Cyrk Europa

Cyrk Europa

Z dziećmi w lesie na spacerze mijamy mrowisko, które już tydzień temu budziło się do życia, co odnotowałem w swoim „Oku”, a teraz donoszę, że tętni życiem na całego. Antoś zamyśla się nad nim filozoficznie, „Zupełnie jak duże miasto”, mówi i jakoś mu niewyraźnie z tą analogią. Franio, trzylatek, też poruszony. Pierwsze cytrynowe motylki w powietrzu, nie pożyją długo, ma wrócić zima, ale ruchem skrzydeł zmieniają bieg świata.
I już rozbił swoje namioty wiosenny cyrk Europa. Magia cyrku dostępna w pełni tylko dzieciom i Felliniemu. Takie czasy, że nawet cyrk ma wymiar polityczny. W cyrku Europa większość artystów to Ukraińcy, więc dostają szczególne brawa.
Żałosnym przypisem i popisem iście cyrkowym była krótka konferencja prasowa Janukowycza. Tak wielkiej marionetki dawno nie było na scenie publicznej.
A może by tak zaproponować Rosji referendum w Czeczenii, czy chce być w Rosji, i w kilku innych podobnych regionach? Nie wymagajmy tu jednak konsekwencji i logiki od Kremla.
Z ukraińskiej okazji trwa chwilowy cud na polskiej medialnej scenie politycznej. Widzę znanych aktorów naszej wojny domowej, jak siedzą obok siebie w studiu i zgadzają się ze sobą. Przy okazji uświadamiamy sobie, jak kłamstwo i nienawiść nas też zatruwają na co dzień.
I już widać jak na dłoni, Rosja była niedoszacowana. Ale to nie było takie głupie, liczyć, że muszą się kiedyś zeuropeizować. Nie wolno rezygnować z tej nadziei. Przecież na południu Chiny siedzą im już na karku. W dłuższej perspektywie nie mają wyjścia.
To trochę jak z dzieckiem, gdy uparcie traktuje się je jako trudne, zaczyna rzeczywiście stawać się trudne. Lepiej dać mu szansę. Demonizacja Rosji może stworzyć demona.
Zgadzam się również z Michnikiem, że idiotyzm naszej sytuacji polega też na tym, że cokolwiek zrobimy – my, Zachód – jest złe.
Bywają radykalne głosy, także w „Przeglądzie”, że Polska reaguje histerycznie i wpędza w histerię Zachód. A trzeba spokojnie i dyplomatycznie, aby nie doszło do nieszczęścia.
Budzi to moją irytację, ale jak się natężę, to mogę od biedy się zgodzić i myśleć w tym stylu. Za długo chyba jednak nie dam rady. Spróbujmy.
Wojna w ogóle nie ma sensu ani różne formy szarpaniny z o wiele silniejszym przeciwnikiem w imię nieoczywistych i niejasnych spraw, takich jak prawda, wolność, demokracja. Ileż rewolucji skierowanych przeciwko złu stawało się złem większym. Mówi się, że mimo kosztów przyspieszyły one przemiany na lepsze. Nie ma jednak dowodów, że bez nich nie byłoby tych zmian.
Wojna w wielkiej skali zdaje się dzisiaj niemożliwa. Mamy broń, która bez trudu zniszczy naszą planetę. To było oczywiste w latach 60. A w ostatnich dziesięcioleciach przestało być. Technika tak poszła do przodu, że wojna światowa nie mieści się nam w wyobraźni. Bywają jednak politycy i wojskowi bez wyobraźni.
Jaka jest cena unikania wojny za wszelką cenę? Współcześni wiedzą o tym najmniej. Historia mówi, że zdecydowana większość wojen była bez sensu, wiele z nich to pycha jednego lub kilku ludzi, czasami bywają one jak kłótnia małżeńska, od słowa do słowa i wszystko wymyka się spod kontroli. Wtedy zdarzenia mówią same za siebie, słowa już nie mają żadnego znaczenia.
Można pomyśleć, że polskie powstania, szczególnie to styczniowe, były bez sensu. W roku 1918 Polakom oddała Polskę I wojna światowa, a nie wielka konspiracja. Warszawa we wrześniu 1939 r. była nie do obrony. Ojciec mojej mamy niepotrzebnie zginął w jej obronie. Zamek Królewski nam spłonął, ale i tak by spłonął w powstaniu warszawskim. To był dopiero nonsens, to powstanie. Armia Krajowa tylko pomnożyła ofiary okupacji, jej heroizm miał minimalne znaczenie dla losów wojny. I to nie „Solidarność” przyczyniła się do rozpadu imperium sowieckiego, co oddało Polakom Polskę, abyśmy mogli tradycyjnie brać się za szlacheckie czuby. Pierwsza „Solidarność” była zresztą o kilka lat za wcześnie i nie ona przyczyniła się do rozpadu sowieckiego imperium, ale ekonomiczny absurd. 14 lat mojego życia do kosza. Po co mi to było? Mogłem zająć się czymś pożyteczniejszym niż knucie.
W te słowa wdzwania się nagle telefon. To Jerzy Pomianowski, młody w swoich 93 latach. Pytam go o Krym. Zgadzamy się: nie ma rady, to boli, ale Ukraina musi go oddać, lecz za gwarancje swojej nietykalności wszędzie indziej.
A jeśli Rosja będzie chciała też wschodu Ukrainy? Jak daleko można iść na ustępstwa? Zachód, ustępując co chwila Hitlerowi, pozwolił na największą zbrodnię w historii świata. Nie uderzyli w czas, potem było za późno. Zbrodniczy błąd. Ale Putin to nie Hitler…
Już nie mogę jednak wytrwać w tonie przekornym wobec powszechnych przekonań i ustępstw. A emocje, a godność? Bez nich też nie ma życia.
Ale tak, jesteśmy jak w kleszczach; wojna nie do wyobrażenia, pokój niemożliwy. Środek zdaje się zgniły. Ale co gnije, po czasie rozpadnie się w popiół. I kiepska pociecha, że jeśli sytuacja zacznie się wymykać nam spod kontroli, będziemy to wszystko oglądać w telewizji i w internecie. Jak one nam nagle zgasną, zrozumiemy, że to już nie jest spektakl.

Wydanie: 12/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy