Amerykanie ignorują sankcje

Amerykanie ignorują sankcje

US Secretary of State John Kerry (L) and his Russian counterpart Sergei Lavrov speak at their joint press conference in Moscow on May 7, 2013. Russia and the United States agreed today at top-level talks to push both the Syrian regime and rebels to find a political solution to their conflict and to hold an international peace conference, the Russian foreign minister said after talks with US counterpart John Kerry in Moscow. TOPSHOTS/AFP PHOTO/KIRILL KUDRYAVTSEV

Zdaniem ekonomistów, restrykcje wobec Rosji wyrządzają gospodarkom UE poważne szkody Wiosenna wyprawa do Soczi Johna Kerry’ego nie pozostała bez echa. 12 maja sekretarz stanu USA przeprowadził w Kraju Krasnodarskim wielogodzinne rozmowy ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, a także z samym prezydentem Władimirem Putinem. O ile w świetle wojny na Ukrainie ochłodzenie stosunków na linii Waszyngton-Moskwa wydawało się logiczne i następowało sukcesywnie, o tyle nagła odwilż nadeszła niepostrzeżenie. Wbrew powielanym w USA przez rządowe media zapewnieniom, jakoby Rosja „zakłócała porządek świata”, wizyta Kerry’ego w Soczi miała charakter ugodowy. Rozmawiano m.in. o (faktycznym już) porozumieniu nuklearnym z Iranem oraz wojnie domowej w Jemenie. Przy okazji Ławrow przypomniał, że rozwiązanie konfliktu w Syrii bez współpracy z Rosją jest niemożliwe. Przedmiotem kaukaskich konsultacji było zatem także rosnące w siłę Państwo Islamskie, zajmujące już terytorium porównywalne z Wielką Brytanią. Tym, co łączy Biały Dom i Kreml, są uzasadnione obawy przed powracającymi do swoich krajów dżihadystami, zdolnymi do ataków terrorystycznych. Rozmawiano również o sytuacji w Donbasie. Trudno nie podejrzewać, że drażliwy temat sankcji został zamieciony pod dywan. Mniejsza o to, ile śliny Obama zużył na zapewnienia, że aneksja Krymu wtrąciła Zachód i Rosję w „najgłębszy kryzys od czasów zimnej wojny” i że wymierzone w rosyjską gospodarkę restrykcje są „ze wszech miar uzasadnione”. Mroczne wizje snute przez przedsiębiorców działających w Stanach Zjednoczonych raczej się nie ziszczą. Kerry nie musiał się rozwodzić zbyt długo na temat sankcji (wyjąwszy bodaj jeden wątek, w którym sekretarz stanu pokrótce zasygnalizował ich zniesienie), gdyż amerykańskie spółki i tak je pomijają. Aktywność USA na rosyjskim rynku w dalszym ciągu przynosi obu kontrahentom wymierne zyski, tyle że już bez europejskiej konkurencji. Znudzony awanturnik Deklaracją, że rząd Obamy sonduje możliwości uchylenia sankcji, Kerry wypuścił jednak z butelki dżina, którego trudno zagnać do niej z powrotem. Tymczasem podtrzymująca pozory zimnej wojny kampania medialna w USA i Rosji trwa w najlepsze, czego dowodem jest choćby powtarzanie słów Obamy o awanturniku z Kremla, który wśród wielkich zasiada w ostatnim rzędzie. W odpowiedzi prezydent Federacji Rosyjskiej puszcza starą, znaną wszystkim płytę o nieścisłościach w sprawie obozu Guantánamo oraz interwencji USA w Iraku. Nie ustało nawet wojskowe prężenie muskułów. Jeszcze podczas pojednawczej wyprawy Kerry’ego do Soczi Rosja odbywała ćwiczenia u wybrzeży Morza Śródziemnego, wspólnie z nowym sojusznikiem – Chinami. Niemal równocześnie ruszyły manewry USA na Kaukazie, na dodatek w byłej bazie radzieckich sił powietrznych w Gruzji. – Ćwiczenia wojskowe miały zacieśnić współpracę NATO z armią gruzińską – przekonywał sekretarz obrony Ashton Carter w oficjalnym oświadczeniu Pentagonu. Oliwy do ognia dolał sam zwierzchnik sił zbrojnych Barack Obama, który podczas szczytu G7 w Elmau lamentował, jakoby Zachód był wobec Rosji zbyt uległy. – Jestem pod wrażeniem cierpliwości kanclerz Merkel i prezydenta Hollande’a – mówił podczas bawarskich obrad. Na początku sierpnia prezydent USA zauważył na antenie CNN, że sankcje wobec Rosji „dowiodły swojej skuteczności”. – Rosja znalazła się w izolacji, jej gospodarka została wyraźnie nadszarpnięta – twierdził. Tymczasem austriacki Instytut Badań Ekonomicznych (Wifo) potwierdził ustalenia, że Rosja z problemów gospodarczych na początku roku wyszła bez szwanku, sam Obama zaś nie jest zainteresowany zupełną izolacją Putina, a na pewno nie działających przy nim przedsiębiorców. Carte blanche Pod koniec maja świat gospodarczy obiegła informacja, która przed konfliktem na Ukrainie nie budziłaby większego zdumienia. Otóż teksańska firma Bell Helicopter i Uralska Fabryka Lotnictwa Cywilnego zawarły porozumienie w sprawie montowania na licencji najnowszych modyfikacji śmigłowca jednosilnikowego Bell 407GXP. Pierwsze trzy mają zostać zmontowane w Jekaterynburgu jeszcze w tym roku. Obecnie koszt tego rodzaju śmigłowca szacowany jest na ok. 5 mln dol. Dyrektor rosyjskiego zakładu Wadim Badecha utrzymywał na łamach dziennika „Kommiersant”, że ryzyko objęcia projektu sankcjami było wykluczone, gdyż „od strony amerykańskiej uzyskano wstępną carte blanche”. Pikanterii sprawie dodaje nie tyle fakt, że szefem koncernu Rostiech (do którego należy UFLC) jest Siergiej Czemiezow, przyjaciel Putina z czasów drezdeńskich, ile informacja, że znalazł się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 34/2015

Kategorie: Świat