Smoleńsk – pamięć i wojna o władzę

To rzecz pewna – w najbliższych dniach czeka nas festiwal uroczystości smoleńskich, rozmaitych inicjatyw, mszy itd. W te wszystkie „uroczystości” wciągnięte zostaną miliony Polaków, zarówno tych, którzy będą czuli potrzebę upamiętnienia ofiar katastrofy, jak i tych, którzy będą czuli w tym fałsz lub przesadę. Te dwie Polski obserwowaliśmy przy okazji sporu o krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, więc zobaczymy i teraz.
I jedni, i drudzy będą też wołać: dlaczego nie chcecie zrozumieć naszej wrażliwości?
Patrząc na ten spór, daleki jestem od ferowania wyroków, od ogłaszania, że ci są winni, a ci bez winy.
Choć przecież widać intencje.
W działaniach Platformy widzę strach przed kolejną falą smoleńskich wspomnień. Przekonanie, że wielkie manifestacje i upamiętnianie Lecha Kaczyńskiego to wiatr w żagle PiS. Wszystko więc, co siłę tego wiatru osłabia, jest dobre.
Nie pochwalam takiego myślenia, prowadzi ono do lekceważenia ofiar smoleńskiej katastrofy, ale je rozumiem. Jarosław Kaczyński chce dzięki smoleńskim trumnom odzyskać władzę i rozbujać w Polsce nastroje antyrządowe.
Mam nawet niejasne podejrzenia, że obfitość planowanych smoleńskich imprez służy także temu, by zostawić jak najmniej miejsca Prawu i Sprawiedliwości.
Być może jest tak, być może inaczej. Pewne jest natomiast, że Jarosław Kaczyński ściągnie do Warszawy, kogo się da, dlatego PiS-owscy politycy prześcigać się będą w oskarżaniu premiera, mnożyć będą wnioski o nazywanie ulic, placów czy stadionów imieniem Lecha Kaczyńskiego i budowanie mu pomników.
W działaniach PiS widać brak jakiejkolwiek powściągliwości, brak refleksji, że może w tym kraju żyją inni Polacy, którzy mają inną wrażliwość, ale te same prawa. Króluje za to przekonanie, że tylko tam, gdzie PiS sprawuje niepodzielną władzę, jest dobrze i sprawiedliwie.
W ten sposób zamiast zadumy nad katastrofą, zamiast hołdu dla jej ofiar będziemy mieli kolejną polityczną bijatykę.
Przyzwoitość nakazuje, by w taką bijatykę się nie mieszać. A jednocześnie pamiętać o tych, którzy na dobrą pamięć jak najbardziej zasługują. W dzisiejszym numerze wspominamy więc trójkę wybitnych polityków lewicy – Izabelę Jarugę-Nowacką, Jolantę Szymanek-Deresz i Jerzego Szmajdzińskiego. Wspominamy – bo przypominać ich nie trzeba.
Wspominamy z refleksją, że wojna PiS, żeby zawłaszczyć smoleńską katastrofę, jest niszcząca dla społecznej świadomości.
Bo w katastrofie śmierć poniosło 96 ofiar, a nie tylko Lech Kaczyński z żoną i PiS-owscy posłowie. Propaganda prawicy w tej sprawie, bardzo zresztą skuteczna, obraża ofiary.
Obraża też żyjących – bo te wszystkie teorie o sztucznej mgle, o spisku Tuska i Putina, o zamachu itd. nie mieszczą się w kanonie normalności.
Daleki jednak byłbym od wzruszania ramionami – PiS jest skuteczne i szalenie konsekwentne we wmawianiu Polakom swoich teorii i fobii. Wiele PiS-owskich bzdur miliony Polaków powtarzają jako pewniki. Dlatego i w przypadku katastrofy smoleńskiej nie wystarczą uniki, wyniosłe milczenie dla świętego spokoju. Dlatego trzeba wyjaśnić, z jakiego powodu ten samolot tam lądował, choć nie powinien. Z czyjego polecenia.
Bo tu świętego spokoju nie będzie.

Wydanie: 14/2011

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy