Przemoc rodzi przemoc

Przemoc rodzi przemoc

Na Bliskim Wschodzie kolejna wojna. Świat już na nią prawie nie reaguje. A jeśli już to robi, to tak jak zwykle. USA bezwarunkowo popierają Izrael, kraje arabskie Palestyńczyków, a Unia Europejska wzywa do zawieszenia broni i do rozmów. Choć Czesi, którzy prowadzą teraz Unię Europejską, mówią dokładnie to co USA. Dyplomaci mają problem z nazwaniem tej agresji po imieniu. W przeciwieństwie do setek ofiar, które mają nazwiska, rodziny i przyjaciół. Operacja „Płynny ołów” to nic innego jak zmasowany atak wojsk izraelskich na Strefę Gazy. Niewielki skrawek ziemi zamieszkany przez półtora miliona Palestyńczyków. Jedno z najtragiczniejszych miejsc na ziemi. Gaza w ciągu ostatnich 60 lat kilka razy przechodziła z rąk do rąk. Okupowali ją Egipcjanie, a do 2005 r. Izraelczycy. Na koniec zostali w niej najbiedniejsi Palestyńczycy. Głównie uchodźcy w obozach. A że bieda jest najkrótszą drogą do zemsty, to na poparcie biednych, poniżanych i żyjących w beznadziei na poprawę losu mogli liczyć najbardziej nieprzejednani politycy. Islamiści z Hamasu tu rekrutują zamachowców samobójców. I stąd ostrzeliwali Izrael pociskami rakietowymi. Członków świeckiej partii Fatah z Gazy wypędzono lub zabito. Cel, jakim jest wspólna, niepodległa Palestyna, staje się nierealny w obliczu bardzo realnej i wielkiej wrogości między Hamasem a Fatahem.
Choć dla Izraela atak na Strefę Gazy jest tylko elementem koniecznej obrony przed terrorystami z Hamasu, to świat widzi to inaczej. Widzi setki ofiar wśród zwykłych mieszkańców Strefy. Widzi, że środki, jakie zastosował Izrael, są zdecydowanie niewspółmierne do zagrożenia ze strony Hamasu. Wie też, że żadnego problemu, mającego podłoże społeczne i ekonomiczne, nie da się rozwiązać bombami zrzucanymi przez F-16, lufami czołgów czy uzbrojonymi po zęby żołnierzami. Po każdym ataku i odwecie przybywa kolejnych kandydatów na „świętych męczenników”. Każda śmierć dzieci, kobiet i cywilów rodzi chęć zemsty. I tak można bez końca. Hamas, choć ma na koncie wiele zamachów terrorystycznych i ofiar cywilnych w Izraelu, jest teraz popierany nawet przez jego przeciwników. Nie zostanie wyeliminowany, nie zniknie z mapy Palestyny. I będzie z nim jeszcze większy problem, bo poprowadzi do nowej, krwawej zemsty krewnych ofiar tej agresji izraelskiej. Taki jest sens wojen na Bliskim Wschodzie. A właściwie bezsens. I wspólny ból wszystkich, którzy by chcieli czegoś, co w tych dniach wydaje się czystą abstrakcją. Wolnej, niepodległej Palestyny i bezpiecznego w swoich granicach Izraela. Bo przecież nawet po tej kolejnej krwawej wojnie Żydzi i Palestyńczycy pozostaną sąsiadami. Są na siebie skazani. Nie mają dokąd uciec. Muszą więc szukać porozumienia. Przemoc jest przemocą niezależnie od tego, czy ma barwy palestyńskie, czy izraelskie. To takie oczywiste. Ale nie dla wielkich naszego świata, gotowych przymykać oczy na zbrodnie swoich sojuszników. Dopóki się to nie zmieni, ciągle będą ginąć ludzie w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu i w Izraelu.

Wydanie: 1/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy