Prostytutki nastolatki

Prostytutki nastolatki

Same o sobie mówią zarazy. I wyliczają, za ile razy mogły sobie coś kupić

Niedzielne popołudnie w małej, popegeerowskiej miejscowości pod Słupskiem. Chałupy Pauliny i Karoliny, dwóch gimnazjalistek, o których wiadomo, że „sobie poradziły” stoją krzywo tuż przy drodze. Dziewczyn nie ma. – Pojechały do lokali zarabiać, z nimi zabrało się jeszcze kilka koleżanek, tych z domu za stawem – wyjaśnia sąsiad. – Wiadomo, na noc nie wracają, bo czasem w przydrożnym barze coś się trafi albo w jednostce wojskowej – dodaje ze zrozumieniem.
Długi majowy weekend to dobre dni dla każdej prostytucji. To swoiste otwarcie sezonu, także pod Słupskiem.
Paulina jest uzdolniona plastycznie, do niedawna miała średnią powyżej cztery, Karolina zawsze miała większe kłopoty z nauką. Teraz obie chodzą do szkoły w kratkę. Jednak nikt się tym nie przejmuje. – U nas nie ma problemu prostytucji nastolatek – zapewnia dyrektor gimnazjum. Jego echem jest pedagog szkolny. Zaś kuratorka Pauliny, Barbara Rożek, mogłaby wiele opowiedzieć o życiu dziewcząt, ale musi mieć na to zgodę prezesa sądu.
Z relacji sąsiadów wynika, że „matka Pauliny w nerwicę wpadła. Ale córka wcale się nie przejmuje. Chce się ze wsi wyrwać i tyle. Posmakowała lepszego życia”. W głosach mieszkańców brzmi pochwała.
Tak naprawdę niewiele osób ma głębokie przekonanie, że prostytucja nastolatek jest poważnym problemem. Politycy, nauczyciele, także księża mówią na ten temat z oburzeniem, ale jakimś takim „na okrągło” – że to dramat, że trzeba zaradzić, że winna rodzina… Szybko próbują skierować rozmowę na pedofilię albo narkomanię, tu się ożywiają, z tym walczyliby z zapałem. Ale prostytucja nastolatek… Wiadomo, trzeba zwalczać, jednak w czasach, gdy bieda pcha do gorszych czynów, dziewczynka w burdelu nie wydaje się czymś najgorszym, co może spotkać młodego człowieka. – W podświadomości dorosłych istnieje przekonanie, że to łatwa praca, do tego opłacalna, no po prostu, że młodzi dają dupy, bo uważają, że to fajne – komentuje socjolog Krzysztof Martyniak, wolontariusz z organizacji TADA, zajmującej się prewencją HIV. – Tymczasem jest to parę groszy zdobytych koszmarnym wysiłkiem, często na pograniczu gwałtu – dodaje.
Z badań przeprowadzonych przez prof. Wiesława Pływaczewskiego z Wyższej Szkoły Policyjnej w Słupsku wynika, że średnia wieku zawodowej prostytutki to 24 lata. Wszystkie zaczynały przed 17. rokiem życia, a więc jako nieletnie. Trzy czwarte pochodzi z rodzin robotniczych, tylko co piąta ma średnie wykształcenie. Zawodowych prostytutek jest około 10 tys. Ile jest małolatek? Tego nie wiadomo. Profesjonalistek zapewne kilka tysięcy, ale najciekawszą i mroczną grupą są cichodajki. Skali tego zjawiska nie odważy się ocenić żaden specjalista. – Jedno jest pewne, nie wyróżniamy się na tle Europy – zapewnia prof. Zbigniew Izdebski, przewodniczący Towarzystwa Rozwoju Rodziny. – Zapewne „zasilamy” europejską prostytucję, a to, co się dzieje u nas, to koszty transformacji i związanego z nią przyzwolenia.

Internet wygrywa z dworcem

W policyjnych izbach dziecka pracownicy twierdzą, że kradzieże i nierząd to jedyne pomysły na życie, jakie mają przywiezione dziewczyny. – Większość uciekających z domu przetrwała kilka dni dzięki facetom – tłumaczą wychowawcy z katowickiej izby dziecka.
Tuż przed wakacjami nastoletnia prostytucja nasili się jeszcze bardziej. W lecie osiągnie apogeum. Część zatrzymanych trafi do policyjnej izby dziecka, która jest tylko przechowalnią. Jest tam właśnie Justyna, 15-latka, która trzymiesięczną ucieczkę z domu przeżyła tylko dzięki prostytucji. Została zatrzymana, gdy czekała na klienta. Jej koleżankę, tirówkę, zdjęto z drogi, gdzie czekała na okazję. Najmłodsza, Magda, ma 13 lat i jest „specjalną ofertą” dla bywalców jednej z agencji. Jednak w izbach policyjnych jest coraz mniej nastolatek prostytutek. Przechwytują je opiekunowie i nie dopuszczają, by wpadły.
W Warszawie po nastolatkę chodzi się na Dworzec Centralny. Tam dziewczyna zawsze może powiedzieć, że czeka na koleżankę, facet, że zaczepia ją, bo pyta o godzinę. Wszystkie duże dworce pełne są seksu od 15. roku w dół.
W agencji towarzyskiej nastolatkę dostanie tylko ktoś bardzo zaprzyjaźniony. Szefowie lokali są ostrożni, zresztą, jak mówi jeden z nich: – Mam takie tłumy chętnych osiemnastek, że nie muszę się narażać i brać nieletniej. Wystarczą dwie dla specjalnych klientów. Taki facet z ulicy, który przychodzi i pyta „Macie małolatę?” nic nie dostanie.
Klasycznym miejscem dla nastolatki jest dyskoteka. Na ulicę przecież nie wyjdzie, bo ją skopią. – Te cichodajki albo robią to za małe pieniądze, albo za samą zabawę. Ale nawet drinka taka panienka nie dostanie za darmo. W przedbiegach musi coś obiecać – tłumaczy Krzysztof Martyniak i dodaje, że część „robi to” zaraz po szkole lub na dużej przerwie. – Żadna szkoła nie przyzna się, że są w niej prostytutki. Już łatwiej dziś o wyznanie w sprawie narkotyków – zapewnia Ewa Krasnodębska, psycholog z poradni rodzinnej w Trójmieście. – Pod szkołę podjeżdżają samochody, potem dziewczyny mają jakieś luksusowe drobiazgi, a wychowawca jakby nigdy nic dalej omawia „Pana Tadeusza”. W policyjnych raportach sytuację tę opisano tak: „W większości przypadków prostytucja nieletnich nie ma charakteru stałej pracy zarobkowej. Ogranicza się do przypadkowych kontaktów seksualnych, by zdobyć pieniądze na kosmetyki lub ubrania. Mimo że nieletni uprawiają prostytucję dorywczo, może ona się stać sposobem na życie także po osiągnięciu pełnoletności”.
Salony gier, parki – te miejsca policja zna świetnie, ale spod kontroli wymyka się Internet. Na czatach można znaleźć bardzo wiele ofert panienek szukających sponsorów. Kontakt ułatwiają także komórki. Prasa prowincjonalna pełna jest ofert „na komórkę”, pod wieloma kryją się uczennice. Ale tradycyjnym źródłem informacji pozostaje taksówkarz.
Zmalało za to zjawisko prostytucji przygranicznej, ustabilizowało się środowisko tirówek. – Podsumowując, można stwierdzić, że narasta fala prostytucji nieletnich w dużych miastach, gdzie właśnie dzięki Internetowi, komórkom i ogłoszeniom proceder ten staje się bezpieczny. Drugi nurt to prostytucja w biednych, małych miasteczkach. Tam wszyscy wiedzą, kto i za ile, ale akceptują to jako pomysł na życie wymuszony przez sytuacje bez wyjścia – tak brzmi opinia seksuologa, prof. Zbigniewa Izdebskiego.

Legitymacja na dworcu

W okolicach Słupska każdy widział nastoletnią prostytucję. Ktoś wiózł małolatę do Rowów, nie miała pieniędzy, więc zaproponowała numerek, ktoś inny przypomina sobie o dziewczynce, która obsługiwała poligon w Wicku. Podobno na dworcu kręcą się jakieś „zarazy”. Jeden z taksówkarzy znalazł legitymację szkolną. Zgubiła ją dziewczyna szarpiąca się z klientami.
Policja opisuje zjawisko w ponad stu przypadkach. To tylko strzęp prawdy. Ostatnią, najpełniejszą analizą jest raport prof. Izdebskiego i choć dotyczył on dorosłej prostytucji, można w nim znaleźć historie nastolatek. Jedna z nich zarabia na studia, druga utrzymuje całą rodzinę.
– Wiemy na pewno, że nastolatek prostytutek, szczególnie na prowincji, jest coraz więcej – ocenia prof. Izdebski. – I że nie przeciwdziała się temu zjawisku. Wiadomo, że w biedniejącym społeczeństwie coraz więcej będzie dzieci na ulicy. Ale nie ma opiekunów i pracowników socjalnych. Ci, którzy są, siedzą w urzędach i zajmują się „prawdziwą biedą”.
Opiekę społeczną mamy tradycyjną i konserwatywną. – W Polsce nie prowadzi się monitoringu zjawiska, jesteśmy też jednym z nielicznych krajów, które nie mają programu zwalczania nastoletniej prostytucji – ubolewa prof. Izdebski. – To powoduje, że sprawa jest bezpańska i właściwie nikt nie czuje się odpowiedzialny.
Prostytucja nieletnich była tematem I Kongresu przeciw seksualnemu wykorzystywaniu dzieci w celach komercyjnych, który odbył się w 1996 r. w Sztokholmie. Polska delegacja podpisała się pod deklaracją 119 państw zobowiązujących się do wprowadzenia konkretnego programu przeciwdziałania. I na tym skończyło się zainteresowanie urzędników. W 2001 r., gdy odbywał się drugi kongres w Japonii, lewicowy rząd Polski nawet nie udawał, że problem go interesuje. Wśród 3 tys. delegatów, przedstawicieli 134 państw, nie było nikogo z polskiego rządu. W związku z tym w oficjalnych dokumentach sytuację polskich dzieci porównano do tego, co dzieje się na Białorusi. – Temat jest na pewno trudny – przyznaje prof. Izdebski. – Wymaga współpracy z innymi krajami, a już u nas konieczne jest współdziałanie kilku resortów. No i włączenie problemu do budżetu, a to jest najtrudniejsze. La Strada, Fundacja „Dzieci Niczyje” i jeszcze kilka organizacji, nikt więcej nie interesuje się problemem.

Profilaktyka, terapia, odpowiedź na najprostsze pytanie: Co można zaproponować takiej nastolatce? – te sprawy zajmują tylko grupę nawiedzonych osób. Ciągle zdumionych, że rząd SLD ma do zwalczania prostytucji nastolatek jeszcze mniej zapału niż AWS. – Ci z prawicy są przekonani, że to patologia, że trzeba ratować rodzinę – tłumaczy jeden ze działaczy organizacji TADA. – Za to lewica wstydzi się prostytucji. Woli udawać, że jej nie ma, albo łatwo ulega sugestiom, że są ważniejsze problemy.
Zbigniew Izdebski założył stowarzyszenie, którego celem jest zwalczanie dziecięcej pornografii i prostytucji. Organizacja jest bardzo młoda, zarejestrowano ją przed dwoma miesiącami. Ale już dzisiaj lobbuje w Sejmie i jest u progu wprowadzania programu przeciwdziałania dziecięcej prostytucji. Zacznie, gdy MENiS da obiecane pieniądze. Na razie w Sejmie powstało lobby w Podkomisji ds. Młodzieży. Jej przewodniczący, Bogusław Wontor (SLD), połączył siły z Henrykiem Ostrowskim z Samoobrony.

Najpierw molestowane

Dziewczyny z ośrodka wychowawczego (trafiają tam na wątpliwą resocjalizację) nie mają domu, szkoły ani kościoła. Jedynym oparciem jest grupa czekająca na zewnątrz. I dlatego większość z nich za największy życiowy niefart nie uznała prostytucji, lecz pech, który zamknął je w ośrodku. Grupa bywa różna. Dziś nowym zjawiskiem są grupy złożone z dziewcząt w różnym wieku. Pół roku temu zatrzymano 17-letnie uczennice gnieźnieńskich szkół, które zmuszały do prostytucji swoje dwie młodsze koleżanki. 15-latki były wysyłane na drogę Września-Gniezno.
Jednak grupa jest w ich wspomnieniach niezawodna. – To typowa idealizacja – komentuje Krzysztof Martyniak. – One udają, że jest fajnie, ale przecież w chwilach szczerości przyznają, że to kurewski biznes, gdzie starsi wkręcają młodych, a wystawianie na wabia jest początkiem tej specyficznej przyjaźni.
Jednak nawet ten „kurewski biznes” wygląda lepiej niż wspomnienia. Prawie wszystkie były w dzieciństwie molestowane seksualnie (choć żadna nie wie, że to się tak nazywa), ponad połowa została zgwałcona i tutaj z nazwaniem strasznego wydarzenia nie mają kłopotu. Gdy dorastały, jako przykład miały często siostrę z nieślubnym dzieckiem i rodziców alkoholików. W domu mówiło się zachęcająco: „Chcesz mieć ciuch, to sobie musisz zarobić”.
Dzisiejsza „świnka” w środowisku rówieśników jest jedną z koleżanek, jeśli odmienną, to dlatego, że bardziej wolną i wyrachowaną. Przed laty musiała się liczyć co najmniej z ostracyzmem – to teza książki zielonogórskiego socjologa Jacka Kurzępy. W „Młodzieży pogranicza” przedstawia akceptowane przez młodzież formy zarabiania. Odpowiedzi było bardzo wiele. Prostytucja jako dochodowa forma działalności z 5% wskazań sąsiaduje z paserstwem i handlem samochodami. Tylko o 1% przegrywa z uczciwą pracą. Jest akceptowana przez 63% chłopców. Większość dziewcząt odrzuca prostytucję z przyczyn moralnych, jednak godzą się na nią, by zarobić.
Zarobki są byle jakie – od kilku do kilkudziesięciu złotych. Jednak najczęściej nastolatki żądają sumy, która pozwoliłaby kupić konkretny ciuch lub kosmetyk. Możliwe są także dary w naturze – biżuteria, walkman, perfumy. Za stosunek bez prezerwatywy, seks analny lub oralny trzeba dołożyć kilka złotych.

Paniczny lęk

Ich lęki, nadzieje, niepewności – nikogo to nie interesuje. Jedynie Joanna Moczydłowska z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Goniądzu przeprowadziła ankiety, których analizy znalazłam w „Problemach alkoholizmu”. 100 dziewcząt w wieku od 13 do 18 lat odpowiedziało na wiele pytań. W środku sprytne i pomysłowe, pełne roszczeń, złości i pesymizmu, ale na zewnątrz uprzejme i bardzo chcące zrobić dobre wrażenie.
Dziewczyny z Goniądza preferują wszystkie męskie, siłowe cechy. Nie mają dla siebie szacunku. Swoje życie oceniają bez entuzjazmu. „Raz jest fajnie, a raz tak, że nie chce się żyć”, napisała jedna z nich. 31% uznało, że ich życie jest okropne, tylko 6% sądzi, że może być wyzwaniem. 35% pisze: „Mam ochotę wszystko rzucić i uciec”, 62% odczuwa lęk przed przyszłością określany jako paniczny.
Co druga dziewczyna z Goniądza jest przekonana, że to życie wepchnęło je w taką beznadzieję. I rzeczywiście, warunki na pewno im nie pomagały. Tylko kilka miało bardzo dobrą sytuację materialną, prawie wszystkie wraz z rodziną korzystały z opieki społecznej. Rodzice to bezrobotni na własne życzenie. – Te dziewczyny nie są potępiane przez środowisko – mówi Marek Kunkel z Sekcji Prewencji Komendy Miejskiej w Słupsku. – Wręcz przeciwnie, uważane są za zaradne, przedsiębiorcze, umiejące walczyć z przeciwnościami.
Na jednym biegunie przyczyn jest bieda, na drugim wygórowane ambicje. Prof. Izdebski zna dziewczynę, której całkiem dobrze sytuowani rodzice odmówili studiów w USA, więc dorabia po lekcjach. Inna nie dostała komputera, też zdecydowała się na seks za pieniądze. – Wśród młodzieży znane są tzw. razy, na przykład kurtka za cztery razy lub bluzka za dwa razy. Takie dziewczyny nie uważają się za prostytutki – tłumaczy seksuolog.
Poza motywem materialnym jest jeszcze poczucie, że jest się gorszym. Nieletni postrzegają świat poprzez młodzieżowe magazyny i seriale. Ciuchy, samochody – siedząca przed ekranem zastanawia się, jak wejść w ten świat.
Zdaniem Anny Ciupy z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, otaczający nas świat jest przesiąknięty przyzwoleniem na prostytucję. Konkursy piękności dla dziewczynek, pokazywanie ciała jako towaru, to wszystko uczy od najmłodszych lat, że seks za pieniądze nie jest czymś złym. Nawet jeżeli ma się kilkanaście lat. Zbigniew Izdebski dostrzega, że dziecięca prostytucja to zaklęty krąg. – Te dziewczyny często uciekają z domu przed przemocą seksualną – tłumaczy. – Tragiczne jest to, że aby przetrwać, muszą się prostytuować, czyli robić coś, co było potworne, czego chciały uniknąć.
Prostytutkami zostają nastolatki, które nie chcą kraść, ale wiedzą, że same muszą się utrzymać. Prostytucja wydaje się spokojnym, pozornie łatwym sposobem.

Raj cichodajek

Pewne siebie i uśmiechnięte. Ale wystarczy kilka pytań. Dziewczyny z Goniądza uciekały w śmierć. 32% myśli, jak to zrobić, 43% spróbowało, 21% już kilka razy. – Śmierć to wybawienie – zapewniały i dla nich nie było w tym ani odrobiny melodramatu.
Nastoletnie prostytutki uważały, że świat jest „źle urządzony”, jedna z nich określiła go jako pustą kulę. Jednak to, co je otacza przyjmowały z filozoficznym poczuciem beznadziejności, o wiele bardziej krytyczne były wobec siebie. Joanna Moczydłowska określa to jako patologiczną samokrytykę i ogólne poczucie niegodności.
Oto bar w tej samej małej miejscowości pod Słupskiem, w której mieszka Paulina i Karolina. Trzej mężczyźni i dwie dziewczynki popijają piwo, trwa głośne dzielenie się „towarem”. Ale gdy na ekranie telewizora pojawia się jakaś erotyczna scena, barman krzyczy: „Małolaty, zamknąć oczy”. Śmieją się wszyscy goście.
Nocny rajd po restauracjach w Słupsku. Miasto przesiąknięte jest prostytucją. Najpierw największa restauracja Moskwa, potem motel Przymorze. – Te wszystkie bryki, co tu wjeżdżają, szukają młodych dziewuch – tłumaczy taksówkarz.
Moskwa to szary, betonowy gmach z czerwonymi gwiazdami. W środku na ścianach sierp i młot, ale goście bawią się przy techno. Toaleta opanowana przez nastolatki wymieniające uwagi na temat klientów. Jednak większość, jak informuje szatniarz, wyniosła się z Moskwy. – Nie ma tu dla nich życia – tłumaczy mężczyzna. – Te starsze wypowiedziały im wojnę. Potem opowiada, że do niedawna Moskwa była rajem cichodajek. – Na wejściu taka małolata dostawała darmowe piwo z narkotykiem – wyjaśnia – i tak urabiano gówniary. Jak się uzależniły, stawały się własnością mafii. To w ten sposób zrobiono dziwkę z tej 17-latki, którą potem zabito w Draculi.
Taki jest Słupsk położony w pół drogi między Szczecinem a Gdańskiem, blisko Ustki, Rowów i Łeby, miasto z 40-procentowym bezrobociem.
Dziś najmłodsze przeniosły się do baru Aga i do Killera, najniebezpieczniejszej knajpy w Słupsku. Tu bawi się słupski półświatek. Na murku odpoczywają dwie licealistki. Zapewniają, że wpadły tylko na colę. Rodzice? – Mogę wrócić nawet rano – zapewnia jedna z nich. – Bylebym była w porządnym stanie. A po mnie nigdy nic nie widać.
Czy nie boją się, że zatrzyma je policja? – Natapiruję włosy, tapetę nałożę i nikt mi nie da mniej niż 20 lat – wyjaśnia koleżanka, ale nie rozwija tematu, bo z ciemności wyłania się mężczyzna w czarnej skórze. – Dziewczyny, albo do środka, albo spierdalać stąd – zarządza. Wybierają pierwszy wariant.
Dopiero w Adamku, jedynej państwowej restauracji w Słupsku, można spotkać uczennice bez ochroniarzy. W klimatach z późnego Gierka bawią się bardzo biednie ubrane dziewczyny (na oko 14-latki) i kilku mężczyzn w okolicach pięćdziesiątki. – Sprawdzałam jej dowód, ma 21 lat – zapewnia właścicielka lokalu. Patrzymy na dziewczynkę, która wygląda jak wyrwana z klasy.
W Killerze, Adamku i Adze nikt nie przejmuje się chroniącą młodych przed prostytucją Konwencją Praw Dziecka, a nawet o niej nie słyszał. Nikt nie przejmuje się także faktem, że za stręczycielstwo kodeks karny przewiduje od roku do 10 lat więzienia.

Rodzice niezainteresowani

Większość nastoletnich prostytutek mieszka z rodzicami, uczą się. Ale więzy rodzinne są tu specyficzne. Dopóki same kupują sobie ciuchy i jedzenie, dopóty dorośli nie interesują się ich pomysłem na życie. Gorzej, gdy zaczynają się ucieczki. – Łapie taką panienkę policja, zawozi do izby dziecka, rodzice odbierają, ale za piątym razem mówią: „Pan spierdala z tą dziewuchą” – opowiada jeden z wychowawców warszawskiej izby dziecka.
– Dziś, kiedy nie ma już tzw. obyczajówki, ludzie uważają, że policja w ogóle nie zajmuje się prostytucją – mówi Tatiana Papaj z Wydziału Kryminalnego Komendy Głównej Policji. – Tymczasem w sprawach nieletnich jest to demoralizacja i na pewno trafi do sądu.
– Nieletnią obrabia się w sądzie – tak mówią policjanci i poza środowiskowym wulgaryzmem jest w tym sformułowaniu pewne poczucie beznadziei. Bo czy można rodziców zmusić w sądzie, by zajęli się swoim dzieckiem? By otworzyli oczy, dotąd przymknięte, na problem prostytucji. O wiele większe nadzieje Tatiana Papaj wiąże z policyjnymi pogadankami w szkołach. Prostytucja jest tam wpleciona jako jeden z tematów. – Policjanci wiedzą, że nie wolno im pouczać i nakazywać, raczej przestrzegają. Jeżeli choć w kilku głowach zapali się czerwona lampka, to będziemy zadowoleni – tłumaczą pracownicy wydziału kryminalnego.

Tatiana Papaj zajmuje się prostytucją „odgórnie”. Jednak im niżej, tym więcej jest policyjnej frustracji. – Żeby stwierdzić prostytucję takiej małolaty, muszę ją przyłapać na przyjmowaniu pieniędzy – mówi Marek Kunkel ze słupskiej policji. – A najczęściej takie panienki potrafią się wyłgać, że właśnie umówiły się na kawę z wujkiem.
W słupskiej policji powołano aż osiem zespołów mających przeciwdziałać patologiom, między innymi nastoletniej prostytucji. – Wątpię, żeby je rozpracowali – to najczęstsze komentarze taksówkarzy.
Policja nie ma zbyt wysokich notowań. Przeważnie policjanci „odpuszczają sobie” nastoletnie prostytutki, bo mają większe problemy.

Ratunkiem byłby hostel

Po kilku latach trudno wyjść. Wolontariusze z organizacji TADA napotykają ścianę. – Dla takiej dziewczyny dorosły jest kimś złym – tłumaczy Krzysztof Martyniak. – Długo trwa zdobywanie zaufania, rozmowy. Nie wolno niczego im narzucać, raczej trzeba matkować i doprowadzić do sytuacji, że młody człowiek ma poczucie wolnego wyboru.
Krzysztof Martyniak próbuje do nich dotrzeć wieczorami, dwa razy w tygodniu, ale tak jak inni wolontariusze działa nielegalnie. Także nielegalna jest dobroć siostry Małgorzaty Chmielewskiej, przyjmującej dziewczyny do swoich domów. Zgodnie z prawem, każda panienka powinna trafić do policyjnej izby dziecka, a to jest tylko miejsce zatrzymania. Nie ma pomocy. Zbawieniem byłby hostel. Do idei jego powstania wracają wszyscy moi „nielegalni” rozmówcy.
Sens jego istnienia ciągle pojawia się w rozmowach z prof. Izdebskim. – To nie powinna być typowa placówka wychowawcza – tłumaczy. – Ale rodzaj hoteliku, w którym dziewczyna mogłaby przetrwać kilka dni, nawet nie podając nazwiska. One bardzo się tego boją. Podejrzewają, że dorośli zaraz ściągną rodziców albo policję.
A z drugiej strony, tęsknią za innym dniem. 42% dziewcząt z Goniądza miało nadzieję, że potrafią zmienić swoje życie. Co czwarta wierzyła, że przełom przyniesie miłość. Tylko jedna uznała, że jej życiowym celem jest powodzenie u mężczyzn. Żadna, opisując to, co robiła, nie użyła słowa prostytucja. Wszystkie chciałyby zapomnieć o przeszłości. Ale mają też wrażenie, że życie się kurczy. Jedna z młodych bohaterek książki Jacka Kurzępy nie widzi się poza zawodem. Przyszłość? – Kiedyś może rodzina i dzieci, no i po życiu – mówi. To do takich dziewcząt dociera Krzysztof Martyniak. – Na zawsze zapamiętam twarze tych, które wyszły i wróciły do prostytucji – mówi. – Ale i tych, którym się udało.


W 2001 r. policja ujawniła 172 osoby nieletnie trudniące się nierządem, a w 2002 r. – 117. W 45 przypadkach stwierdzono, że osoba małoletnia była zmuszana do nierządu w celu uzyskania korzyści majątkowych. Sami policjanci przyznają, że te cyfry to wierzchołek góry lodowej. Swe skromne sukcesy tłumaczą hermetycznością środowisk nieletnich, niechęcią rodziców i obawą nieletnich.
Dopiero od niedawna w policji funkcjonuje program mający przeciwdziałać „wtórnej wiktymizacji”. Bowiem dziecko – ofiara – w trakcie przesłuchań było znów piętnowane, po raz drugi stawało się ofiarą. Ale nawet jeżeli zmienia się formuła dochodzenia, dziecko i tak nie ma gdzie pójść. Zapisane w ustawie o pomocy społecznej ośrodki interwencji kryzysowej istnieją tylko w 20% powiatów.


Świnki z pogranicza
Świnki to początkujące dziewczyny, termin charakterystyczny dla zachodniego pogranicza. W innych częściach kraju popularniejsze są określenia lolitki albo mewki. Te ostatnie to wakacyjne prostytutki, zarabiające głównie w miejscowościach nadmorskich. Nieletnie prostytutki same o sobie mówią zarazy. Jest to skrót od określenia za ile razy, za ile stosunków mogła sobie kupić np. kosmetyk.
Cichodajki to prostytutki z doskoku, ukrywające to zajęcie.


Dlaczego to robią?
*zachwianie systemu wartości
*niewydolność wychowawcza rodzin
*bezrobocie
*patologia w rodzinie
*konsumpcyjny styl życia
*brak reakcji ze strony dorosłych
*wpływ mediów
*namowa rówieśników
*zbyt wczesna inicjacja seksualna

Wydanie: 18/2003

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy