Skreślić go

Skreślić go

Gagarin był za niski, by szczęśliwie wylądować na ziemi

Wspomnienia pilota-instruktora A.Sz. Akbułatowa, uczącego J. Gagarina wyższego pilotażu w Wojskowej Szkole Lotniczej.
(…) Pierwsze spotkanie miało miejsce w 1955 r. Pełniłem wówczas funkcję dyżurnego obozu; eskadra w tym czasie przebywała na letnich obozach, wszyscy oficerowie wyjechali do domów w Orenburgu. W jednej z eskadr zauważyłem nieporządek, poprosiłem do siebie starszego sierżanta. Przybiegł w podkoszulku i zwykłych butach, tj. niezgodnie z regulaminem. Zameldował się: “starszy sierżant Gagarin”. Odpowiedziałem mu, że nie widzę, żeby stał przede mną starszy sierżant: “Dlaczego przychodzicie do oficera w takim stroju?”. Gagarin obrócił się na pięcie i uciekł. Po jakichś 2-3 minutach wrócił i zameldował się regulaminowo. Powiedziałem Gagarinowi, że trzeba znaleźć tego, który narusza porządek i zobowiązałem go do przestrzegania regulaminu, tzn.

meldowania się, jak należy.

To było pierwsze spotkanie. Dopiero w 1957 r., dwa lata później, kiedy byłem już w pułku bojowym, znalazł się w gronie moich wychowanków.
W 1955 r. Gagarin przyjechał do Orenburskiej Szkoły Pilotażu. JAK-18 był jego pierwszym samolotem.
J.F. Kriuczkow to jego pierwszy nauczyciel, wówczas przeciętny, ale staranny pilot-instruktor. Program szkolenia był przewidziany na 40-50 godzin. Gagarin trafił na MIG-15 bis do A.G. Kołosowa. Załoga była trzyosobowa: Zacharow, Doronin i Gagarin. On latał mniej niż inni. Kołosow dołożył wszelkich starań, aby nikt nie został skreślony. U Kołosowa nie zawsze układało się, był niedoświadczony. Gagarinowi wszystko przychodziło z trudem. Kiedy Zacharow i Doronin latali już samodzielnie, Gagarin wciąż przerabiał program wyprowadzania. Nie wychodziło mu wyrównywanie. W naprawianiu tego błędu Gagarinowi i Kołosowowi pomagali dowódca eskadry – major Bielikow i pułkownik Połszkow, dowódca pułku. Połszkow odsunął Gagarina od lotów, potem jeszcze kilkakrotnie poddawano go sprawdzianom, ale Gagarin wciąż je oblewał, cały czas dostawał “3”, a potrzebował “4” i “5” dla uzyskania pozwolenia na samodzielne loty. Przyczyny tych błędów upatrywano w niskim wzroście Gagarina – 162 cm, co ograniczało mu widoczność i utrudniało precyzyjne lądowanie, określanie wysokości. Pojawiła się sugestia, by usunąć go ze szkoły, już nawet przygotowano odpowiednie papiery. Ale Kołosow słał błagalne prośby Gagarina do dowódcy pułku, pozostawiono go więc, aby się jeszcze podszkolił. Moim zdaniem, wysoki profil lądowania nie udawał się Gagarinowi nie z powodu niskiego wzrostu, lecz z braku doświadczenia. Bielikow, widząc, że Gagarin nie odbył jeszcze samodzielnego lotu, choć bardzo tego chciał (inni już latali), polecił Kołosowowi skreślić Gagarina jako nie radzącego sobie. Bielikow podpisał wszystkie przygotowane przez Kołosowa dokumenty i przekazał dowódcy pułku. Ten, zaganiany, nie od razu je podpisał. Gagarin, odsunięty od lotów, tylko czekał, kiedy dowódca podpisze decyzję o relegowaniu. Chodził i prosił wszystkich o pomoc. Kołosow wstawił się za Gagarinem u Połszkowa, a ten pozwolił mu zostać, ale pod warunkiem, że wszyscy będą mu pomagać.
Piloci mieli taki zwyczaj: po pierwszym samodzielnym locie

fundowali wszystkim papierosy.

Gagarin tak bardzo marzył o locie, że w mapniku nosił cały czas kilka paczek papierosów, były wymięte i pokruszone. Po jakimś czasie podpułkownik G.K. Sierkow zdecydował się posłać Gagarina na samodzielny lot. Kiedy Sierkow dał pozwolenie, Gagarin natychmiast ruszył biegiem do samolotu. Podpułkownik zatrzymał go, polecił usiąść, uspokoić się i skoncentrować. Dopiero potem pozwolił pójść do samolotu. “210. na starcie” – zameldował Gagarin. Bielikow dał pozwolenie na start. Gagarin wykonał lot poprawnie – został pilotem. Kołosow wziął go z powrotem, a potem załogę przekazano mnie. (…)
(…) W październiku miały odbyć się egzaminy państwowe, dlatego cała załoga przygotowywała się, a ja ich kontrolowałem. Początkowo latałem z nimi, potem zacząłem wypuszczać ich samych na maszynach bojowych MIG-15 bis. Oczywiście, nie obywało się bez błędów, każdy z nich popełniał błędy w technice pilotowania. Gdy dostrzegałem błąd, siadałem z każdym w parze i lataliśmy dotąd, dopóki nie osiągnęliśmy normy. Gagarin miał niemęski charakter. Np., kiedy ganiło się go, spuszczał głowę, mrugał oczami i czerwienił się. Tak samo było, gdy go chwalono, słowem – “dziewczęcy” charakter.
Załoga zakończyła program przygotowań. Zakończył go również Gagarin, choć pozostawał w tyle za innymi. Nadeszły egzaminy. Pierwsze okrążenie Gagarin wykonał poprawnie, dostał “5”, ale przy drugim okrążeniu na jakieś 300 m przed znakiem zaczął lądować. Przewodniczący komisji aż krzyknął: “Kto tam lądował?”. Odpowiedziałem, że 23. – Gagarin i poprosiłem, by dać mu jeszcze jeden przelot. Podszedłem do Gagarina i zwymyślałem go.

Gagarin wymamrotał zdziwiony:

“To było już zaliczenie?”. Odpowiedziałem, że nie był to jeszcze lot zaliczeniowy, ale zaraz będzie. Gagarin poleciał raz jeszcze i wykonał wszystko poprawnie, na “5”. Potem poleciał z kapitanem Bogdanowem (walka powietrzna). Bogdanow wystawił całej trójce “5”. Po sprawdzianie z techniki pilotażu, tzn. po wywołaniu filmu, Gagarin dostał “5”. Teraz pozostawało polecieć na poligon i zaliczyć strzelanie. Za to zadanie wszyscy dostali “5”. (…)


40 lat temu (12 kwietnia) ZSRR wystrzelił pierwszy w świecie załogowy statek kosmiczny, “Wostok 1”, z kosmonautą Jurijem Gagarinem na pokładzie. Publikujemy fragment wspomnień A.Sz. Akbułatowa, pilota-instruktora wyższego pilotażu w Orenburskiej Wojskowej Szkole Lotniczej o kłopotach, jakie miał przyszły pierwszy w dziejach kosmonauta z opanowaniem sztuki latania. Publikacja za czasopismem “Istoriczeskij Archiv”, nr 4/1999.

Wydanie: 17/2001

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy