Ptasi król

Ptasi król

Gniazdo mysikrólika jest świetnie ukryte, można je znaleźć jedynie przypadkiem

Polacy uważają, że ryby to nie zwierzęta, co zapewne wynika z religii i przyzwolenia na jedzenie ryb w czasie postu. Pieczarka to nie grzyb, choć właśnie od pieczarek pochodzi „rosnąć jak grzyby po deszczu”. I jeszcze drób to nie ptaki (takie przekonanie wyrażają czasem nawet nauczyciele biologii). Szerzej, ptaki to nie zwierzęta. A właściwie zwierzęta, ale „takie inne”, jak mnie poinstruowano w dzieciństwie. Zapewne dlatego ptaki mają króla niezależnego od lwa. Zapraszam na opowieść o ptasim władcy.

Jak to w baśni, rzecz działa się dawno temu. Ptaki zebrały się na sejmiku, by wybrać władcę, bo każdy chce mieć króla. Dziś to dziwne, ale kiedyś powszechnie chciano, zapewne monarcha był ostoją względnej stabilności. Uważały, że królem powinien być orzeł, ponoć taki był zamysł samego stwórcy, ale władca przed koronacją winien się wykazać pewnymi przymiotami. Ptaki uradziły, że królem zostanie zwycięzca turnieju. W szranki mieli stanąć wszyscy pierzaści obywatele, a władcą miał zostać ten, który najwyżej wzleci w przestworza. Nikt nie miał wątpliwości, że orzeł wzniesie się najwyżej. Maleńki mysikrólik z goryczą myślał o swoich szansach, jednak tuż przed startem wpadł na koncept i szybko wskoczył orłowi pod pachę. Gdy wszystkie ptaki bujały na maksymalnym pułapie swoich możliwości i gdy zaczęto wiwatować na cześć orła, mysikrólik wyskoczył spod orlej pachy i ktoś nagle wykrzyknął: „Patrzcie, ten mały jest jeszcze wyżej”. (Ponoć to była sroka, ale nie ma co do tego pewności). W ten sposób najmniejszy europejski ptak został władcą wszelkiego pierzastego stworzenia.

Z lektury podań ludowych wnioskuję, że ludzie od zawsze usiłowali zrozumieć przyrodę. Ta klechda nie tylko wyjaśniała cechy szczególne mysikrólika, ale też dawała nadzieję, że nawet najniżej urodzony ma szansę się wybić dzięki sprytowi. Ludzkie nadzieje niemal zawsze są złudne, ale mysikrólik władcze przymioty bez wątpienia posiada. Choć osiąga długość ledwie 9 cm, a waży zaledwie 7 g, ma na głowie żółty pasek, kojarzony z koroną. Skojarzenie to było znane nie tylko polskiemu ludowi, łacińskie imię ptaszyny, czyli nazwa naukowa, to Regulus regulus, co wywodzi się od rex, czyli króla. Choć zdaje się, że samo regulus to zdrobnienie, ledwie królewicz. Po prawdzie to i nasza rodzima nazwa zawiera zdrobnienie – królik, czyli król, a mysi, bo mały.

Mimo niewielkich rozmiarów ptak nie odlatuje na zimę, co zapewne wywierało ogromne wrażenie. Zresztą nie tylko na dawnym ludzie, sam nie mogę się nadziwić. Ogrzewanie jest niezwykle energochłonne, wie o tym każdy, kto ogrzewa mieszkanie prądem. Podobnie jest z wydatkami energetycznymi żywych organizmów. Przykładowo żaby nie ponoszą wielu kosztów związanych z ogrzewaniem ciała – ich temperatura jest zależna od temperatury otoczenia. Zimą hibernują. Tymczasem maleńki mysikrólik przez cały rok utrzymuje temperaturę 40 st.! Zimowe noce są nie tylko długie (w szczytowym momencie trwają 16 godzin), ale też bywają mroźne, ot, jak choćby niedawne, gdy wpadła w odwiedziny bestyjka ze wschodu – na Kurpiach mieliśmy 25 st. poniżej zera. To oznacza, że ten maleńki ptak musi w dzień uzbierać tyle energii, by utrzymać własną temperaturę i nie zamarznąć. W jego przypadku musi to być niczym taniec na cienkiej nitce, im mniejsza masa ciała, tym bardziej niekorzystny stosunek masy do powierzchni, a to oznacza większe straty ciepła. Przy wspomnianych mrozach nie było mi przesadnie ciepło mimo kilku warstw odzienia, ognia w piecu i solidnych porcji jedzenia również po zmroku. Tymczasem mysikróliki o świcie pojawiały się na okolicznych świerkach i wesoło poćwierkiwały, wyszukując pokarm.

I tu przechodzimy do kolejnego elementu, który budzi podziw. O ile latem nie dziwię się, że cienkim dzióbkiem chwyta owady, tudzież wygrzebuje je z różnych zakamarków gałązek drzew iglastych, o tyle zimą jestem zaskoczony umiejętnością wyszukania stosownej ilości pożywienia. Pokarmem zimowym mysikrólików są w znacznej mierze jaja niewielkich owadów, których larwy wiosną żerują na igliwiu sosen i świerków. Niektóre źródła podają, że to połowa strawy, inne, że niemal wyłączna dieta zimowa. Ja skłaniam się ku pierwszej tezie, u nasady igieł, szczególnie w bardzo gęstych końcówkach gałązek, gdzie mysikróliki szczególnie ochoczo urzędują, znajduje się sporo owadzich oprzędów i poczwarek. Aby przeżyć mroźną i długą noc, mysikrólik zapewne zjada ok. 15 g pokarmu. Usiłowałem sprawdzić wagę jaj owadów, ale słabo mi poszło, zadzwoniłem więc do prof. Macieja Bartosa, nauczyciela akademickiego, który w czasie moich studiów zasłynął budową pierwszego, i najpewniej jedynego, kina dla pająków. Kiedyś o tym napiszę, to były bardzo ciekawe badania, w każdym razie jemu właśnie zawdzięczam informację, że jajo czerwończyka płomieńca, średniej wielkości motyla, waży 0,086 mg. Przy subiektywnym założeniu, że to przeciętna masa jaj owadów i że mysikrólik zjada dziennie 7 g, daje to nam dobrze ponad 81 tys. jaj! Co sprawia, że owo maleństwo jest największym sprzymierzeńcem leśników i innych plantatorów drzew iglastych. Aż dziw bierze, że nie wystawili mu ani jednego pomnika. Dla porządku tylko dodam, że akurat jaja samego czerwończyka płomieńca raczej nie wchodzą w skład mysikróliczej diety, ich gąsienice nie żywią się bowiem iglakami.

Zdradzę czytelnikom sekret rodzinny – otóż dość często nie mogę zrozumieć, co mówi do mnie żona. Bywa to przedmiotem napięć, po których dostaję radę, by zainwestować w aparat słuchowy. Zawsze odpowiadam, że go nie potrzebuję, ponieważ bez problemu słyszę śpiew mysikrólika. Mysikróliki odzywają się bardzo wysokimi głosami, a nasze uszy z wiekiem tracą zdolność słyszenia tych tonów. Jeden z dawnych przyrodników skarżył się w liście do przyjaciela, że jego spacery po lesie zubożały, bo nie słyszy już śpiewu mysikrólika. Kiedy i ja zacznę mieć problemy z ich usłyszeniem, na pewno zainwestuję w aparat słuchowy. A może do tego czasu nasze państwo na tyle się ucywilizuje, że będzie on się należał bez kilkuletniej kolejki i we właściwej jakości?

O ile usłyszeć mysikrólika można zawsze, o tyle piosenkę słyszymy najczęściej w sezonie godowym. Rzecz jasna, podstawową rolą pieśni jest oznaczenie terytorium, zwabienie partnerki i wspólne uwicie gniazda. Przykro mi, że nigdy nie spotkałem gniazda mysikrólika i znam je tylko z opisów i zdjęć. Mój ulubiony ornitopisarz, Jan Sokołowski, autor fundamentalnych „Ptaków ziem polskich”, wspomniał, że gniazdo mysikrólika jest świetnie ukrytym, prawdziwym arcydziełem, które można znaleźć jedynie przypadkiem. Zwykle ukryte jest wysoko, zawieszone pod gęstą, świerkową gałęzią, co znacznie utrudnia jego wypatrzenie. Tym, co w owym gnieździe zaskakuje, nie jest nawet jego miękkość i rozciągliwość, ani że jest kulą ściętą od góry, lecz jego zawartość – jaja ważą 120% wagi samicy! To rekord wśród naszych ptaków śpiewających, a spoza tej grupy niewiele innych je przebija. Jaja wysiaduje samica, partner w tym czasie intensywnie poluje, by wyżywić ją i siebie, w końcu musi schwytać czterokrotność własnej masy. Imponujący wyczyn.

Z wagą i pozostawaniem na zimę nie wszystko jest tak proste jak w klechdach. Na dalekiej północy dzień jest stanowczo za krótki, by zgromadzić pokarm na przetrwanie długiej, skandynawskiej nocy. Z tego powodu tamtejsze ptaki przylatują do nas na zimę, a nasze, przynajmniej częściowo, wędrują nieco na południe. Część ptaków zimuje w Afryce Północnej, choć nie wiadomo z których rejonów Europy. Wbrew pozorom tą wędrówką również dają one wyraz wielkości skrytej w mikrym ciele, ponieważ przelatują nad otwartym morzem. Wiele znacznie większych ptaków, np. orliki, tej sztuki nie potrafi. Wynika to z przystosowań do odmiennych typów lotu i z gabarytów, orliki głównie szybują, mysikróliki lecą aktywnie – tak małe organizmy nie mają odpowiedniej powierzchni skrzydeł, by móc szybować. Niemniej jednak to wielkie wyzwanie. Z danych prowadzonych podczas obrączkowania ptaków przez Akcję Bałtycką na polskim Wybrzeżu wynika, że przebycie Morza Śródziemnego Północy kosztuje te ptaki 3 g tłuszczu. W momencie startu ważą 7 g, przelatując nad Bałtykiem, tracą więc prawie połowę masy ciała. Majestatyczny wyczyn.

Mysikróliki najłatwiej dostrzec właśnie teraz – zimą. Wystarczy pójść na spacer do lasu, po wsi, a nawet do miejskiego parku, byle były drzewa iglaste. Przy odrobinie uwagi na pewno dostrzeżecie małe, krępe ptaszki z żółtym irokezem, które niekiedy w dziwnych pozach zwisają z końcówek gałązek albo zawisają przy nich w powietrzu  i wydziobują smaczne kąski z ich zakamarków. Tuż koło domu pokazałem niespełna dwuletniej córce żerujące mysikróliki. Teraz, gdy przechodzimy w tym miejscu, wyciąga rączkę w kierunku świerków i krzyczy „nen!”, co w jej języku oznacza wszelkie elementy przyrody z osobna i wszystkie razem zarazem. Życzę państwu udanych spacerów i wielu nen!

Fot. Wikimedia Commons

Wydanie: 6/2021

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy