Szykując się na tsunami

Szykując się na tsunami

Z jaką siłą kryzys finansowy uderzy w Polskę? Jak się przed nim bronić?

Co z tym kryzysem? Z jaką siłą uderzy w Polskę? Jak z niego wyjść? W piątek, 20 marca, Centrum Analiz Politycznych, niezależny think tank, kierowany przez prof. Janusza Reykowskiego, zorganizował konferencję, podczas której debatowali byli ministrowie finansów i wicepremierzy ds. gospodarczych rządów lewicowych – Marek Belka, Marek Borowski, Mirosław Gronicki, Jerzy Hausner i Andrzej Raczko. Debatę prowadził prof. Zdzisław Sadowski. Nie ma dziś w Polsce siły, która potrafiłaby zgromadzić równie świetne nazwiska.
Zaproszeni politycy, publicyści, pracownicy naukowi byli świadkami pasjonującej, bez mała czterogodzinnej debaty, prowadzonej przez specjalistów z najwyższej półki.
Bo i temat, bardzo szeroki, zachęcał do debaty. Choć nie dyskutowano o sprawach przyjemnych. Kryzys, tak naprawdę, dopiero się rozwija. Banki zaczęły prowadzić politykę restrykcyjną, coraz więcej zakładów pracy ma kłopoty, zaczęło rosnąć bezrobocie. I choć jest ono wciąż niższe niż dwa lata temu, to w niektórych regionach, takich jak okolice Krosna, jest już katastrofą. Efektem tego jest zapaść wpływów do budżetu, które są znacznie mniejsze od założonych w planie. Oczywiste jest, co przypomniał Mirosław Gronicki, że budżet uchwalony głosami PO i PSL jest z kosmosu i nijak nie ma się do stanu gospodarki. I że te kłopoty będą się pogłębiać. Bo gdy zwalnia gospodarka, spadają wpływy do budżetu. Ba – generowane są nowe koszty. Jerzy Hausner przedstawił przeprowadzone wyliczenia – każde 100 tys. bezrobotnych kosztuje państwo 1,5 mld zł. Na tę sumę składają się podatki, których bezrobotny nie zapłacił, koszty zasiłków, które mu się wypłaca, koszty programów szkoleniowych.
Jak więc z tego wybrnąć? Czy tak, jak próbuje to czynić obecna ekipa, zaciskając pasa, ścinając koszty? Czy też, tak jak proponuje PiS – zwiększając deficyt poprzez pożyczanie pieniędzy? Zdaniem Jerzego Hausnera, obie strategie są nietrafne i kosztowne. On sam zaproponował inną drogę – inaczej dzieląc pieniądze, inaczej kształtując strukturę wydatków budżetowych. Tak, by nie zalało nas bezrobocie i by pieniądze budżetowe lokować jak najbardziej efektywnie.
A euro? Cóż – wielka szkoda, że nie jesteśmy w strefie euro, bo – jak przypomniał Marek Belka – Słowacja i Słowenia, które w tej strefie już są, mają nad nami wielką przewagę. Tych państw nikt już nie zalicza do rozwijających się rynków, a one same mają dostęp do pożyczek Europejskiego Banku Centralnego. A Polska? Dobrą informacją jest to, że mamy w miarę korzystny kurs, dzięki czemu to u nas sąsiedzi robią zakupy i polskie towary stają się atrakcyjne cenowo w Europie. Złą, że rząd przyjął strategię przeczekania, konserwatywnego reagowania na kryzys.
PR-owo taki pomysł może się obronić. Ale na pewno nie obroni nas przed skutkami kryzysu i wydłuży czas wychodzenia z zapaści.
A jak już wyjdziemy, to jak będzie wyglądał świat? „Powiem prowokacyjnie – mówił Marek Belka. – Myślę, że wyjdzie z tego Europa wielu prędkości. I podzielona, z częścią zdominowaną przez gospodarkę niemiecką. Do której obyśmy mieli ochotę i szansę doszlusować”.

Wydanie: 12/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy