Rosja w dobrych rękach

Zapiski polityczne 19 czerwca 2003 r. Nieoczekiwanie trafiłem na kilka dni do Moskwy za sprawą przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, prof. Jerzego Jaskierni. Byłem tam już kilka razy po wiele dni i wydawało mi się, że dobrze znam miasto i tamtejszych ludzi. Myliłem się. Tamtego „mojego” miasta już nie ma, jest inne… nowe i stare zarazem z czasów dawnych, nieradzieckich. Obecna Moskwa to gigantyczny konglomerat ludzi i samochodów zapychających każdy wolny skrawek ulicy. Samych Czeczeńców mieszka w Moskwie ponad pół miliona. Radziecka przeszłość zostawiła w Moskwie mieszankę ras i narodów, raczej na świecie mało spotykaną. Drugie zaskoczenie to widoczne wszędzie rekonstrukcje rosyjskiej przeszłości tego miasta. Odbudowują i odnawiają mury, bramy i przede wszystkim cerkwie. W ciągu pięciu lat zrekonstruowana została zburzona przez Stalina cerkiew Chrystusa Zbawiciela, powiększona w stosunku do dawnej o rozległe, też cerkiewne przyziemia i gigantyczną salę koncertową. Właściwy chram został wyłożono cudownej piękności marmurami, ozdobiono złoceniami i ogromem malarstwa w stylu nazwijmy go bizantyjskim prawie w całości odtworzonego przez współczesnych plastyków. Na dachach potężne wyzłocone kopuły i w czterech narożnych wieżach ogromne dzwony. Na poziomie właściwej cerkwi imponują olbrzymie ni to sale, ni krużganki z tysiącami nazwisk poległych w walce z inwazją Napoleona w roku 1812, bo taki był pierwotny pomysł na budowę tej świątyni – uczcić pamięć bohaterów tamtej świętej dla Rosjan wojny z najeźdźcą. Upamiętnione nazwiska to tylko oficerowie, nieraz o świetnych arystokratycznych brzmieniach, do tego doliczono tylko sumy żołnierzy poległych w tamtej wojnie obronnej. Jestem wrażliwy na urodę marmurów, których najpiękniejszą kolekcję na świecie ma Bazylika Świętego Piotra w Rzymie. Moskiewska świątynia jest oczywiście sporo mniejsza, ale urodą marmurów nie ustępuje rzymskiej. Trudno pojąć, w jaki sposób zorganizowano prace i dokonano tej niesamowitej rekonstrukcji. Cerkiew pyszni się na brzegu rzeki Moskwy i jest widoczna z daleka, niby symbol nowych czasów. Prawosławne świątynie są pełne wiernych, co nie zmienia faktu, że hierarchia nadal boi się konkurencyjnych wpływów i stąd opór przed wizytą papieża Polaka, groźnego sprawdzoną siłą oddziaływania. Zacząłem moskiewskie notatki od świątyni, ale trudno się oprzeć, by nie opisać tego niesamowitego zdarzenia, jakim jest ta odbudowa. Jeszcze jedno. Na dolnym poziomie w muzeum cerkwi wisi między setkami eksponatów projekt pałacu zjazdów, jaki przed budową basenu, w którym ongiś się kąpałem, miał być na tym miejscu postawiony, z pomnikiem Lenina na szczycie. Sam wódz rewolucji miał mieć 100 metrów wysokości, co zresztą sprawiło, że budowy zaniechano, gdyż nie było wówczas możliwości wyniesienia pomnika na wysokość pałacu, też odpowiednio do wielkości zamierzenia ogromnego. Razem miał to być taki nasz Pałac Kultury powiększony wiele razy. Wrócę jednak do istoty wizyty, czyli do rozmów politycznych na szczeblu wiceministrów kilku najważniejszych resortów. Tu nie było wielkich zaskoczeń, gdyż znaliśmy (wszyscy goście) naszych rozmówców. Wiceministrem spraw zagranicznych jest Siergiej Razow, wieloletni ambasador rosyjski w Warszawie, zaś w Dumie tą komisją kieruje deputowany Dymitr Rogozin, dobrze nam znany z Rady Europy, inteligentny, zabójczo przystojny, twardy zawodnik polityczny. Na obiedzie w Dumie podejmowały nas błyskotliwie inteligentne wiceprzewodniczące Dumy, Tatarka z Tatarstanu i cudownej urody kałmucka piękność, też znana nam już ze Strasburga, ale uważana tam za Japonkę, zresztą popularna w Rosji postać telewizyjna. Znakomite wrażenie zrobił na nas wiceminister obrony, niezwykle bystry młody generał o bardzo jasnym spojrzeniu na sytuację międzynarodową, związaną ze sprawą interwencji w Iraku i jej konsekwencjami. Co mnie, powiem górnolotnie, zaskoczyło w tych kontaktach? Ach, pominąłem jeszcze ważne spotkanie z bardzo wysokim rangą dygnitarzem w biurze prezydenckim, czyli w najważniejszym obecnie organie władzy w Rosji. Otóż zadziwił mnie napotkany wszędzie realizm spojrzenia na sprawy Rosji i reszty świata. Nasi podskakiwacze polityczni, ci, którzy tak lekkomyślnie kilka lat temu pogorszyli z oczywistej własnej głupoty stosunki z Rosją, nigdy chyba nie potrafili sobie wyobrazić widoku tej mapy, pod którą obradowaliśmy z deputowanym Rogozinem. Od Bałtyku do Pacyfiku rozciąga się kilkanaście tysięcy kilometrów ogromnych bogactw geologicznych i przyrodniczych, co daje mieszkańcom nieraz przesadne poczucie dumy z wielkości i znaczenia ich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 26/2003

Kategorie: Felietony