Pułapka OFE

Pułapka OFE

Otwarte fundusze emerytalne są najpoważniejszym źródłem narastania długu publicznego i stanowią zagrożenie dla finansów państwa Otwarte fundusze emerytalne (OFE) istnieją od 1999 r. i stanowią drugi, obok ZUS, obowiązkowy filar systemu emerytalnego. Ponad 14,5 mln pracujących Polaków przekazuje do OFE co miesiąc część składki emerytalnej naliczanej w stosunku do wynagrodzenia (składka 19,52% dzielona jest pomiędzy OFE – 7,3% i ZUS – 12,22%). Przez ponad 11 lat do OFE trafiło ponad 140 mld zł. Środki te zostały faktycznie wyjęte z finansów publicznych i przekazane do zarządzania prywatnym instytucjom finansowym, jakimi są powszechne towarzystwa emerytalne (PTE). Ten ogromny ubytek w dochodach budżetowych trzeba było pokryć dodatkową emisją papierów skarbowych. Państwo musiało dodatkowo się zadłużyć, by finansować wydatki budżetowe. Faktyczny wzrost zadłużenia z powodu OFE to nie tylko te 140 mld zł, lecz także odsetki od narastającego długu za 11 lat, co daje dodatkowo kilkadziesiąt miliardów złotych. Niedostatek środków w budżecie wymuszał dotychczas zaciąganie przez ZUS kredytów w bankach komercyjnych oraz płacenie OFE odsetek z tytułu opóźnień w przekazywaniu im składek. Marnotrawstwo to jest bezpośrednim skutkiem pozbawienia budżetu składek emerytalnych przekazywanych do OFE. Uderzające jest to, że żadna instytucja państwowa dotąd nie przyjrzała się bliżej temu zjawisku. Jeszcze większy niepokój budzi związany z OFE mechanizm przepływu pieniędzy publicznych. Jego istota polega na tym, że najpierw rząd publiczne pieniądze przekazuje instytucjom prywatnym, a potem zabiega o to, by zechciały one pożyczyć mu te pieniądze na procent i za dodatkową opłatę. Od 2010 r. PTE pobierają sobie opłatę 3,5% (do końca 2009 r. było to 7%, a poprzednio nawet 10%) od całości otrzymanych od ZUS składek. Poza tą opłatą PTE pobierają także opłaty za zarządzanie aktywami, co ostatecznie skutkuje w ciągu ponad 40 lat oszczędzania na emeryturę obniżeniem nawet o kilkanaście procent kwoty składek przekazanych do OFE. Poza Ameryką Łacińską i naszym regionem trudno znaleźć inne kraje, które zgodziły się na tak niekorzystne rozwiązanie. OFE zatem nabywają obligacje skarbowe, które w istocie nie musiałyby być emitowane, gdyby tych obowiązkowych funduszy nie było. Miesięcznie do OFE w 2010 r. trafi średnio ok. 2 mld zł, a rocznie będzie to ok. 24 mld zł. Rząd musi więc emitować te dodatkowe obligacje, by w budżecie zrekompensować brak tej kwoty. Jeżeli zniesione zostanie ograniczenie w inwestowaniu przez OFE środków za granicą (wynoszące obecnie 5%), to fundusze będą mogły kupować zagraniczne papiery skarbowe (a także inne papiery, finansując rozwój innych krajów). Polski rząd na swoje obligacje, które powstają, by pokryć ubytek składki przekazanej do OFE, będzie musiał znaleźć innych nabywców, oferując coraz wyższe odsetki, lub też pokornie zabiegać, by środki OFE zostały zainwestowane w polski dług. Już dziś widoczne jest rysujące się uzależnienie władz naszego kraju od dobrej woli zagranicznych banków i innych instytucji finansowych, będących głównymi udziałowcami PTE. Proces ten będzie narastał i w pewnym momencie suwerenność rządu stanie pod znakiem zapytania. Ta swego rodzaju pułapka związana z istnieniem OFE przejawia się także w mało komfortowej sytuacji naszego kraju, jeśli chodzi o prywatyzację. Ubytek z finansów publicznych ogromnej kwoty przekazanej do prywatnych funduszy i związany z tym niedostatek środków w budżecie był jednym z głównych czynników forsowania prywatyzacji firm państwowych. W wielu przypadkach prywatyzacja ta nie musiałaby nastąpić albo przynajmniej nie byłaby realizowana za wszelką cenę, gdyby budżet nie został pozbawiony pieniędzy przekazanych do OFE. Absurd tej sytuacji polega na tym, że to właśnie m.in. te fundusze inwestowały posiadane środki w akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw, a zwolennicy OFE podkreślali, jak wielki udział mają fundusze w skutecznej prywatyzacji i jak dobroczynną rolę odgrywają jako inwestor na giełdzie papierów wartościowych. Wiadomo, że plany prywatyzacyjne rządu na 2010 r. są też bogate, co nie dziwi, zważywszy na potrzeby budżetu. Martwić powinno to, że Polska była i jest zmuszona kontynuować prywatyzację także w warunkach wielkiego kryzysu światowego, kiedy uzyskanie godziwej ceny za nasz majątek jest mało prawdopodobne. Niebawem niemal wszystko będzie sprywatyzowane i wpływy z prywatyzacji nie będą już w stanie łagodzić problemów dla finansów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 07/2010, 2010

Kategorie: Opinie