Roślinne przybłędy

Z rzymskimi legionami wędrowała po Europie biała lilia. A moczarka dotarła do nas z Ameryki

Rośliny wędrowały od zawsze, co było im niezbędne dla zdobywania nowych przestrzeni życiowych. Dawniej czyniły to z pomocą wiatru, wody i zwierząt, z czasem zaczęły wykorzystywać działalność człowieka.
Swojski tatarak pojawił się u nas dopiero w czasach najazdów tatarskich (stąd jego nazwa). Tatarzy zabierali ze sobą jego kłącza, które używali jako lek i środek dezynfekujący wodę; kilka zagubionych kłączy dało początek dzisiejszym szuwarom tej rośliny. O jej azjatyckim pochodzeniu świadczy i to, że tatarak u nas zakwita, ale nie wydaje nasion (jak w Indiach lub w Chinach) i rozmnaża się tylko wegetatywnie.
Nie jedyna to roślina wojennych szlaków. Z rzymskimi legionami wędrowała po Europie biała lilia; żołnierze zabierali ją, sadzili i pielęgnowali, bo wierzyli w jej lecznicze właściwości. Na szlakach przemarszu wojsk pozostawały rośliny o znaczeniu kulinarnym, jak chociażby zachowane w postaci zdziczałej serdecznik pospolity i pieprznik przydrożny.
Żyjący w XIX w. August Chavalier, badając faunę i florę wokół jednego z zamków w Normandii, znalazł gatunki roślin, które zostały przywleczone przez różne wojska z południa Europy lub z Afryki, niektóre były pamiątkami po wojnie stuletniej, a nawet po wyprawach krzyżowych.
Przypadków mimowolnego rozsiewania roślin przez wojska było szczególnie dużo w czasach armii konnych. Nasiona różnych roślin znajdowały się w obroku dla koni i tam, gdzie zatrzymywano się na popas, po pewnym czasie wyrastały nowe rośliny. W taki właśnie sposób w burzliwych latach 1871-1872 w okolicach Paryża pojawiło się aż 270 nowych gatunków roślin!
Polacy też mieli swój udział w wędrówce roślin wojennymi szlakami, a dowodem na to jest m.in. fakt, że w otoczeniu Kopca Władysława Warneńczyka w Bułgarii znaleziono rośliny typowe dla polskiej flory.
Wiele roślin wykorzystuje komunikacyjne szlaki człowieka, dzięki czemu “pasażerowie na gapę” w krótkim czasie pokonują setki, nawet tysiące kilometrów, żeby rozwinąć się w środowisku, w którym nigdy ich nie było. Brytyjski podróżnik, Joseph Hooker, wspominał, że po wylądowaniu na nowozelandzkiej wyspie Auckland ze zdumieniem zobaczył gwiazdnicę pospolitą – roślinę, którą wcześniej widywał tylko w Anglii. Po żmudnych dociekaniach ustalił, że gwiazdnicę zawlokła na wyspę załoga brytyjskiego statku. Gdy zmarł jeden z marynarzy tego statku, do kopania grobu użyto przywiezionej łopaty, do której przyklejone było ziarno gwiazdnicy. W takich oto okolicznościach wyrosła pierwsza nowozelandzka gwiazdnica.
Przypadki “pasażerów na gapę” notowane są wszędzie, także na kontynencie amerykańskim. Przykładem – solanka kolczysta: w 1886 r. jej nasiona trafiły do Dakoty z transportem lnu z Rosji i już po 10 latach roślina ta rosła w 16 stanach USA oraz w kilku prowincjach Kanady, wkrótce dotarła aż do wybrzeży Pacyfiku. Ekspansywnego intruza usiłowano zniszczyć przy pomocy larwy pewnej euroazjatyckiej ćmy, ale nie dało to oczekiwanych rezultatów.
Europa doznała inwazji moczarki kanadyjskiej – wodnej byliny, pojawiającej się tak masowo, że utrudnia żeglugę. Z Ameryki przywleczono ją do Europy w pierwszej połowie XIX w. (prawdopodobnie z kłączami ozdobnych roślin wodnych). Pod koniec XIX w. kilkadziesiąt stanowisk moczarki znaleziono również w Królestwie Polskim. Obecnie roślina ta występuje w wodach prawie całej Polski i Europy.
Niemal powszechne jest mniemanie, że rabina akacjowa, najczęściej nazywana akacją, rośnie w Polsce od zawsze, a przecież ma ona amerykański rodowód i na naszych ziemiach pojawiła się dopiero w XVIII w. Jako gatunek niezwykle ekspansywny zdominowała wiele zbiorowisk leśnych, a także skolonizowała liczne nieużytki i zadomowiła się u nas na dobre.
Niektóre rośliny kosmopolityczne “uciekły” z parków i ogrodów botanicznych, w których były uprawiane jako gatunki ozdobne. Tak zdarzyło się z rdestem, który w tym charakterze pojawił się u nas w drugiej połowie XIX wieku. Dzisiaj rośnie niemal w całej Polsce, zarasta cmentarze, wdziera się do miast, gdzie niszczy asfalt, w niektórych regionach tworzy niemal lasy.
Inny przykład “uciekiniera”: szarłat szorstki – chwast ogrodowy i polny, osiągający wysokość 80 cm. Jeszcze w XVIII w. występował tylko w Ameryce Północnej, skąd jego ziarna dostarczono słynnemu szwedzkiemu przyrodnikowi, Karolowi Linneuszowi, który z kolei część nasion przekazał kilku europejskim ogrodom botanicznym. Prawdopodobnie szarłat “uciekł” z ogrodu w Paryżu w 1783 r. i już w 1800 r. pojawił się w kilku europejskich krajach.
Od lat zagraża nam niebezpieczny intruz, jakim jest ambrozja – roślina również amerykańskiego pochodzenia. Niebezpieczna, bo jest niezwykle alergiczna, z jej powodu tysiące Amerykanów cierpią na pyłkowicę. Roślina ta najpierw została zawleczona do Afryki, następnie do Azji i Australii, i wreszcie w XIX w. do Europy, gdzie rozpowszechniła się zwłaszcza na Węgrzech i Ukrainie. Nie tak dawno na naszej granicy zatrzymano transport węgierskiej kukurydzy, bo okazało się, że są w niej także ziarna ambrozji.
Do przybyszów szczególnie niebezpiecznych zaliczany jest barszcz Sosnowskiego (Heracleum Sosnowskyi), wywodzący się z Kaukazu, ale u nas rosnący bujniej niż w rodzinnych stronach. Głośno stało się o nim w 1993 r., kiedy ta roślina poparzyła dwóch chłopców. Heracleum znalazło się w Polsce 20 lat wcześniej, kiedy to zaczęto z nim eksperymenty jako z rośliną paszową; jej wielkie liście zapowiadały w bród paszy i to niemal za darmo.
Pierwsze doświadczenia zdawały się potwierdzać nadzieje pokładane w barszczu, ale wkrótce okazało się, że krowy jedzą go niechętnie, a ich mleko ma nienaturalny smak, dochodziło też do bolesnych poparzeń ludzi substancjami zawartymi w roślinie. Około 1980 r. zaniechano doświadczeń, ale nie zniszczono wszystkich roślin i ich nasion. Skutek? Barszcz Sosnowskiego stał się plagą niektórych regionów południowej i wschodniej Polski, w tym Bieszczadów. Zniszczyć go tym trudniej, że ma bardzo rozbudowany system korzeniowy, a nasiona mogą zakiełkować nawet po kilku latach.
Bez wątpienia rośliny-przybysze wzbogacają naszą florę, niektóre są bardzo pożyteczne dla człowieka, ale gdyby pokusić się o bilans strat i zysków, to być może okazałoby się, że jest on niekorzystny. Rzecz w tym, że niektóre z tych roślin są tak ekspansywne, iż niszczą gatunki rodzime, nawet całe biocenozy. Zrozumiałe są więc wysiłki zapobiegające nie kontrolowanym podróżom roślin.

Wydanie: 20/2000

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy