Oszołomiający sukces

Ostatnio byliśmy świadkami wielu ważnych wydarzeń, a więc po kolei, zacznijmy od najważniejszych. Otóż Kaczor Donald skończył 70 lat, w związku z czym na całym świecie odbywały się imprezy, rozliczne bankiety i pokazy filmów z młodości statecznego dziś gwiazdora. Nie zmienił się wcale, nie musi farbować włosów jak posiwiali od trudów rządzenia politycy. Kolorowa prasa nie pisze o tym, że Kaczor jest posiwiałym, farbowanym na kasztanowo lisem, jak miało to miejsce w przypadku Schrödera, który nawet wytoczył proces dziennikarzom, i jak to bywa, gdy ktoś zadrze z mediami, od farbowanego pasma włosów zaczęło się pasmo nieszczęść kanclerza.
Clou programu miało miejsce w Eurodisneylandzie pod Paryżem. Tam to Kaczor, przy aplauzie publiki, swym silnym kaczym oddechem zdmuchnął 70 świeczek na torcie. Potem pojechał na uroczyste odciśnięcie swej łapy w alei sławy, pomiędzy największymi w dziejach kina. Nad politykami ma Kaczor Donald zdecydowaną przewagę, a mianowicie jest nieśmiertelny, nie umrze i nie zrobi się mu uroczystego pogrzebu, nie napełni świata smutkiem czarny koń z jego kowbojskimi butami przytroczonymi do siodła tyłem do przodu, jakby jeździec chciał po raz ostatni spojrzeć w przeszłość.
Andrzej Lepper skończył pięćdziesiątkę, zdmuchnął świeczki i stał się mężczyzną dojrzałym do startu w różnych wyborach. Liczył na więcej, ale drugie miejsce w wyborach zdmuchnęła mu Liga Polskich Rodzin. Żałuję, że Liga wyprzedziła Samoobronę, bo krawaciarze są mimo wszystko zabawniejsi i zamiast Wrzodaka mają posłankę z warkoczem, Renatę Beger. Podejrzewam, że zwycięstwo Ligi jest chwilowe i w wyborach parlamentarnych proporcje się odwrócą. Na zwycięstwie Ligi zaważyła, co prawda, pobożność elektoratu, jednak jak na deklarowane przez 45% ludu uczestnictwo w każdej mszy świętej oraz 21% biorących udział „prawie w każdą niedzielę”, to nie jest sukces oszałamiający. Raczej oszołomiający. Wszyscy są oszołomieni, nawet oszołomy. Liderzy dziękowali starszym paniom z Radia Maryja, bo to był główny elektorat Ligi, za wrzucenie karty do urny. Tak czy siak, liczy się skuteczność. Ze względu na wiek szybkie wybory są konieczne!
Kaczory z PiS-u dostały białej gorączki z wściekłości. Nie dość, że platformersi z Donaldem Tuskiem, a nie Kaczorem, zajęli pierwsze miejsce, to jeszcze wyprzedziła ich Liga! Kaczor zarządzający stolicą jako prawdziwy macho odcisnął swą łapę na zakazie przemarszu. Nie dał zgody na łażenie po mieście ani homo, ani też seksualistom, ani lesbijkom, ani gejom. Chciał ochronić biedaków przed białą siłą. Za to został ugodzony tortem przez faceta, który twierdził, że sam ciasto upiekł i chciał wręczyć je prezydentowi z wdzięczności za jego wszechstronną i pełną poświęcenia działalność dla miasta, ale nieszczęsny potknął się, i jajeczny tort znalazł się na dziobie Kaczora. To nie są odpowiednie metody walki z drobiem. Żadnej wdzięczności za dobre serce i parasol roztoczony nad całą tą „sodomią i gomorią”.
A znów Liga musi mieć wroga, jak miała go dawniej komuna, a to burżuja, czyli wroga klasowego, a to kułaka, a to syjonistę (jak mawiał pewien facet leczony psychiatrycznie na okoliczność paranoi spiskowej: „syjopatę”) lub kosmopolitę czy jajogłowego, otóż LPR zadręcza się sukcesem Unii Wolności, tym że znajdzie się w PE, a może nawet w ławach polskiego Sejmu i Senatu! Numerus clausus, to było coś, wzdychają niektórzy. Giertych napełniony gazem, a sądząc po zapachu, jaki unosił się nad nim w studiu, był to siarkowodór, zapowiedział, że nie poprze kandydatury profesora Geremka na szefa Parlamentu Europejskiego, bo dla niego jest on zdrajcą narodowych interesów; prawdopodobnie, jak sądzę, według lidera Ligi, profesor ogniskuje w sobie wszystkie powyższe „obelgi”. To nie jest swój człowiek, mówi G. i mruga do elektoratu. To już nie mrugnięcia, to są nerwowe tiki!
Dlaczego żelazny elektorat lewicy wypiął krągłe pośladki na swoją partię, wiadomo nie od dziś. Za długo trwała koma, agonia przedłużała się, eksperci orzekli, że to już tylko roślina, zespół prostych odruchów pozbawiony politycznego myślenia, ale nikt z rodziny nie miał śmiałości wyłączyć aparatury. Czy to ze względów sentymentalnych? Raczej chodziło o niepewność, o to, że „jak się zerwie to nas zje!”. Rodzina bała się, że zostanie pociągnięta do odpowiedzialności za decyzję o eutanazji. Jeśli już wspominamy i sięgamy do ulubionych porównań z dziedziny seksu, w jakich mistrzem był odłączony, to możemy zaryzykować, że przyjemny może być wielokrotny lub przedłużony orgazm, nie zaś kroplówka odżywiająca gasnący organizm. Trzeba było wskrzesić leżącego lub znaleźć sobowtóra i ciągnąć wózek dalej.
Część familii nie wytrzymała napięcia i odeszła na stronę. Lewą.
Po ogłoszeniu pierwszych niepełnych wyników cieszono się z prawa i z lewa, z tego, że SdPl Borowskiego nie wejdzie do PE. Przedwcześnie, bo weszła. Nie będzie łatwo, ale cóż, trzeba sobie w życiu radzić, jak powiedział góral, zawiązując buta glistą.
Po wyborach do europarlamentu wielu ludzi z lewej strony wpadło w histerię, dygot oraz kociokwik, nadużyli alkoholu, by zalać robala, wielkiego jak jakiś mutant. Topili go, gdyż wyniki były nędzne, choć i tak lepsze, niż mogłyby być. Prawicowcy zaś wpadli w histerię, dygot oraz kociokwik z powodu zwycięstwa komunii nad komuną.
Urodziny Kaczora Donalda w Disneylandzie już za nami, reszta rozstrzygnie się niebawem. Albo rybka, albo przewóz.

Wydanie: 26/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy