Rośnij lub giń

Rośnij lub giń

Reagana nie popierała większość środowisk naukowych w USA

Artykuł Krzysztofa Kęćka „Bomba zegarowa Reagana” („Przegląd” z 18 marca br.) skłonił mnie do zabrania głosu. Podobnie jak wielu Polaków należałem w młodości do gorących zwolenników Ronalda Reagana. W czasie licznych wizyt w USA byłem zdziwiony, że środowiska naukowe w tym kraju w większości dystansowały się od prezydenta.- pisze prof. dr hab. Lucjan Pawłowski

Skończone zasoby

W ostatnich latach zacząłem się zajmować zrównoważonym rozwojem. Czytając prace naukowe dotyczące problemów związanych z funkcjonowaniem naszej cywilizacji, coraz bardziej uświadamiałem sobie, że współczesny liberalny kapitalizm powoduje wiele groźnych problemów. Jednym z naczelnych paradygmatów jest grow or die (rośnij lub giń), który prowadzi do ciągłego wzrostu produkcji, dla której popyt jest kreowany przez reklamy i nie ma nic wspólnego z poprawą jakości życia. Można by to uznać za niegroźne odchylenie, gdyby lawinowy wzrost produkcji nie wiązał się z wyczerpywaniem się nieodnawialnych zasobów Ziemi. Wystarczy wspomnieć, że przy obecnym poziomie konsumpcji ropy naftowej wystarczy na 40-50 lat, gazu na 60-70 lat, węgla na ok. 140 lat. Nie lepiej wygląda sytuacja z innymi surowcami, np. metalami. Jeśli nawet założy się duży błąd w szacunkach, widmo braku surowców dla ekonomii opartej na paradygmacie grow or die nie jest czymś nierealnym i należy przypuszczać, że stanie się problemem za życia jednej generacji. To pierwszy problem.

Postęp służy nielicznym

Drugi dotyczy sfery społecznej. XIX-wieczny drapieżny kapitalizm pod wpływem nauki społecznej Kościoła (sławna encyklika społeczna Rerum Novarum Leona XIII), ruchów socjalistycznych i wzrostu znaczenia związków zawodowych cywilizował się, doprowadzając do powstania państwa opiekuńczego. Co prawda, Stany Zjednoczone nigdy nie realizowały strategii państwa opiekuńczego, ale Wielka Brytania tak. Miała dobrze prowadzone publiczne szkolnictwo, sprawną i powszechnie dostępną służbę zdrowia. Margaret Thatcher w zapale walki ze związkami zawodowymi i prywatyzowania wszystkiego, co się da, zlikwidowała to, co służyło ludziom, nawet bezpłatną szklankę mleka, którą otrzymywały dzieci w brytyjskich szkołach.
Od czasów rządów Reagana i Thatcher zaczęły gwałtownie rosnąć nierówności społeczne. Różnice pomiędzy dochodami zwiększyły się od ok. 30-krotności do 700-krotności. O ile 40 lat temu 20% ludzi najbogatszych posiadało 70% produktu narodowego, a 20% najbiedniejszych tylko 2,3%, to w 2000 r. udział najbogatszych wzrósł do 85%, a udział najbiedniejszych spadł do 1,1%. W następnych latach zróżnicowanie dochodu rośnie jeszcze bardziej. Można więc powiedzieć, że ogromny postęp techniczny i technologiczny służy tylko wąskiej grupie ludzi.
Na to nałożyło się oderwanie pieniądza od produkcji. Spekulacje na rynkach finansowych stały się głównym źródłem wielkich fortun. A że powstawały one bez tworzenia wartości dodanej (produkcji), oznacza to, że po prostu były i są zawłaszczaniem pieniędzy innych – pieniądz spekulacyjny przecież niczego nie wytwarza. To stwarza ogromne problemy społeczne. Jednym z najważniejszych jest bezrobocie, szczególnie wśród młodych ludzi, stanowiące w mojej ocenie integralną część dominujących systemów społeczno-politycznych. Poczynając od Reagana i Thatcher, państwo konsekwentnie wycofuje się z roli wspólnoty, która reguluje życie społeczne w taki sposób, aby zapewnić w miarę przyzwoitą egzystencję wszystkim obywatelom.

Przykład Skandynawii

Niestety, takie rozumienie roli państwa jest też mocno promowane w Polsce. Ogromne, niczym nieuzasadnione różnice w zarobkach wciąż rosną. A ciągłe narzekania na rzekomo zbyt wysoką płacę minimalną są wyrazem braku elementarnej przyzwoitości – szczególnie poszkodowane jest młode pokolenie.
Niektóre państwa dbają o najbogatszych poprzez obniżanie tej grupie podatków czy liberalizację prawa pracy, a także sprzyjają spekulacji pieniędzmi, czemu służy prywatyzacja banków, prowadząca do dominacji rynków finansowych. Równocześnie głosi się, że państwa na politykę społeczną nie stać. Mówi się to w sytuacji, kiedy wydajność produkcji ciągle rośnie, a tym samym rośnie podaż dóbr niezbędnych do życia. Jestem przekonany, że jeśli w następnych kilkunastu latach nie nastąpi korekta polityki socjalnej, może dojść do katastrofy społecznej. O tym zaś, że państwo opiekuńcze może istnieć, a wysoki podatek płacony przez najbogatszych nie zabija przedsiębiorczości, świadczy kondycja krajów skandynawskich.

Autor jest profesorem doktorem habilitowanym, członkiem PAN, dziekanem Wydziału Inżynierii Środowiska, dyrektorem Instytutu Inżynierii Ochrony Środowiska Politechniki Lubelskiej

Wydanie: 14/2012

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. Teresa Stachurska
    Teresa Stachurska 12 maja, 2012, 16:01

    Skandynawski model gospodarczy do oglądania – http://www.stachurska.eu/?p=6146

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Teresa Stachurska
    Teresa Stachurska 12 maja, 2012, 16:03

    W UE obowiązuje zasada – http://www.stachurska.eu/?p=7857 , polecam.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy