Rozmowy kontrolowane

Rozmowy kontrolowane

„Sprawa Ałganowa” zaczyna już żyć własnym życiem, wykorzystywana do wewnętrznych, politycznych rozgrywek

Po co Jan Kulczyk spotkał się w lipcu 2003 r. z Władimirem Ałganowem? Tym pytaniem żyła w ubiegłym tygodniu cała Polska. I nic w tym zaskakującego, bowiem ten pierwszy to najbogatszy biznesmen w kraju, beneficjent kilku największych prywatyzacji i osoba dobrze znana na salonach władzy. Drugi zaś to zidentyfikowany przed laty funkcjonariusz KGB, jeden z bohaterów „afery Olina” oraz słynnej publikacji w „Życiu” „Wakacje z agentem”. Prowokacja? Gra wywiadów? A może zwyczajne biznesowe spotkanie?
Barwne życiorysy Kulczyka i Ałganowa niemal wymuszają najgorsze skojarzenia. Tymczasem sam Kulczyk wielokrotnie zapewniał, że chodziło o interesy. A ściślej o porozumienie z rosyjskim koncernem RAO-JES w sprawie budowy mostu energetycznego z Rosji do Niemiec i innych krajów UE. Ów most miałby biec przez Polskę za pośrednictwem firm dystrybucyjnych z Grupy G-8, których zakupem wielkopolski biznesmen był zainteresowany. Dlaczego jednak spotkał się właśnie z Ałganowem? Bo ten jest członkiem Rady Nadzorczej INTER-RAO-JES, spółki córki rosyjskiego giganta.

Biznesowa przykrywka

– Na całym świecie jest normą, że po oficjalnym odejściu ze służby dawnych pracowników wywiadu lokuje się w biznesie mającym międzynarodowe kontakty – mówi były oficer polskiego kontrwywiadu. – Kiedyś w Polsce takimi firmami były centrale handlu zagranicznego, dziś firmy paliwowe i banki. W Rosji sytuacja jest podobna – wszystkie koncerny energetyczne aż roją się od byłych wywiadowców.
– Zauważmy, o jakie firmy chodzi – dodaje nasz rozmówca. – Branża energetyczna ma w Rosji, jak wszędzie, strategiczne znaczenie. Trzeba jej więc pilnować. Idzie przy tym nie tylko o interesy państwa, lecz także samych służb. Naiwnością byłoby nie wierzyć, że nie mają one zysków z wszystkich tych gigantycznych transakcji… Ponadto handel zagraniczny to naturalne środowisko dla prowadzenia działalności szpiegowskiej. Bo co lepiej legalizuje pobyt agentów na obcym terytorium niż status handlowców?
Słowa naszego rozmówcy potwierdzają amerykańscy eksperci z CIA. Z ich danych wynika, że blisko 400 oficerów b. KGB i FSB zasiada dziś w zarządach i radach nadzorczych największych rosyjskich firm, przede wszystkim właśnie z branży energetycznej.
W takim kontekście spotkanie Kulczyk-Ałganow mogłoby utracić znaczną część swego sensacyjnego wymiaru. O tym, że tak się nie stało, zadecydowała notatka sporządzona przez anonimowego oficera polskiego wywiadu. Wynikało z niej, że w trakcie rozmowy z Ałganowem Kulczyk powołał się na swoje koneksje w Pałacu Prezydenckim. I miał zapewnić Rosjanina, że „operacja przejęcia Rafinerii Gdańskiej przez rosyjski Łukoil jest pod kontrolą”. Innymi słowy, że przy nieformalnym poparciu Aleksandra Kwaśniewskiego rosyjski gigant otrzyma udziały w polskiej firmie o strategicznym znaczeniu.
Kulczyk publicznie wyparł się słów o prezydenckiej przychylności. Z kolei Aleksander Kwaśniewski zapewnił, że nie ma mowy o żadnym jego nieformalnym wsparciu inicjatyw poznańskiego miliardera. I uznał, że Kulczykowi nie chodziło o zaakcentowanie rzeczywistych wpływów, lecz o zwyczajny biznesowy blef, który uwiarygodniłby go w oczach rosyjskiego kontrahenta.

Dzieło przypadku?

Niestety, wyjaśnienia Kwaśniewskiego nie zadowoliły opozycji. Kwestia domniemanych prezydenckich upoważnień na tyle rozpaliła umysły parlamentarzystów, że niemal doprowadziła do przesunięcia głosowania nad wotum dla rządu Marka Belki. I w całym tym zgiełku prawie zapomniano o innym bohaterze „sprawy Ałganowa” – byłym ministrze skarbu, Wiesławie Kaczmarku.
Podczas spotkania w Wiedniu Ałganow powiedział Kulczykowi o rzekomej łapówce, jaką w 2002 r. mieli otrzymać od Rosjan właśnie Kaczmarek oraz ówczesny szef Nafty Polskiej, Maciej Gierej. W zamian za 5 mln dol. mieli oni ułatwić Łukoilowi kupno – a jakże – Rafinerii Gdańskiej. Po powrocie do Polski Kulczyk podzielił się swoją wiedzą ze Zbigniewem Siemiątkowskim. W efekcie – o czym dowiedzieliśmy się na początku zeszłego tygodnia – rozpoczęto wielomiesięczną inwigilację Kaczmarka, zakończoną ustaleniem, że sprawa łapówki najpewniej jest wyssana z palca.
Jakie z tych informacji płyną wnioski? Po pierwsze, kontakty z rosyjskimi firmami energetycznymi niosą ze sobą olbrzymie, pozabiznesowe ryzyko. Jak wiemy, do sprzedaży Rafinerii Gdańskiej Rosjanom nigdy nie doszło, do czego w niemałym stopniu przyczynił się Wiesław Kaczmarek. Patrząc na działania Ałganowa z biznesowego punktu widzenia, wrabianie Kaczmarka w łapówkę ma znamiona zemsty. Jeśli uznać, że Ałganow nigdy nie przestał być pracownikiem rosyjskiego wywiadu – informację przekazaną Kulczykowi można postrzegać jako impuls, którego celem było wywołanie politycznego kryzysu (umoczenie znaczącego polityka). Biorąc zaś pod uwagę biznesowo-szpiegowski charakter rosyjskich firm – może tu chodzić i o jedno, i o drugie…
Wniosek kolejny – „sprawa Ałganowa” zaczyna już żyć własnym życiem, wykorzystywana do wewnętrznych, politycznych rozgrywek. Bo czy za dzieło przypadku można uznać, że tajna notatka o domniemanych koneksjach Kulczyka przedostaje się do mediów dwa dni przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu Marka Belki, postrzeganego jako „prezydencki premier”?

Wydanie: 43/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy