Zagrożenie z kosmosu

Zagrożenie z kosmosu

Zderzenie z kilkusetmetrową asteroidą miałoby skutki nieporównywalne z niczym, co ludzkość widziała do tej pory

W piątek, 15 lutego, krótko po wschodzie słońca, nad Czelabińskiem pojawiły się oślepiająco jasne, ogłuszająco głośne i poruszające się z ogromną prędkością obiekty. Niektóre wbiły się w ziemię tuż za miastem, inne spadły na terenie zamieszkanym, powodując duże szkody materialne i obrażenia u ponad 1000 osób. Sceny nagrane licznymi w Rosji kamerkami samochodowymi żywo przypominały te z filmu „Armageddon”. Wszystko spowodował mały, zaledwie 17-metrowy obiekt poruszający się z relatywnie niską jak na tego typu ciała prędkością ok. 15 km/s. Czy powinniśmy się spodziewać podobnego zdarzenia w niedalekiej przyszłości?
Odpowiedź jest prosta: zdecydowanie tak. Obiekty krążące w przestrzeni kosmicznej nieustannie wpadają w ziemską atmosferę. Na szczęście większość jest mała i spala się, zanim dotrze do powierzchni naszej planety. Jeżeli jednak asteroida ma kilka metrów średnicy, wybuchając w atmosferze wywołuje skutki podobne do tych w Czelabińsku. I jedynie niewielkie, mocno spowolnione fragmenty docierają do Ziemi, tworząc meteoryty.

Wybuch co kilka lat

Do zdarzeń o podobnej skali jak te z Czelabińska dochodzi co kilka-kilkanaście lat. W 2008 r. nad Sudanem rozpadła się nieco mniejsza asteroida o średnicy ok. 5 m. W tym przypadku została wyśledzona przez Richarda Kowalskiego z USA jeszcze przed wejściem w atmosferę. Dzięki temu można było dokładnie przewidzieć miejsce jej uderzenia, a następnie znaleźć ocalałe kawałki meteorytu. Inne zjawiska o podobnej skali zdarzyły się w 2009 r. nad Indonezją czy w 1994 r. nad Wyspami Marshalla.
Najbardziej znanym i największym tego typu zjawiskiem jest katastrofa tunguska. 30 czerwca 1908 r. nad Syberią wybuchła asteroida (lub kometa), powodując powalenie drzew w promieniu 40 km. Skutki tego wybuchu były widzialne nawet w Europie, a odczuwalne na całej Ziemi. Na szczęście zdarzyło się to w prawie bezludnym miejscu. Gdyby asteroida spadła na terenie Europy, Stanów Zjednoczonych, Chin czy Indii, liczba ofiar mogłaby być ogromna.
Wszystkie opisane zdarzenia zostały wywołane przez stosunkowo małe obiekty, o średnicy od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów i składające się głównie ze skał. Są one mało odporne na przeciążenia w trakcie przechodzenia przez atmosferę ziemską i zwykle rozpadają się na kawałki, zanim dotrą do powierzchni. Powoduje to powstanie bardzo efektownego zjawiska na niebie, ale na ogół nie jest niebezpieczne dla organizmów żyjących na powierzchni Ziemi. Jeżeli jednak asteroida jest nieco większa albo składa się głównie z żelaza, znaczna część tego ciała niebieskiego może przetrwać przejście przez atmosferę. Asteroida wbija się wtedy z ogromną prędkością w ziemię, wywołując wybuch i tworząc krater uderzeniowy.

Krater sprzed 2 mld lat

Znacznie częściej tworzą się kratery małe niż duże. Najmłodszy krater, o którym wiemy, powstał 15 września 2007 r. w Carancas w Peru i miał zaledwie 13 m średnicy. Średnicę mniejszą o 3 m miał krater powstały w 1990 r. niedaleko miasta Sterlitamak w Rosji. W 1947 r. w górach Sichote Aliń we wschodniej Syberii w wyniku upadku jednej asteroidy, rozbitej na kilkanaście fragmentów podczas przejścia przez atmosferę, utworzyło się kilkanaście kraterów. Największy miał ponad 26 m średnicy. Inne niewielkie kratery powstałe w ciągu ostatnich 1000 lat to: Wabar w Arabii Saudyjskiej, Haviland w USA oraz Sobolew w Rosji. Wśród relatywnie młodych kraterów uderzeniowych można wymienić również mający kilka tysięcy lat krater Morasko pod Poznaniem. O większości niewielkich kraterów nie wiemy, ponieważ jeśli nikt nie może naocznym świadectwem potwierdzić ich kosmicznego pochodzenia, bardzo trudno odróżnić je np. od jezior polodowcowych.
Mamy jednak dowody na to, że w przeszłości zderzały się z naszą planetą zdecydowanie większe ciała niebieskie. Utworzyły one kratery o średnicy dziesiątek, a nawet setek kilometrów. Obecnie znamy ponad 183 formy tego rodzaju, z tego 76 o średnicy większej niż 10 km. Najstarszym i przy okazji największym znanym kraterem na Ziemi jest Vredefort w RPA, mający ok. 300 km średnicy i uformowany ponad 2 mld lat temu.
Uderzenie dużego meteorytu może spowodować globalną katastrofę – asteroida, która utworzyła krater Chicxulub w Meksyku, spowodowała zagładę dinozaurów. Jeżeli dzisiaj w Europę uderzyłaby asteroida o średnicy ok. 10-15 km (podobna do tej odpowiedzialnej za katastrofę sprzed 65 mln lat), prawdopodobnie zginęliby niemal wszyscy mieszkańcy naszego kontynentu. Byłaby to śmierć na skutek spalenia żywcem, uduszenia przez falę uderzeniową lub pogrzebania pod grubą pokrywą wyrzuconych skał. Ludzie na innych kontynentach ucierpieliby w wyniku opadu materiału wyrzuconego z krateru, czemu towarzyszyłoby podniesienie się temperatury atmosfery, które mogłoby prowadzić do śmierci z przegrzania, a także wywoływać pożary lasów. Jeżeli natomiast asteroida uderzyłaby w ocean, wywołałaby gigantyczne tsunami. Po kilkudniowym okresie ocieplenia nadeszłoby gwałtowne ochłodzenie za sprawą pyłu obecnego w atmosferze, co mogłoby doprowadzić do kolejnej epoki lodowcowej. Jeżeli asteroida uderzająca w Ziemię byłaby większa, miałaby np. 300 km średnicy, uderzenie mogłoby niemal wysterylizować naszą planetę. Przeżyłyby jedynie najodporniejsze organizmy. Na szczęście uderzenie asteroidy tej wielkości jest bardzo mało prawdopodobne, bo liczba asteroid o odpowiedniej wielkości na orbitach mogących zagrozić Ziemi jest bardzo niewielka.

Scenariusz katastrofy

Praktyczne możliwości przeciwdziałania zderzeniu z nawet małą asteroidą są ograniczone. Koncepcja przedstawiona w filmie „Armageddon”, gdzie asteroida jest wysadzana ładunkiem jądrowym, w wyniku czego rozpada się na kawałki kilkanaście godzin przed zderzeniem z Ziemią, skończyłaby się uderzeniem w powierzchnię naszego globu milionów mniejszych fragmentów, sprowadzając na całą planetę deszcz ognia i nieodwołalną zagładę dużej części organizmów.
Jedynym sposobem na skuteczną obronę przed takim zderzeniem jest wykrycie potencjalnie niebezpiecznych obiektów wiele lat wcześniej, a następnie zmodyfikowanie ich orbity w taki sposób, aby przestały być dla nas zagrożeniem. Jednym ze sposobów byłoby wystrzelenie małych rakiet, które przyczepiłyby się do asteroidy i w ciągu kilku lat skierowałyby ją na inną, bezpieczną orbitę. Obecnie położenie większości asteroid o wielkości ponad 1 km, które poruszają się na orbitach przecinających drogę Ziemi, śledzi kilka różnych programów naukowych. Niestety, o położeniu większości mniejszych, kilkusetmetrowych ciał niebieskich wciąż nie mamy pojęcia, mimo że zderzenie z asteroidą tej wielkości miałoby skutki porównywalne do równoczesnego wybuchu 2 tys. bomb zrzuconych na Hiroszimę. Ale nawet śledzenie wszystkich asteroid o wielkości ok. 20 m, podobnych do tej z Czelabińska, wymaga gigantycznych nakładów.  Musimy więc być świadomi zagrożenia z nieba. Prace nad specjalną siecią obserwacyjną rozpoczęła Europejska Agencja Kosmiczma. Musimy jednak być świadomi zagrożenia z kosmosu.

Autorka jest absolwentką Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych UW oraz uniwersytetu stanu Michigan, doktorantką uniwersytetu w Wiedniu. Zajmuje się geologią planetarną i kraterami uderzeniowymi

Wydanie: 9/2013

Kategorie: Nauka
Tagi: Anna Łosiak

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy