Publika żąda krwi

Publika żąda krwi

Tragiczny wypadek zwiększy oglądalność programu

Beata Dżon
Korespondencja z Wiednia

Zakład przegrali wszyscy – Thomas Gottschalk, najpopularniejszy moderator niemieckojęzycznej telewizji, idea rozrywki o coraz wyższym ryzyku oraz wizerunek telewizji publicznej. Naprawdę jednak przegrał młody człowiek. W imię zakładu o mało nie zginął. Z pełnego życia chłopaka w sekundę stał się kaleką.
– Wypadek, który zawsze może się zdarzyć – mówił w fatalny wieczór 4 grudnia Gottschalk, przerywając „Wetten, dass..?”, czyli „Założysz się, że…?”, program nadawany na żywo w Niemczech, Szwajcarii i Austrii w publicznej telewizji ZDF 2. Comiesięczny program rozrywkowy emitowany w sobotę o godz. 20.15 bije rekordy oglądalności. Tym razem w obecności ok. 3,4 tys. osób zebranych w hali w Düsseldorfie pierwszy zawodnik nie wykonał ryzykownego zadania. Tak bywa, na tym właśnie polegają zakłady. Natomiast w prawie 30-letniej historii show nie zdarzyło się, by przerwano jego emisję. Na oczach 8 mln widzów doszło do tragicznego wypadku. W kolejnych odsłonach rozmów o ryzykownym przedsięwzięciu 23-latka, Samuela Kocha, wysportowanego, utalentowanego studenta szkoły aktorskiej i kaskadera, wychodzi na jaw, że jego zakład o sławę był śmiertelnie niebezpieczny. Gdzie leży granica ryzyka, czego żąda coraz bardziej drapieżna publiczność i konkurenci, jak daleko posuwa się rozrywka, by przywiązać do swojej stacji widza z pilotem w ręku? Czy dobra rozrywka musi ocierać się o śmierć?

Wyżej, szybciej, dalej

„Wetten, dass..?” jest programem robionym z wielkim rozmachem. Gośćmi show pomiędzy zakładami mieli być tego wieczoru m.in. Cher, Cameron Diaz, Robbie Williams i Take That, Phil Collins, Gérard Dépardieu czy oscarowy aktor Christoph Waltz. Pierwszy ze swoim zakładem występował Samuel Koch. Pierwszy i ostatni tego wieczoru. Założył się z prowadzącym, że na urządzeniach przymocowanych do nóg, amortyzatorach teleskopowych (można na nich skoczyć każdorazowo do 2,5 m wysokości i do 5 m w dal, para kosztuje ok. 300 euro), przeskoczy, wykonując salto, przez pięć nadjeżdżających, coraz większych samochodów. Od smarta, mini, przez forda focusa, audi A8, po największy, bmw X3. Według szczegółowego planu telewizji ZDF każde auto miało nadjechać w kierunku chłopaka na odległość 6,40 m, ten miał dobiec w pięciu krokach i w szóstym kroku, po około 23 m, miał się odbić obiema nogami w „teleskopach”, wykonać salto nad autem i wylądować na dwóch nogach. Po skoku miał przebiec do dwóch kroków, odwrócić się i skoczyć przez kolejny samochód. Na każdy skok miał ok. 20 sekund. Na widowni siedziała matka Samuela, widać było jej niepokój, na zmianę bladość i wypieki. Ojciec chłopaka zasiadł za kierownicą audi. Niespokojna była też współprowadząca wieczór, eksmodelka Michelle Hunziker. Kilka razy pytała Samuela, czy na pewno nie chce zrezygnować z zakładu, w odpowiedzi usłyszała, że nie ma takiej możliwości, że wszystko jest pod kontrolą. Teraz może się wydawać, że chłopak uciszał także swój niepokój.
Pierwszy skok z saltem był poprawny, choć nie wyczuwało się w nim luzu pewnego siebie młodego kaskadera. Drugie auto odpuścił, przez trzecie przeskoczył. Koncentrował się przed skokiem nad autem z ojcem jako kierowcą. W oczach Samuela widać było desperację i przerażenie. Nawet oglądając program w telewizji, czuło się, że myśli on raczej o konieczności doprowadzenia zakładu do końca, niż odczuwa frajdę. O 20.38 ten koniec nastąpił. Odbicie, lot, publiczność, przejazd auta, grobowa cisza i krzyk Michelle Hunziker: – Lekarza!!! Tyle widzieliśmy w telewizji. Realizatorzy w tym momencie zachowali się przyzwoicie. Kamery nie pokazywały chłopaka, a jedynie z dystansu akcję ratowania nieprzytomnego. Michelle Hunziker wołała o jakiś o materiał, koc. – Chciałam, żeby Samuel był przykryty. To było straszne, Samuel leżał i nie ruszał się, publiczność stała i patrzyła, chciałam go ochronić przed tymi spojrzeniami.
Nie pokazano całego skoku Samuela. Od uderzenia głową w kant dachu samochodu ojca (ok. 25 km/godz., plus szybkość chłopaka – czyli ok. 50 km/godz.) już w tej fazie skoku musiał być nieprzytomny i w takim stanie upadał, wprost na twarz. Szybko podjęto decyzję o przerwaniu programu. Prasa niemiecka pisze, że takie reakcje odróżniają publiczne medium od prywatnych, faktycznie jednak nie ma takiego zdarzenia do porównania. O 20.45 Gottschalk mówił:
– Widzicie mnie u kresu mojej sztuki. Już nie mogę tu robić żadnych żartów. O 21.11: – Coś takiego zdarza się po raz pierwszy w mojej długiej karierze. Można sobie zarzucać, że nie odradziliśmy Samuelowi występu, ale dawał sobie radę na próbach i bawił się przy tym. To wypadek, który mógł się zdarzyć zawsze, ale ten zdarzył się w programie rozrywkowym.

Nikt nie pamięta kaskaderów

Już w czwartek podczas prób było trudno z wykonaniem zadania. Samuel mówił w relacji z przygotowań, że miał dwa dotkliwe upadki, że nie wszystko jeszcze się udaje, mimo że ekipa programu zabezpiecza mu wszystko, co potrzeba, i reaguje na każdą jego prośbę, jak zmiana świateł czy oznaczenia jego trasy. W czwartek kandydat jeszcze był sceptyczny, ale mówił, że są warunki, by podczas programu wszystko się udało. Ojciec chłopaka, Christoph Koch, również mówił, że zakład nie jest łatwy i nie zawsze wszystko gra. Przed emisją przyznał w „Badischen Zeitung”, że „jest strasznie podenerwowany”. Pojawiły się informacje, że to ZDF, według ojca Samuela, zaproponowała, by chłopak skakał przez coraz większe auta. Stacja zaprzecza sugestiom o podnoszeniu poziomu oglądalności przez śrubowanie ryzyka. Szef rozrywki Manfred Teubner tłumaczy, że zgodnie z tym, co się działo na próbach, nie było żadnych przesłanek, by uznać zakład za zbyt ryzykowny; tak szacowali inżynierowie BHP, którzy są szczególnie ostrożni przy tego rodzaju akcjach. – Samuel nie chciał nawet zakładać kasku. Nalegaliśmy, by miał ochronę głowy. Sam wybrał sobie kask – tłumaczył Teubner.
Nikt nie pamięta o kaskaderach z programów typu „Wetten, dass..?”, narażających kark dla sławy i show. Siła tkwi raczej w indywidualnościach gości czy dziwaczności zakładów. Ze 192 dotychczasowych zakładów pamięta się człowieka rozpoznającego gatunek ptaków tylko poprzez dotyk ich piór albo testującego smaki herbaty i chłepczącego głośno ze spodków (nie rozpoznał zresztą prawie żadnego gatunku) czy też pewnego rolnika, który był gotów rozpoznać z zawiązanymi oczami swoje krowy jedynie po dźwiękach wydawanych przez nie podczas żucia. Śmieszne, ale i bezpieczne. Gwiazdy rzędu Tiny Turner, Michaela Jacksona, Madonny bądź politycy, tacy jak Michaił Gorbaczow byli tylko tłem dla najdziwaczniejszych zakładów.
Kaskader Gernot Friedhuber, inicjator nagród World Stunt w Los Angeles, uważa, że żaden poważny kaskader nie ryzykowałby zakładu, który nie daje możliwości ochrony, nikt nie narażałby się na niebezpieczeństwo, którego nie można dokładnie wyliczyć. Uważa, że chłopak chciał po prostu skoczyć i ZDF mu to umożliwiła, i to wobec publiczności, która wytwarza dodatkową presję. Każdy zawodnik występuje na własne ryzyko, publiczna stacja nie zapewnia np. dodatkowego ubezpieczenia. Sama Michelle Hunziker dokładnie przed rokiem, w grudniu, w Bremie, zderzyła się na planie z motorowerzystą, ale nic jej się nie stało. Wcześniej James Foster na rowerze BMX miał przeskoczyć dom mieszkalny, spadł i złamał nogę. Również Thomas Gottschalk zranił się na oczach milionów i z brodą ociekającą krwią prowadził dalej program.

Show must go on

23-latek leży w klinice w Düsseldorfie. Po operacjach, przytomny, podłączony do respiratora. Nie mówi, ma sparaliżowane nogi, częściowo rękę. Jego pełen powrót do zdrowia lekarze będą uważać za cud.
Fotografie Samuela sprzed wypadku pokazują urodziwego, wysportowanego blondyna o potężnych bicepsach, przyszłego aktora; lektora na nabożeństwach. – Takiego syna życzy sobie każda matka – mówiła Michelle Hunziker. Przed grudniową sobotą, która zmieniła jego życie, wyjaśniał, czemu podejmuje tak ryzykowny zakład. – Zawsze szukam kolejnych przeszkód i wyzwań.
Podobny show w telewizji niemieckiej był w 1970 r. – „Wünsch Dir was” („Wypowiedz życzenie”). Rodzina zawodników została
zamknięta w samochodzie i umieszczona w basenie pod wodą, miała się z niego uwolnić; jeden z członków rodziny nie otworzył drzwi, ratowali go nurkowie. W prywatnej stacji Pro 7 w programie „Schlag den Raab” („Pobij Raaba”, od nazwiska prowadzącego) Stefan Raab skończył z ranami i wstrząsem mózgu po rowerowym wypadku. Państwowe regulacje zasad funkcjonowania mediów niemieckich zarówno publicznych, jak i prywatnych mówią, że nadawca programu zobowiązany jest do szacunku i ochrony godności ludzkiej, media powinny się przyczyniać do wzmocnienia poszanowania życia i nietykalności cielesnej. Co na to tytani niemieckiej telewizji, koledzy Gottschalka? Pomysłodawca „Wetten, dass..?”, Frank Elstner, mówił o czarnym dniu w historii programu i o tym, że tam, gdzie ludzie podejmują sportowe ryzyko, taki wypadek może się zdarzyć. Po tej samej stronie stoi wspominany Stefan Raab, któremu jest przykro z powodu wypadku, ale współczuje też Thomasowi Gottschalkowi. – Każdy (…) przygotowujący zakłady i sportowe wyzwania usiłuje wyliczyć i minimalizować ryzyko. Mimo to nigdy nie będzie stuprocentowej pewności.
Tak samo uważa dyrektor programowy ZDF, Thomas Bellut. Dwa dni po wypadku zapadła decyzja, że kultowy program nie schodzi z anteny. Mają się poprawić standardy bezpieczeństwa, ale nie ma powodu, by zawieszać program. Prowadzący zaś, choć uzależnia swoją obecność w show od stanu Samuela, nie zapowiedział definitywnego zniknięcia z anteny. Tydzień po zdarzeniu Gottschalk miał prowadzić inny duży program na antenie, „Ludzie 2010”.
Znany jest już kalendarz kolejnych emisji „Wetten, dass..?” w nowym roku. ZDF nie musi się obawiać o oglądalność. Już samo pojawienie się programu na ekranie po tragicznym wypadku będzie wydarzeniem. Show must go on.

__________________________________________

Najniebezpieczniejsze zakłady w niemieckiej „Wetten, dass..?”

– Czerwiec 1989 r.: Hans-Peter Arnold skacze z balonu z 4,5 tys. m wysokości ze spadochronem, po czym wspina się na zbocze o wysokości 1,5 tys. m.
– Zima 1999 r.: Toni Roßberger skacze motocrossowym motorem ze skoczni olimpijskiej w Garmisch-Partenkirchen. Najpierw jednak na nią wjechał.
– Październik 2008 r.: James Foster zamierza przeskoczyć na rowerze BMX przez ośmiometrowy dom; traci kontrolę, spada na dach, łamie nogę.
– Marzec 2009 r.: Danijel Peric pozwala przejechać 15 samochodom przez swój nagi brzuch i śpiewa przy tym „O sole mio”.
– Listopad 2009 r.: Pascal Siffert biegnie przez 15 nadjeżdżających kolejno samochodów. Ma na głowie tylko kask.

Wydanie: 50/2010

Kategorie: Media
Tagi: Beata Dżon

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy