Katechizm na pokaz

W encyklice „Immortale Dei” papież Leon XIII stwierdził, że każda wspólnota ludzka potrzebuje władzy, która by nią rządziła. Kościół wyraźnie zobowiązuje wszystkich do okazywania prawowitej władzy należnego uznania. Kto takiej władzy się sprzeciwia, ściąga na siebie wyrok potępienia, czytamy w „Katechizmie Kościoła katolickiego” (wyd. Pallotinum 1994, s. 441).
Żyjemy w czasach powszechnego lekceważenia tych nakazów. Dzisiejsza władza, pochodząca z demokratycznego wyboru, jest przedmiotem niewybrednych ataków, w których biorą niestety udział również duchowni. Jednym z gorszących przykładów tego zjawiska jest niedawna gwałtowna krytyka obecnego rządu, jaką podjął na łamach „Rzeczpospolitej” ks. abp Józef Życiński („Stan po potopie” „Rzeczpospolita” z 26-27.04 br.). Zdaniem Jego Ekscelencji, ludzie lewicy czynią samo zło, demonstrując „cynizm, który jest bardziej szkodliwy społecznie niż populizm Samoobrony”. Gniew rozumowi szkodzi. Odbiera zdolność racjonalnego myślenia nawet tak wybitnym intelektualistom jak ksiądz metropolita lubelski. Wysoki hierarcha Kościoła nie zdobył się na odruch obiektywizmu i przyznanie, że ów „cyniczny” rząd ma jednak historyczną, niezaprzeczalną zasługę uzyskania w Kopenhadze maksymalnie korzystnych dla Polski warunków przystąpienia do Unii Europejskiej.
„Katechizm Kościoła katolickiego” zwraca uwagę na niedopuszczalność wypowiadania bez dostatecznej podstawy, zwłaszcza publicznie, ocen szkodzących dobremu imieniu innych (wyd. jw., s. 555 i n.). Posługiwanie się epitetami to wyjątkowo poważne wykroczenie przeciw ósmemu przykazaniu, niegodne zwłaszcza duchownego. Publicystyce J. Życińskiego towarzyszy nie od dziś zacietrzewienie polityczne i brak chęci sprawiedliwej oceny znienawidzonej formacji.
Według kodeksu prawa kanonicznego, „duchowni powinni jak najbardziej popierać zachowanie między ludźmi pokoju i zgody, opartej na sprawiedliwości” (kan. 287 par. 1). W czasach dzisiejszych Kościołowi przypada szczególnie doniosła rola w łagodzeniu napięć między władzą (pochodzącą wszak z demokratycznego wyboru) a opozycją walczącą z rządem per fas et nefas. Podburzanie wiernych przeciw władzy to ciężkie złamanie nakazów katechizmu.
Do zadań Kościoła należy wydawanie ocen moralnych nawet w kwestiach politycznych, gdy domagają się tego podstawowe prawa człowieka lub „zbawienie dusz”, ale ferowanie tych ocen nie może pozostawać w sprzeczności z Ewangelią i dobrem powszechnym („Katechizm”, jw., s. 551).
Wbrew temu, co głosi oficjalnie magisterium Kościoła, niektórzy duchowni angażują się w międzypartyjne spory, nadużywając ambon do uprawiania politycznej agitacji. W ten sposób księża ci uczestniczą pośrednio w walkach politycznych, co jest wyraźnie sprzeczne z prawem kanonicznym.
W najwyższym stopniu niepokojące są coraz powszechniejsze objawy agresji w języku ludzi, których misją jest głoszenie słowa bożego. Dotyczy to również współczesnej publicystyki katolickiej. Napastliwy ton pojawił się niestety w najbardziej cenionym, wielce zasłużonym periodyku, jakim jest od lat „Tygodnik Powszechny”. Jestem od dawna jego stałym czytelnikiem. Bardzo mnie boli, że moja gazeta zniża się do brutalnych metod komentowania działań politycznych. Szczególnie wymownym przykładem tego stylu uprawiania dziennikarstwa jest opublikowany w „Tygodniku” z 23.03. br. artykuł wstępny, w którym ministrowie pracujący nad projektem ustawy o radiofonii i telewizji zostali obrzuceni wyzwiskami. Niektórzy z nich nie zdążyli jeszcze złożyć zeznań przed Komisją Śledczą, a już zostali zelżeni!
Postępująca demoralizacja w życiu publicznym współczesnej Polski grozi katastrofalnymi konsekwencjami. Ważą się dziś losy referendum w sprawie przystąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Społeczeństwo wysoce negatywnie ocenia klasę polityczną będącą promotorem wejścia Polski do Unii. Dzieje się tak za sprawą szalejącej antyrządowej propagandy, wmawiającej społeczeństwu, że władza jest do cna skorumpowana i nieudolna. Czy tzw. szarzy obywatele zechcą pójść za głosem polityków, którym opozycja wystawiła tak druzgocącą opinię i wezmą gremialnie udział w czerwcowym referendum? Nastroje społeczne są fatalne. Ludzie żyjący dziś w skrajnej nędzy nie interesują się polityką i nie wierzą już w żadne obietnice składane przez skłóconą klasę polityczną.
Nieobliczalne ataki na rząd w tym wyjątkowym czasie świadczą o niedojrzałości opozycji, która zamiast kierować się racją stanu, atakuje coraz zajadlej polityków pełniących historyczną misję wprowadzenia Polski do struktur europejskich.
Szkodliwy z powyższego punktu widzenia okazał się najgłośniejszy w nowożytnych dziejach Polski spektakl przed sejmową Komisją Śledczą, który fatalnym zrządzeniem losu przypadł akurat na okres przedreferendalny. Przesłuchania świadków podejrzewanych o udział w sprawie łapówkarskiej oferty nie doprowadziły do wykrycia prawdy o tym wydarzeniu, stały się natomiast okazją do niewybrednych ataków posłów opozycji na cały układ rządzący. Osoby wzywane do złożenia zeznań w charakterze świadków były przesłuchiwane de facto jak podejrzani. Zeznaniom świadków z rządzącego układu władzy towarzyszyła atmosfera wrogości, którą tworzyli posłowie opozycyjni swymi tendencyjnymi pytaniami. W politycznym zacietrzewieniu zagubiła się oczywista prawda, że nikt składający zeznania przed komisją nie może być pozbawiony prawa do ochrony godności osobistej i korzystania z minimum prywatności. Niewykluczone, że Polska będzie musiała zdać rachunek z tego postępowania przed Trybunałem Praw Człowieka w Sztrasburgu.
Wartość prawna materiału zebranego przez upolitycznioną komisję jest w wysokim stopniu wątpliwa. Przede wszystkim z powodu naruszenia w niej fundamentalnej zasady państwa prawnego, jaką jest zasada bezstronności organów rozpoznających sprawy. Posłowie opozycyjni demonstrowali bez najmniejszej żenady swą stronniczość. Zgodnie z ustawą o Komisji Śledczej powinni być ze sprawy wyłączeni. Posłowie, o których mowa, mienią się przykładnymi katolikami. Czy można to samochwalstwo pogodzić z chrześcijańskim nakazem szanowania godności innych ludzi? W „Katechizmie” czytamy, że „każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia” (cyt. wydanie, s.556).
Śledztwo dotknięte poważnymi wadami proceduralnymi wydało jednak zatrute owoce. W świadomości milionów telewidzów ukształtował się fałszywy obraz rzekomo przekupnej władzy, dbającej nie o dobro powszechne, lecz o własne interesy. Taki jest oto efekt popisów posłów, którzy niedozwolonymi moralnie fortelami nękają swe ofiary.
W historii każdego narodu są takie chwile, gdy interes ogólny, ponadpartyjny wymaga zjednoczenia wszystkich sił wokół wspólnej, narodowej sprawy. Dziś taką wielką sprawą jest zbiorowe poparcie członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Tego zdają się nie rozumieć opozycyjni posłowie z Komisji Śledczej, dla których zniszczenie rządu wydaje się celem ważniejszym niż powodzenie referendum.

Wydanie: 20/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy