Czy „dobra zmiana” zasłużyła już na podwyżki?

Czy „dobra zmiana” zasłużyła już na podwyżki?

Waldemar Witkowski,
przewodniczący Unii Pracy
Jesteśmy przeciwni podnoszeniu pensji parlamentarzystów, szczególnie senatorów. Zasiadanie w Senacie to honor i zaszczyt, dlatego mandat senatorski w żadnym stopniu nie powinien być powiązany z umową o pracę. Jeśli chodzi o posłów, to ich wynagrodzenie jest wystarczające i nie należy go zwiększać. Zgadzamy się co do tego, że wiceministrowie zarabiają zbyt mało i im należałaby się podwyżka. Należy jednak zauważyć, że wiceministrów w rządzie jest obecnie zdecydowanie zbyt wielu. Postulujemy więc, aby zmniejszyć ich liczbę, za to zwiększyć uposażenie. Jeżeli chodzi o wynagrodzenie dla pierwszej damy, powinno być ono symboliczne.

Dorota Gardias,
przewodnicząca Forum Związków Zawodowych
Moje związkowe serce zawsze się cieszy, gdy ktoś ma szansę zarabiać więcej. Czy nam się to podoba, czy nie, premier Beata Szydło, prezydent Andrzej Duda, pierwsza dama, ministrowie i posłowie są naszymi reprezentantami i należą się im godne płace. Tu nie chodzi o ocenę „dobrej zmiany”, tylko o standardy. Poza tym rozumiem, że prezes PiS Jarosław Kaczyński tym projektem otwiera drzwi do debaty na temat podwyżek płac dla innych grup zawodowych. W najbliższym czasie zamierzam wysłać do siedziby PiS postulaty płacowe wszystkich organizacji wchodzących w skład Forum Związków Zawodowych. Liczę, że w tej sprawie partia rządząca będzie działać równie dynamicznie i bezkompromisowo.

Maciej Konieczny,
członek Zarządu Krajowego Partii Razem
My od początku postulowaliśmy, aby pensje parlamentarzystów wręcz obniżyć do trzykrotności pensji minimalnej. Kłopotem jest to, że reprezentanci społeczeństwa żyją w kompletnie innych realiach, na zdecydowanie wyższym poziomie niż większość wyborców. Parlamentarzyści nie czekają w kolejkach do lekarza, nie muszą się przejmować kupnem biletu na podróż lub tym, za co kupią dzieciom wyprawkę do szkoły. Żyją jak elity, podzielają ich rozrywki i reprezentują ich interesy. Jeśli chodzi o podwyżki dla rządu, to jeśli ktoś mówi, że za 10 tys. zł nie będzie pracował dla państwa, jego motywacja jest mocno wątpliwa. Przecież to służba publiczna. Zarobki w wysokości 10 tys. zł nie są jakimś niewyobrażalnym poświęceniem i wyrzeczeniem.

Dr Rafał Towalski,
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
Na zamieszanie wokół propozycji podwyżek należy moim zdaniem spojrzeć jak na dwa oddzielne problemy. Pierwszy to wynagrodzenia dla premiera, ministrów itd. Propozycje rządu traktuję jako wstęp do poważnej dyskusji o stworzeniu mechanizmu kształtowania godnych wynagrodzeń, niezależnego od politycznej koniunktury oraz nacisków opinii publicznej. Drugi to wynagrodzenia dla posłów i senatorów. Uważam, że wiązanie funkcji posła z „pracą i zapłatą” jest problematyczne i należałoby się zastanowić nad osłabieniem motywacyjnej funkcji profitów materialnych dla osób ubiegających się o miejsce w parlamencie. Tymczasem odnoszę wrażenie – mylne, mam nadzieję – że chodziło przede wszystkim o to drugie. Skoro jednak nie udało się załatwić drugiego, to nie będzie i pierwszego.

Wydanie: 30/2016

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy