Ślepy rewanż

Ślepy rewanż

Overview

Ofiarą ustawy dezubekizacyjnej padła Straż Graniczna. Za stemplowanie paszportów w czasach PRL odbierają emeryturę

To jedna z najbardziej niezrozumiałych historii związanych z tzw. ustawami dezubekizacyjnymi. Zarówno tą z roku 2009, jak i obecną. W trakcie ich przygotowywania mieliśmy do czynienia z radosną twórczością ustawodawcy, wyszukującego instytucje i formacje, które miałyby „służyć na rzecz totalitarnego państwa”. Gdyby skutkiem tych poszukiwań nie były tragedie ludzkie, można by to traktować jako kolejną aberrację polskiej prawicy, kolejne ideologiczne wzmożenie policji historycznej, ulokowanej w Instytucie Pamięci Narodowej (bo tzw. fachowcy z IPN tworzyli owe listy potępionych instytucji). Jako pewien eksperyment społeczny, dzięki któremu lepiej możemy zrozumieć minione epoki szaleństw ideologicznych, polowania na wrogów, fałszowania historii. Ale to się dzieje naprawdę.

Jedną z instytucji, w których służba skutkuje odebraniem emerytury, jest Zwiad WOP, komórka dawnych Wojsk Ochrony Pogranicza. Ustawodawca uznał ją za działającą na rzecz totalitarnego państwa, choć nie do końca nawet wie dlaczego. Jaką odpowiedź otrzymali emeryci Straży Granicznej, gdy zwrócili się do prezesa IPN o wyjaśnienie, dlaczego Zwiad WOP został uznany za formację działającą na rzecz totalitarnego państwa? Że były dwa artykuły* dotyczące struktury i organizacji Zwiadu WOP i w nich zawarte są informacje na temat kwalifikowania tej służby.

Oto résumé jednego z tych tekstów: „Analiza przedstawionych w artykule normatywów regulujących zadania i kompetencje Zwiadu WOP wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości, że nie była to formacja o charakterze czysto policyjnym lub wojskowym, zajmująca się jedynie zwalczaniem przemytu lub kontrolą ruchu granicznego albo ochroną nienaruszalności granic.

Zwiad WOP był ważnym elementem w systemie organów bezpieczeństwa, stworzonym głównie w celu ochrony totalitarnego reżimu narzuconego Polsce w 1944 r., a jego działalność do 1990 r. – podobnie jak MBP, SB, WSW – wiązała się z »łamaniem praw człowieka i obywatela na rzecz komunistycznego ustroju totalitarnego«.

Zwiad WOP podporządkowano w zakresie pracy operacyjnej Departamentowi II MSW, a system kontroli ruchu granicznego skonstruowano tak, by przede wszystkim zaspokoić potrzeby operacyjne MSW związane ze zwalczaniem opozycji politycznej, Kościoła i innych związków wyznaniowych oraz działalności wywiadowczej na rzecz NATO czy wykrywaniem przemytu »wrogiej« literatury”.

Zgodnie z tą logiką drogówka w PRL była po to, żeby kontrolować samochody przewożące opozycjonistów i bibułę, bloki mieszkalne budowano, bo łatwiej kontrolować ludzi, gdy są w jednym miejscu, a drogi – żeby przemieszczały się po nich kolumny ZOMO.

Przesadzam? Skądże! Proszę przeczytać jeszcze raz, jaki był według autora artykułu główny cel systemu kontroli ruchu granicznego w PRL – zwalczanie opozycji i Kościoła. I – o zgrozo – działalności wywiadowczej na rzecz NATO.

Te głupoty zyskały jednak pieczęć obowiązującego prawa. Każdy więc funkcjonariusz, który otarł się w karierze zawodowej o Zwiad WOP, został naznaczony jako „oprawca”. A jeżeli podjął pracę w służbach mundurowych III RP, najczęściej w Straży Granicznej, to za ten okres została mu odebrana emerytura. W ten sposób ludzie zostali ukarani za pracę dla III RP.

Czymże był ów Zwiad WOP oraz Zarząd Kontroli Ruchu Granicznego, bo tę komórkę również dorzucono do grupy formacji „totalitarnych”? Najogólniej można powiedzieć, że Wojska Ochrony Pogranicza dzieliły się na dwie grupy. Na tych, co pilnowali zielonej granicy, czyli Zarząd Ochrony Granicy Państwowej, i na tych, co stali na przejściach granicznych, czyli Zarząd Kontroli Ruchu Granicznego i Zwiad WOP. Dziś, z mocy ustawy, ci pierwsi są w porządku, natomiast tym drugim odbiera się emerytury.

– To są tysiące ludzi – podkreśla jeden z moich rozmówców, wysoki rangą oficer Straży Granicznej. – Wszyscy, którzy przeszli służbę na przejściach granicznych. Stemplowali paszporty.

To rzeczywiście upiornie brzmi, że za stemplowanie paszportów na przejściu granicznym odbierają emeryturę.

Zresztą różnie to w różnych czasach wyglądało – był okres, że za granicę południową i wschodnią odpowiadał pion Zwiadu, a za północną i zachodnią – jednostki podległe pod sztab. Zwiad pełnił też funkcje kontrwywiadowcze, granica tego wymagała. Ale naprawdę trzeba dużej wyobraźni, by traktować tę jednostkę jak Służbę Bezpieczeństwa.

Trzeba wiedzieć jeszcze jedno – tym wszystkim rządził przypadek. Wojska Ochrony Pogranicza w swojej historii były różnie przyporządkowane, najpierw Ministerstwu Obrony Narodowej, a w ostatnich latach Polski Ludowej – Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Ale zawsze to byli żołnierze.

Do SB szło się świadomie. Każdy wiedział, czym ta formacja się zajmuje. A WOP? Opowiada jeden z wysokich rangą oficerów Straży Granicznej: – Gdy poszedłem do szkoły oficerskiej we Wrocławiu, czyli Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych im. Tadeusza Kościuszki, to był przypadek, kogo tam kierowano do wojsk zmechanizowanych, a kogo do WOP, kto dostał oliwkowe otoki, a kto zielone. Człowiek meldował się w szkole i mówili mu, jaki ma przydział, gdzie będzie służył.

Podobnie było w samych WOP. Kogoś kierowano na zieloną granicę, a kogoś na przejście. Nikt nie miał na to wpływu.

Innym rodzajem przypadku było tzw. zawieszanie na etatach. Ktoś pełnił służbę w strażnicy, ale tam akurat nie było etatu, a był w Kontroli Ruchu Granicznego, więc na te kilka miesięcy człowieka tam przepisywano. Nawet nie musiał o tym wiedzieć, pensję dostawał taką samą. A teraz dowiaduje się o sobie strasznych rzeczy.

Cała sprawa ma jeszcze jedno dno. Otóż po przemianach 1989 r. w jednostkach WOP nastąpiła rewolucja. Najpierw zaczęto je redukować – zlikwidowano strażnice w Chełmie, Krośnie, Koszalinie i Kłodzku. A potem, w latach 1990–1991, na fali wielkiej zmiany, rozwiązano WOP i utworzono Straż Graniczną. W WOP do tych zmian parli młodzi oficerowie, widzący w nowej formacji szansę dla siebie. Chodziło o to, żeby odeprzeć pomysły zlikwidowania jednostek strzegących granic i powierzenia tych zadań policji. Były dwie grupy inicjatywne: w Nowym Sączu i w Gdańsku. – Jeździliśmy do Warszawy, do Sejmu na posiedzenia komisji, konsultowaliśmy projekty zmian – wspomina jeden z inicjatorów tamtych przemian. 7 maja 1991 r. powstała Straż Graniczna. Z prawie 20 tys. etatów, które miały WOP, Straż przejęła 13,5 tys. W WOP było 18 generałów oraz 186 pułkowników, w SG – trzech generałów i 24 pułkowników.

– Przeprowadzona została weryfikacja, powołano komisje, które tym się zajmowały – to relacja jednego z oficerów. – Tak wyszło, że starsi oficerowie, z wysługą lat, woleli przejść na wcześniejsze emerytury. Straż Graniczną organizowali więc młodsi oficerowie, 30-latkowie. Dziś bardzo dobrze widać, że zaczynaliśmy praktycznie od zera. Było nas mniej, a zadań przybyło. Na granicach zaczęły się dziać rzeczy, których wcześniej nie było. Lawinowo wzrosła przestępczość. Z kilkuset przestępstw granicznych rocznie doszliśmy do kilkudziesięciu tysięcy. Trzeba było budować ochronę granicy na wschodzie. Budować strażnice, system ochrony. Od zera, bo w czasach PRL granicy wschodniej pilnowali Rosjanie. Rozpad ZSRR sprawił, że tej ochrony zabrakło. Ukraińscy pogranicznicy za dnia pilnowali granicy, a nocą przemycali całe grupy ludzi albo kontrabandę. Nasz sprzęt to były wysłużone uazy i żuki, a odległości między punktami po 100 km. A to miała być zewnętrzna granica Unii!

W bardzo krótkim czasie udało się zbudować sprawną strukturę. – Jesteśmy dziś jedną z najlepszych formacji granicznych w Unii Europejskiej – mówi jeden z generałów SG. – Kiedyś my jeździliśmy, uczyliśmy się od innych, teraz przyjeżdżają do nas. Pobudowaliśmy na wschodniej granicy strażnice. Mamy nowoczesny sprzęt – samochody, skutery śnieżne, noktowizory, samoloty z termowizją, śmigłowce. Mamy własne szkolnictwo.

I własne legendy – o tym, że dwuosobowy patrol natknął się na grupę myśliwych z Ukrainy, z dymiącymi sztucerami… Albo że trzech żołnierzy przyprowadziło do strażnicy grupę 30 mężczyzn, zatrzymanych gdzieś w Bieszczadach…

Z perspektywy czasu widać, że ruch z powołaniem Straży Granicznej, z oparciem jej na 30-latkach, był trafny. A teraz przechodzą oni na emeryturę. I okazuje się, że rację mieli ci, którzy na początku lat 90. poszli pracować do cywila albo przeszli na wcześniejsze wojskowe emerytury. Bo wciąż je mają. Natomiast ci, którzy poświęcili dwadzieścia parę lat na pracę w nowej służbie, dostają jałmużnę. Pułkownik – niecałe 1,5 tys. zł na rękę. Ilu jest takich ludzi? Według szacunków naszych rozmówców ok. 4 tys. oficerów. To ci, którzy przeszli przez Zwiad WOP, Zarząd Kontroli Ruchu Granicznego, a potem wstąpili do Straży Granicznej, po poddaniu się weryfikacji. Siłą rzeczy to oni budowali nową służbę. I teraz zostają z niczym. A ci, którzy wcześniej odeszli, uśmiechają się złośliwie.

– Spotykam się z kolegami, rozmawiamy, kto dostał pismo. Wychodzi, że prawie co drugi – opowiada nasz rozmówca. – Dostaje i sam siebie pyta: po co mi to było?

* Te dwa artykuły wymienione w piśmie IPN to: Jacek Wygoda, Zwiad Ochrony Pogranicza jako organ bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy lustracyjnej, „Aparat Represji w Polsce Ludowej 1944-1989” 2011, nr 1 (8-9); Łukasz Grabowski, Marcin Maruszak, Zarys struktur oraz zadania Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza i Kontroli Ruchu Granicznego w latach 1945-1991, „Pamięć i Sprawiedliwość” 2012, t. 11, nr 2 (20).

Wydanie: 40/2017

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 7 października, 2017, 11:43

    Szanowny Panie Redaktorze, żeby zrozumieć działalność zwiadu WOP najpierw proszę zapoznać się z literaturą i pracami badawczymi pionu IPN, podaje kilka: Aparat represji w Polsce Ludowej artykuł Jacek Wygoda, Radosław Peterman, Zapomniane organy bezpieczeństwa
    państwa – Wojskowa Służba Wewnętrzna KBW i WOP, Wojskowa Służba
    Wewnętrzna Jednostek Wojskowych MSW, Służba Bezpieczeństwa w powiecie Lwówek Śl autor Robert Klementowski, Grzegorz Goryński, Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza widziany oczami
    jego szefa, płk. Stefana Sobczaka. Ocena zaprezentowana na odprawie
    kadry kierowniczej tej formacji na początku 1955 r.
    Odsyłam również na strony IPN gdzie może Pan sprawdzić jakie były prowadzone sprawy przez Zwiad WOP i jakie toczyły się postępowania karne wobec żołnierzy WOP. Może wtedy zrozumie Pan dlaczego WOP nazywany był przez Niepodległościową Opozycję „Zieloną Esbecją”.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • pogranicznik
      pogranicznik 8 października, 2017, 21:44

      Szanowny Anonimie. Aby zrozumieć działalność Zwiadu WOP. Kontroli Ruchu Granicznego WOP, WSW JW MSW który zapewniał ochronę kontrwywiadowczą jednostek WOP trzeba być żołnierzem tych formacji a nie opierać się na pracach tzw. ” historyków IPN ”
      Znam artykuł J. Wygody I R. Petermana i zastanawiam się skąd oni wysnuli wniosek że WSW JW MSW rozpracowywał głównie środowiska kościelne i niepodleglosciowe jeśli w przytoczonych przez nich zadaniach tej służby nie ma ani słowa o tym . Zresztą pojęcie ” opozycja niepodległościowa ” pojawiło się w latach 90 tych. Proszę mi pokazać postulaty „Solidarności ” dotyczące niepodległości ? Teraz dorabia się odpowiednią ideologię.
      Byłem oficerem WOP , WSW JW MSW i prowadziłem sprawy różne ale nie pamiętam aby dotyczyły kleru lub tzw opozycji niepodległościowej. Klerem zajmował się Depatrament IV MSW. Owszem monitorowaliśmy reakcję stanów osobowych kadry i żołnierzy służby zasadniczej na zachodzące wtedy wydarzenia społeczno- polityczne w kraju , strajki „Solidarności” ale nie były one przedmiotem prowadzonych spraw.
      W mojej strażnicy było kilku żołnierzy służby zasadniczej z Pomorza i Gdańska którzy nie ukrywali ze byli nawet członkami „Solidarności” i rzucali kamieniami w ZOMO ale wzorowo pełnili służbę na granicy i nie mieli z tego tytułu przykrości nawet niektórzy zostali podoficerami – kapralami.
      Głównym zadaniem KRG na granicy było wyłapywanie osób niepożądanych w kraju i zastrzeżonych przez służby . To samo zadanie nadal wykonuje Straż Graniczna .
      Jako były oficer kontrwywiadu WSW JW MSW pozytywnie zweryfikowany przez wiele lat pełniłem słuzbę w pionie BSW SG i wykonywałem te same zadania ochrony kadry SG jak wcześniej WOP. Nawet wykorzystywałem tą sama agenturę.
      Szanowny anonimie nawet pamiętam że SG miała polecenie monitorowania obecności ś. p. Andrzeja Leppera na granicy.
      Jak Pan widzi służby w każdym systemie są na usługach aktualnej władzy i tylko władza krótkowzroczna i populistyczna dla osiągniecia swoich celów politycznych dyskredytuje je i niszczy ze szkodą dla państwa.

      Odpowiedz na ten komentarz
  2. Adam
    Adam 17 października, 2017, 13:54

    Pogranicznik daje rzetelny i konkretny odpór powszechnie głoszonym kłamstwom na temat szeroko rozumianych służb, a najważniejsze w jego wypowiedzi są dwa zdania: pierwsze i ostatnie. Znajomość literatury i „prac badawczych”, a nawet instrukcji operacyjnych na które powołuje się Anonim, nigdy nie zastąpi tajników i niuansów tzw. wiedzy operacyjnej, którą posiedli wyłącznie ci, co
    pracowali w służbach, a nie poprawni politycznie pismacy i pseudo historycy. Historia o której się mówi, że jest nauczycielką życia, w rzeczywistości jest niczym innym jak uzgodnionym zestawem kłamstw, o czym mówił już Napoleon. Nigdy nie była i nie jest obiektywna, gdyż zawsze pisana była w
    interesie rządzących i na zamówienie polityczne, a piszą ją zawsze zwycięzcy.Nie ma też tzw. obiektywnych źródeł informacji, które zależą od wiedzy lub jej braku, pamięci i stosunku piszącego do przeszłości i teraźniejszości.Najgorsze co może wyświadczyć badacz historii jest to, że usiłuje porównywać rzeczywistość do warunków i czasów minionych, w których nie egzystował i których nie
    może znać. Dokładając do tego swoje poglądy i aktualnie obowiązującą poprawność polityczną, czyli
    całą otoczkę ideologiczną, historyk taki nigdy nie jest i nie będzie w miarę obiektywny, a historia, którą „tworzy” nie jest historią, tylko polityką historyczną. Na tym polega racja pogranicznika wyrażona w jego pierwszym zdaniu, która powinna ostudzić zapędy Anonima do bezkrytycznego korzystania z prac tzw. „historyków IPN”, chyba, że sam sam nim jest. Odnosząc się do ostatniego zdania z tekstu pogranicznika, znowu muszę mu przyznać rację i to w stu procentach. Mówienie o tzw. apolityczności służb i to nie tylko w Polsce, to nic innego jak utopia. Służby zawsze działały i działają w interesie aktualnie sprawujących władzę, a w okresie zmian i przesileń politycznych przeważnie stają się kozłami ofiarnymi, tak jak dzieje się to obecnie. Odpowiedzialność polityków się
    rozmywa i przy pokojowych przemianach ustrojowych jest praktycznie żadna, a wykonawców ich poleceń obarcza się skutkami ich działań. I tak to się kręci do następnych zmian, psy szczekają, karawana idzie dalej, a to, że starym, schorowanym ludziom wyceniają lata służby w „totalitarnym państwie” na zero procent podstawy wymiaru emerytury, czyli nic, to nikogo nie obchodzi, a gawiedź
    podatna i uodporniona na propagandę jeszcze się cieszy, gdyż ich to nie dotyczy.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy