Recepta na szczęście

Recepta na szczęście

Jak zostać szczęśliwym człowiekiem

Nawet kiedy przeprowadzono badania, by udowodnić, że najgorzej w życiu mają ludzie starzy, niewykształceni i biedni, okazało się, że niezbyt szczęśliwych jest tylko 30%, a prawie 70% oceniło swoje życie bardzo pozytywnie. Nasz mózg jest bowiem tak sprytnie skonstruowany, że zaledwie 5% zajmują ośrodki związane z negatywnymi przeżyciami, podczas gdy aż 35% wiąże się z reakcjami pozytywnymi. Niemal na całym świecie ludzie są raczej szczęśliwi. Jednak o ile na pytanie: „Czy jesteś szczęśliwy?” odpowiedź jest prosta, o tyle pytanie: „Czym jest szczęście?” jest jednym z najtrudniejszych na świecie. Pojęcie „Być szczęśliwym” nic nie znaczy – mówią psychologowie. – Co jest szczęściem: wewnętrzny dobrostan? Zewnętrzny dobrobyt? Bycie z kimś w relacji? Zarówno potoczne ludzkie koncepcje, jak i teorie filozofów są bardzo różne. Brak jednorodnej koncepcji, czym jest szczęście, jest typowy dla kultury Zachodu.
Jedni mówią, że to stan ducha i serca, drudzy… że to choroba: „Istnieją uzasadnione podstawy do zakwalifikowania szczęścia jako zaburzenia psychiatrycznego”, oświadczył w 1992 r. w brytyjskim czasopiśmie naukowym „Journal of Medical Ethics” Richard Bentall, psycholog kliniczny na uniwersytecie w Liverpoolu. Badacz uznał, że stan szczęścia „spełnia wszystkie kryteria choroby umysłowej. Jest on, statystycznie biorąc, nienormalny i towarzyszy mu swoisty zespół objawów; przynajmniej niektóre sugerują, że jest przejawem zakłócenia w funkcjonowaniu ośrodkowego układu nerwowego; jest wreszcie połączony z rozmaitymi zaburzeniami aparatu poznawczego – w szczególności z oderwaniem od rzeczywistości”.
Tymczasem szczęście to fenomen o złożonej strukturze. Socjolog i psycholog społeczny, prof. Janusz Czapiński, nazywa ją cebulową. – Najbardziej chronioną i odporną na zmiany zewnętrzne warstwą jest wola życia, którą kiedyś określano jako instynkt samozachowawczy. Kolejną warstwą są subiektywne sądy, to, co sobie uświadamiamy – wylicza prof. Czapiński. – Najbardziej zmienną i podatną na fluktuacje losu warstwą jest satysfakcja ze spraw zewnętrznych: satysfakcja małżeńska, stan materialny, sytuacja w kraju. Ta warstwa jest najbardziej zmienna, ale też najszybciej wraca do normy, którą dyktuje nasza wola życia. Z badań wynika, że „czas leczy rany” w ciągu maksimum pół roku – tyle bowiem potrzeba, by się podnieść po ciosie i powrócić do stanu sprzed tragedii lub sukcesu.

Światowy wymiar szczęścia

Najszczęśliwsze są kraje Europy Północnej, Stany Zjednoczone i Kanada. Mistrzami szczęśliwości są Duńczycy – ponad 80% to ludzie szczęśliwi. Tuż za nimi są Amerykanie, Kanadyjczycy i Skandynawowie. Tłumaczy się to najczęściej religią protestancką, która podobno najkorzystniej działa na poczucie szczęścia. Być może, wpływa na to fakt, że protestanci w większym stopniu czują się kowalami swego losu. Żydzi amerykańscy są bardziej podatni na zaburzenia afektywne niż wyznawcy innych religii. Jednak wraz z rozwojem cywilizacji rola religii spada, np. w Holandii i USA ten związek zanikł już w latach 70. Także w Polsce to się zmieniło – mówią wyniki badań CBOS. Okazuje się, że uczestnictwo w praktykach religijnych, które sprzyjało zadowoleniu z życia jeszcze do roku 1999, nie ma już wpływu na naszą satysfakcję z życia.
Kłam twierdzeniu o szczęśliwych protestantach zadają katoliccy Irlandczycy, plasujący się równie wysoko na skali szczęścia. – Im dalej na południe, tym niższe wskaźniki szczęśliwości. Ostry klimat okazał się najlepszą selekcją dla humorzastych, bo w twardych warunkach przetrwały tylko te linie genetyczne, które nie traciły pogody ducha niezależnie od tego, ile białych niedźwiedzi szarżowało na osadę – tłumaczy prof. Czapiński. – Przeżyli potomkowie napalonych na życie. Ciepłe warunki klimatyczne rozleniwiają. Na przykład Grecy to urodzeni malkontenci.
Różnice w poziomie szczęścia między poszczególnymi krajami można wyjaśnić różnym stopniem rozwoju. Mieszkańcy najbogatszych regionów są bardziej zadowoleni z życia niż ci ubodzy – odkrył prof. Ruut Veenhoven z Erasmus University w Rotterdamie, autor Światowej Bazy Danych o Szczęściu i redaktor „Przeglądu Studiów nad Szczęściem”. Liczba spożywanych dziennie kalorii, zdaniem socjologa, koreluje z przeciętnym dla danego regionu poziomem szczęścia. Podobne zależności Veenhoven odkrył między wysokością wydatków państwa na publiczną służbę zdrowia, szkolnictwo, emerytury i zasiłki a szczęściem obywateli. Veenhoven zajmował się także wpływem panującego ustroju na zadowolenie z życia obywateli, jednak wielkość PKB bardziej wpływa na szczęście niż polityka – oświadczył. Odwrotnie uważa prof. Czapiński:
– Społeczeństwa mniej zadowolone z życia mają gorszy rozwój gospodarczy, choć ten pogląd jest niepopularny, bo trąci rasizmem. Sugeruje, że nie da się pomóc Trzeciemu Światu, bo zawsze będzie w tyle.
Podobnie sądzi amerykański psycholog Sheldon Cohen, który prowadzi badania nad stanem ducha zamożnych społeczeństw Zachodu. Pod koniec lat 80. zwrócił uwagę na fakt, że ludzie w krajach rozwiniętych mają więcej wewnętrznej radości. Coś, co powszechnie uważano za skutek dobrobytu, Cohen uznał za efekt naturalnej selekcji – optymiści łatwiej mobilizują się do działania. Szczęśliwe osoby są aktywniejsze, np. szybciej znajdują pracę, bo piszą więcej ofert i chętniej chodzą na rozmowy kwalifikacyjne.

Zakochaj się na szczęście

W konkursie na najbardziej optymistyczny naród zajęlibyśmy wysokie miejsce. Jak podaje CBOS, w porównaniu z końcowym okresem PRL prawie podwoiła się liczba Polaków uważających się za ludzi szczęśliwych – z 18% w 1988 r. aż do 30% w roku 2002. Ponad połowa (57%) mówiła, że „różnie to bywa”. Wyraźnie mniej z nas określiłoby się też jako pechowcy: (spadek z 18% do 12%) i pod tym względem jesteśmy najmniej pesymistyczni w całym ostatnim 15-leciu. Za szczęściarzy uważają się najczęściej ludzie żyjący w dobrych warunkach materialnych, wykształceni oraz młodzi – uczniowie i studenci. Co ciekawe, dużo częściej do szczęściarzy zaliczają się np. pracownicy umysłowi niższego szczebla (44%) niż przedstawiciele kadry kierowniczej, inteligenci i prywatni biznesmeni (38%). – Liczba ludzi uznających się za szczęśliwych nigdy nie spadła w Polsce poniżej 50%, nawet w traumatycznych latach 1992 i 1993 – zauważa prof. Czapiński. – Zresztą te wskaźniki są bardzo stabilne. W USA od roku 1946 do dziś poziom ludzi szczęśliwych jest ten sam, choć potroił się w tym czasie dochód na głowę.
Jak podaje CBOS, w porównaniu z ocenami sprzed okresu demokratyzacji i przekształceń systemowych zapoczątkowanych w roku 1989 można zauważyć poprawę samopoczucia Polaków, szczególnie jeśli uwzględnimy fakt, iż takie odczucia jak ogólne zadowolenie z własnego życia zmieniają się zazwyczaj w dłuższych okresach. Co zatem wpływa na nasze zadowolenie?
Miłość? Rodzina? Przyjaciele?
Za wyjątkiem Casanovy, który utrzymywał, że zakochanym szczęście nie sprzyja, większość zgadza się, że osoby będące w małżeństwie są przeciętnie bardziej zadowolone. Samotni żyją krócej i rzadziej deklarują, że są szczęśliwi. Zakochanie wywołuje w mózgu podobne procesy jak zażycie narkotyku. Szczęściodajnym doświadczeniem jest także seks, bo wówczas mózg produkuje endorfiny, czyli hormony szczęścia.
Wbrew powszechnemu mniemaniu, że dzieci są niewyczerpanym źródłem radości, wcale tak nie jest! Kilka badań, także polskich, wykazało, że bezdzietne pary czują się bardziej szczęśliwe niż te, które mają dzieci. W badanych grupach dzieci najbardziej przyczyniają się do szczęścia wśród Żydów polskiego pochodzenia. Jednak, według badań CBOS, rodzina i potomstwo niezmiennie pozostają źródłem życiowej satysfakcji i szczęścia dla Polaków. Zaledwie jeden rodzic na stu jest nieszczęśliwy z powodu swoich dzieci! – To nie miłość ma znaczenie, ale sama obecność współmałżonka lub dzieci. Nie ma istotnej różnicy między pannami czy kawalerami a rozwodnikami i wdowcami – twierdzi Michał Greszta, doktorant na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW, który zajmował się szczęściem z perspektywy ekonometrii. – Nieszczęście powoduje nie sama strata bliskiej osoby, lecz jej brak.
Jednym z głównych powodów tego, czy czujemy się szczęśliwi, są inni ludzie. Statystyczny Polak uważa, że ma aż siedem osób bliskich i od nich uzależnia swoje samopoczucie. Zerwanie długotrwałych więzi jest poważnym źródłem nieszczęścia. I ma duży wpływ na nasz stan emocjonalny, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Inni ludzie mogą też być dobrym polepszaczem samopoczucia – porównując się do tych, którzy mają jeszcze gorzej, poprawiamy sobie nastrój. Nazywa się to „efektem sali szpitalnej”. Niestety, mechanizm ten działa także w drugą stronę, obserwując ludzi, którym wiedzie się lepiej, automatycznie gorzej oceniamy własne położenie. Przykładem tego było badanie nastrojów społecznych w Niemczech Wschodnich po zjednoczeniu – przerażająco duża liczba ludzi deklarowała rozżalona, że wiedzie im się teraz gorzej. Mimo że obiektywnie ich warunki życia się poprawiły, Niemcy ze wschodu zaczęli się porównywać już nie z blokiem Europy Wschodniej, na którego tle wypadali bardzo dobrze, ale z Europą Zachodnią, przy której wyglądali jak ubodzy krewni.

Czy praca uszczęśliwia?

Najwięcej zawałów zdarza się podobno w poniedziałek między ósmą a dziewiątą rano, kiedy po weekendzie trzeba iść do pracy. Uważaj: praca, której nienawidzisz, może cię zabić. Szczęśliwi, którzy nie muszą pracować? Nie do końca. Praca jest istotnym elementem naszego życia, stawia wyzwania, pozwala się rozwijać, mobilizuje.
Jak wynika z badań CBOS, trudna sytuacja na rynku pracy negatywnie odbija się na zadowoleniu z życia, niekorzystnie wpływa też na poczucie życiowego szczęścia. Poczucie szczęścia lub pecha u osób aktywnych zawodowo zależy od tego, jak bardzo jesteśmy zagrożeni utratą pracy – im większe zagrożenie, tym z nami gorzej. Co więcej, bardziej na nasze przekonanie o życiowym pechu wpływa owo poczucie zagrożenia niż faktyczne bezrobocie. Osoby niepracujące, które kontynuują aktywny tryb życia, mają własny „ogród”, czyli dużo zainteresowań, a także udzielają się społecznie często czują się bardziej szczęśliwe, niż wówczas, gdy miały etat. Jednak aktywność nie jest cudownym lekarstwem na wszystko – ludzie w stanie depresji, zmuszani do nadmiernej aktywności, czują się jeszcze gorzej.
Z pracą łączą się pieniądze.
– Z pieniędzmi jest jak ze zdrowiem – wyjaśnia psycholog David Myers. – Ich brak może czynić nieszczęśliwym, ale ich posiadanie nie gwarantuje szczęścia.
Psycholog Holly J. Morris podkreśla, że mimo osiągnięć materialnych współczesne pokolenie jest dziesięciokrotnie bardziej narażone na stany depresyjne niż generacja naszych dziadków. – W Polsce w latach 90. był widoczny związek pomiędzy posiadanym bogactwem a poczuciem szczęścia, ale następują oznaki „spadku spieniężenia” polskiej duszy – uważa prof. Janusz Czapiński. Jednak Polacy wciąż zdecydowanie bardziej niż Amerykanie potrzebują do szczęścia przyziemnych czynników. – Nasza dusza jest bardziej „uziemiona” – podkreśla prof. Czapiński. – Na szczęście najbardziej w Polsce wpływają wiek, poczucie wsparcia społecznego, bycie w związku małżeńskim, pieniądze.
Zdaniem prof. Czapińskiego, warunki bytowe wpływają na szerokość uśmiechu, ale tylko w dolnych partiach zasobności: – Jeśli bogaty staje się bogatszy, nie jest przez to szczęśliwszy. Dlatego w Polsce poprawa warunków życia mogłaby jeszcze zwiększyć liczbę ludzi uważających się za szczęściarzy.
Jednak ci, którzy nieoczekiwanie stają się bardzo bogaci, mogą być z tego powodu bardzo nieszczęśliwi, bo nie potrafią się przystosować do nowej sytuacji. Psycholodzy z Money Meaning and Choices Institute w Berkeley utworzyli nawet kategorię chorobową – syndrom nagłego bogactwa (sudden wealth syndrome).

Zdrowy równa się szczęśliwy

„Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz”, pisał Jan Kochanowski, a Schopenhauer wyliczył, że dziewięć dziesiątych naszego szczęścia polega na zdrowiu. Jednak współcześnie wydaje się, że to raczej nasze poczucie szczęścia osobistego wpływa na zdrowie. Polacy wymieniają zdrowie dopiero na ósmej pozycji, po wieku, małżeństwie, bezrobociu, liczbie przyjaciół, częstości chodzenia do kościoła, satysfakcji z życia seksualnego i posiadanych dóbr materialnych.
Zdrowie psuje się wraz z wiekiem, więc może tu jest pies pogrzebany? Niestety, większość badaczy nie udowodniła zależności między wiekiem a poczuciem szczęścia. Cyceron i Schopenhauer byli zdania, że starość jest szczęśliwsza; tak sądzi też część psychologów. W kulturze Zachodu bowiem wśród ludzi młodych depresja występuje częściej niż u starszych. Jednak związek między szczęściem a wiekiem znika zupełnie, gdy uwzględni się inne czynniki, np. stan zdrowia, dochody i sytuację społeczną badanych. Z kolei Polacy zupełnie nie pasują do światowych teorii, bo u nas na depresję cierpią przede wszystkim ludzie starsi.

Wzór na szczęśliwość

„Chcesz być szczęśliwy przez chwilę? Wypij lampkę wina. Chcesz być szczęśliwy przez dłuższy czas? Ożeń się lub znajdź sobie męża. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie, zajmij się ogrodem”, radził Michael Aryle na VII Kongresie Europejskiego Towarzystwa Eksperymentalnej Psychologii Społecznej.
– Różne wzory i formuły na obliczenie i zdobycie szczęścia włożyłbym między komercyjne bajki – krzywi się prof. Czapiński. A jednak badacze nie ustają w poszukiwaniach. Brytyjscy naukowcy obwieścili w ubiegłym roku, że znaleźli wzór na osiągnięcie szczęścia. Wzór został opracowany przez psychologów na podstawie badań prowadzonych wśród tysiąca osób. Szczęścia nie dają ani miłość, ani pieniądze, ani ciekawa praca. Zawiera się ono w równaniu: szczęście = P + (5xE) + (3xH). P (personal characteristics) to cechy osobiste takie jak podejście do życia, zdolność adaptacji, elastyczność. E to egzystencja – ogólna kondycja, stan zdrowia, finansów oraz życia towarzyskiego. H (higher order) to potrzeby wyższego rzędu, takie jak poczucie własnej wartości, ambicje i poczucie humoru.
Podobno czynniki szczęścia są różne u obu płci. Dla 40% mężczyzn jego źródłem jest seks, ale dla jednej trzeciej… zwycięstwo ulubionej drużyny sportowej. 70% pań uważa, że szczęście można osiągnąć, zakładając rodzinę, a jedna czwarta – że wystarczy schudnąć. Romans, podwyżka czy hobby są ważniejsze dla mężczyzn, ładna pogoda zaś dla kobiet – wynika z brytyjskich badań.
W pracy „Źródła szczęścia współczesnego Polaka – rekonesans” Michał Greszta próbował ustalić predyktory szczęścia. Na podstawie rozprawy „O szczęściu” Władysława Tatarkiewicza i „Psychologii szczęścia” Janusza Czapińskiego stworzył szereg ekonometrycznych zmiennych, jednak zerojedynkowa zmienna nazwana przez niego HAPPY okazała się mało podatna na wpływy: – Badałem takie zmienne jak stan małżeński, liczba dzieci, miejsce zamieszkania, a nawet znak zodiaku – wylicza Michał Greszta.
– Wszystkie mają niewielki wpływ na szczęście. Łącznie tłumaczą one zaledwie 13-21% zmienności szczęścia.
Być może dlatego, że zmiennych szukał w okolicznościach zewnętrznych? Przekonanie, że poczucie szczęścia można zdobyć tak jak bogactwo, wykształcenie lub żonę, jest zakorzenione tak silnie, że odruchowo utożsamiamy szczęście z czymś zewnętrznym, namacalnym i policzalnym, krytykował Tatarkiewicz. Tymczasem okazuje się, że wędrować w poszukiwaniu szczęścia najlepiej… w głąb siebie.

Znaleźć radość w drobiazgach

Sukcesy i tragedie nie mają wcale wpływu na to, czy czujemy się szczęśliwi. Dzięki umiejętnościom radzenia sobie ze stresem poczucie nieszczęścia – ale też nadmiernego szczęścia – ma charakter krótkotrwały. Trzej amerykańscy badacze przepytali swego czasu sparaliżowane ofiary wypadków i zdobywców głównych nagród w loteriach pieniężnych. Obie grupy były podobnie optymistyczne. Bo szczęście to nie stan, ale umiejętność.
– Domagamy się, by cud i szczęście były czymś ogromnym. Tymczasem przejawiają się najczęściej w rzeczach małych, zbyt drobnych, żebyśmy je dostrzegli – mówi pisarz Jonathan Carrol. Sęk w tym, że nie każdy potrafi je dostrzegać.
Jeszcze dwadzieścia parę lat temu wierzono, że psychologia będzie w stanie podać wyczerpującą charakterystykę osoby szczęśliwej. Jednym z największych specjalistów w tej dziedzinie był W.R. Wilson, który sporządził portret psychologiczny, a właściwie listę cech człowieka szczęśliwego: młody, zdrowy, wykształcony, ekstrawertyk, optymista, wolny od zmartwień, religijny, żonaty, zaangażowany w pracę, z umiarkowanymi aspiracjami życiowymi. Dziś nikt w to niby nie wierzy, ale… Amerykański psycholog A. Antonowski, badając losy ludzi ocalonych z obozów zagłady, zauważył, że niezwykle ważne w utrzymywaniu zdrowia psychicznego i optymizmu jest tzw. poczucie koherencji. Składają się na nie rozumienie otaczającej rzeczywistości, wiara w swoje możliwości i przekonanie, że życie ma sens. Współcześnie genetycy doszli do przekonania, że aż w 50% szczęście ma genetyczne podstawy. Osoby obdarzone optymistycznym genotypem, nawet jeżeli tracą pracę czy mało zarabiają, nie tracą radości. Szybko się podnoszą po upadku i żyją szczęśliwie dalej. Nie zdarzenie, lecz nasza interpretacja tego zdarzenia jest tym, co powoduje nasze poczucie szczęścia. Szczęście nie jest ulotne, a warunki życia mają na to niewielki wpływ. Rację miał zatem Bolesław Prus, który twierdził: „Szczęście każdy nosi w sobie”. – Poczucie szczęścia a udane życie to związek działający w dwie strony. Pieniądze i zdrowie uszczęśliwiają, ale też ci, którzy są z natury szczęśliwi, mają zwykle więcej pieniędzy, lepsze zdrowie i lepiej im się wiedzie w życiu – potwierdza prof. Czapiński. – Na przykład kobiety szczęśliwe jako dziewczęta szybciej znajdują partnera.

Eksperymentalny Sygnał Dobra

Jeśli ma się jasną koncepcję szczęścia, to oczywiście można je zdobywać – zachęcają psychologowie. – Na przykład na Wschodzie szczęście utożsamia się z satori – oświeceniem, wyzbyciem indywidualności, mówiąc językiem zen. I to można osiągnąć, stosując medytacje, odpowiedni styl życia i odżywiania. Jednak niektórzy skłaniają się ku twierdzeniu, że szczęśliwym się nie jest, szczęśliwym się bywa.
Skoro talent do szczęśliwego życia w 50% mamy zakodowany w genach, oznacza to, że za całą resztę sami jesteśmy odpowiedzialni. Nie ma więc na co czekać. Dzisiaj podejmij decyzję, że będziesz się starał być szczęśliwy. W życiu szczęśliwsi są zwykle ekstrawertycy, czyli ludzie energiczni i otwarci. Czerpią większą satysfakcję z życia i nie rozpamiętują bez końca własnych porażek. W „Journal of Happiness”, redagowanym przez prof. Ruuta Veenhovena, można wyczytać, że hedonizm i pochwała korzystania z życia bardzo podnoszą poczucie szczęścia. A zatem, jak mawiał Horacy, carpe diem? Tak, ale tylko w sposób umiarkowany – obżartuchy, opoje czy seksoholicy są zwykle nieszczęśliwi. Także z polskich badań wynika, że nałogowcy są mniej szczęśliwi niż osoby bez nałogów. Jednak możliwe, że nadużywają używek ludzie już wcześniej nieszczęśliwi.
Jednym z pierwszych kroków na drodze ku szczęśliwości jest… zwykły uśmiech. Opisywany przez Małgorzatę Musierowicz Eksperymentalny Sygnał Dobra jest nie tylko sygnałem dla innych, ale przede wszystkim dla nas samych. Paul Ekman, Robert Levenson i Wallace Friesen, amerykańscy naukowcy zajmujący się badaniem stanów emocjonalnych, stwierdzili:
– Miny wywołują takie same reakcje w mózgu jak wspomnienia. Gdy naukowcy kazali studentom oglądać komedie, trzymając w wargach ołówek – co uniemożliwiało uśmiechanie się – odebrali oni film jako znacznie mniej śmieszny. A zatem śmiech to nie tylko zdrowie, ale przede wszystkim szczęście. Zachowując się jak człowiek szczęśliwy, zwiększa się szanse na poczucie szczęścia.
Jednak całe szczęście, że nie wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Świat posiadający receptę na szczęście opisuje Will Ferguson, autor powieści „Szczęście TM”, wydanej przez Muzę. Plaga absolutnego szczęścia to tragedia. Prowadzi do takiej samej apokalipsy jak zło, bo oznacza próżnię, a w próżni nie ma życia. „Tym, co czyni z nas ludzi, jest nie szczęście, lecz smutek, który się pod nim kryje”, mówi Ferguson.

*

Lista cech człowieka szczęśliwego
młody
zdrowy
wykształcony
ekstrawertyk
optymista
wolny od zmartwień
religijny
żonaty
zaangażowany w pracę
z umiarkowanymi
aspiracjami życiowymi

szczęście = P + (5xE) + (3xH)
P (personal characteristics) to cechy osobiste, takie jak podejście do życia, zdolność adaptacji, elastyczność.
E to egzystencja – ogólna kondycja, stan zdrowia, finansów oraz życia towarzyskiego.
H (higher order) to potrzeby wyższego rzędu, takie jak poczucie własnej wartości, ambicje i poczucie humoru.

Przepis na szczęście z Internetu
•cztery filiżanki miłości
•dwie filiżanki lojalności
•trzy filiżanki przebaczenia
•filiżanka przyjaźni
•dwie łyżeczki czułości
•cztery kwarty wiary
•beczka śmiechu
Miłość połączyć z lojalnością i starannie zmieszać z wiarą. Przyprawić dobrocią, czułością i wyrozumiałością. Dodać przyjaźń i miłość. Obficie spryskać śmiechem.
Wypiekać w słońcu.
Podawać codziennie w obfitych porcjach!!!

KUP SZCZĘŚCIE W DOBREJ CENIE
Pogoń za szczęściem jest nieocenionym źródłem dochodów. Pigułki, kursy, sztuka szczęśliwego urządzania domu, amulety, poradniki, a nawet muzyka.
•Jacek Kryg prowadzi „Szkołę bez Granic”, w której uczy zasad feng shui (sztuki aranżacji przestrzeni, mającej uzdrowić energię, a co za tym idzie, poprawić jakość życia) i udziela konsultacji tym, którzy chcą uporządkować swoje życie zgodnie z jego zasadami. – Feng shui to nie magia! To czysta nauka, można powiedzieć, medycyna przestrzeni – mówi i zastrzega: – Autentyczne chińskie feng shui ma niewiele wspólnego z zawieszaniem wstążeczek i kryształków na ścianach. Ja uczę się u chińskiego mistrza Yap Cheng Hay, który mieszka w Kuala Lumpur i stoi na straży tradycyjnego feng shui.
Jacek Kryg jest pewien, że „to działa”, choć czasem zmiany w życiu nie są aż tak spektakularne i aż tak szybkie, jak by oczekiwano. Po czym przytacza historię pani stomatolog, która zmieniwszy wokół siebie układy energii zgodnie z feng shui, znalazła nowego mężczyznę, pracę i pożegnała się ze wszystkimi dotychczasowymi problemami, oraz kobiety, której dzięki zmianom udało się wreszcie po dwóch nieudanych próbach urodzić zdrowe dziecko. Ceny za konsultacje na temat aranżacji przestrzeni zaczynają się już od 600 zł, ale zdarzyła się firma zatrudniająca ponad stu pracowników, która zapłaciła 15 tys. zł plus VAT.
•Centrum AVIDA sprzedaje płytę „Muzyczna recepta na szczęście” – zestaw utworów muzyki relaksacyjnej. Tańszą metodą na szczęście są także amulety (10-100 zł, ale bywają i dużo droższe).
•Również medycyna ma swoje propozycje dla nieszczęśliwych – „pigułki szczęścia”, np. ziołowy deprim lub sławny prozac i jego pochodne.
Prof. Czapiński sceptycznie podchodzi do różnego rodzaju kursów, ulepszaczy i poradników: – Nieszczęśliwców z urodzenia nie da się uszczęśliwić. Oni na takich zajęciach i po lekturach jedynie utrwalą swoje malkontenctwo, nauczą się je racjonalizować.
Z drugiej strony, prawie wszyscy jesteśmy wyposażeni w geny szczęścia, ale nie zawsze potrafimy samodzielnie osiągnąć przypisany nam stopień szczęśliwości. Jeśli pokaże się nam, co przeszkadza w osiągnięciu owego przyrodzonego stanu zadowolenia, to uda się nam go osiągnąć. – Każdy z nas ma inne blokery, czyli przeszkody na drodze do szczęścia. Dla jednego to sposób komunikowania się z innymi, dla drugiego styl życia, dla trzeciego coś całkiem odmiennego, zatem taka „terapia szczęścia” musi być bardzo indywidualna – mówi prof. Czapiński. – Proste recepty na szczęście to czysta trywializacja i publicystyka.

Poczet ekspertów od szczęścia
•Platon: źródłem szczęścia jest dobroć i sprawiedliwość.
•Arystoteles: szczęście zależy od życia dobrego, życie dobre zaś od życia zgodnego z cnotami.
•Seneka: każdy jest na tyle nieszczęśliwy, na ile się za takiego uważa.
•Horacy – autor najpopularniejszej „szczęśliwej” regułki wszech czasów o życiu chwilą: carpe diem.
•Demokryt: nie zalety ciała i majątek dają szczęście, lecz prawość charakteru i zalety umysłu.
•Św. Augustyn: trzeba się starać bardziej o szczęście wieczne niż o szczęście ziemskie. Szczęście wieczne, którego samo szukanie jest cenniejsze od zdobycia szczęścia ziemskiego, możliwe jest tylko przez wzgardę dla tego doczesnego.
•Adam Smith: na szczęście składają się pokój i radość, zdrowie i czyste sumienie.
•Jan Kochanowski: tylko życie na wsi może być źródłem szczęścia, ale jego warunkiem jest trwały spokój.
Część specjalistów od szczęścia powtarza pochwałę życia na wsi. Psycholog Leo Strole nazwał nawet to nastawienie „antymiejskim uprzedzeniem naukowców”. Światowe badania nie potwierdzają, że „wsi spokojna, wsi wesoła” lepiej wpływa na człowieka niż wielkomiejski zgiełk. Z badań CBOS wynika, że Polacy mieszkający w dużych miastach czują się szczęśliwsi niż ci z miasteczek i wsi.
•Władysław Tatarkiewicz: nie ma danych do twierdzenia, że szczęście jest proporcjonalne do zamożności.
•Jean Jacques Rousseau: wszystkie książki mówią nam o najwyższym dobru, wszyscy filozofowie nam je ukazują, każdy uczy innej sztuki bycia szczęśliwym, ale żaden nie znalazł jej dla siebie.
•Janusz Czapiński: szczęście ma strukturę cebuli.
•Ruut Veenhoven: liczba spożywanych dziennie kalorii wpływa na przeciętny dla danego regionu poziom szczęścia.

Przepisy na szczęście w pigułce
•Prowadź „Dziennik przyjemnych zdarzeń”. To mogą być drobiazgi – ładna pogoda, fakt, że uśmiechnęła się do ciebie nieznajoma osoba, dobry obiad z przyjaciółmi – radzi Dale Carnagie, autor jednego z pierwszych amerykańskich bestsellerów o budowaniu osobowości „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”.
•Ludzie, którzy pomagają innym, czują się szczęśliwsi.
•Człowiek, który jest ciekawy świata i stara się zrozumieć rzeczywistość, ma poczucie większej kontroli nad swoim losem.
•Dbaj o dobre kontakty z innymi. Mocniej odczuwasz radość, jeżeli masz z kim się nią podzielić, a problemy stają się łatwiejsze do rozwiązania.
•Troszcz się o siebie. Zdrowe ciało daje więcej możliwości przeżywania szczęśliwych chwil.
•Pielęgnuj swoje pasje. Prawdziwa radość życia płynie z aktywności.
•Myśl pozytywnie. Coraz więcej jest dowodów na poparcie teorii, że odpowiednie nastawienie umysłu może mieć wpływ na zdrowie zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Przykładem niech będzie działanie placebo.

 

Wydanie: 34/2005

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. Marzena
    Marzena 19 stycznia, 2015, 14:45

    Kto jest autorem artykułu i z jakiego jest numeru tygodnika?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy