Przepraszam za Kraków

Przepraszam za Kraków

Nie jest po chrześcijańsku widzenie źdźbła w oku bliźniego, a niedostrzeganie belki we własnym. Poprzednio żądałem przeprosin od telewizji publicznej za niesławnej pamięci transmisję walki Gołoty. Jednak i w moim gnieździe, Krakowie, nie dzieje się najlepiej. Zatem, wieloletni krakowiak z wyboru, teraz sam przepraszam za Kraków.
Przysłowiową kroplą, która przelała kielich, stał się żarcik przewodniczącej krakowskiej sesji poświęconej 20. rocznicy powstania “Solidarności”. Otóż owa osoba, prezentując kolejną referentkę, zadowcipkowała: Głos zabierze obecnie pani X. i na pewno dobrze, choć nosi imię paskudne – państwo rozumiecie?! – JOLANTA!
Oto obecna krakowska Francja-elegancja w wykonaniu kobiety z AWS (a może lepiej napisać – damy, damulki, niewiasty, babsztyla, właściwe określenie pozostawiam Czytelnikom) w królewskim stołecznym mieście Krakowie!
Niestety, ten niesmaczny incydent jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej nietaktów, grubiaństw i zniewag w wykonaniu obecnych politycznych elit krakowskich. Jak wiadomo, Rada Miasta głosami AWS uznała prezydenta RP za persona non grata, czyli wypowiedziała posłuszeństwo konstytucyjnemu organowi państwa. Z kolei prezydent m. Krakowa, profesor (sic!) Gołaś, demonstracyjnie nie przybył na obchody 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego z uwagi na obecność tam prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego. Gołaś, jak mawiają Francuzi, okazał się plus catholique que la pape, czyli bardziej katolicki niż papież, bowiem na obchodach obok prezydenta RP był obecny nuncjusz papieski. A jak napisał szacowny profesor Aleksander Krawczuk, nasz drogi Aleksander jest w grodzie Kraka persona grata i carissima.
Jednak nie tylko w sprawach prezydenckich, od czasów tzw. inicjatywy trzy-czwarte, Kraków mocno się blamażuje. Nie tak dawno, mimo pozytywnej uchwały Rady Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ oraz entuzjastycznych opinii recenzentów, Senat odmawia nadania tytułu doktora honoris causa Romanowi Polańskiemu, członkowi Akademii Francuskiej! Godny natomiast tego tytułu okazuje się Jan Nowak-Jeziorański, człowiek niewątpliwie wielkich zasług, ale przecież czysto politycznych.
A w trakcie wyborów to właśnie w Krakowie anarchiści z psem w lokalu wyborczym demonstrowali pogardę wobec reguł demokracji. I co? I nic. Ot taki żarcik.
Te różnorakie faux pas, celowe zniewagi, głupawe żarciki, nie są oczywiście w Polsce wyjątkiem. Jak kraj długi i szeroki nie brak politycznych grubiaństw, oszołomstwa itd. Jednak tradycja, a może i mit Krakowa podkreślał wątki koncyliacyjne, porozumiewawcze, łagodzące. To w Krakowie wychodził “Przekrój” Eilego i potem Czumy, pismo, jak Waldorffowska muzyka, łagodzące obyczaje. To w Krakowie wychodzi katolicki “Tygodnik Powszechny”, czasopismo na tle pejzażu mediów katolickich wprost ewangeliczne, rodem z ducha “Kazania na górze”.
To w Krakowie tworzył i tworzy mistrz groteski, Mrożek, a w satyrze rysunkowej uzupełnia go Mleczko. To w Krakowie działała “Piwnica pod Baranami” z Piotrem Skrzyneckim jako dyskretnym i urokliwym krytykiem systemu. Nadal w Krakowie działa wiele osób i instytucji koncyliacyjnych. Krakowski KIK, podobnie jak odmienna światopoglądowo Kuźnica, przeciwny jest zaostrzaniu walki ideologicznej. W Krakowie nie wychodzi ani “Gazeta Polska”, ani “Głos”, ani “Niedziela”, a radia prywatne to RMF FM i Radio Plus.
Jednak noblesse oblige. Od Krakowa należy wymagać więcej. Dlatego przepraszam – za milczenie elit, za brak reakcji wobec grubiaństwa, za debilizm życia publicznego. Ale jednocześnie donoszę Warszawie, że w Krakowie coraz mocniejszy staje się nurt przyzwoitości i zdrowego rozsądku. To nie
Marian K. był ulubieńcem krakowian, ale Aleksander K., a potem Andrzej O. To Jego Magnificencja rektor UJ, prof. Franciszek Ziejka, nadał obchodom UJ uroczysty i spokojny charakter. To Jego Eminencja kardynał Franciszek Macharski od czasu konfliktu wokół karmelitanek w Auschwitz tonizuje napięcia w tej tak delikatnej materii. Podobnych pomniejszych osób jest w tym dawnym cesarsko-królewskim, a obecnie królewsko-stołecznym mieście wiele. Więc choć sytuacja jest trudna, nie jest beznadziejna.

Wydanie: 46/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy