Ściśle tajny X-37B

Ściśle tajny X-37B

Zagadkowe misje amerykańskiego orbitera mogą zacząć nowy wyścig zbrojeń w kosmosie

Już po raz drugi amerykański wahadłowiec X-37B znalazł się na orbicie. To najbardziej tajemniczy statek kosmiczny świata. Misja ma charakter wojskowy i jest absolutnie top secret.
Nie wiadomo, ile kosztowało skonstruowanie automatycznego promu kosmicznego, jak długo potrwa jego lot, jakie instrumenty i ładunek ma na pokładzie. Siły powietrzne USA nie zamierzają też ujawnić, jaki jest cel tej misji. Dowództwo poinformowało ogólnikowo, że miniaturowy wahadłowiec testuje części do produkcji satelitów, systemy nawigacji i osłony antytermiczne.
X-37B nie zabiera na pokład ludzi, energię czerpie zaś z ogniw słonecznych, może więc okrążać Ziemię aż przez 270 dni. Wielomiesięczna wyprawa orbitera, a zwłaszcza całkowita tajemnica, która ją otacza,

niepokoi Rosję i Chiny.

Miniaturowy wahadłowiec został skonstruowany przez firmę Phantom Works, należącą do koncernu Boeing. Początkowo przeznaczony był dla agencji kosmicznej NASA, której jednak w 2004 r. wyczerpały się fundusze. Statkiem, określanym także jako Orbital Test Vehicle (OTV), zainteresowali się generałowie z Pentagonu. Projekt przejęły siły powietrzne Stanów Zjednoczonych. Bezzałogowy prom kosmiczny został skonstruowany w taki sposób, aby już 10-15 dni po powrocie mógł rozpocząć kolejną wyprawę.
Pierwszą misję wahadłowiec rozpoczął 22 kwietnia 2010 r., wyniesiony na orbitę przez rakietę Atlas V, która wystartowała z wojskowej części kosmodromu na przylądku Canaveral na Florydzie. Od razu zaczęto się zastanawiać, jakie zadania będzie wykonywał. Niektórzy twierdzili, że X-37B nie tylko pełni funkcje szpiegowskie, lecz także ma na pokładzie systemy broni do niszczenia satelitów, a może nawet słynne już „Rózgi Boga” („Rods from God”), wolframowe pręty, które mają spadać z orbity i samą siłą uderzenia niszczyć bunkry ukryte głęboko pod ziemią. Ekspert od wojskowości John Pike, dyrektor portalu internetowego Globalsecurity.org, zapytał na łamach dziennika „Los Angeles Times”: „Czy mamy do czynienia z nowym statkiem kosmicznym, czy też z bombowcem orbitalnym?”.
Komentatorzy przypomnieli, że traktat międzynarodowy z 1967 r. zakazuje umieszczania na orbicie tylko systemów broni masowej zagłady, a nie konwencjonalnej. Moskwa proponuje podpisanie nowego układu o demilitaryzacji kosmosu. Waszyngton jest temu zdecydowanie przeciwny. Komentatorzy przypomnieli, że orbitalny wyścig zbrojeń już się toczy. W styczniu 2007 r.

rakieta balistyczna

wystrzelona z kosmodromu Xichang w ChRL zniszczyła przestarzałego chińskiego satelitę meteorologicznego Fengyun-1C. Był to pierwszy przypadek zniszczenia sputnika przez pocisk z Ziemi. Wojskowi z Pentagonu przyspieszyli prace nad bronią antysatelitarną. Rok później rakieta typu SM-3 z amerykańskiego krążownika „Lake Erie” rozbiła wypełnionego trującym paliwem satelitę wywiadowczego US Army, który uległ awarii i mógł spaść na Ziemię. Został trafiony na wysokości 210 km, gdy mknął z prędkością 27 tys. km/godz. Generałowie w Moskwie i Pekinie podejrzewali, że także X-37B to orbitalny niszczyciel satelitów. „Stany Zjednoczone po prostu napluły na wezwania Rosji i innych krajów do rezygnacji z planów rozmieszczenia broni w przestrzeni kosmicznej. Ten statek orbitalny świadczy o dążeniach USA, aby zagrozić nam z kosmosu”, denerwował się w kwietniu ub.r. Anatolij Kornukow, były dowódca lotnictwa wojskowego Moskwy. Amerykanie odrzucili wszystkie oskarżenia.
3 grudnia 2010 r. X-37B bez zdalnego sterowania z Ziemi wylądował szczęśliwie w bazie lotniczej Vandenberg w Kalifornii. Misja z pewnością zakończyła się sukcesem, bo już 5 marca br. startująca z przylądka Canaveral rakieta Atlas V wyniosła na orbitę następny miniaturowy wahadłowiec Pentagonu. Planowane są kolejne wyprawy.
Obecnie eksperci wątpią, żeby ten statek kosmiczny mógł zostać wykorzystany jako łowca satelitów lub

orbitalny bombowiec.

Jest bowiem za mały, aby pomieścić skomplikowane systemy broni. Ma tylko 8,9 m długości, rozpiętość skrzydeł 4,5 m i masę niecałe 5 ton. Jego ładownia ma pojemność bagażnika samochodu typu pickup. W ładowni załogowego promu kosmicznego „Discovery” zmieszczą się dwa takie wahadłowce. Mały prom kosmiczny podchodzi do lądowania tak długo, że dość łatwo może zostać wykryty i zniszczony. Większość specjalistów uważa, że eksperymentalny orbiter rzeczywiście testuje systemy satelitów szpiegowskich, ponadto może służyć do przechwytywania rozmów telefonicznych i radiowych. Nic pewnego jednak nie wiadomo. Fakt, że w czasach kryzysu Departament Obrony USA przeznacza miliardy na program miniaturowych promów kosmicznych, jest znamienny. Stany Zjednoczone dążą do stworzenia floty statków orbitalnych, gotowych do użycia w każdej chwili, a to nie podoba się innym mocarstwom. Ściśle tajne misje X-37B mogą rozpocząć nowy kosmiczny wyścig zbrojeń.

Wydanie: 11/2011

Kategorie: Nauka

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy