Welt” sformułowania „polski obóz zagłady” na Majdanku. Tyle że pozwał oddział koncernu w Warszawie, wydający „Fakt”. Kiedy więc za pośrednictwem świeżo powołanego Stowarzyszenia Patria Nostra do sprawy włączył się Obara, jako pozwanego wskazał wydawcę w Berlinie. Wiedział, jakie trudności przed nim stoją. Po pierwsze, takie pojęcia jak godność narodowa i tożsamość narodowa nie były wpisane do katalogu dóbr osobistych, podlegających ochronie prawnej w polskim Kodeksie cywilnym. Po drugie – sam Osewski nie był więźniem obozu zagłady, występował w imieniu dziadków, których hitlerowcy więzili w Stutthofie.

– Złożenie pozwu w warszawskim sądzie okręgowym wynikało bardziej z frustracji, że państwo polskie nie potrafiło przeciwdziałać takim niegodziwościom, niż z wiary w uzyskanie pozytywnego wyroku – dodaje mecenas Szymon Topa z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Lech Obara i Współpracownicy, jeden z autorów strategii w tych sprawach. W imieniu klienta prawnicy domagali się przeproszenia, wpłaty 500 tys. zł na rzecz organizacji charytatywnej oraz zakazu używania pojęcia „polskie obozy zagłady” w całej sieci Axel Springer.

Determinacja polskich prawników była na tyle duża, że toczyli boje siedem lat. Wymienili wiele pism ze stroną przeciwną, rozkładając orzeczenia Sądu Najwyższego na czynniki pierwsze i budując z nich nową doktrynę prawną. W tym czasie zmieniło się trzech sędziów i każdy starał się odrzucić sprawę jak gorący kartofel. – Gdyby ktoś nam powiedział, że polski sąd był stronniczy, to przed krzyżem mogę przysiąc, że było odwrotnie – zapewnia mecenas Obara.

Jego kancelaria nie mogła liczyć na wsparcie finansowe państwa, podobnie zresztą jak dzisiaj, choć klimat społeczny wokół tego tematu zmienił się na korzyść.

Najtrudniej jednak było udowodnić, że naruszono dobra osobiste Zbigniewa Osewskiego. Na szczęście z pomocą przyszli prof. Aurelia Nowicka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Filip Rakiewicz, autor pracy na temat dóbr osobistych.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 11/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Kategorie Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy