Człowiek wyje do Księżyca

Człowiek wyje do Księżyca

Co nas czeka na Srebrnym Globie

Już nie tylko Amerykanie, ale i Rosjanie, Chińczycy, Japończycy, a nawet Hindusi ostrzą sobie zęby na podbój Księżyca. Rosja, a właściwie Związek Radziecki, który w latach 60. przodował w podboju kosmosu, po sukcesach programu Apollo i sześciu lotach załogowych zarzuciła program księżycowy, oficjalnie z powodów finansowych. Amerykanie także zaprzestali na długie lata (ostatni lot Apolla na Księżyc to koniec roku 1972) eksploracji naturalnego satelity Ziemi i dopiero od jakiegoś czasu pojawiają się informacje o bardziej skonkretyzowanych planach powrotu.

W 2006 r. Nikołaj Sewastianow, były prezes rosyjskiej korporacji rakietowej i kosmicznej, ogłosił oficjalnie, że głównym celem rosyjskiego programu kosmicznego będzie wydobycie na Księżycu izotopu hel-3 z przetworzenia księżycowego regolitu – nazwijmy go kosmicznym gruzem z pyłów i odłamków skał. Według Sewastianowa stała rosyjska stacja na Księżycu miała powstać do 2015 r., a od 2020 r. rozpoczęłaby się produkcja komercyjna tego izotopu. Do lotów miałyby zostać użyte statek „Kliper” i holownik „Parom”. Szybko jednak uznano, że Rosja nie będzie naśladować USA w opracowywaniu programów kosmicznych. Obecność helu-3 w księżycowych minerałach potwierdzili wcześniej przedstawiciele NASA, oni zaś przyjęli, że pierwszy lot na Księżyc w celu budowy bazy odbędzie się nie prędzej niż w 2018 r. Chiny i Japonia również ogłosiły plany stworzenia baz księżycowych, ale już po 2020 r.

Założenie stałej stacji naukowo-przemysłowej to kwestia nie tylko prestiżu, ale i kalkulacji. Policzono, że 1 kg skroplonego izotopu hel-3 kosztuje ok. 20 mln dol., a księżycowe zasoby tego składnika reakcji jądrowych to ok. 500 tys. ton. Ponoć całe zapotrzebowanie Ziemi na energię w ciągu roku wymagałoby użycia tylko 30 ton helu-3, a dodatkowa korzyść byłaby taka, że zmniejszyłoby się zagrożenie odpadami radioaktywnymi, bo hel szybko się rozkłada. Eksploatacja złóż na Księżycu nie jest jednak taka łatwa, podobnie jak wykorzystanie tego izotopu w reaktorach. Bardziej realistyczny wydaje się wcześniejszy rozwój fabryk tlenu (z wody), energii elektrycznej (ze słońca lub reakcji nuklearnych) oraz księżycowego hutnictwa i budownictwa. A także uruchomienie załogowych i bezzałogowych statków, w tym wielu satelitów i sond międzyplanetarnych. Specjaliści np. wskazują spore zasoby wody w postaci lodu w okolicach biegunów.

Kto pierwszy?

Księżycowy wyścig między USA i ZSRR zaczął się ok. 1960 r. i już wtedy mówiono o budowie baz. Projekt opracowali inżynierowie z General Electric. Planowano bazy wojskowe – były projekty LUNEX i HORIZON. Rosjanie ok. 1970 r. myśleli o budowie na Księżycu obiektów chroniących przed atakiem atomowym. W 1989 r. NASA wystąpiła z programem Lunar Oasis. Powstanie bazy na Księżycu przebiegałoby w trzech etapach i wymagało 30 lotów z Ziemi, z których każdy zawoziłby ok. 20 ton ładunku. Rozpisany na 10 lat program kosztowałby tyle co cztery programy Apollo.

Najwyraźniej teraz USA zainicjowały nowy wyścig księżycowy, którego celem jest postawienie bazy. Program NASA o nazwie „Constellation” zakłada stworzenie nowych technologii kosmicznych, w których baza na Księżycu byłaby etapem dla przyszłych misji na Marsa. Załogowe loty na Srebrny Glob planowane na lata 2019-2020 unieważnił jednak prezydent Barack Obama, obcinając ich finansowanie. Tymczasem w 2010 r. powstał kolejny program NASA – na Księżyc poleciałyby do pracy roboty.

Obok pomysłów NASA pojawił się bardzo ambitny plan „Aurora” Europejskiej Agencji Kosmicznej, zakładający stworzenie na Księżycu bazy ok. 2030 r. To na początek, w perspektywie jest wyprawa na Marsa. Ten długoterminowy program ma pokazać, że Europa nie jest gorsza technologicznie. Gorsze nie chcą być także Chiny – w 2007 r. z kosmodromu Xichang wyleciał na orbitę pierwszy księżycowy satelita Chin Chang-1. Ma on pomóc w tworzeniu trójwymiarowych map powierzchni Ziemi. Chińczycy myślą też o naukowej załogowej bazie na Księżycu (w latach 2040-2060).

Załogowe loty na Księżyc planowała na 2030 r. Japońska Agencja Badań Kosmicznych. W 2007 r. na orbicie księżycowej znalazła się sonda „Kaguya”, jednak w 2010 r. Japonia zdecydowała się porzucić program załogowy z powodu wysokich kosztów.

Indie w 2008 r. wysłały na Księżyc sondę „Chandrayaan-1” w celu poszukiwania metali, wody i helu-3. Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych zaprezentowała następnie plany posłania łazika, a nawet misji załogowych w latach 2025-2030. „Chandrayaan-2” miał być wystrzelony jeszcze w tym roku, ale lot przełożono na pierwszą połowę przyszłego. Statek będzie na orbicie przez cały rok, a spuszczony na powierzchnię Księżyca w cięższym lądowniku 20-kilowy łazik pożyje 14-15 dni. Będzie zasilany baterią słoneczną. Zbudowany w Indiach według planów rosyjskich, będzie zbierał informacje o powierzchni Księżyca, glebie i skałach. Wyposażony w kamery i nadajnik przekaże dane do orbitera, a ten wyśle je na Ziemię.

W 2014 r. ogłoszono rosyjski projekt rozpisany na trzy etapy. Najpierw do roku 2025 polecą automatyczne stacje międzyplanetarne „Luna-25”, „Luna-26”, „Luna-27” i „Luna-28”. Ich cel to określenie składu i właściwoś-
ci fizyko-chemicznych na obszarach polarnych. Wiadomo – Rosjanie mają bogate doświadczenia w zarządzaniu stacjami arktycznymi. „Luny” będą pomagały wybrać najbardziej obiecujący obszar na biegunie południowym Księżyca pod budowę bazy. Kolejny etap to wyprawy na orbitę Księżyca w latach 2028-2030. W latach 2030-
-2040 miałaby już być tworzona infrastruktura na powierzchni, a także budowano by obserwatoria astronomiczne. Do roku 2050 stworzono by warunki do budowy bazy i poligonu dla działalności górniczej. W 2015 r.
pojawiły się jednak doniesienia o opóźnieniu tych planów, oczywiście z powodów finansowych.

Najsłabsze ogniwo

Ambitne plany to jedno, ale jeśli myślimy o kolonizacji Księżyca, trzeba najpierw rozwiązać problemy bytowe. Atmosfera i pole magnetyczne Ziemi chronią nas przed większością promieniowania słonecznego. Nasza atmosfera spala również wszystkie odpady, mikrometeoryty. Na Księżycu tego nie ma. Podczas rozbłysków słonecznych atakować nas może strumień protonów i innych cząsteczek. Kolejny problem to promieniowanie rentgenowskie. Obliczenia wykazały, że po 100 godzinach na Księżycu każdy otrzyma niebezpieczną dla zdrowia dawkę. Słońce w okresie wzmożonej aktywności dostarczy taką dawkę w ciągu kilku minut. Grożą nam też pyły księżycowe, składające się z ostrych cząsteczek, które nie powinny się dostawać do płuc.

A przecież, na razie hipotetycznie, rozwija się turystyka kosmiczna, choć wpływy z niej nie pokryją jeszcze nawet ułamka procenta kosztów, które trzeba by ponieść przy budowie i utrzymaniu stacji na Księżycu. Może więc człowiek zacznie eksplorację kosmosu nie od Księżyca, ale od Marsa?

Wydanie: 25/2017

Kategorie: Nauka
Tagi: kosmos, Księżyc

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy