Jan bez Ziemi

Jan bez Ziemi

19 października mija 800. rocznica śmierci Jana bez Ziemi, syna Henryka II i od 1199 r. króla Anglii. George Gordon Coulton („Panorama średniowiecznej Anglii”, Warszawa 1976) pisał o nim, że udawał człowieka spokojnego i zrównoważonego, w rzeczywistości był jednak nerwusem, który przegrywając w szachy, próbował w pasji roztrzaskać przeciwnikowi głowę szachownicą, nie znosił sprzeciwu i nie tolerował w najbliższym otoczeniu ludzi choć trochę inaczej myślących. Słynny George Macaulay Trevelyan dodaje zaś surowo („Historia Anglii”, Warszawa 1963): „Jan był człowiekiem szczególnie nadającym się do wywołania ruchu oporu konstytucyjnego. Z natury fałszywy, samolubny, stworzony do tego, by być znienawidzonym, wykazywał upór i taktyczną pomysłowość w realizacji swych planów, nie posiadał jednak zmysłu szerszej strategii politycznej i daru przewidywania”. Chociaż skarb cierpiał na notoryczny brak pieniędzy, snuł ogromne, kosztowne plany i rozdzielał hojnie obietnice i przywileje. O sprawiedliwość się nie troszczył, a sądy i prawa uważał za zawady podkładane mu złośliwie przez nienawistników.

Kościoła w gruncie rzeczy nie znosił, lecz w każdej grożącej konfrontacją sytuacji tchórzliwie się wycofywał, a nawet był bardziej katolicki, niżby tego odeń wymagano. Jak wtedy, gdy ukorzył się przed Innocentym III, proklamując Anglię i Irlandię lennami papieskimi. Coulton przytacza pyszną anegdotę, jak to król Jan wysłuchiwał w katedrze w Lincoln kazania bp. Hugona o mękach piekielnych: „Jan, któremu nie podobał się ani temat kazania, ani rozwlekłość, trzykrotnie posyłał do biskupa z zaleceniem, by się streszczał, gdyż król pościł, a teraz nie może doczekać się obiadu. Ale biskup dalej ciągnął kazanie, aż wszyscy go oklaskiwali, niektórzy zaś płakali z pobożności; wówczas dopiero wezwał do ołtarza po komunię. Jan nie dbając ani o pokarm słowa Bożego, ani o święty sakrament, a jedynie pospieszając, by mięsem nasycić ciało, wprędce katedrę opuścił”. Był zadowolony z siebie, bo zlekceważył sakrament, i nie przyszło mu nawet do głowy, że przegrał propagandowo, gdyż pozwolił biskupowi pokazać, że ten ma za nic jego rozkazy.

Nie umiał rządzić bez wrogów. Tutaj akurat okazał się mało oryginalny, gdyż za postrach dla ludu wybrał sobie Francuzów, licząc na to, że, jak pisze Paul Johnson („Historia Anglików”, Gdańsk 1995): „Nawet w chwilach pojednania angielska nienawiść do Francuzów tliła się, jątrzyła nadal pod powierzchnią”. Niestety, i w tym przypadku się przeliczył. Francuzi długo znosili angielskie prowokacje, prztyczki i wyssane z palca oskarżenia. W końcu jednak podnieśli rękawicę. Zabezpieczyli się dyplomatycznie (m.in. układem króla Francji Filipa Augusta z hrabiną Szampanii), przygotowali armię i spokojnie czekali na atak z Wysp. Jakoż pewny siebie Jan bez Ziemi 16 lutego 1214 r. przybił do normandzkiego brzegu w La Rochelle. Parę miesięcy upłynęło na drugorzędnych manewrach, oblężeniu przez Anglików La Roche-aux-Moines. Wreszcie 27 lipca przeciwnicy stanęli na wprost siebie koło małej mieściny Bouvines. Dzięki relacji Wilhelma Bretończyka mamy z tej bitwy wyjątkowo obszerną i wiarygodną relację (Georges Duby, „Bitwa pod Bouvines”, Warszawa 1988). Francuzi odnieśli błyskotliwe zwycięstwo. Jan okazał się wodzem nieudolnym, umiejętnym tylko w haniebnej ucieczce. Utracił też ostatecznie (acz oficjalnie potwierdził to dopiero jego syn) całą Normandię. Nic dziwnego, że po powrocie spotkał się z powszechną pogardą.

Nadszedł czas rozliczeń i okazało się nagle, że nikt nie zapomniał zaznanych od władcy upokorzeń i fałszywych obietnic. W 1215 r. szlachta zmusiła go, a nic nie mogło być dlań wstrętniejszego, do podpisania Magna Charta Libertatum (The Great Charter, Wielkiej Karty Swobód) ograniczającej władzę królewską, zwłaszcza w dziedzinie sądowniczej, skarbowej i podatkowej, przyznającej także prawo do oporu przeciw władcy w przypadku niedotrzymywania parafowanych postanowień. Spisano też w karcie prawa z zakresu wolności osobistych dla stanów niższych, dlatego uważana jest za jedną z podstaw wolności obywatelskiej w Anglii. Jan wił się jak piskorz. Usiłował po dawnemu intrygować, odwoływał się do papieża… Tym razem nic nie pomogło.

Z tym wszystkim miał król Jan pewne cechy sympatyczne. W czasach, kiedy na dworach za zwierzę do głaskania uważano łasice, on lubił koty. Podczas gdy późniejszy o prawie wiek czesko-nasz król Wacław nie znosił kotów, uważając je za pomiot diabelski, i kazał palić je na stosach z okazji świąt kościelnych (robiono to we Francji jeszcze w XVII w.) lub wypędzać z Krakowa, Jan bez Ziemi trzymał ponoć kota w komnatach, a nawet dopuszczał do pewnej poufałości.
Wszystko to, przypomnijmy i wbijmy sobie do głów, działo się 800 lat temu.

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 21 października, 2016, 07:36

    Analogia jest, i nadzieja również!

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. djk
    djk 21 października, 2016, 16:15
  3. fly
    fly 25 października, 2016, 19:58

    @neoarch – idżmy na ugodę . Kaczotusk – bo są po jednych pieniądzach . Z tym , że Kaczora nie wezmą na doradcę banksterzy,

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy