Z kim na orbitę?

Z kim na orbitę?

W przestrzeni okołoziemskiej mamy wyścig między firmami komercyjnymi

Dr hab. Marek Czajkowski – doktor nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny w Zakładzie Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek Polskiego Towarzystwa Stosunków Międzynarodowych i The Academy of Political Science.

Jesteśmy świadkami wyścigu w zdobywaniu kosmosu. Czy to gra o prestiż, nowe zdobycze naukowe, może o pieniądze czy wreszcie o militarne panowanie nad światem?
– W zasadzie chodzi po części o wszystko. Uczestnicy wyścigu mają wiele celów i starają się je osiągnąć z różnym natężeniem. Ale warto zwrócić uwagę na nowe zjawisko. Od paru dekad widać coraz wyraźniej, że działalność poszczególnych państw uczestniczących w programach kosmicznych już nie jest dominująca. Wystarczy porównać środki, jakie przeznaczyły władze państw, z wydatkami prywatnych konsorcjów, nierzadko ponadpaństwowych, czy z kapitałem międzynarodowym. W 2018 r. przemysł kosmiczny zarobił ok. 360 mld dol., z czego ok. 277 mld dol. przypada na działalność czysto komercyjną. Spektakularne loty załogowe i kosmiczne programy militarne przyniosły zaangażowanym przedsiębiorstwom zysk ok. 80 mld dol. W tle szumnie opisywanych działań w kosmosie mamy więc wyścig między firmami komercyjnymi, amerykańskimi i innymi. Zawsze w tej rywalizacji chodziło o prestiż, o polityczny wymiar dowodzący, że dane państwo jest potęgą. Tak się dzieje i dzisiaj, ale to było zwłaszcza aktualne od początku lat 60. Byliśmy przekonani, że to ZSRR ma palmę pierwszeństwa, bo wysłał w kosmos pierwszy sputnik, potem psa Łajkę, potem Gagarina. Amerykanie tymczasem utajniali swoje militarne możliwości, a my nie dostrzegaliśmy, że oni już wtedy budowali przewagę w kosmosie.

Oficjalnie uważa się, że dopiero po amerykańskich lotach na Księżyc Rosjanie musieli uznać, że przegrali.
– Wcześniej docierały do nas jedynie wiadomości dotyczące osiągnięć ZSRR, a sam wyścig miał przecież wiele wymiarów. O tym, jak wyglądały sukcesy USA na początku lat 60., jeszcze do niedawna nie wiedzieliśmy nic. Tymczasem amerykański program zwiadu optycznego dość dokładnie policzył wszystkie radzieckie wyrzutnie pocisków balistycznych dzięki zdjęciom wykonywanym z kosmosu. Już w 1962 r., w trakcie kryzysu kubańskiego, ta wiedza pozwoliła prezydentowi Kennedy’emu na twarde negocjacje z Rosjanami.

Dziś podbój przestrzeni okołoziemskiej jest w dużym stopniu sprywatyzowany. W pracy „Nowy wyścig kosmiczny XXI w. – USA, Chiny i Rosja” pisze pan, że firma Elona Muska SpaceX otrzymała w marcu 2018 r. zgodę na budowę konstelacji złożonej aż z 4425 satelitów.
– Proces budowy konstelacji Starlink rozpoczął się już w zeszłym roku. Dziewięć dotychczasowych misji umieściło po ok. 60 satelitów systemu. Docelowo zyski z działalności tej konstelacji mają wynosić rocznie 30-50 mld dol. Z tymi pieniędzmi Musk zamierza doprowadzić do podboju Marsa, pragnie zostać tam pochowany. Podobnych bogatych wizjonerów jest więcej, spektakularnym przykładem jest Jeff Bezos, właściciel m.in. Amazona.

Czy to zachcianka multimiliardera, czy jeszcze jedna cegiełka w podnoszeniu światowego prestiżu USA, która wpływa na systemy bezpieczeństwa, równowagi bądź nierównowagi sił?
– Musk współpracuje z państwową agencją NASA, więc państwo nie traci na znaczeniu, ale niepaństwowi uczestnicy wyścigu uzyskują pewną autonomię i dbają o własne interesy, niekoniecznie zgodne z interesami danego państwa. To się zresztą staje w ogóle cechą międzynarodowych stosunków politycznych i gospodarczych, że obok decyzji prezydentów czy szefów rządów pojawiają się na niemal równych prawach interesy ponadpaństwowych organizacji gospodarczych.

Zaskakujące w pańskiej pracy jest stwierdzenie, że Rosja straciła już nawet pozycję drugiego mocarstwa kosmicznego, ustępując Chinom.
– Rosjanie dysponują ogromną wiedzą i dobrym poziomem techniki, więc wyprzedzają Chiny w niektórych dziecinach, ale na zastosowanie tej wiedzy brakuje im środków, bo są słabsi ekonomicznie, pomijając pewne naprężenia wewnętrzne. Chińczycy potrafią wytyczać bardziej przyszłościowe cele i ta ich przewaga będzie się powiększać.

Czyli o postępie w penetracji Kosmosu zadecydują siła gospodarki i pieniądze?
– Można przodować w badaniach naukowych i rozwiązaniach technologicznych, ale zaraz pojawia się pytanie, jakie pieniądze stoją za nowoczesną techniką. Zwycięża ten, który może sfinansować ambitne zadania. W latach 60. Amerykanie zorganizowali program Apollo w celu doprowadzenia do pierwszego lotu na Księżyc. Dzięki temu powstała gigantyczna rakieta nośna Saturn V, cały system jej obsługi oraz lądowniki księżycowe. Ale wtedy, w szczytowym okresie wydatków w drugiej połowie lat 60., NASA pożerała prawie 4,5% budżetu USA. Dziś ta agencja jest uboższa, musi zadowolić się 0,5% budżetu, przerzuca więc zadania do sektora prywatnego i cywilnego w formie outsourcingu. Ponad 10 lat temu administracja prezydenta Baracka Obamy rozpisała konkurs na dostarczenie towarów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Oczywiście wcześniej też NASA korzystała z możliwości technicznych partnerów zewnętrznych, którzy na jej zlecenie wykonywali zadania – logo tych spółek pojawiły się na pojazdach kosmicznych czy urządzeniach na stacji orbitalnej. Dziś mamy nową sytuację – państwo zleca wykonawcy zewnętrznemu całkowitą usługę. Amerykańscy astronauci lecą dziś w kosmos pod szyldem SpaceX.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 26/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. NASA/Kim Shiflett/Xinhua via ZUMA Wire/BEWPHOTO

Wydanie: 26/2020

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy