Rocznica z tryzubem w tle

Rocznica z tryzubem w tle

O odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie ostatnimi czasy jest bardzo głośno. Na Ukrainie buduje się pomniki upamiętniające dowódców Ukraińskiej Armii Powstańczej, powstają propagandowe filmy, publikacje gloryfikujące nacjonalistów. Patronami ulic, szkół zostają działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Całemu temu procesowi patronuje prezydent Wiktor Juszczenko, który w maju 2006 r. w Pawłokomie tyle mówił o pojednaniu polsko-ukraińskim i wspólnej drodze Polski i Ukrainy do zmycia piętna historii, jakim obciążone są oba państwa. Tymczasem w sierpniu 2006 r. Juszczenko odznaczył Jurija Szuchewycza (syna Romana Szuchewycza – dowódcy UPA) i nadał mu tytuł Bohatera Ukrainy. W październiku 2006 r. zaś podpisał dekret uznający UPA za ruch wyzwoleńczy.
Ostatnie obchody 65. rocznicy powstania UPA (14 października br.) miały charakter wyjątkowo uroczysty. We Lwowie odsłonięto pomnik Stepana Bandery, został ogłoszony prezydencki dekret „O świątecznych obchodach 65-lecia powołania UPA”. Prezydent nakazał też przyspieszenie budowy pomnika Romana Szuchewycza we Lwowie oraz objęcie pomocą medyczną weteranów UPA, którzy mają nieformalny status kombatantów w zachodnich regionach Ukrainy. 13 października we Lwowie odbyła się uroczysta akademia z okazji obchodów 65. rocznicy UPA. Na początku akademii głos zabrał gubernator obwodu lwowskiego, Petro Olijnyk, następnie przewodniczący Lwowskiej Rady Obwodowej, Myrosław Senyk, oraz pierwszy wicemer Lwowa, Ołeh Syniutka. Podziękowali członkom UPA za to, że poświęcili młodość walce o niepodległość Ukrainy i uzyskanie przez nią państwowości. Syniutka zapewnił uczestników akademii, że we Lwowie pojawi się ulica Bohaterów UPA. W dniu obchodów ok. 5 tys. zwolenników nacjonalistycznej partii Swoboda zebrało się w centrum Kijowa. Przywódca ugrupowania, Ołeh Tiahnybok, nawoływał do uznania weteranów UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy, rehabilitacji UPA i nadania jej członkom pełnych praw kombatanckich.
Generalnie rozwój kultu UPA odbywa się przy milczeniu polskich władz, choć nie do końca… Politycy PiS zaangażowali się swego czasu mocno w poparcie dla obozu pomarańczowych na Ukrainie, nie bacząc na obecność w tej formacji skrajnych nacjonalistów, m.in. z Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, będącego kontynuacją OUN. Najdziwniejsze jest to, że kult UPA popierają i szerzą działacze pomarańczowej koalicji skupiającej proprezydencką partię Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona oraz blok Julii Tymoszenko. Ugrupowania te, dążące do członkostwa w UE, wspierają działalność kombatantów byłej profaszystowskiej organizacji, która w czasie II wojny światowej współpracowała z hitlerowcami.
Zdania na temat UPA są jednak wśród Ukraińców mocno podzielone, czego dowodem jest odsłonięcie we wrześniu 2007 r. pierwszego na Ukrainie pomnika ofiar UPA/OUN w Symferopolu na Krymie.
Czy Polska powinna podjąć jakieś kroki w sprawie UPA? Z jednej strony, wieczne wymachiwanie szabelką nie przysporzy nam sympatii u sąsiadów, z drugiej, powinniśmy protestować przeciwko ruchom faszystowskim i nacjonalistycznym. O tym, jak nasze władze i politycy podchodzą do problemu, świadczy fakt, że nikt nie zaprotestował publicznie przeciw przebiegowi obchodów, nie było noty dyplomatycznej, a i serwisy informacyjne w zasadzie milczały. A przecież skoro Donald Tusk był tak świetnie przygotowany do debaty z Jarosławem Kaczyńskim, dlaczego nie spytał premiera, jakie kroki ma zamiar podjąć rząd i jakie ma stanowisko w tej sprawie. Widocznie wykute na pamięć ceny kurczaka i PR-owska sztuczka z rzekomą rozmową z panią Ewą nie pozwoliły mu na kreatywne i spontaniczne odniesienie się do nowego problemu. Przytaczanej przez „Donka” pani Ewy i tak nie interesuje kult UPA. A i Zachód nie zrozumie, o co nam chodzi, bo ich poziom wiedzy historycznej zatrzymał się na etapie „polskich obozów koncentracyjnych”.

Wydanie: 43/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy