Serce w cementowej klatce

Serce w cementowej klatce

Włoscy lekarze przeprowadzili nowatorską operację wstawienia pacjentowi sztucznej klatki piersiowej

Korespondencja z Neapolu

64-letni Luigi Gentilella nie waha się ani sekundy, podnosi koszulę i pokazuje nagi tors. Szwy biegną od szyi po jamę brzuszną i od szyi pod prawą pachę. Pod skórą kryje się nowa klatka piersiowa. Z mieszaniny cementu i gumy. Mostek został uformowany z kości biodrowej pochodzącej od nieżywego dawcy. Przeponę zastąpiono protezą z goreteksu. Wszystko na miarę. Gdyby nie ta innowacyjna operacja, mężczyzna dotknięty nowotworem już by nie żył. – Musieliśmy spróbować, pacjent nigdy nie chorował, wszystkie organy funkcjonowały bardzo dobrze, można powiedzieć – silnik doskonały, więc dorobiliśmy karoserię – stwierdził prof. Gaetano Rocco.

Upadek poruszył nowotwór

Jeszcze niecałe dwa lata temu Luigi, nauczyciel z Salerno, nie wiedział, co to znaczy choroba. Rodzina, praca, liczne zainteresowania, polityka – był przewodniczącym komisji do spraw środowiska w zarządzie prowincji. Aż pewnego dnia pochylając się gwałtownie, aby podnieść przedmiot, który wypadł mu z ręki, obił sobie żebro o kant szafki. Ten niegroźny wypadek zmienił całe jego życie. Zaczajony do tego czasu bezobjawowy nowotwór jakby tylko czekał. Niewielki guzek umiejscowiony po lewej stronie w klatce piersiowej w ciągu kilku miesięcy urósł do rozmiarów pomarańczy – 18 cm średnicy. Chondrosarcoma, bo tak orzekli lekarze, to chrzęstniakomięsak złośliwy odporny na chemioterapię i radiologię. Nie było innego wyjścia niż poddanie się operacji. Po raz pierwszy pacjent trafił na stół chirurgiczny w 2005 r. Wówczas wraz z guzem usunięto mu cztery żebra. Niestety, po zaledwie kilku miesiącach nowotwór dał o sobie znać na nowo. Tym razem pojawił się po prawej stronie. W błyskawicznym tempie zżerał klatkę piersiową: kości, mięśnie i chrząstkę, stanowiące naturalną osłonę płuc i serca, zaczął uciskać na wątrobę.
– Chondrosarcoma jest nowotworem bardzo agresywnym. W przypadku pacjenta z Salerno chory musiałby zostać praktycznie pozbawiony wszystkich żeber od szyi po jamę brzuszną, nietknięty pozostałby jedynie kręgosłup – stwierdził prof. Gaetano Rocco, ordynator oddziału onkologicznego szpitala Pascale w Neapolu, z wieloletnią praktyką w najlepszych klinikach USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Po wielu badaniach i głębokim namyśle prof. Rocco zdecydował się na eksperyment: – Silnik jest młody, dorobimy panu nową karoserię – powiedział. Ale ostateczna decyzja należała do chorego. – Bez wahania zgodziłem się na operację. Bałem się, jak każdy na moim miejscu, ale gdybym się nie zdecydował, już bym nie żył – powiedział pacjent.

Żebra z cementu i gumy

Operacja trwała pięć i pół godziny. Chirurgowi towarzyszył 12-osobowy zespół. Celem operacji było usunięcie zmiany nowotworowej o wielkości 35 cm oraz wymiana klatki i mostka. Po rozcięciu pacjenta od szyi po jamę brzuszną i od szyi po prawą pachę lekarze usunęli zaatakowane żebra, mostek i przeponę oddzielającą klatkę piersiową od jamy brzusznej. Jednocześnie chirurg ortopeda uformował z cementu chirurgicznego i gumy nową klatkę, którą założono pacjentowi. Przepona została zastąpiona protezą z goreteksu. Następnie chirurg wymodelował z kości biodrowej pochodzącej od nieżywego dawcy mostek, który został umocowany w klatce tytanowymi śrubami.
Od 22 lutego br., kiedy przeprowadzono operację, upłynęły blisko dwa miesiące. Pacjent ma się dobrze. Choć oddycha na pół gwizdka, utracił 40% zdolności oddechowej, ale je i śpi jak przed zabiegiem, chodzi na spacery, jest całkowicie sprawny. Nowa, sztuczna klatka spisuje się bardzo dobrze. Według Francesca Facciola, dyrektora Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej Szpitala Onkologicznego Regina Elena w Rzymie, ekipa doktora Rocca sforsowała kolejną barierę w dziedzinie chirurgii onkologicznej. – Po raz pierwszy podczas tego rodzaju zabiegu do rekonstrukcji mostka został wykorzystany fragment biodra od nieżywego dawcy. Lekarze posłużyli się kością biodrową dawcy, ponieważ nie było możliwości pobrania wystarczająco długiej (20 cm) kości od samego pacjenta.

Szansa dla chorych na raka kości

Co by się stało, gdyby nie zrekonstruowano usuniętych części klatki, mostka i przepony? Chory nie miałby żadnych szans na przeżycie. Udusiłby się, bo nie byłby w stanie oddychać. Jeśli chodzi o zagrożenia, lekarze najbardziej obawiają się infekcji, ponieważ użyto wielu różnych materiałów: kość od nieżywego dawcy, otrzewną pobraną od pacjenta dla ochrony naczyń śródpiersia i materiały sztuczne: goretex, cement chirurgiczny i tytan.
Nie powinny natomiast wystąpić problemy związane z odrzutem, ponieważ przeszczepiona kość była konserwowana przez 30 dni w temperaturze minus 70 stopni. Czy jednak zostanie w pełni zaakceptowana przez organizm, można będzie powiedzieć dopiero po upływie minimum trzech miesięcy od zabiegu.
Operacja, która kosztowała w sumie 2 tys. euro, stwarza szansę dla chorych dotkniętych chondrosarcomą, nowotworem złośliwym, który atakuje chrząstkę żebrową łączącą żebra z mostkiem, a także pacjentów z rakiem kości i rozległymi przerzutami nowotworowymi w okolicach klatki piersiowej.

Wydanie: 16/2006

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy