Ruletka zmian

Ruletka zmian

Mleko się wylało. Fala protestów i żądania zmian, która od paru lat przetacza się przez Europę, dotarła wreszcie do Polski. Ale choć była czymś oczywistym i nieuchronnym, kompletnie zaskoczyła zarówno partie rządzące, jak i aspirujące do władzy PiS i SLD. Mnie oczywiście najbardziej żal tego, że głucha na nastroje społeczne była lewica. Formacja, która z natury rzeczy powinna słyszeć nawet pomruki niezadowolonych, a nie czekać, aż do gabinetów dotrą głośne krzyki ciężko sfrustrowanych ludzi. Pisaliśmy o tym w PRZEGLĄDZIE wiele razy. Pisali czytelnicy, naukowcy i ludzie kultury. No i co? Okazało się, że ludzi reprezentujących dziś lewicę coś niezwykle męczy. Męczy ich czytanie. A kontaktów ze środowiskami, które zwykle popierały partię lewicową, starannie unikają. Boją się konfrontacji z ich oczekiwaniami. Raz, że nie mają argumentów, by te środowiska do siebie przekonywać. A dwa, że mając mizerną wiedzę i małe kompetencje, nie są dla nich partnerami.

Dobrym słuchem społecznym wykazał się tylko Paweł Kukiz. Trafnie odpowiadając na faktyczne nastroje i oczekiwania dużych grup społecznych, będzie miał teraz premię za pierwszeństwo. Ma też szansę dociągnąć z dużym poparciem aż do wyborów parlamentarnych.

Wołanie o zmiany jest dziś w Polsce równie powszechne jak brak konkretów w wypowiedziach polityków idących po władzę. Z nimi ma być po prostu lepiej. Przecież zalotnicy polityczni wiedzą, że każdy konkret może im przysporzyć nie tylko zwolenników. Szczegóły swoich pomysłów ogłoszą więc po zwycięskich wyborach. A wtedy? Można będzie powiedzieć, idąc śladem ludu polskiego, że widziały gały, co brały. Teraz dominuje oczekiwanie na polityczny cud. Politycy wierzą, że to właśnie oni zostaną wybrani do rządzenia, a społeczeństwo w dużej mierze wierzy, że spełnią się polityczne obietnice. Że będziemy znowu krócej pracować, bo reforma emerytalna pójdzie do kosza, że będziemy lepiej zarabiać, a leczenie wreszcie przestanie być koszmarną udręką. Widać, że zadziwiająco wielu Polaków jest gotowych postawić swój los w grze, która jest klasyczną ruletką. A może jednak się uda? Czy w naszej historii mało było zachowań sprzecznych z własnym interesem?

Cóż jednak począć, gdy historia przyspieszyła? Można więc teraz powiedzieć tak: chcecie zmian, to będziecie je mieli. Zaczyna się wielka operacja na żywym organizmie. Operacja z samymi niewiadomymi. Nie wiemy, co zostanie zmienione, nie wiemy też, kto będzie zmieniał. A tego rodzaju operacje zwykle kończą się tak: wielki plusk. I potem długie leczenie ran.

Wydanie: 25/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy