Reporterskim zezem na III RP

Reporterskim zezem na III RP

PO zostawiła po sobie dwie Polski: jedną maleńką, dotkniętą łaską „złotego wieku” i drugą – większą, biedniejszą, o którą upomniał się Kaczyński. Dlatego wygrał

Nie jestem Polakiem! Z ust wybrańców narodu ciągle słyszę, że:
…każdy Polak doskonale wie, że „to” albo „owo”…
a ja co rusz czegoś nie wiem. Jestem typem niewolnika. Wyznaję zasadę włoskiego filozofa Niccola Machiavellego, który radzi:

…jeśli nie możesz pokonać wroga – musisz się do niego przytulić, bo to jedyna droga przetrwania…

W roku 1945 Polska miała szczęście, że było w kraju tylko kilkadziesiąt tysięcy „żołnierzy wyklętych”. Gdyby za broń chwycił wtedy cały naród, to dziś okolice Wisły zamieszkiwałyby narody Związku Radzieckiego. Nie jestem patriotą. Nie wyznaję zasady, że za ojczyznę należy ginąć. Trzeba dla niej żyć i pracować w jak najlepszym zdrowiu. Tylko Chiny oraz Indie mogą pozwolić sobie na stratę 38 mln obywateli bez specjalnego uszczerbku dla państwa. Dlatego powstanie warszawskie uważam za krok skrajnie nieodpowiedzialny, a decydenci zasłużyli na sąd wojenny. Jestem ślepcem. Bo…

… tylko ślepy nie widzi, że Polacy żyją w złotym wieku…

a ja twierdzę, że tylko nieliczni.

Jestem także liczykrupą. Liczę. Sięgam do roczników statystycznych GUS, patrzę na słupki, porównuję.

Dlatego postanowiłem spojrzeć „reporterskim zezem na Trzecią Rzeczpospolitą”. Bo wbrew entuzjastycznym zapewnieniom – nie jest bez skazy. Zbyt długo korzystała z przywileju milczenia o czasach, z których wyrosła. Choć cała elita polityczna Trzeciej Najjaśniejszej tkwi korzeniami w PRL, to próbowała wymazać swoją młodość z pamięci, a czasy Polski Ludowej uznała za czarną dziurę.

Bała się porównań. Tymczasem prawda jest taka, że Polska Ludowa rozwijała się ponad dwa razy szybciej, a Gierek miał do spłacenia dziesięć razy mniejszy dług niż Tusk.

Pod koniec PRL produkt krajowy brutto sięgał 2,5% wartości produkcji światowej. Teraz – polski PKB ociera się o 1% produktu globalnego i jest porównywalny z poziomem przedwojennym.

Za Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego zbudowano prawie 8 mln tanich mieszkań.

Polsce przybyło 14 mln obywateli.

Od 25 lat kraj zaczyna wymierać. Zgonów jest więcej niż urodzeń. Jak tak dalej pójdzie to:
za 100 lat nie będzie nas – jak w biesiadnej pioseneczce.

Nie piszę o tym z pozycji frustrata, któremu w życiu nic nie wyszło i teraz ma wszystkim za złe. Odwrotnie.

Jestem człowiekiem sukcesu, należę do pokolenia, które miało szczęście złapać Pana Boga za nogi. Zdobyłem więcej, niż sięgałem marzeniami.
W Domu Dziecka u popularnego w Warszawie Dziadka – Kazimierza Lisieckiego – redagowałem gazetkę ścienną „Błyskawica”. I chciałem zostać dziennikarzem sportowym. Było to marzenie ściętej głowy. Urodziłem się na biednej Pradze, matka skończyła edukację na czterech klasach powszechniaka, a ojciec – drwal z Podlasia – podpisywał się trzema krzyżykami. Oboje planowali, że pójdę na hydraulika.
A jednak…

Wyboistą drogą, pełną ostrych zakrętów, ukończyłem prawo i dziennikarstwo. Przez 35 lat byłem telewizyjnym reporterem. Z sukcesami. Uzyskałem uprawnienia reżysera filmów dokumentalnych, mam na koncie całą furę reportaży i dwa Złote Ekrany. Jestem chyba jedynym polskim dziennikarzem, który aż siedmiokrotnie miał zaszczyt rozmawiać z Janem Pawłem II. Zrealizowałem o nim kilka filmów i reportaży, a najatrakcyjniejszy wywiad z papieżem Polakiem przeprowadziłem na wysokości 10 tys. m w TU-154 M.

Zdjęcie na okładce książki (s. 52) jest symboliczne. Zostało wykonane na starcie Trzeciej Rzeczypospolitej. Bronisław Komorowski – represjonowany antykomunista, w roli wiceministra obrony narodowej ściska rękę Sobiesławowi Zasadzie – kiedyś znakomitemu kierowcy rajdowemu, teraz czołowemu polskiemu biznesmenowi, przedstawicielowi koncernu Mercedes-Benz, który – przy pomocy wojska – próbuje ratować polską motoryzację. W środku – autor, jeszcze niedawno „reżimowy” dziennikarz obsługujący opozycję podczas obrad Okrągłego Stołu, potem „zmuszony” do zmiany zawodu, wciągnięty do biznesu przez „Mistrza Kierownicy”.

BLIŻEJ FAKTÓW

Nastały czasy, w których coraz trudniej ogłupiać młodych historią PRL zawężoną do braku papieru toaletowego i wszechobecnego octu. Bo dociekliwy wnuczek spyta dziadka o tajemne właściwości napoju, na którym wyrosły dwa pokolenia Polaków, a na dodatek przybyło kilkanaście milionów obywateli.

Pokolenie III RP jest dobrze wykształcone, korzysta z internetu, podróżuje po świecie i swoje wie. Kiedy prezydent Komorowski przekonywał młodych, że żyją w złotym wieku – słusznie pytali:

…jeśli jest tak bosko, to czemu jest tak źle?…

Kiedy topnieją śniegi, jadę na Kurpie do swojej „daczy” i siedzę tam do pierwszych przymrozków. Zapominam o wypasionej „warszawce”, przyjaźnię się z rolnikami i sklepikarzami, z fryzjerem i ogrodnikami, z właścicielem warsztatu samochodowego i z bezrobotnymi, głównie młodymi, którzy albo łapią jakąś fuchę po osiem złotych za godzinę, albo wyskakują do Holandii, żeby dorobić. Każdy ma władzy coś za złe: biurokrację, brak pracy, bezwzględność komornika, niesprawiedliwe sądy, układy i układziki, przekręty urzędników, brak nadziei na przyszłość.
Wszyscy głosowali na Prawo i Sprawiedliwość.

Jeśli w ich duszach mocniej pogrzebać – wychodzi, że nawet nie za bardzo liczą na poprawę warunków życia. „Obejdzie się” – mówią.
Wszyscy chcą sprawiedliwości. Mają nadzieję, że PiS rozbije sitwy, pogoni cwaniaczków, kombinatorów oraz zwykłych złodziei, którzy „przyspawali się do koryta”.

Prezydent Komorowski takich nastrojów nie znał. Od początków transformacji grzał ławy poselskie, był też ministrem obrony, marszałkiem Sejmu, a przez ostatnie pięć lat „pilnował żyrandola w Belwederze”, co mu wypomniał Donald Tusk. I, walcząc o reelekcję, wyskoczył do ludzi na ulicę jak Filip z konopi. Używał języka oderwanego od realiów.

Pewnie nie wiedział, że:
– polscy emeryci pobierają najniższe świadczenia w Europie. Średnia emerytura w Niemczech i Szwecji jest pięć razy wyższa. W Austrii – cztery i pół razy. Nawet w Grecji – dwa i pół razy;
– ONZ zanotował w Polsce największy wzrost ubóstwa w stosunku do rozwoju gospodarczego;
– poniżej minimum egzystencji żyje 4,5 mln obywateli;
– poniżej minimum socjalnego – 20 mln;
– na zakup 1 m kw. mieszkania młody Polak musi pracować ponad dwa miesiące. I nic nie jeść;
– przy obecnym tempie wzrostu PKB będziemy „gonić” Zachód do usranej śmierci;
– mamy półtora miliona bezrobotnych i ponad dwa miliony pracujących „na zmywaku”;
– polityka gospodarcza rządu ogranicza się głównie do zarządzania „kasą”. Brakuje długofalowej wizji;
– Polskę sprowadzono do roli europejskiego średniaka, a naszym „atutem” jest tania siła robocza i umiejętność operowania śrubokrętem.

Mówiąc o „złotych czasach”, pan prezydent przeoczył, że:
– wzrost polskiego PKB nie przekłada się na poprawę bytu Polaków;
– eksport – którym tak się chwalimy – aż w 65% jest udziałem firm zagranicznych – korzyści z transformacji osiąga ledwie 17% obywateli.

Platforma Obywatelska trzymała w ręku wszystkie atuty, żeby Polakom było lepiej: miała prezydenta, premiera, rząd, wpływy z budżetu, z prywatyzacji, dotacje z Unii Europejskiej i… przychylne media. I… czas. Pełne osiem lat!

A nawet nie potrafiła „dorżnąć watahy”. Sama dała się zaszlachtować. Zginęła od własnej propagandy sukcesu. Obrosła w sadełko. Nabrała pychy i arogancji, a Polskę traktowała jak dojną krowę. Lekceważyła demokrację, a teraz krzyczy o łamaniu konstytucji. „Wart Pac pałaca, a pałac Paca”.

PRAWDA NAS WYZWOLI

…Nie stawiajcie mi pomników. Słuchajcie, co do was mówię…
mówił Jan Paweł II podczas pielgrzymek po rodzinnym kraju. I zachęcał, żeby:

…poznawać prawdę, bo tylko prawda nas wyzwoli…

Proza życia jest inna. Od prawdy jesteśmy coraz dalej, a Ojca Świętego przekupujemy pomnikami, popiersiami, nazwami ulic, skwerów, szkół i szpitali.

Wobec papieża Polaka jesteśmy tak samo obłudni, jak wobec historii. Tworzymy mity!!! Na świecie nie ma chyba drugiego narodu tak zakochanego we własnej martyrologii, celebrującego porażki i nachalnie naginającego fakty do bieżącej polityki. Albo w ogóle wykreślającego przeszłość. Słowa Józefa Piłsudskiego użyte jako motto mojej książki brzmią jednoznacznie:

…Naród, który nie szanuje swojej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości ani nie ma prawa do przyszłości…

Polska przedwojenna tłumaczyła swoje słabości spuścizną po zaborach. Polska Ludowa opluwała na potęgę międzywojnie, a po 45 latach została zgilotynowana przez Rzeczpospolitą numer trzy. Z kolei ta trzecia trafiła pod but Najjaśniejszej z numerkiem czwartym. I na początku każdego okresu historycznego „kraj zawsze był w ruinie”.

Od lat trwa opętańcza dyskusja, który orzeł jest nam bliższy: ten w koronie czy ten bez nakrycia głowy, czy Bereza Kartuska była obozem koncentracyjnym czy sanatorium, która krew jest bardziej czerwona i cenniejsza: ta przelana pod Monte Casino czy ta w walce o Berlin?

Czy przy naszym zacietrzewieniu, wzajemnej nienawiści i wrogości w ogóle można uwierzyć w prawdę?!

Nie mam nic przeciwko pamięci o „żołnierzach wyklętych”, chociaż bardziej pasuje do nich nazwa żołnierzy upartych czy oszukanych, czekających z bronią w ręku na III wojnę światową. Czy nie chcieli nowej Polski? Czy wiedzieli „dlaczego”? Wady powojennego ustroju ujawniały się stopniowo, a miliony Polaków, takich samych jak oni, już odbudowywało kraj. Także w tej sprawie jestem przeciwko fałszerstwu.
Nie można wrzucać do jednego worka rotmistrza Pileckiego, majora Hubala, generała Nila czy generała Jankego z ludźmi mającymi krew na rękach, którzy pomylili patriotyzm ze zwykłym bandytyzmem. Ich liczne „zasługi” w likwidowaniu posterunków MO, w „rozwałkach” pracowników UB, żołnierzy Wojska Polskiego, członków PPR, a także ludzi podejrzanych o sprzyjanie „komunistom”: geometrów parcelujących pańską ziemię i chłopów, którzy tę ziemię brali, bo chcieli żyć na swoim, palenie wsi, napady rabunkowe, zabijanie kobiet i dzieci – wymagają potępienia.

Błędem jest stawianie w jednym szeregu ludzi ideowo przeciwnych Polsce Ludowej, po swojemu widzących przyszłość kraju, z „Ogniem” czy „Skałą” – mordercami, którzy raz popełniali zbrodnie, walcząc z „komuną”, innym razem współpracując z NKWD, występując w roli funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. „Ogień” organizował tę placówkę w Nowym Targu. Można mieć tylko pretensję do Instytutu Pamięci Narodowej, że przez tyle lat nie potrafił oddzielić ziarna od plew. Polska Ludowa nigdy nie była suwerenna do końca. To fakt. Jednak historia uczy, że:

…tak jak w ustroju złym można zrobić dla kraju wiele dobrego, tak przy pełnej wolności i demokracji można temu krajowi zaszkodzić…

Po zakończeniu wojny zapanował powszechny entuzjazm. Ten zapał nie zawsze wynikał z wielkiego uczucia do systemu politycznego, częściej – z miłości do ojczyzny. To był fundament, na którym dźwigaliśmy Polskę z ruin, a potem ją budowaliśmy od nowa. Dwa pokolenia PRL wznosiły domy, szkoły, szpitale i fabryki. Nie można ponad nich wynosić ludzi, którzy dla powojennej Polski nie zrobili nic, a w najlepszym razie – studia, doktoraty i profesury. Bo to zwykłe świństwo! Wkład w rozwój naszego państwa trzeba oceniać sprawiedliwie. Zaczynając od międzywojnia.

Prawda… Trzeciej Rzeczypospolitej nie da się potraktować jak podstarzałej niewielkiej urody „Peerelówkę”.

Najjaśniejsza skończyła karierę młodo i rzucała się w oczy. Wyglądała jak prof. Joanna Senyszyn na salonach Unii Europejskiej: w koralach, broszkach, bransoletkach i butach à la Monika Olejnik w „Kropce nad i”.

Niestety – w rankingach europejskich polska piękność musiała występować sauté i podlegała surowej weryfikacji wskaźników, wykresów, słupków i procentów. Wtedy zbierała słabsze noty. Jury wytknęło jej brak polotu, inicjatywy, pomysłowości i umiejętności przekładania coraz większego dochodu narodowego na wzrost poziomu życia wszystkich obywateli.

Jurorów raziły jej rozrzutność, marnotrawstwo i malwersacje. No i wylądowaliśmy prawie na końcu przeróżnych tabel i klasyfikacji. Najczęściej wyprzedzamy Swietłanę z Bułgarii, Andromedę z Grecji i Elenę z Rumunii. Ale czeskiej Danie już nie dajemy rady.

Platforma Obywatelska pozostawiła po sobie dwie Polski: jedną maleńką, dotkniętą łaską „złotego wieku” i drugą – większą, biedniejszą, o którą upomniał się Jarosław Kaczyński. I dlatego wygrał.

Fragment książki Tadeusza Zakrzewskiego Reporterskim zezem na Trzecią Rzeczpospolitą, Książka i Wiedza, Warszawa 2016

Wydanie: 9/2017

Kategorie: Kraj
Tagi: III RP, PRL

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy