Psychotropy dla dzieciaka

Psychotropy dla dzieciaka

Czy „cudowna tabletka” ritalin zagraża rozwojowi młodego mózgu?

Ritalin jest przebojem wśród leków psychotropowych. Od 1990 r. globalna produkcja tego specyfiku wzrosła sześciokrotnie – 90% trafia na amerykański rynek, gdzie każdego roku lekarze wystawiają 11,4 mln recept. Ale także w Niemczech i kilku innych krajach Europy Zachodniej ritalin przepisywany jest 14-krotnie częściej niż jeszcze przed siedmiu laty.
Na całym świecie lekarstwo to zażywa 10 mln dzieci, z czego połowa w USA. Coraz częściej do szkoły przychodzą uczniowie z budzikami albo innymi urządzeniami sygnałowymi w kieszeni. Dźwięk dzwonka przypomina, że czas na kolejną tabletkę. Ritalin

podawany jest nawet czterolatkom.

Kiedy w 1995 r. Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne ostrzegło, że w Stanach Zjednoczonych nawet 20% przedszkolaków przyjmuje leki psychotropowe (np. ritalin czy antydepresyjny prozac), żona ówczesnego prezydenta, Hillary Clinton, zorganizowała w Białym Domu konferencję ekspertów, aby przeanalizować następstwa tej niewiarygodnej lekomanii. Nikt jednak nie przejął się zaleceniami specjalistów i sprzedaż ritalinu stale wzrasta. Lekarstwo to skutecznie łagodzi objawy najczęstszego zaburzenia psychicznego wśród dzieci – hiperaktywności czy też, w fachowej terminologii, zespołu nadpobudliwości ruchowej z deficytem uwagi (angielski skrót ADHD). Według ocen ekspertów, przypadłość ta, wrodzona i prawdopodobnie dziedziczna, dotyka 3-7% dzieci, głównie chłopców. Przejawia się niezdolnością do skupienia uwagi, impulsywnością, a czasem nadmierną pobudliwością ruchową. Mali pacjenci niekiedy są agresywni, mają ogromne kłopoty z nauką, są wyśmiewani przez rówieśników i nierzadko spisywani na straty przez nauczycieli, którzy zalecają umieszczenie ich w placówkach specjalnych. Udręczeni rodzice nie mogą sobie poradzić z reagującymi gwałtownie na każdy bodziec zewnętrzny pociechami – nie pomagają krzyki, prośby ani groźby. I tu

ratunkiem okazał się ritalin,

lekarstwo opracowane początkowo w celu zwiększenia pobudliwości i aktywności umysłowej. W przypadku osób z ADHD, dorosłych i dzieci, specyfik ten powoduje wręcz przeciwne skutki – uspokaja, umożliwia koncentrację nawet przez sześć godzin, a potem całkowicie znika z organizmu. Matki i ojcowie nie posiadali się ze szczęścia. Dzięki lekowi ich dzieci mogły spokojnie przesiedzieć całą lekcję. Także pedagodzy zaczęli zalecać rodzicom zbyt niespokojnych wychowanków, aby poprosili lekarza o receptę na ritalin. W grę wchodzą również motywy finansowe. Amerykański nauczyciel często dostaje premię w wysokości 400 dol. miesięcznie za każde „trudne dziecko” w klasie. W Niemczech niektóre kliniki pediatryczne największe zyski czerpią z przepisywania ritalinu. Eksperci ostrzegają, że ten lek stymulujący staje się namiastką amfetaminy, swego rodzaju legalnym narkotykiem, którym uczniowie handlują na przerwach. W USA ritalin nazywany jest potocznie kokainą biedaka. Ponadto – co znacznie istotniejsze – wciąż nie wiadomo, jaki długoterminowy wpływ wywiera na rozwój dojrzewającego i niezwykle „plastycznego” mózgu dziecka. Preparaty psychotropowe zasadniczo zmieniają przecież biochemię mózgu, burzą grę neurotransmiterów i hormonów. Już w 1995 r. ekspert z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego USA, Alan Zametkin, napisał, że stosowanie stymulantów w dzieciństwie może zmienić funkcje systemów dopaminy (jednego z neurotransmiterów) w starszym wieku, z konsekwencjami, które obecnie

trudno jest przewidzieć.

Nie ma miarodajnych badań i studiów na ten temat – pacjenci, którzy przyjmowali to lekarstwo jako dzieci, obecnie najczęściej nie mają więcej niż 20 lat. Problem jest tym poważniejszy, że wciąż nie są znane biochemiczne przyczyny ADHD. Najpopularniejsza hipoteza mówi, że dolegliwość tę powoduje zbyt mała aktywność systemu dopaminy w mózgu. Zdaniem Geralda Hüthera, światowej sławy neurologa z Getyngi, sytuacja przedstawia się odwrotnie – śródmózgowie chorego wytwarza zbyt dużo dopaminy i kolejne fale tego neuroprzekaźnika „zalewają” czołowy płat mózgu odpowiedzialny za uczucia. Połączenia neuronalne w płacie czołowym nie mogą się ukształtować i rozgałęzić, gdyż ciągle otrzymują wraz z dopaminą sygnały „przebuduj swą strukturę”. Na domiar złego płat czołowy chorego dziecka jest słabiej ukrwiony, zużywa mniej glukozy i tlenu, w konsekwencji uaktywnia się mniej neuronów. Ritalin łagodzi wprawdzie objawy, powstrzymując fale dopaminy ze śródmózgowia, ale zmniejsza także ogólną wrażliwość na bodźce.
Prof. Hüther zwraca uwagę na doświadczenia przeprowadzone na szczurach. Starsze zwierzęta zniosły wprawdzie ritalin bez uszczerbku, jednak u osobników młodych, które nie osiągnęły jeszcze dojrzałości płciowej, lekarstwo doprowadziło do zmian struktur mózgowych. Ritalin zaburzał wzrost neuronów produkujących dopaminę, także w ośrodkach mózgu odpowiedzialnych za ruch. Neurony i tak „przerzedzają się” z wiekiem. Jeśli w ośrodkach ruchowych „przerzedzi” je dodatkowo lekarstwo psychotropowe, następstwem może być choroba Parkinsona, i to nie w wieku 70 lat, w którym zazwyczaj występuje, ale już u 40-latków, dawnych „ritalinowców”. Takie przynajmniej wnioski płyną z eksperymentów na szczurach.
Tezy Hüthera zatrwożyły wielu rodziców, eksperci więc natychmiast zaczęli uspokajać – test przeprowadzono na zbyt małej liczbie zwierząt, czyli płynące z niego

wnioski nie są miarodajne.

Ponadto metylfenidat, substancja wchodząca w skład ritalinu, podawana jest już od wielu lat, zaś epidemii Parkinsona nie widać. Niemniej jednak tezy profesora Hüthera skłoniły wiele osób do refleksji. Długoterminowe następstwa podawania dzieciom ritalinu wciąż są zagadką, a więc nie można aplikować „cudownej tabletki” uczniowi tylko dlatego, że kręci się podczas lekcji. Lek powinni przepisywać wyłącznie wysoko wykwalifikowani lekarze, jak się to dzieje w Szwecji, gdzie do każdej recepty psycholog pediatra musi dołączyć obszerne uzasadnienie. Ponadto należy poszukiwać alternatywnych terapii – dotychczas napisano pół miliona artykułów na temat ritalinu, zaś o innych metodach leczenia zaledwie kilka tysięcy. Wiadomo, że hiperaktywne dzieci mają niedobór pewnych kwasów tłuszczowych w mózgu i być może zaburzenia złagodziłby zwykły tran. Zbyt impulsywnym malcom pomagają też preparaty magnezowe. W każdym razie, jak mówi Gerald Hüther, nie można stawiać wyłącznie na cudowną pigułkę. Tymczasem producenci nadal udoskonalają ritalinowe preparaty. Może już w 2003 r. na amerykański rynek wejdzie nasycony ritalinem plaster, aby to lekarstwo przenikało przez skórę.

 

Wydanie: 19/2002

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy