Trybunał nie uległ szantażowi

Trybunał nie uległ szantażowi

Niebywały bubel prawny, jakim była ustawa lustracyjna upichcona według PiS-owskiego wyobrażenia państwa prawa, została wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego odesłana tam, gdzie od początku było jej miejsce. Do archiwum dziwolągów! Oby ku przestrodze politycznym manipulatorom. I odrobinie choćby refleksji nad niedopuszczalnością tak bezczelnie pomyślanej próby zdobycia poprzez tę ustawę pełnej władzy nad państwem i społeczeństwem. Choć po tym, jakimi metodami PiS torpedowało pracę Trybunału, nikt nie może mieć wątpliwości, że ta dotkliwa porażka i kompromitacja niczego polityków Prawa i Sprawiedliwości nie nauczy. Rychło będziemy mieli powtórkę z próbą narzucenia Polakom rozwiązań sprzecznych z zasadami demokratycznego państwa prawa i standardami międzynarodowymi. Bracia Kaczyńscy nie zostawią przecież tej klęski bez odpowiedzi. Nie mogą przecież zostawić w spokoju ostatniego bastionu, który nie pozwala im ogłosić, że prawo w Polsce to oni i tylko oni. Trybunał Konstytucyjny jest dziś w Polsce ostatnim ważnym organem niezależnym od koalicji. Tak ważnym, że nie zawahano się przed zastosowaniem najbardziej nikczemnych metod, byle tylko sparaliżować jego działanie i skompromitować zarówno samą instytucję, jak i poszczególnych sędziów.
Jacy są politycy PiS, każdy widzi, bo najważniejsi aparatczycy tej partii uwielbiają występować w mediach. A najbardziej w mediach publicznych, bo tam od kilkunastu miesięcy władza jest traktowana szczególnie życzliwie. Nie ma tam trudnych pytań czy konfrontacji z dziennikarzami opozycyjnymi. Można więc spokojnie dukać o ogromnych sukcesach rządu premiera Kaczyńskiego. Mile jest też widziane podkreślanie geniuszu premiera jako najwybitniejszego stratega na polskiej ziemi od czasów Piłsudskiego. Jak więc tak wybitny rząd i jego genialny przywódca mogą ścierpieć samowolę jakiegoś Trybunału? Widać, że sędziowie bardzo rozczarowali braci Kaczyńskich. Nie zrozumieli swojego położenia nawet wtedy, gdy część z nich zaczęto szantażować kwitami z IPN, cudownie odnalezionymi w ciągu nocy, choć przez obiektywnych komentatorów od razu określonymi jako śmieci.
Nie pomogły rozmaite sztuczki, kruczki, obstrukcja i niebywała presja ze strony gorliwych wyznawców PiS w mediach publicznych. Nie po to przecież zdobyto te media i nie po to wyrzuca się z nich najlepszych i niepokornych dziennikarzy, by nie korzystać z możliwości prezentowania jednej prawdy. Prawdy Prawa i Sprawiedliwości. Media zdobyte przez PiS bądź z innych względów im podporządkowane to przodownicy dzikiej lustracji. I tu na pewno wyrok TK niczego nie zmieni. A jeśli już, to raczej w stronę większego wypływu kwitów na polityczne zamówienie.
Instytut Pamięci Narodowej w gorących dniach bitwy PiS z Trybunałem zasłużył na uznanie braci Kaczyńskich. Dowiódł, że nie ma dla niego zadań niewykonalnych. Że jakieś kwity zawsze się znajdą. W myśl zasady, że jak jest kupiec, to i towar się znajdzie. Gorliwość i dyspozycyjność IPN w sprawie sędziów Trybunału Konstytucyjnego ma jednak też gorszą dla PiS stronę. Ostatnie wydarzenia ostatecznie zdemaskowały tę instytucję jako całkowicie niewiarygodną i ręcznie sterowaną przez polityków.
Demokracja jest w Polsce realnie zagrożona i jej obrona stała się obywatelską powinnością. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego to wielkie zwycięstwo praworządności. Sędziowie Trybunału przywrócili wielu Polakom wiarę w elementarną sprawiedliwość. Chwała im za to. Wyrok nie oznacza jednak, że mamy do czynienia z trwałym i nieodwracalnym procesem. O państwo prawa przyjdzie stoczyć jeszcze niejedną bitwę.

Wydanie: 20/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy