Roman G. ścigany przez uczniów

Roman G. ścigany przez uczniów

Czy kłamca jasnogórski może być wzorem dla młodzieży?

Nominacja Romana Giertycha, uważanego za najbardziej zakłamanego polskiego polityka, na ministra edukacji wywołała burzę. Dziesiątki listów protestacyjnych, tysiące manifestujących w Warszawie i zapowiedzi kolejnych demonstracji w największych polskich miastach. Czy tak miała wyglądać rewolucja moralna IV RP?
– Nie chciałbym, aby moje dzieci wychowywał Roman Giertych – oświadczył wicepremier Ludwik Dorn, na wieść, że jego nowym kolegą w rządzie jest lider LPR. To znamienne słowa i wiele osób się pod nimi podpisuje. Ironią jest jednak, że wypowiada je wiceprzewodniczący partii, która zdecydowała o mianowaniu Giertycha.
Pierwsza demonstracja przeciwko Giertychowi odbyła się już w sobotę, czyli dzień po jego wejściu do rządu. Zorganizowała ją Inicjatywa Uczniowska. Pod ministerstwo zjechała młodzież m.in. z Katowic, Krakowa i Częstochowy. Największą do tej pory manifestację zorganizowali studenci z UW we wtorek ubiegłego tygodnia. Wzięło w niej udział ponad 2 tys. osób, w tym Marcin Święcicki, prof. Andrzej Tadeusz Karpiński, prodziekan Wydziału Historii UW, dr Barbara Arciszewska z Instytutu Historii Sztuki, Daniel Olbrychski.
– Wstyd i hańba! Spełniają się nasze najgorsze obawy – przekonuje Marcin Kornak, prezes antyfaszystowskiego Stowarzyszenia Nigdy Więcej. – Brak reakcji polityków na narastającą falę szowinizmu w krajowej rzeczywistości doprowadził skrajnego nacjonalistę na stanowisko ministra edukacji.

Kompetencji brak

Oddanie Giertychowi teki ministra edukacji jest skandaliczne z kilku powodów. Zacznijmy od kompetencji, a właściwie w przypadku Giertycha ich braku. Do tej pory tylko jeden minister nie miał tytułu profesora. Każdy przez długie lata zajmował się problematyką oświaty. „Pan Roman Giertych nie ma kompetencji niezbędnych do kierowania tak ważnym resortem, nie ma żadnego doświadczenia praktycznego, nigdy bowiem na niwie zawodowej nie był związany z oświatą, nie był też członkiem sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży”, argumentuje w liście protestacyjnym Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, największa w Polsce organizacja skupiająca dyrektorów oraz przedstawicieli kadry zarządzającej szkołami i innymi placówkami oświatowymi.
W tej kadencji Sejmu partia Romana Giertycha nie zgłosiła żadnego projektu ustawy dotyczącej szkolnictwa. W 2003 r. ślad pomysłowości posłów LPR znalazł się w projekcie nowelizacji Karty nauczyciela. Politycy Ligi domagali się wówczas wprowadzenia zapisu, że nauczyciele powinni przygotowywać uczniów do życia w małżeństwie rozumianym jako usankcjonowany prawnie związek kobiety i mężczyzny.
Brak wiedzy nie przeszkadza Giertychowi mieć kategorycznego zdania o polskiej szkole. W swym dziele „Kontrrewolucja” proponuje m.in. likwidację państwowych przedszkoli (bo kobieta przerzuca na innych obowiązek wychowywania dzieci, a sama idzie do pracy), zwiększenie szkolnej roli rodziców (np. mieliby prawo zwolnić nauczyciela, który zmuszałby dzieci do czytania niewłaściwych lektur, takich jak „Dolina Issy” Miłosza). Obecny minister postulował również, by uczniów na wstępie ścieżki edukacyjnej podzielić na lepszych i gorszych, w zależności od tego, do jakiej trafiliby grupy, zostaliby objęci innymi programami szkolnymi.
Brak poważnych pomysłów na zmodyfikowanie systemu oświaty widać było już pierwszego dnia urzędowania nowego ministra, kiedy przedstawiał swoje priorytety.
– Jeżeli Roman Giertych przychodzi do resortu edukacji i mówi, że należy walczyć z patologiami w szkole: przemocą, narkotykami itp., to nie mówi kompletnie niczego nowego. Przecież to oczywistości. Od kogoś, kto od kilku miesięcy powtarzał, że chce mieć resort edukacji, wymagałbym, żeby przedstawił pomysł, jak zwalczać te zjawiska – zauważa Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, zrzeszającego ponad 300 tys. pracowników oświatowych.
„Poglądy na temat szkolnictwa głoszone przez pana Romana Giertycha są wysoce szkodliwe i nie do przyjęcia przez praktyków oświatowych. Roman Giertych publicznie deklaruje poglądy skrajnie narodowe, antyeuropejskie i niesprzyjające tolerancji”, ostrzegają też działacze OSKKO. Pod ich listem protestacyjnym podpisało się 6 tys. osób.
Środowisko nauczycielskie zastanawia się, jaką wizję szkoły ma minister edukacji. Czy taką, jak przedstawił w „Kontrrewolucji”?
– Czy będzie wspierał państwowe szkolnictwo, czy komercyjne, czy rzeczywiście wprowadzi różnice programowe dla poszczególnych szkół? Mam nadzieję, że nie, bo wieje grozą. To oznacza przecież segregację społeczeństwa już na poziomie szkół – podkreśla Sławomir Broniarz, prezes ZNP. – Pytań rodzi się wiele. Dotyczą one rozwiązań systemowych rozpisanych na lata, ale też aktualnych, np. czy ocena negatywna z zachowania będzie uniemożliwiać promocję do następnej klasy? Bo jeśli ktoś uważa, że to sposób na wyegzekwowanie dyscypliny w szkołach, to bardzo się myli.

Hojność na niby

Naiwnością wykazał się Giertych, obiecując nauczycielom kilkuprocentowe podwyżki. – To była tak populistyczna i tania obietnica, że nauczyciele przyjęli ją jako żart. Minister chyba zapominał, że to środowisko ludzi wykształconych – zauważa Marek Pleśniar z OSKKO.
– Nic tak nie zirytowało nauczycieli jak ta zapowiedź – przyznaje prezes ZNP. – Czyżby minister nie wiedział, że art. 30 Karty nauczyciela zobowiązuje go do podwyżki? Łaski nikomu nie robi, bo ustawa go do tego zmusza. Gdyby chciał nieco rozproszyć ten czarny PR wokół siebie, to walczyłby, jak lekarze, o 30% podwyżki. Tym mógłby zjednać środowisko nauczycielskie – dodaje Broniarz.
Ale o takim prezencie od rządu nauczyciele nie mają co marzyć, bo minister finansów od razu dała koledze z resortu edukacji po łapkach.
Infantylizmem trąci też zapowiedź pierwszego, a więc znaczącego, spotkania. Ma ono być z… harcerzami. Z nauczycielami dopiero w drugiej kolejności, a to przecież oni, a nie harcerze, decydują o tym, co się dzieje w szkole.

Pała z zachowania

Resort edukacji nie powinien trafić w ręce lidera LPR również z powodu jego zapalczywości ideologicznej. Dotychczas dobrym obyczajem było, że ministrem zajmującym się edukacją zostawał człowiek o wyważonych poglądach, który nie miał ambicji narzucania jedynie słusznej ideologii. Niestety, przebieg kariery Romana Giertycha nie wskazuje, by miał on takie zalety.
Budowniczowie IV RP zafundowali nam zdecydowanie nowy wzorzec wychowawcy. Lider LPR wsławił się na razie tym, że co rusz łapano go na kłamstwach. Począwszy od słynnego „kłamstwa jasnogórskiego”, kiedy to kilkakrotnie zmieniał wersję spotkania z biznesmenem Janem Kulczykiem. Przyłapano go też na kłamstwie na temat obsady PAP. A nawet przy drobiazgach – chociażby dopisywaniu punktów na prywatne konto za służbowe podróże samolotem. Środowisko akademickie zastanawia się też, jak ministrem mógł zostać ktoś, kto – jak opisał „Przekrój” – usiłował wpłynąć na egzaminatora żony. 35-letni minister uchodzi za osobę agresywną, bezwzględnie rozprawiającą się z przeciwnikami, konfliktową, o ciągotkach dyktatorskich, która lojalność kolegów z ugrupowania wymusza wekslami podpisywanymi in blanco. Politycy, którzy współpracowali z nim, mówią o sposobach zastraszania w partii – czy te same metody zastosuje wobec kuratorów?
Fatalny wizerunek Giertycha pogarszały jeszcze rewelacje „Naszego Dziennika”. Gazeta rozpisywała się na temat niejasności finansowych w partii, np. wystawiania lipnych faktur, by w ten sposób wspomóc finansowo Młodzież Wszechpolską, o libacjach alkoholowych MW za pieniądze UE czy – jak donosił „Nasz Dziennik” – zawłaszczaniu LPR przez kierowaną przez Giertycha sektę Senatu Akademii Orła. No i czy ziejący nienawiścią śledczy z sejmowej Komisji ds. Orlenu to dobry wzorzec wychowawczy dla młodzieży?
– „Z zachowania” wystawiliśmy mu ocenę negatywną. Nasza opinia dotyczy postaci, jaką znamy, bo jeszcze nie pokazał, jakim będzie ministrem – zastrzega Marek Pleśniar z OSKKO.
Stowarzyszenie Nigdy Więcej tropiące przejawy nietolerancji i szerzenie nienawiści nie pozostawia na liderze LPR suchej nitki. – Nowy minister oświaty jest liderem środowiska Młodzieży Wszechpolskiej i takie wzorce wychowawcze wprowadzać będzie w polskich szkołach. Przypomnijmy, że MW odwołuje się do najciemniejszych tradycji obarczonych nacjonalizmem i antysemityzmem. Od lat werbuje swoich członków wśród skinów. Propaguje ksenofobię, nienawiść do wszystkiego, co nie pasuje do wzorca „prawdziwego Polaka”. MW wielokrotnie oskarżana była o faszyzm, a media ujawniały zdjęcia jej członków (dziś posłów LPR) unoszących ręce w hitlerowskim geście – piszą w liście protestacyjnym.
Wicepremier i minister edukacji oficjalnie obiecuje, że Młodzieży Wszechpolskiej nie wpuści do szkół. Tym samym przyznał, że nie jest to organizacja, która mogłaby mieć kontakt z dziećmi, ale czy Giertych dotrzyma słowa?
Stowarzyszenie Nigdy Więcej dotarło do broszury (z 2003 r.) Wojciecha Wierzejskiego „Naród, młodzież, idea”, w której znalazła się bulwersująca instrukcja szkoleniowa pod tytułem „Młodzież Wszechpolska – organizacje i metody werbowania”, przeznaczona dla lokalnych aktywistów MW. Zawiera ona m.in. następujące zalecenia: „Ambicją każdego koła [MW] winno być posiadanie choć kilku ludzi we wszystkich szkołach średnich i przyczółki w podstawówkach”. Instrukcja Wierzejskiego zawiera także wskazówki, jak wkupić się w łaski dyrekcji i ciała pedagogicznego, kamuflując prawdziwe oblicze skrajnie prawicowej organizacji: „Jeśli mierziłaby (…) nazwa MW, to założyć można koło historyczne czy turystyczno-krajoznawcze. Niech tylko da salę, gablotkę na gazetki ścienne…”.
Studenci protestujący w ubiegłym tygodniu w Warszawie obawiają się intensywnej klerykalizacji szkół, wprowadzenia do nich cenzury oraz wychowywania na wzór wszechpolaka. Już teraz MW – pretorianie ministra – żądają wprowadzenia religii na maturze, zakazu noszenia koszulek z wizerunkiem liści konopi, bo to promuje patologie w szkole. Domagają się też zaprzestania „indoktrynacji” w szkołach, czyli uczestnictwa uczniów w pogadankach na temat UE. Być może w ramach robienia porządków i patriotycznego wychowania z kanonu lektur znikną „niewłaściwe” nazwiska – Gombrowicza, bo podśmiewał się z Polaków, Witkacego, bo narkoman, Lechonia, bo Żyd i pederasta, Tuwima, bo Żyd i komuch, Miłosza, bo nie-Polak. Przecież całkiem niedawno działacze LPR protestowali przeciwko chowaniu Czesława Miłosza na Skałce, „bo to nie Polak, tylko Litwin”.
– Dziś mamy zupełnie inną młodzież niż kiedyś. Ona nie da sobie narzucić jednej ideologii. Nawet jeśli się wprowadzi nowy kanon lektur, młodzież to odrzuci – pociesza prezes Sławomir Broniarz.

Kto go tam wpuścił?

Lider LPR w fotelu ministra edukacji to szerszy problem. – Nie da się ukryć, że sobie tego Giertycha wybraliśmy i nie jest usprawiedliwieniem, że ktoś na wybory nie poszedł. Przejęcie przez niego resortu edukacji jest zwieńczeniem tego, co działo się tam od dłuższego czasu – tworzenia jedynie słusznego frontu wychowania. Jeszcze Giertycha nie było w gabinecie ministra, a już resort wysyłał listy, kto się może spotkać z młodzieżą, bo ma „słuszne” poglądy, a kto nie. Ostatnie miesiące jasno pokazały, że ministerstwo stało się łupem ideologicznym. To obrzydliwe – zauważa Włodzimierz Paszyński, były warszawski kurator. – Pytaniem jest, do jakiego stopnia Giertych będzie chciał robić to, o co go podejrzewamy. Wyobrażamy sobie, że to ideolog, a to tylko mały krętacz, który robi wszystko, żeby się dostać na orbitę władzy. Ideowość przez tego typu ludzi jest traktowana instrumentalnie.
Czy bycie wicepremierem sprawi, że z populisty stanie się politykiem bardziej zrównoważonym, jak to się stało już w przypadku Andrzeja Leppera? Dla lidera LPR resort edukacji ma być tym, czym dla Lecha Kaczyńskiego było Ministerstwo Sprawiedliwości. Chce się wykreować na męża stanu z troską pochylającego się nad polską oświatą i wychowaniem. Czy uda się mu uciec od wizerunku fanatyka? Przecież będzie musiał zdobyć sympatię swoich wyborców wywodzących się w końcu z kręgu Radia Maryja, którzy oczekują od niego śmiałych decyzji. A poparcie tego środowiska jest mu bardzo potrzebne, biorąc pod uwagę sondaże popularności partii. Będzie też chciał odróżnić się od PiS, co w praktyce oznacza konieczność przebicia ich w pomysłach na uzdrowienie sytuacji w szkole. Giertych już wykorzystuje swoje zaplecze – Młodzież Wszechpolską, która w ostatnich dniach wyjątkowo się uaktywniła, domagając się wprowadzenia np. religii na maturze i zaostrzenia dyscypliny. I dlaczego Giertych miałby się liczyć ze zdaniem tych, którzy i tak nigdy na niego nie zagłosują?
Wręczenie teki wicepremiera i ministra liderowi LPR rozwiewa złudzenia co do kształtu rewolucji moralnej, jaka miała się dokonać w IV RP. Niezadowolenie z tej nominacji przenosi się także na Jarosława i Lecha Kaczyńskich, którzy do takiej sytuacji doprowadzili.
– Nie może być tak, że poważny prezydent poważnego państwa daje ważny urząd człowiekowi wątpliwemu, watażce politycznemu, wyrażając sam wątpliwości, które ja mam. Nie wolno kupczyć tym urzędem. Nie chcę eksperymentowania na ciele oświaty. Nie akceptuję tego człowieka – jego postawa to obelga dla mnie jako katolika praktykującego i romantyka zawodu, idealisty i Polaka – przekonywał w portalu OSKKO jeden z nauczycieli.
Inny, również w portalu OSKKO, żalił się: – Nie chce mi przejść uczucie, że prezydent, podpisując nominację, dał mi w twarz. Może zbyt górnolotnie to zabrzmi, ale czuję, że to zniewaga. Stajemy się pośmiewiskiem. Autorytet szkoły i nauczyciela w środowisku upada, a tu jeszcze minister z taką przeszłością i poglądami.
Przejmowanie polskiej oświaty przez spadkobierców przedwojennej endecji nie podoba się Włodzimierzowi Paszyńskiemu, ale podkreśla on, że problem tkwi nie tyle w Giertychu, co w braciach Kaczyńskich, którzy go na salony wpuścili. – Mam za złe głównie Jarosławowi Kaczyńskiemu, pochodzącemu z inteligenckiego Żoliborza, politykowi z piękną biografią, który teraz mówi, że żadna ideologia nie jest straszna przy budowie IV RP.
Paszyński przypomina – znów aktualną – fraszkę Tuwima „Na pewnego endeka, co na mnie szczeka”:
Próżnoś repliki się spodziewał,
Nie dam ci prztyczka ani klapsa,
Nie powiem nawet: „Pies cię j…ł” – Bo to mezalians byłby dla psa.
I cieszmy się nią, póki nie jest zakazana.


Złote myśli Romana Giertycha
W większości szkół w Polsce uczą nauczyciele, którzy zostali ukształtowani przez socjalizm. Dla nich najważniejsze jest, ażeby w spokoju doczekać emerytury. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale jednak zdecydowanej większości. Byle dociągnąć do wakacji, jest dzisiaj nie tylko mottem ucznia, ale niestety również nauczyciela. Celem naszym jest więc zmienić system myślenia kadry nauczycielskiej. Nauczyciele muszą być ludźmi o nowoczesnym myśleniu, którzy będą potrafili zarówno swą postawą, jak i fachowością przekonać uczniów do nowego, aktywnego modelu życia, wolnego od wpływów socjalizmu.

Szkoła dzisiejsza jest wylęgarnią chamstwa i demoralizacji. Tak jest zawsze, gdy ze szkół usuwa się wszelką dyscyplinę. Ażeby szkoła prawidłowo wychowywała, musi w niej panować odpowiednia dyscyplina. (…)
W szkołach powinny być wprowadzone od zaraz dwie zmiany: wprowadzenie klas zróżnicowanych pod względem programu nauczania oraz znaczne zwiększenie wpływu rodziców na całokształt pracy w szkole. Pierwsza zmiana umożliwi szybszy postęp dzieciom zdolnym i zlikwiduje obecną sytuację, w której dzieci zdolne nudzą się na lekcjach, które nauczyciel zmuszony jest dostosowywać do przeciętnego poziomu. Druga zmiana doprowadziłaby do utworzenia skutecznego przedstawicielstwa rodziców, kontrolującego pracę w szkole. (…)
Rodzice muszą mieć możność wychowania dzieci, a więc muszą mieć decydujący wpływ na charakter szkoły. Rodzice powinni decydować o profilu nauczania, o tym, czy nauczyciele pracujący w szkole nadają się do wychowania ich dzieci, czy nie. Powinni również decydować o programie nauczania w dziedzinach dotyczących wychowania dzieci. Żadna szkoła nie ma prawa zmuszać dziecka wbrew woli jego rodziców do przeczytania np. „Doliny Issy” Miłosza, która jest pełna opisów erotycznych. Jeżeli natomiast nauczyciel egzekwuje znajomość takiej książki, rodzice muszą mieć możliwość zwolnienia takiego nauczyciela.

Dzisiaj większość przedszkoli jest utrzymywana przez państwo bądź też przez gminę. Z pieniędzy podatników utrzymuje się zakłady, których celem jest zapewnienie możliwości pracy kobietom. Taki jest sens (a raczej nonsens) tych zakładów, zgodnie bowiem z doktryną socjalizmu, kobiety na równi z mężczyznami winny pracować zawodowo. Ponieważ jednak prawo naturalne obciąża kobietę obowiązkiem wychowania dzieci, to państwo socjalistyczne wymyśliło przedszkola. Kobiety zostały zmuszone sytuacją materialną do pójścia do pracy, a wychowaniem dzieci zajęły się przedszkola. Sytuacja ta niewiele się zmieniła, gdyż nadal wszyscy podatnicy utrzymują ze swych kieszeni wychowanie dzieci, których matki pracują zarobkowo. Przeczy to w sposób ewidentny elementarnej sprawiedliwości. Państwo i gminy winny więc absolutnie zaprzestać utrzymywania przedszkoli i pobierania na ten cel podatków, gdyż jest to sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości wszystkich wobec prawa. Przy zaniku przedszkoli państwowych wytworzyłyby się przedszkola prywatne, które z powodu konkurencji obniżałyby ceny oraz zapewniałyby lepsze warunki dla dzieci.


Podpisz się pod protestem
Pod adresem www.bezgiertycha.rp4.pl można się dopisać pod protestem przeciwko powołaniu Romana Giertycha na ministra edukacji.
Podpisy pod apelem o odwołanie Giertycha zbiera także Stowarzyszenie Hatikva68, zrzeszające przymusowych emigrantów marca \’68: http://68.org.pl/pmwiki.php/Opinie/ApelDoGiertycha.

Szanowny Panie Premierze,
zwracamy się z apelem o natychmiastowe odwołanie Romana Giertycha ze stanowiska Ministra Edukacji Narodowej. Roman Giertych w swojej działalności publicznej posługuje się językiem nienawiści i pogardy, głosi pochwałę przemocy, neguje wartość tolerancji. Jego doświadczenie pedagogiczne ogranicza się do reaktywowania Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji nawiązującej do tradycji faszystowskich. Zgłaszane przez niego projekty, dotyczące oświaty, są absurdalne i groźne. Proponowane represyjne metody wychowawcze, odwrót od demokracji i dialogu z pewnością nie rozwiążą żadnego z problemów polskiej szkoły, są także sprzeczne z zasadami, wynikającymi z podpisanych przez Polskę umów międzynarodowych. Grożą ponadto – jak pomysł tworzenia klas dla dzieci „zdolniejszych” i „mniej zdolnych” – wprowadzaniem i pogłębianiem podziałów, stygmatyzacją i wykluczaniem.
Mianowanie Romana Giertycha na stanowisko ministra edukacji jest szkodliwe dla Polski i kompromituje nas w oczach Europy i świata.

Pod listem podpisali się m.in.: Agnieszka Graff, Agnieszka Holland, Zbigniew Hołdys, Piotr i Magdalena Łazarkiewiczowie, prof. Barbara Fatyga, Waldemar Kuczyński, prof. Krzysztof Dołowy, Małgorzata Braunek.


Dlaczego Roman Giertych nie powinien być ministrem edukacji?

Anna Dzierzgowska, nauczycielka warszawskiej szkoły społecznej
Uczestniczę w akcji zbierania podpisów pod wnioskiem żądającym natychmiastowego odwołania Romana Giertycha ze stanowiska ministra. Mam do niego wiele zarzutów, ale najbardziej mnie zabolała jego uwaga, że trzeba tworzyć klasy dla dzieci najbardziej uzdolnionych i dla mniej zdolnych. W moim przekonaniu szkoła powinna być narzędziem wyrównywania szans. Wiele razy zetknęłam się z przypadkami, że tzw. dzieci mniej zdolne wystartowały z niższego pułapu, ze środowiska zaniedbanego edukacyjnie, pochodzą z rodzin mniej zamożnych, więc wyłapywanie wśród nich najzdolniejszych jest ogromnie krzywdzącym naznaczaniem dzieci. Jako córka byłej wiceminister edukacji coś na ten temat wiem i obydwie jesteśmy w stu procentach zgodne, że Giertych to człowiek, który się na tym nie zna, nie ma zielonego pojęcia, jakie są nowe prądy myślowe, jakie cechy dobrej edukacji. Jest natomiast propagatorem dziwnej ideologii, w której dobre wychowanie to jedynie mówienie o dyscyplinie, walka z przemocą i narkotykami. Tymczasem do polskiej szkoły chodzą w przeważającej mierze normalne, zdrowe dzieci. Za to, co Giertych mówi, trzeba go odwołać natychmiast, bo to szkodliwe dla kraju.

Zofia Barańska, studentka, organizatorka dyskusji w Collegium Civitas i protestów młodzieżowych
Znamy poglądy i wypowiedzi Romana Giertycha. Są one oburzające. Osoba, która nie miała związku z edukacją, nie ma odpowiedniego przygotowania, nie powinna się zajmować oświatą. Roman Giertych jest też tak silnie związany ze skrajnymi partiami, że zapewne będzie chciał wprowadzić do szkół swoje wartości, będzie się starał wpływać na kuratorów i dyrektorów szkół. Wobec zagrożenia, jakie stwarza, niedawny list ministra Zielińskiego do nauczycieli był zaledwie rozgrzewką. Dziś jeszcze nie sposób ocenić stopnia zagrożenia.

Wojciech Baran, członek Prezydium Rady Naczelnej ZSP
Osoba o radykalnych poglądach politycznych wywołuje zrozumiały niepokój, gdyż może mieć wpływ na postawy młodego pokolenia. Osoba o poglądach ksenofobicznych wobec ludzi innych wyznań i mniejszości może w młodych umysłach zaszczepić źle pojęty patriotyzm, graniczący z szowinizmem narodowym. Giertych niestety także nie ma kompetencji na tak wysoką funkcję ministerialną. Bardzo niepokoi to, że jest osobą o radykalnych poglądach; radykalizmy z każdej strony – prawicowej czy lewicowej – są złe, zwłaszcza gdy ich zwolennicy uzyskują wpływ na kształtowanie opinii i osobowości młodych ludzi.

Dr Tomasz Wiśniewski, filozof, młodzieżowe ruchy kontestacyjne, UW
Zgadzam się z tym poglądem, ale uważam, że najsłabszym argumentem jest fakt, iż Giertych nie ma wykształcenia pedagogicznego. Ministrem wcale nie musi być najlepszy nauczyciel. Jest kwestia poważniejsza, bo na to stanowisko polityczne wszedł człowiek reprezentujący przerażające ugrupowanie polityczne. Nie ma różnic strukturalnych między neofaszystami z Austrii, Włoch czy Francji a LPR. Trzeba się teraz bać, że dożyliśmy czasów, kiedy nasze dzieci będą wychowywane według najpotworniejszych wzorów wieku XX, nawiązujących do brunatnych tradycji europejskiej prawicy. Młodzież jest chłonna, podatna na uproszczoną wizję świata, bo łatwo ją przekonać, że przemoc, autorytaryzm, eliminacja inności są sposobem naprawiania świata, a taki m.in. projekt przedkłada swoim współpracownikom nowy minister edukacji.

Mikołaj Marchewka, przewodniczący samorządu studenckiego w SGH
W pełni popieraliśmy studentów, którzy poszli we wtorek, 9 maja, protestować. Nominacja ministra jest sprawą ważną dla całej edukacji. Choć wyższe uczelnie zostały wydzielone spod jego jurysdykcji, istnieje obawa, że niezależność szkół wyższych nie we wszystkim będzie uszanowana, zwłaszcza że wiemy, iż SGH nie jest ulubioną uczelnią Giertycha. SGH prowadzi np. liceum, a ono już będzie podlegać nowemu ministrowi i występują obawy ingerencji w pogram tej placówki. Choćby w takie kwestie jak poszanowanie mniejszości, wychowanie seksualne, tolerancja. W szkołach wyższych też to i owo może się Romanowi Giertychowi nie podobać. Ten nowy minister nie wydaje się człowiekiem otwartym na wszystkie narodowości.

Małgorzata Żuber-Zielicz, dyrektor II LO im. Stefana Batorego w Warszawie i Gimnazjum Nr 33 im. Stefana Batorego
Dla mnie nowy minister może się nazywać Kowalski, byle wreszcie potrafił pokierować oświatą. Mam już dość rzucania błotem, wieszania psów przez jednych na drugich. Dość już zadym. Nie chcę, by nasze dzieci wychowywały się w tej atmosferze. Niech wreszcie coś zrobi, to będziemy go oceniali. Nie interesują mnie partie, do których należą politycy, ale ludzie.

not BT

Wydanie: 20/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy