Jak odbudowałem Zamek Królewski

Jak odbudowałem Zamek Królewski

Mówiąc, że Zamek Królewski został odbudowany bez wsparcia władz PRL, prezydent Duda świadomie zakłamuje historię

„Zburzony ponownie podczas II wojny światowej, wysadzony przez Niemców. Odbudowany rękami patriotów po II wojnie, mimo braku silnego wsparcia ze strony komunistycznych władz” – tak o Zamku Królewskim w Warszawie mówił 3 maja prezydent Andrzej Duda. Opowiadanie takich rzeczy to dowód niewiedzy? Czy raczej świadome i celowego zakłamywanie historii? Bo młodzi nie wiedzą, a starsi może zapomnieli? Nie pierwszy raz prezydent minął się z prawdą. I nie pierwszy raz wykrzywił dzieje zamku. Dwa lata temu, również z okazji Święta Konstytucji 3 maja, Andrzej Duda pouczał: „Te kamienie mówią (…). I mówią też o odbudowie, po ponad 30 latach po II wojnie światowej, tego Zamku Królewskiego. Odbudowie ofiarnością obywateli, zwykłych Polaków, którzy składali się na to, aby Zamek Królewski mógł być odbudowany”. Ani słowa o tym, dzięki komu ten symbol polskości został przywrócony do życia.

Warto zatem przypomnieć panu prezydentowi dzieje odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Są one bowiem dowodem na to, że PRL nie była czarną dziurą w historii naszego kraju, że wbrew temu, co głosi obecna władza, Polska wówczas istniała. Co prawda nie do końca była suwerenna i samodzielna, ale w miarę swoich możliwości realizowała polski interes narodowy.

Warszawa jest nie do pomyślenia bez zamku

Już w czerwcu 1945 r., niespełna miesiąc po zakończeniu działań wojennych, powołano Pracownię Odbudowy Zamku pod kierunkiem prof. Jana Zachwatowicza, naczelnika wydziału architektury w Biurze Odbudowy Stolicy oraz generalnego konserwatora zabytków. Konieczność niezwłocznego przystąpienia do pracy tłumaczył on tym, że „Warszawa nie może być miastem bez przeszłości. Warszawa jest nie do pomyślenia bez zamku i katedry. Innej drogi, jak rekonstrukcja naszych zamków, nie ma”.

W tej sytuacji w 1946 r. Ministerstwo Kultury i Sztuki opublikowało opracowanie pt. „Zburzenie Zamku Królewskiego w Warszawie” autorstwa Stanisława Lorentza. Ten wybitny historyk sztuki od 1935 r. był dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie. Funkcję tę pełnił także po wojnie, nieprzerwanie do 1982 r. To właśnie dzięki Lorentzowi w czasie niemieckiej okupacji udało się uratować wiele cennych stołecznych zabytków, w tym elementy zamkowych dekoracji i wyposażenia wnętrz. Wspomniane opracowanie zawierało nie tylko dokładny opis zagłady zamku, ale także konkretne propozycje jego odbudowy. Od samego początku polskie władze, nawet jeśli nie planowały odrestaurowania zamku tuż po wojnie, to co najmniej interesowały się jego losem.

Oficjalną decyzję o restytucji zamku podjęto w czerwcu 1949 r. Potwierdza to uchwała sejmowa z 2 lipca 1949 r., której treść głosiła m.in.: „Sejm Ustawodawczy wzywa Rząd do dźwignięcia z ruin Zamku Warszawskiego z przeznaczeniem go na siedzibę Najwyższych Władz Polski Ludowej i ośrodek życia kulturalnego szerokich mas ludowych oraz rozpoczęcia budowy w roku 1950 i ukończenia nie później niż w roku 1954”.

Pierwsze próby odbudowy

W tym samym czasie powstał także jeden z pierwszych planów odbudowy zamku, opracowany przez Urząd Konserwatora na miasto stołeczne Warszawę. Jednak ze względu na wiele znaków zapytania co do ostatecznego kształtu zamku, jak również samego terenu, na którym on się znajdował, władze postanowiły ogłosić otwarty konkurs na „architektoniczne rozwiązanie placu Zamkowego i szkic programowy zamku”. Jak przekonywała ówczesna prasa, przystąpili do niego najlepsi stołeczni architekci. Ostatecznie do dalszych studiów wybrano pracę prof. Jana Bogusławskiego, związanego wcześniej z Biurem Odbudowy Stolicy.

„Niewiele już jednak wody upłynie w Wiśle, w której toniach przez siedem wieków odzwierciedlał się warszawski Zamek, a znów zalśni w wiślanych falach jego odbicie” – zapewniała prasa w połowie 1954 r. Zarazem dziennikarze kreślili już jego konkretną wizję: „Zamek stanie na wzniesieniu, tworząc dominujący akcent Starego Miasta, widoczny już z daleka zarówno od strony Wisły, jak i od Krakowskiego Przedmieścia. Architektura zaś jego – zgodnie z założeniami konkursu – stanowiąc nawiązanie do historycznej, 700-letniej tradycji oraz do zabytkowej formy tego obiektu i całego otoczenia, ma być twórczym wkładem pracy architektów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”.

Do realizacji projektu odbudowy powołano specjalną pracownię zamkową, która działała do 1960 r. Jej prace koordynowała Komisja Konserwatorska pod przewodnictwem prof. Lorentza i prof. Zachwatowicza. Dzięki ich wysiłkowi zdołano odremontować m.in. Bibliotekę Stanisławowską oraz piwnice gotyckie. Wbrew zapewnieniom nie rozpoczęto jednak odbudowy zamku, lecz ograniczono się przede wszystkim do odgruzowania pobliskiego terenu i zabezpieczenia ruin.

Zdjęcie pod oknem Żeromskiego

Przełom nastąpił dopiero na początku 1971 r. Z inicjatywy Edwarda Gierka, nowo wybranego I sekretarza KC PZPR, rząd przyjął 20 stycznia uchwałę w sprawie odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Nawiązywała ona do wspomnianej już uchwały z 1949 r. Tym razem pretekstem do podjęcia konkretnych działań miało być uczczenie „25 rocznicy odzyskania wolności Narodu i wyzwolenia kraju spod jarzma hitlerowskiej okupacji; dla uczczenia powstania Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i podkreślenia nierozerwalnych więzów łączących społeczeństwo w kraju z milionami Polaków rozsianych po całym świecie”.

Przyjęcie uchwały poprzedziły obrady Biura Politycznego KC PZPR. Ich uczestnicy otrzymali notatkę, w której przekonywano, że „podjęcie odbudowy stanie się nowym wymownym symbolem wkładu Polski Ludowej w rozwój kultury narodowej”. Restauracja Zamku Królewskiego miała być także jednym z głównych „elementów sprzyjających pozytywnemu kształtowaniu aktualnej sytuacji ideowo-politycznej”.

Dla wielu Polaków informacja o odbudowie zamku była spełnieniem wieloletnich marzeń i nadziei. „Kiedy w radiu Gierek powiedział, że zapadła decyzja o odbudowie zamku, złapałam córkę, która miała wtedy z sześć lat, i pojechałyśmy pod fragment ściany z oknem Żeromskiego. Zrobiłam jej zdjęcie i obiecałam, że ślubne będzie miała już w odbudowanym gmachu”, wspominała Irena Oborska, architekt i współpracowniczka prof. Zachwatowicza.

Byliśmy pewni, że ta chwila nadejdzie

Niezwłocznie po uchwale rządowej powołano specjalny Społeczny Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Na jego czele stanął Józef Kępa, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR. Wśród jego zastępców znalazł się m.in. prof. Stanisław Lorentz. W apelu wystosowanym 26 stycznia 1971 r. do Polaków w kraju i za granicą komitet pisał: „Bywają takie dzieła rąk ludzkich, które dzięki swej tradycji, przeszłości dziejowej i symbolice związanej z czasem minionym, należą do bezcennych pamiątek wszystkich pokoleń i stanowią o tożsamości narodu. Takim symbolem Polski, symbolem trwania niepodległego narodu jest Zamek Królewski w Warszawie. (…) Wbrew wszelkim dziejowym burzom i nawałnicom, nad wiślaną skarpą znów wzniesie się w górę pomnik naszej niezawisłej państwowości – Zamek Królewski”.

W ramach komitetu powołano kilka komisji, w tym Komisję Naukową pod przewodnictwem prof. Lorentza, Komisję Historyczno-Archeologiczną kierowaną przez prof. Aleksandra Gieysztora, Komisję Architektoniczno-Konserwatorską z prof. Janem Zachwatowiczem. Jak wspominał prof. Lorentz: „Gdy zainaugurowaliśmy odbudowę, byliśmy głęboko wzruszeni. Przypomniały się nam czasy, gdy we wrześniu 1939 r. ratowaliśmy płonący zamek, gdy wywoziliśmy wszystko, co cenniejsze, do podziemi Muzeum Narodowego, gdy później wycinaliśmy arabeskowe malowidła ścienne, próbki z detali architektonicznych i rzeźbiarskich każdej z sal historycznych, wszystko po to, by kiedyś móc zamek jak najwierniej zrekonstruować. Byliśmy pewni, że ta chwila nadejdzie”.

Przed rozpoczęciem konkretnych prac komisja pod przewodnictwem prof. Zachwatowicza opracowała wytyczne architektoniczno-konserwatorskie. Najważniejsza z nich głosiła, że „zamek odbudowuje się w lokalizacji, położeniu i obrysie ściśle odpowiadającym jego układowi przed wysadzeniem murów przyziemia i pięter”. Co do wnętrza, zalecono „ścisłą restytucję przestrzenną w zarysie dawnych murów wraz z pełnym architektonicznym wyposażeniem, jak sale Stanisławowskie, sale przyziemia o jednym, dwóch i trzech słupach, sale Senatorskie, Poselska i inne”. Uwzględniono jednak możliwość zmiany układu pomieszczeń, aby dostosować je do współczesnych funkcji zamku.

Zgodnie bowiem z wytycznymi przyjętymi przez komitet 30 czerwca 1971 r. „w historycznych i reprezentacyjnych apartamentach zamku powinny odbywać się akty i uroczystości o charakterze państwowym i narodowym oraz zebrania naukowe, kulturalne i społeczne o szczególnym znaczeniu. Zamek Królewski stworzyć powinien możliwość ukazania społeczeństwu wybitnych osiągnięć polskiej kultury, nauki i historii oraz narodowych pamiątek. Dawną Salę Poselską i przylegający do niej apartament należy przeznaczyć na uroczyste zebrania Polonii Zagranicznej oraz wysokiej rangi instytucji naukowych, kulturalnych i społecznych. W życiu zamku powinno się zapewnić należyty i odpowiedni udział młodzieży”.

Postanowiono, że oficjalna nazwa obiektu będzie brzmiała: Zamek Królewski w Warszawie – Pomnik Historii i Kultury Narodowej.

Bojkot rządu emigracyjnego

Na odbudowę Zamku Królewskiego złożyło się całe polskie społeczeństwo, a także rozsiana po świecie Polonia. Zaledwie w ciągu dwóch pierwszych miesięcy działalności komitetu na jego konto wpłynęło ponad 27 mln zł. W ciągu trzech lat suma ta wzrosła do niemal miliarda złotych oraz ponad 800 tys. dolarów. Na apel hojnie odpowiedziała Polonia amerykańska, która już od lat 40. domagała się restauracji zamku.

Do zbojkotowania zbiórki wzywał natomiast „polski Londyn”. W uchwale przyjętej przez emigracyjny rząd ostrzegano, że „nawet na najbardziej szlachetne cele, w których zebrane sumy są przekazywane do Kraju via reżim, emigracja pośrednio pomagać będzie tym, którzy pozbawili Naród Polski podstawowych praw wolności człowieka”. Na łamach prestiżowego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” Janusz Kowalewski ostrzegał przed udziałem w zbiórce, która jego zdaniem wspierała jedynie „komunistyczny reżim”. Jak bowiem przekonywał, „wszystko, co w teorii może być słuszne, w praktyce, w warunkach okupacji sowieckiej w Polsce, we współpracy z reżimem okupacyjnym – przekształca się w sprawę niesłuszną, sprzeczną z rozumnie i na daleką metę pojętymi interesami całego narodu polskiego”.

Tysiące godzin czynów społecznych

Wbrew nastawieniu władz emigracyjnych w odbudowę zamku włączyło się całe społeczeństwo. Jak wspominał prof. Jan Zachwatowicz: „Dużą pomoc w wypożyczaniu sprzętu technicznego i olbrzymi wkład pracy przy odgruzowywaniu i budowie okazały jednostki Wojska Polskiego, Zakłady Maszyn Budowlanych im. Waryńskiego, Zakłady Górnicze w Zabrzu oraz wiele innych zakładów i instytucji. Społeczny odzew na apel o odbudowie zamku znalazł wyraz w bezpośrednim uczestnictwie w pracach na terenie budowy…”. W odgruzowywaniu piwnic zamkowych w 1971 r. w ramach czynów społecznych uczestniczyło ponad 20 tys. osób.

W tym samym czasie powstawał projekt architektoniczny i konstrukcyjny. Wykonała go pracownia „Zamek” przedsiębiorstwa Pracownie Konserwacji Zabytków, któremu zlecono realizację odbudowy zamku. Projekt konstrukcji dachowej i hełmów na wieżach opracowany został przez Biuro Projektów Mostostal – Zabrze. Całość projektu wstępnego przygotowano w bardzo krótkim terminie – do 30 listopada 1971 r.

Badania geologiczne podłoża zamku przeprowadziło w czynie społecznym biuro Hydrogeo. Badania archeologiczne prowadziły zespoły pracowników Muzeum Archeologicznego, Instytutu Historii Kultury Materialnej, Muzeum Historycznego, Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej.

Dzięki tak szerokiemu wsparciu restauracja symbolu polskości wkrótce nabrała konkretnych kształtów. Jak można przeczytać w cytowanym już opracowaniu na temat zniszczenia i odbudowy zamku, „w lutym 1973 r. nad Zamkiem Królewskim wyrosła pierwsza wiecha, w lipcu 1974 r. na zamkowych wieżach pojawiły się hełmy”.

Wielką wagę przywiązywano do tego, aby odbudowany zamek miał kształt zgodny z historycznymi przekazami. Jak pisał prof. Aleksander Gieysztor w książce „Zamek Królewski w Warszawie”, pokrycie dachów wykonane zostało z dachówki „holenderki”, hełmy wież i wieżyczek pokryte zostały blachą miedzianą. Gzymsy, obramienia okien, portale i inne elementy architektoniczne i rzeźbiarskie wykonywano z kamienia – dolomitów w części wazowskiej i piaskowców w części saskiej i stanisławowskiej. Odpowiedniego materiału poszukiwały zespoły pracowników Wydziału Geologii UW oraz Instytutu Geologii. Ocalałe fragmenty kamieniarki były odpowiednio wmontowywane we wznoszoną budowlę.

Pietyzm konserwatorów, kunszt rzemieślników

Pierwszy etap odbudowy Zamku Królewskiego zakończono w 1974 r. Wówczas też, po raz pierwszy od 1939 r., na zamkowej wieży zaczął działać zegar.

Jeszcze w trakcie budowy zamkowych murów przystąpiono do prac nad restytucją wnętrz. Przygotowywano elementy posadzek, boazerii, drzwi, kominki, supraporty, okucia ze złoconego brązu, tkaniny. Pracowały nad tym liczne wykwalifikowane zespoły rzemiosła artystycznego.

O postępach w pracach systematycznie donosiła prasa. Na początku lutego 1977 r. podano do wiadomości, że „już można zwiedzać w Zamku Królewskim w Warszawie zespół dawnych sal sejmowych oraz apartament mieszkalny Stanisława Augusta, podziwiając pietyzm konserwatorów i kunszt rzemieślników, którzy zdołali przywrócić im dawną wspaniałość”.

Starsi mieszkańcy stolicy mogli zauważyć pewne zmiany w stosunku do wyglądu zamku sprzed wojny. Najwidoczniejsza dotyczyła samej bryły budynku. Jak bowiem tłumaczono w jednym z artykułów: „Skrupulatne badania archiwalne, historyczne i architektoniczne, jakie przeprowadzili konserwatorzy, wykazały, że pierwotna – pochodząca z epoki Wazów – szata zewnętrzna zamku była znacznie bogatsza od tej, jaką pamiętamy przed zniszczeniem. Tak więc fasadę zachodnią od strony placu Zamkowego ozdobiły dwie narożne wieżyczki zwieńczone miedzianymi hełmami. Dzięki temu fasada odzyskała swój dawny, wczesnobarokowy wyraz plastyczny. Również Wieży Grodzkiej, gdzie od końca XVI w. mieściła się kaplica zamkowa, przywrócono XVII-wieczny wygląd”.

Pozostałe elementy budynku sukcesywnie oddawano do użytkowania aż do 31 sierpnia 1984 r., kiedy to odbudowa została ukończona. „Po ponad 13 latach odbudowy obiekt ten – symbol ciągłości historycznej i dążeń patriotycznych narodu – całkowicie odbudowany po straszliwych zniszczeniach wojennych przekazany został społeczeństwu. Na zamek powróciła urna z sercem Tadeusza Kościuszki”, ogłosiła prasa.

Wybitne dzieło konserwatorskie

Jeszcze przed zakończeniem prac, 2 września 1980 r., Zamek Królewski wraz ze Starym Miastem został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Sam proces restauracji zamku wzbudził zainteresowanie na całym świecie, nie tylko wśród architektów i pasjonatów sztuki. Sukces, z jakim go odbudowano, zachęcił decydentów w innych państwach do podjęcia podobnych prób. Międzynarodowe zainteresowanie i pochwały były w pełni uzasadnione. Jak pisze prof. Piotr Majewski, „restytuowany Zamek Królewski jest wybitnym dziełem konserwatorskim – częściowo jedynie autentycznym, jednak w pełni wiarygodnym (…), zawierając relikty epok wcześniejszych, jest dziełem epoki wczesnego baroku – jako pałac miejski, ściśle, przez odpowiednio wyważone proporcje i akcenty architektoniczne, związany z miastem”.

Rozmach odbudowy, którą rozpoczęto w 1971 r., był wyjątkowy na skalę światową. Z niezwykłym pietyzmem przywrócono zamkowi jego dawny wygląd, dochowując wszelkich starań, aby odzwierciedlał on swoją oryginalną formę – zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Jak wymagające było to zadanie, można dowiedzieć się z licznych opracowań konserwatorskich powstałych w trakcie i po odbudowie. W jednym z nich prof. Zachwatowicz pisał m.in.: „Ogromny w skali i trudnościach stał się problem rzeźbiarskiego wystroju elewacji saskiej od strony Wisły oraz elewacji z XVIII w. od strony dziedzińca. Dekoracje te wykonane były w piaskowcu. (…) W poszukiwaniu odpowiedniego piaskowca zaszła konieczność uruchomienia dawno opuszczonego i zalanego wodą kamieniołomu »Pikiel« koło Szydłowca”.

Świadek swoich czasów

Przez ponad pół tysiąca lat Zamek Królewski dzielił losy Polaków w dobrym i złym. Tu zrodziła się myśl o Komisji Edukacji Narodowej, tu została uchwalona Konstytucja 3 maja. Tu też rezydowali carscy namiestnicy, a potem generał-gubernatorzy. W okresie międzywojennym zamek był muzeum i miejscem urzędowania władz i najważniejszych aktów oficjalnych. 17 września 1939 r. od bomb i pocisków artyleryjskich niemieckiego najeźdźcy stanął w ogniu. Podczas okupacji został przez wroga doszczętnie obrabowany i zdewastowany, a w grudniu 1944 r. wysadzony w powietrze.

Po 1989 r., podniesiony z gruzów w latach 70. i 80. XX w. wysiłkiem Polaków z kraju i zagranicy, służy rządzącym jako tło do krytykowania Polski Ludowej. A przecież nikt, kto pamięta tamte czasy lub poznał naszą najnowszą historię, nie może mieć wątpliwości, że tak wielkie przedsięwzięcie nie mogło się odbywać bez poparcia najwyższych władz partyjnych i państwowych. Są na to dokumenty, są wspomnienia ludzi.

Zamek Królewski to nie tylko symbol polskości. To przede wszystkim symbol powojennej Polski, która dzięki wysiłkowi społeczeństwa, ale i ówczesnej władzy, podniosła się z ruin. Prawda historyczna zawsze wyjdzie na jaw mimo całego systemu propagandy zohydzającej PRL. Dopóki stoi Zamek Królewski, dopóty będzie świadczył o czasach i ludziach, dzięki którym powstał z ruin.

Wydanie: 20/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. zniesmaczony
    zniesmaczony 15 maja, 2018, 09:49

    Jak Adrian bezczelnie kłamie. Nie wystarcza mu łamanie Konstytucji to jeszcze tworzy alternatywną historię.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Radoslaw
    Radoslaw 17 maja, 2018, 20:57

    Jan Zachwatowicz: « O polskiej szkole odbudowy i konserwacji zabytkow » czasopismo: Ochrona Zabytków 34/1-2 (132-133), 4-10, 1981:

    « Od 1945 r. i w dalszych latach jesteśmy w Polsce świadkami zjawiska niezwykłego: w kraju straszliwie zniszczonym, pozbawionym podstawowych elementów egzystencji, równolegle z odbudową zakładów produkcyjnych, mieszkań i urządzeń komunalnych, niezbędnych dla funkcjonowania życia społecznego, przejawiona została przez władze i społeczeństwo troska o zabezpieczenie, a następnie o odbudowę i restaurację zabytków. Zjawisko to, zauważone i ocenione w świecie, zyskało uznanie i szacunek jako przejaw polskiego patriotyzmu. Istotnie, myśli i dążenia konserwatorów polskich oraz koncepcje dojrzewające w konspiracji okazały się po wyzwoleniu zgodne z dążeniami społeczeństwa, które, jak i władze Polski Ludowej, udzieliło im pełnego poparcia.»

    Czy na tym wlasnie, wedle prezydenta Dudy polegal „braku silnego wsparcia ze strony komunistycznych władz” dla odbudowy Zamku ? I niech mi pan prezydent jeszcze łaskawie wyjaśni – jak można było przeprowadzić tak gigantyczną inwestycję bez odpowiedniego udziału władz? Kto zatwierdzał plany, koordynował, podejmował rozliczne decyzje administracyjne itd? Panie Duda – to nawet wiejski sołtys wie, że bez zaangażowania władzy (takiej czy innej) nie da się zbudować niczego większego od budy dla psa. Pan, człowiek stojący na czele średniej wielkości państwa, widocznie nie wie…

    Odpowiedz na ten komentarz
    • nana
      nana 19 maja, 2018, 20:07

      A ja pamiętam, że po wojnie były organizowane grupy robotników – pod kierownictwem osób znających się na budownictwie i restauracji zabytków – i one wyłuskiwały z kupy gruzu pozostałego po wysadzeniu Zamku nawet kawałki cegieł, kafle będące niegdyś piecami oraz klamki od drzwi i szczątki ornamentów zdobiących królewskie sale. Wszystko było katalogowane, odrysowane, ponumerowane tak, żeby możliwa była jak najwierniejsza rekonstrukcja.

      Nie wiadomo, ile kłamstw mówi ten pan sam z siebie, a ile ma zapodane na kartce i do przeczytania publicznie.

      Najważniejszą sprawą po wojnie było jak najszybciej zapewnić ludziom dach nad głową. Zamek królewski mógł spokojnie poczekać, bo gdyby nikt w Warszawie nie mieszkał z powodu nie odbudowania zasobów mieszkaniowych, to jaki byłby sens odbudowywać Zamek pośród zgliszcz?
      Więc najpierw ludzie musieli mieć gdzie mieszkać, mieć jakąś pracę i pieniądze na życie, by móc zajmować się i konserwowaniem zabytków historycznych.

      Inną sprawą jest, że nie mieliśmy od wieków żadnych polskich królów! Zaprzaństwo, sprzedajność i prywata wybierały sobie na króla tego, kto dawał największe przywileje. Były one realizowane na grzbietach chłopa pańszczyźnianego – jedynego Polaka Słowianina, bo reszta tzw. szlachty i arystokracji była obca bądź mocno wymieszana z zagranicznym elementem i szczyciła się obcymi koligacjami oraz używaniem francusczyzny i makaronizmów.

      Po II. wojnie ów zamek królewski odbudował nie kto inny, niż WŁADZA LUDOWA. Nic nie da tu zakłamywanie i udawanie, że Zamek sam się odbudował i to tuż po „transformacji” bo mu się tak „nowa Polska” spodobała.

      „Panie Duda – to nawet wiejski sołtys wie, że bez zaangażowania władzy (takiej czy innej) nie da się zbudować niczego większego od budy dla psa.”

      – tak właśnie, Radosław! Miło ponownie czytać Twoje uczciwe i rozsądne opinie.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 20 maja, 2018, 21:36

        Ludziom, którzy czytają moje wynurzenia pewnie trudno będzie uwierzyć, że w 1989 roku byłem bardzo zadowolony, że Polska Ludowa się skończyła. Uważałem, że wyczerpała swoje możliwości i czas był dać ludziom więcej swobody i kredyt zaufania, jaki daje demokracja. Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby w sposób tak haniebny, prymitywny i chamski PRL szkalować czy wręcz kłamać, aby zdeprecjonować jej osiągnięcia, jak to się obecnie czyni. Ja jestem człowiekiem, który twardo stoi nogami na ziemi, przemawiają do mnie fakty i liczby, a te są bezwzględne – jeśli wziąć pod uwagę niezwykle trudne okoliczności, w jakich tamto państwo zaczynało i funkcjonowało, to jego osiągnięcia są ogromne. I dlatego z przekonaniem stałem się obrońcą Polski Ludowej, choć mam świadomość wszystkich „błędów i wypaczeń” tamtego okresu. To był niezbędny etap budowy polskiej państwowości, kiedy stworzono fundamenty nowoczesnego społeczeństwa i gospodarki. Dziś Polacy popadają w jakieś urojenia, wyobrażają sobie, czego by to się w Polsce nie dokonało, gdyby zamiast „komunizmu” w latach 1945-89 była „demokracja i wolny rynek”. Jaką demokrację i wolny rynek można było stworzyć w kraju, gdzie przytłaczająca większość populacji nawet nie rozumiała pojęcia demokracja? Referendum w 1946 roku trzeba było sfałszować, bo przesiedleńcy, którzy z kresowej nędzy trafili na ziemie zachodnie, wielokrotnie wartościowsze, głosowali PRZECIWKO ich przyłączeniu do Polski! Niby gdzie chcieli wracać? Czy takiej ciemnej populacji można było pozwolić decydować o losie kraju?
        Jaki to „wolny rynek” można było wprowadzić w kraju, który już przed II w.sw. był straszliwie zacofany, a w 1945 roku znalazł się niemal w epoce kamienia łupanego? Skończyłoby się masową spekulacją, powstaniem pseudo-państwa mafijnego, dyktaturą, wojną domową i wszystkimi innymi plagami, a kraj do dziś leżałby w gruzach.
        Jestem socjalistą-konserwatystą, zwolennikiem postępu społecznego, a zarazem zadeklarowanym przeciwnikiem rewolucji, bo prowadzą do straszliwej destrukcji materialnej oraz niszczą głównie ludzi porządnych, umożliwiając wypłynięcie szumowinom. Polska Ludowa to była wieloletnia rewolucja pełzająca, a biorąc pod uwagę ogromny zakres i głębokość dokonanych zmian i tak przebiegła wyjątkowo łagodnie. No i tempo – jeśli mierzyć szybkością przyrostu ludności miejskiej (a to standardowy wskaźnik rozwoju społeczno-gospodarczego), to było to tempo 3-5 razy wieksze, niż za II RP czy w Europie Zachodniej! Wielki pośpiech = wielkie błędy, ale tylko tak można było skrócić dystans cywilizacyjny, a korzyści ZDECYDOWANIE przewyższyły straty. Natomiast dziś plują na nią ludzie, którzy chyba niczego uczciwie własnymi rękami i głową nie zrobili.
        Minęło 30 lat, a ta niby lepsza Polska czym się może pochwalić – autostradami? A co to za sztuka zbudować za darowane i pożyczone pieniądze, doprowadzając do katastrofalnego zadłużenia państwa? I to budować rekami zagranicznych firm, które w dodatku doprowadziły do bankructwa niejednego polskiego podwykonawcę. A plany tych autostrad pochodzą jeszcze z epoki Gierka! To jaki jest wkład III RP w ten sukces? A zerowy! Tu przypomnę, że w latach 80 polskie „komunistyczne” firmy potrafiły zbudować znakomitą autostradę w Iraku – samodzielnie, na środku pustyni, w straszliwych warunkach klimatycznych, przy nieporównanie większych wyzwaniach technicznych i organizacyjnych. Tylko kto o tym dziś wie…
        Takich przykładów mogę podać masę, a wniosek jest bezwzględny i jednoznaczny: III RP, startując w nieporównanie lepszych warunkach niż Polska Ludowa, mając dostęp do ogromnych środków pomocowych, światowego obiegu gospodarczego, nauki i technologii – to po prostu kompromitacja w porównaniu ze swoją poprzedniczką.
        Demokracja przyszła do Polski o jedno pokolenie za szybko i takie są skutki. Odrodził się feudalizm, anarchia, prywata i pogarda jaśniepaństwa dla plebsu.
        Pozwolę sobie zanotować kilka twoich spostrzeżeń. Większość tego, co piszę to suma tego, czego nauczyłem się od innych albo znalazłem dzięki czyjejś inspiracji. Plus trochę własnych doswiadczen i przemyśleń, zawsze opartych na faktach.
        Kłaniam się!

        Odpowiedz na ten komentarz
        • nana
          nana 21 maja, 2018, 14:04

          Pozwolisz, że odniosę się do Twoich zdań kolejno, tak będzie łatwiej:

          „Ludziom, którzy czytają moje wynurzenia pewnie trudno będzie uwierzyć, że w 1989 roku byłem bardzo zadowolony, że Polska Ludowa się skończyła.”

          – nie miałam pojęcia, że Polska Ludowa się kiedykolwiek będzie „kończyć”, ponieważ Polska dla mnie to była po prostu Polska, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie przychodziło mi nawet do głowy, że mogłoby być coś innego niż Polska. Ta, która była, nie była dla mnie łaskawa, ale żyłam w niej, skończyłam szkoły i pracowałam, choć na studia mnie nie dopuścili. Cóż, już wtedy rozumiałam, że „nie dla psa kiełbasa” i choć uparcie rok po roku składałam papiery na uniwerkach, to żalu nie miałam. W międzyczasie nauczyłam się całego słownika niemiecko-polskiego (Chodera/Kubica) na pamięć, bo taki miałam kaprys. Chciałam studiować resocjalizację i dziennikarstwo, ponieważ czułam w sobie „społeczną żyłkę”. A potem szpanowałam przed Austriakami, którzy chcieli mnie złapać na czymś, czego nie znałam z tego słownika. Ale ja byłam lepsza od nich, bo oni tylko mowę potoczną, a ja i z innej beczki mogłam ich zagiąć. Z gramatyki też. Więc nie to, co ktoś za ciebie decyduje jest dla ciebie znaczące, ale wyłącznie to, co robisz z danej sytuacji.

          „Uważałem, że wyczerpała swoje możliwości i czas był dać ludziom więcej swobody i kredyt zaufania, jaki daje demokracja.”

          – ponieważ nie mogąc dostać wolnego na to ustawiczne „zdawanie na studia” zwalniałam się po prostu licząc, że tym razem to już musi mi się udać – nie musi! – pracowałam w różnych branżach i widziałam, jakie dno moralne i lenie ewidentne pchają się na kierownicze stanowiska. Chlanie w godzinach pracy było często nie tylko tolerowane, ale wręcz organizowane systemowo. I wcale nie było to niewinne świętowanie czyichś imienin tuż przed zakończeniem godzin pracy, jak to było również w zwyczaju.
          – Z mojego punktu widzenia to cud jakiś, że było tak dobrze, że praktycznie nikt nie chodził goły i głodny.
          – Uczciwie muszę przyznać, że w mojej pierwszej pracy panował dryl. Nasza główna księgowa była sprężyną wszelkich działań, była kobietą mądrą i uczciwą więc nawet dyrektor się jej nie przeciwstawiał ciesząc się, że ma tak wartościowego pracownika. Ona znała się na rzeczy, znała także ludzkie charaktery i potrafiła dobrze ożenić jedno z drugim. I nie było w razie co „przeproś”. To mnie nauczyło, ja powinno się pracować i jak ma być praca zorganizowana; niezwykle cenne doświadczenie na resztę życia.

          „Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby w sposób tak haniebny, prymitywny i chamski PRL szkalować czy wręcz kłamać, aby zdeprecjonować jej osiągnięcia, jak to się obecnie czyni.”

          – no właśnie, kto to „czyni”? przecież nie takie przegrane robole jak ja! Ale ci, którzy korzystali ze wszystkiego co się dało, brali stypendia krajowe i zagraniczne i tym sposobem z obywateli robili się zdrajcami służącymi mamonie. Wiadomo, że za granicą ludzi z Ostbloku inwigilowali i zbierali na nich kwity, by potem, po ich powrocie do kraju mieli z nich pożytek. Jaki by tego powód nie był: zdrajca to zdrajca.
          – Robolem byłam z tego względu, że miałam niewielkie „znajomości” ale za to wiele pieczątek w dowodzie osobistym i byle personalna robiła oczy już na wstępie uważając mnie za podejrzaną. Cóż, każdy by tak myślał jak one. Ja natomiast nikomu z niczego się nie tłumaczyłam, bo i po co?

          „Ja jestem człowiekiem, który twardo stoi nogami na ziemi, przemawiają do mnie fakty i liczby, a te są bezwzględne – jeśli wziąć pod uwagę niezwykle trudne okoliczności, w jakich tamto państwo zaczynało i funkcjonowało, to jego osiągnięcia są ogromne.”

          – Też stoję twardo na ziemi, ale z innego powodu, choć w sumie to na jedno wychodzi. Może dlatego, że człowiek uczciwy to człowiek uczciwy?

          „I dlatego z przekonaniem stałem się obrońcą Polski Ludowej, choć mam świadomość wszystkich „błędów i wypaczeń” tamtego okresu.”

          – te „błędy i wypaczenia” to kłamstwo. Nie było ani jednego błędu czy wypaczenia, którego by nie zrobili sami obywatele!!! Władza się starała, obywatele olewali a potem winę zwalali na władzę.
          – Wiemy przecież jak to jest: z jednej strony obywatel wymaga, by władza była stanowcza, ale z drugiej strony oczekuje pełnej tolerancji dla siebie i swojego lenistwa i braku odpowiedzialności za czyny.
          – Więc władza ma być ostra dla innych, łaskawa dla nas samych i wówczas nasz świat byłby w porządku. Ale to przecież tak nie działa!
          – Jeżeli obywatel chce mieć dobre drogi, to musi je sam dobrze wykonać.
          – Jeżeli obywatel chce mieć mieszkanie bez usterek, to również takie musi sam wybudować.
          – To samo z ubraniami, butami, a nawet jedzeniem.
          – Władza robiła co mogła, żeby było dobrze.
          – Obywatel robił co chciał, żeby władzy się sprzeciwić.
          – W sumie i tak ci pracowici i uczciwi trzymali ten kraj do kupy, ale oni nie występowali przeciw Partii. Niezadowoleni byli pijaczkowie spod budki z piwem i złodzieje handlujący mieniem społecznym na bazarach narzekający, że władza ich gnębi.
          – To właśnie dlatego w wyniku „transformacji” nikt z rzeczywistej inteligencji nie został wybrany do rządu i zarządów lokalnych, natomiast wzięcie miały różnego typu lawiranci, mocni w gębie i czujący się bezkarnie z powodu wsparcia z „demokratycznego zachodu”.
          – Błędem było jedynie, że ta rzeczywista inteligencja polska siedziała cicho bojąc się utraty dotychczasowych przywilejów. No to mają za swoje.

          „To był niezbędny etap budowy polskiej państwowości, kiedy stworzono fundamenty nowoczesnego społeczeństwa i gospodarki.”

          – było zwyczajnie; z ludzi, którzy byli dostępni budowano kadry zarządzające resztą kraju w taki sposób jak było możliwe. Zarządzanie było zależne od jakości społeczeństwa i poszczególnego człowieka. Innych ludzi niż byli u nas nie było.

          „Dziś Polacy popadają w jakieś urojenia, wyobrażają sobie, czego by to się w Polsce nie dokonało, gdyby zamiast „komunizmu” w latach 1945-89 była „demokracja i wolny rynek”.”

          – „demokracja” to słowo umowne, nic nie znaczące, bo nie mogące nic znaczyć. Dla jednego to wolność, dla innego ograniczenia. Nie można nigdy i nigdzie puścić wszystkich samopas, bo by się pozabijali.
          – Więc demokracja zachodnia z policją jawną i tajną to to samo co socjalizm z milicją jawną i tajną.
          – Więc produktywność zachodnia to to samo co produktywność socjalistyczna, jako że jedno i drugie zależy od wydajności ludzi itd. itd.
          – Nazywać można wszystko dowolnie, ale po co? Człowiek funkcjonuje na określonych zasadach, na określonych zasadach człowiek również pracuje. A jeżeli pracuje dla siebie czy dobra wspólnego, ty tym lepiej. Ile można pracować tylko dla siebie? czy garncarz robiąc garnki mógłby pracować całe życie tylko dla siebie? a na co mu aż tyle garnków? To samo piekarz, krawiec czy murarz. Życie w społeczności wszędzie musi przebiegać tak samo, jeżeli ta grupa ludzi chce jako grupa przetrwać. A to, że w socjalizmie wypracowane dobra były własnością wszystkich a w kapitalizmie zyski kasuje właściciel, świadczy zdecydowanie na korzyść socjalizmu!
          – Co do „rynku” to wszędzie coś, co jest wyprodukowane jest z reguły i sprzedawane.
          – Więc Polacy nie dorośli do tego, by było im dobrze i dlatego musi być Polakom źle, żeby zrozumieli na czym to polega i wybrali właściwie.

          „Jaką demokrację i wolny rynek można było stworzyć w kraju, gdzie przytłaczająca większość populacji nawet nie rozumiała pojęcia demokracja? Referendum w 1946 ro

          Odpowiedz na ten komentarz
        • nana
          nana 21 maja, 2018, 14:05

          w 1946 roku trzeba było sfałszować, bo przesiedleńcy, którzy z kresowej nędzy trafili na ziemie zachodnie, wielokrotnie wartościowsze, głosowali PRZECIWKO ich przyłączeniu do Polski! Niby gdzie chcieli wracać? Czy takiej ciemnej populacji można było pozwolić decydować o losie kraju?”

          – no właśnie! Władza musiała decydować za dorosłe osoby tak, jakby były one dziećmi niezdolnymi do właściwej oceny własnej sytuacji.
          – Ludzi u nas w ciemnocie utrzymuje kościół katolicki i to on im mówi, co mają myśleć i robić. Władza ludowa dała duży zakres wolności obywatelom i oni tą wolność wykorzystali przeciw władzy. Tego błędu kościół katolicki nie robi i trzyma owieczki mocno za twarz na różne sposoby.

          „Jaki to „wolny rynek” można było wprowadzić w kraju, który już przed II w.sw. był straszliwie zacofany, a w 1945 roku znalazł się niemal w epoce kamienia łupanego? Skończyłoby się masową spekulacją, powstaniem pseudo-państwa mafijnego, dyktaturą, wojną domową i wszystkimi innymi plagami, a kraj do dziś leżałby w gruzach.”

          – ludzie w Polsce Ludowej domagali się wprowadzenia kartek, ponieważ jednostki asocjalne kupowały np. żywność w państwowych sklepach i sprzedawały ją na bazarach po cenach o wiele wyższych.
          – Gdy proceder miał skalę marginalna, nie było o co się kłócić. Ale w sytuacji, gdy stało się to plagą społeczną, to już sprawa była poważna, bo ludzie musieli coś jeść, by móc pracować.
          – Nagminne było „wyrywanie się z pracy na chwilkę” i doszło do tego, że były osoby dyżurne w biurze a reszta spacerowała po mieście i ustawiała się w kolejkach po nie wiadomo co. Znam to z autopsji.
          – We Wrocławiu na Biskupinie w sklepie mięsnym byłam świadkiem awantury, jaką zrobiła jakaś baba, bo nie dostała już schabu ale karkówki nie chciała. I wcale nie zmyślam. Polakom się w głowach przewróciło, każdy chciał mieć wszystko niezależnie od tego, czy było mu to potrzebne czy nie i tym sposobem znałam osobnika posiadającego w piwnicy dwie pralki automatyczne „na zapas”.

          DZIŚ POLACY DOSTALI DOKŁADNIE TO, NA CO ZASŁUŻYLI.
          A jako byt kolektywny cierpią przy okazji i całkiem niewinni. Ale taka to już jest istota rzeczy.

          ”Jestem socjalistą-konserwatystą, zwolennikiem postępu społecznego, a zarazem zadeklarowanym przeciwnikiem rewolucji, bo prowadzą do straszliwej destrukcji materialnej oraz niszczą głównie ludzi porządnych, umożliwiając wypłynięcie szumowinom.”

          – rewolucji nie robią nigdy biedacy. I nie biedacy na niej mogą coś zyskać.

          „Polska Ludowa to była wieloletnia rewolucja pełzająca, a biorąc pod uwagę ogromny zakres i głębokość dokonanych zmian i tak przebiegła wyjątkowo łagodnie. „

          – podkreślić należy, że to nie władza ludowa tą rewolucję robiła, a obywatele na skutek podszeptów wrogiej propagandy.

          „No i tempo – jeśli mierzyć szybkością przyrostu ludności miejskiej (a to standardowy wskaźnik rozwoju społeczno-gospodarczego), to było to tempo 3-5 razy wieksze, niż za II RP czy w Europie Zachodniej!”

          – zachodnia ludność miejska ma wymagania niewielkie i wisi nad nią groźba bezrobocia, to ta ludność zachodnia zadowolona jest z tego, co ma bo może z dnia na dzień stracić wszystko i nie mieć nic, lądując na ulicy.
          – A u nas? Mieszkanko z przydziału, bez grosza wkładu własnego niezależnie od tego, czy ten ktoś pracował uczciwie czy się obijał. Lenie i kombinatorzy mieli dużo czasu, no to z reguły mieli też i dużo dzieci i na tym argumencie o konieczności posiadania mieszkania z powodu posiadania dzieci niejeden dobrze się urządził.
          – Oboje rodzice pracujący posiadający jedno dziecko odkładali pieniądze na mieszkanie spółdzielcze i tyle. Była to jawna niesprawiedliwość ale gdzie na świecie jest sprawiedliwie? Czy teraz u nas, w Polsce?

          „Wielki pośpiech = wielkie błędy, ale tylko tak można było skrócić dystans cywilizacyjny, a korzyści ZDECYDOWANIE przewyższyły straty.”

          – ten „wielki pośpiech” był konieczny z powodu wielkich strat wojennych.
          – Wielki pośpiech i uczciwi, pracowici ludzie = duży sukces i dobrobyt.
          – Wielki pośpiech i leniwi, oszukujący i sabotujący pracę ludzie = biedne państwo i problemy.
          – Forma systemu politycznego nie ma tu nic do rzeczy.
          „Natomiast dziś plują na nią ludzie, którzy chyba niczego uczciwie własnymi rękami i głową nie zrobili.”

          – to chyba jasne i logiczne. Cóż oni mogą innego zrobić jeżeli chcieli odebrać ludziom coś, w czym sami nie mieli udziału? Stąd ten krzyk „łapać komucha” i masowy rabunek mienia społecznego. Wszędzie na świecie kradzież to kradzież, ale u nas w Polsce ludzie się zgodzili na to, że kradzież mienia państwowego jest czynem chlubnym.

          ”Minęło 30 lat, a ta niby lepsza Polska czym się może pochwalić – autostradami? „

          – najpierw doprowadzono np. drogi do stanu katastrofalnego, tak by ludzie zapomnieli, że w Polsce Ludowej mieliśmy drogi doskonałej jakości, jako że nie było konieczne robić jak najtaniej, ale za to zgodnie z Polskimi Normami, obejmującymi także i jakość kruszywa, asfaltu i wykonanie.
          – Gminne drogi z czasów PRL rozlatują się dopiero teraz, po 30 latach eksploatacji i braku napraw. To przecież o czymś świadczy.

          „A co to za sztuka zbudować za darowane i pożyczone pieniądze, doprowadzając do katastrofalnego zadłużenia państwa?”

          – nie wiem, jakie to są te „darowane pieniądze”, bo przecież nie te „z unii”.
          – By coś dać, to trzeba najpierw to mieć. Ani Niemcom ani innym Francuzom pieniądze nie rosną na drzewach. Oni mają skuteczne sposoby rabowania wybranych ofiar tak, że wygląda to jak pomoc świadczona tym ofiarom. Jeżeli oni nas oszukali, to znaczy, że oni są oszustami a nie my. W wymiarze subtelnym jesteśmy na lepszej pozycji niż oni.

          „I to budować rekami zagranicznych firm, które w dodatku doprowadziły do bankructwa niejednego polskiego podwykonawcę.”

          – w tym celu dokonała się na nas ta „transformacja” ale nie wszystko mogli wziąć pod uwagę i za lat kilka sprawa przybierze inny obrót. Nie wszystko można załatwić pieniędzmi i nie wszystko można mieć za pieniądze. Na przykład nie można pieniędzmi wymusić, by w danym kraju rodziły się mądre i zdrowe dzieci. I nic nie da tu „opieka medyczna” i tym podobne, bo jakość człowieka jest niezależna od spraw materialnych.

          ”Demokracja przyszła do Polski o jedno pokolenie za szybko i takie są skutki. Odrodził się feudalizm, anarchia, prywata i pogarda jaśniepaństwa dla plebsu.”

          – żadna demokracja do Polski nie przyszła, a właśnie przyszedł ów feudalizm. A właściwie został on przyniesiony do nas z zachodu. Specjalnie przyniesiony, w specjalnym celu.
          – Ale nie przewidzieli, że 45 lat Polski Ludowej zdążyło dźwi

          Odpowiedz na ten komentarz
        • nana
          nana 21 maja, 2018, 14:06

          zdążyło dźwignąć nasz Naród wyżej, ponad to, co sztucznie jest utrzymywane, często siłą, na tym zgniłym i śmierdzącym zachodzie. U nas ludzie zaczęli rozumieć swoje człowieczeństwo, stąd dążenie do zwiększania wpływów na rząd i chęć posiadania wygodnego, ładnego mieszkania i całej reszty do tego przynależnej. Przeoczyli jednak jakoś Polacy to, że wszystko to należało wypracować własnymi rękami, by móc to mieć.
          – Jaki jest sens żądać od władzy możliwości zakupienia telewizora, jeżeli jest się zatrudnionym w zakładach elektronicznych ale się nie pracuje? Władza nie jest od robienia telewizorów. Nie jest od produkcji papieru toaletowego. Od tego są ludzie. A władza miała obowiązek tak zarządzać, by były odpowiednie fabryki to produkujące. I takie fabryki u nas były, na wysokim technicznie poziomie.

          Ja, jako kobieta, mam przyrodzone prawo do emocjonalnego postrzegania rzeczywistości, choć i racjonalność nie jest mi obca.
          Uważam, że Polacy, czyli osoby płci męskiej, zamieszkujący nasz kraj, okazali się za słabi i nie stanęli na wysokości zadania by bronić nasz kraj przed zakusami obcych elementów.
          Dlatego było możliwe, że do polityki wzięto ludzi z marginesu społecznego i oni – właściwie zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami i predyspozycjami – zrujnowali nasz kraj naszymi rękami z inspiracji zachodnich korporacji.
          Daliśmy się podejść jak dzieci i teraz trzeba czekać na okazję, by jakoś to odwrócić.
          – Czy będzie miał kto odwracać?
          – Czy będzie się komuś chciało to zrobić?
          – Czy będzie jeszcze sens to robić?

          Tego nie wiemy i może się nigdy nie dowiemy.
          Życie ma swoje prawa i swoje ograniczenia. Tym podlegamy. Sztuczne twory jak „demokracje”, „kapitalizmy” czy „socjalizmy” to tylko etykietki przyklejane jakimś przedziałom czasowym po to, żeby dać ludziom możliwość brania się za łby.

          Tym niemniej jest szansa, że ludzkość kiedyś z tego wyrośnie…

          Odpowiedz na ten komentarz
          • Radoslaw
            Radoslaw 21 maja, 2018, 16:53

            Dyskusję możemy prowadzić długo, spierać się o mniej czy bardziej istotne szczegóły ale jedno nie ulega kwestii: to, jak dzisiejsza propaganda oczernia tamte czasy i ludzi przekracza wszelkie granice bezczelności. Co więcej, posuwa się w tym do opinii wzajemnie sprzecznych, byleby „dowalić komunie”. Z jednej strony twierdzą, że się „komuna” znęcała nad robotnikami, a z drugiej – że się wszyscy obijali, kradli i pili wódkę. No to tolerancja dla kradzieży czy postawy „czy się stoi, czy się leży…” chyba raczej nie jest przejawem znęcania się? A zapytasz jednego z drugim: „Ty kradłeś, twój ojciec kradł ?”, to się święcie oburzy. Dyrektor z sekretarzem POP chodził po zakładzie i kazał kraść?
            A jaka była prawda? W sklepie brakowało farby, to robotnik „wyniósł” z zakładu. Nie żeby się szczególnie wzbogacić, ale dlatego, że miał furtkę do pomalowania. A wystarczyło problem załatwić prosto – podnieść cenę farby do poziomu równowagi rynkowej. Tylko że wtedy „obrońcy robotników” zrobiliby zadymę, jak w 1970, 1976, 1980 roku. Tylko na to czekali i wcale się z tym dziś nie kryją.
            Większość ludzi pracowała uczciwie, mnie w szkole też uczono, że państwowe oznacza wspólne, a nie niczyje. Ale na wpojenie takiej postawy potrzeba kilku pokoleń stabilnego rozwoju, a nie podjudzania ludzi co dekadę do niszczenia własnego kraju. Niszczenia właśnie, a nie poprawiania błędów.
            Teraz właśnie mijają rocznice buntów społecznych 1968 roku. We Francji wystarczyły 3 tygodnie strajków i manifestacji w maju 1968, a kraj znalazł się na krawędzi zapaści gospodarczej. Ale robotnicy coś tam ugrali i strajki się skończyły, zwyciężyło poczucie odpowiedzialności. No i fakt, ze we Francji za strajki sie NIE PLACILO.
            W Polsce festiwal destrukcji trwał półtora roku, 1980/81 i towarzycho bralo pelne pensje – to jaki mógł być skutek?
            „Nagroda” za rozwalanie własnego kraju nadchodzi po latach – rozpad systemu opieki zdrowotnej, emerytur, degradacja edukacji. Mało tego, sączy się ludziom przekonanie, że to są wszystko „relikty komunizmu”, że wszystko należy sprywatyzować i będzie cacy. No to Polska wróci do przedwojennego modelu społecznego – głęboka nędza dla 80-90% populacji i dobrobyt dla garstki uprzywilejowanych, którzy będą dbać o utrzymanie tego stanu rzeczy. Ten trend już widać jak na dłoni.

        • nana
          nana 21 maja, 2018, 19:11

          Radosław, ja nie śmiałabym z Tobą dyskutować, bo i jak? Jeżeli coś piszę w nawiązaniu, to jako informację dla ewentualnego czytelnika, który być może chce pewne rzeczy skorygować i to może być dla niego okazja ku temu.
          Ja się z Tobą zgadzam i to już od pierwszych, Twoich komentarzy. Może styl mam inny niż ten, do którego jesteś przyzwyczajony, wybacz.

          Odpowiedz na ten komentarz
  3. nana
    nana 21 maja, 2018, 16:02

    Ostatnio była awantura o „pomnik katyński”. Ale właściwie była to awantura nie w interesie Polski i nie w interesie Polaków. Robili ją ci, co mieszkają w ussa, mają ussamerykańskie obywatelstwo i nie zamierzają do Polski wracać a ich dzieci słabo albo wcale nie mówią po polsku. Bo i po co? One mają już inną świadomość, opartą o dolar i ten wyznacza dla nich granice właściwego patriotyzmu.

    Nas, w Polsce Ludowej uczono miłości do naszego Kraju, do naszej Ziemi.
    Kto dziś myśli jeszcze w kategoriach, jak niegdyś? Jak to czytało się w polskiej Poezji? Śpiewało w polskich Piosenkach?

    Autor: Janusz Kondratowicz
    Kompozytor: Piotr Figiel
    Wykonanie oryginalne: Irena Santor

    Powrócisz tu
    Gdy los cię rzuci gdzieś w daleki świat,
    Gdy zgubisz szczęście swe i poznasz życia smak,
    Zatęsknisz do rodzinnych stron
    I wrócisz tu, wrócisz, gdzie twój dom.

    Powrócisz tu, gdzie nadwiślański brzeg,
    Powrócisz tu zza siedmiu gór i rzek,
    Powrócisz tu, gdzie płonie słońcem wrzos i głóg,
    Gdzie cienie brzóz, piach mazowieckich dróg.

    Powrócisz tu, gdzie wierzby pośród pól,
    Powrócisz tu, gdzie klucze białych chmur,
    Powrócisz tu, by szukać swoich dróg i gwiazd,
    By słuchać znów, jak wiosną śpiewa las, powrócisz tu!

    Pod niebem wielkich miast swój zgubisz ślad,
    Osiągniesz to, co chcesz, za rok, za parę lat.
    Lecz gdy zdobędziesz wszystko już,
    Z dalekich stron kiedyś wrócisz tu.

    Powrócisz tu, gdzie nadwiślański brzeg,
    Powrócisz tu zza siedmiu gór i rzek,
    Powrócisz tu, gdzie płonie słońcem wrzos i głóg,
    Gdzie cienie brzóz, piach mazowieckich dróg.

    Powrócisz tu, gdzie wierzby pośród pól,
    Powrócisz tu, gdzie klucze białych chmur,
    Powrócisz tu, by szukać swoich dróg i gwiazd,
    By słuchać znów, jak wiosną śpiewa las.
    Powrócisz tu, powrócisz!

    https://www.youtube.com/watch?v=22XwwVrJAqA

    Autor tekstu: Janusz Kondratowicz
    Kompozytor: Piotr Figiel
    Rok: 1969
    Wykonawca: Jacek Lech/Czerwono Czarni

    Gdzie szumiące topole

    Pod nogami kurz przebytej drogi,
    przed oczyma pierwsza zieleń pól,
    kiedyś ojciec wrócił tu z nad Oki,
    kiedyś wrócił, wrócił właśnie tu.

    Ref.
    Gdzie szumiące topole
    biją w niebo wysoko,
    gdzie wiklina się kłania
    wędrującym obłokom,
    gdzie na piasku wiślanym
    ścieżek plączą się sieci,
    gdzie ptak szuka schronienia,
    zanim dalej odleci,
    gdzie każdego domu
    drzwi otwarte,
    gdzie bielonych sadów
    kwiaty barwne,
    gdzie kąkole i maki
    strzegą ciszy przy drodze,
    gdzie jest gościem serdecznym
    nieznajomy przechodzień.

    2.
    Ile lat minęło od tej pory,
    inne miasta, inny rzeki nurt,
    lecz jak ojciec nie zapomnę o tym
    że i moje miejsce właśnie tu…

    Ref.
    Gdzie szumiące topole…

    https://www.youtube.com/watch?v=TmbeLNmQF2s

    Autor tekstu: Jan Zalewski
    Kompozytor: Marek Sewen
    Rok:1971
    Wykonanie: Zdzisława Sośnicka
    Dom, który mam
    Czas strumieniem wartkim płynie
    I odmienia twarze snów
    Nieodmienne jest do dziś jedynie
    Co przed nami było tu

    Wesołość ptasich gniazd
    Od snu ciepły las
    I świerszcza śpiew zaklęty
    W krzew znajomy
    Idący polem dzień
    I świt, kiedy cień
    Odejście nocy kryje
    W mgieł zasłony
    Bezdroża szumnych traw
    Niezmienność wśród malw
    Gdy barwą kryją ściany pobielane
    W powietrzu czystym dzwon
    I bzu biały szron
    To dom rodzinny
    To mój dom

    Czas od dawien dawna plącze
    Pajęczyny naszych dróg
    Choć niejedna droga nam się skończy
    Po nas znowu będzie tu

    Wesołość ptasich gniazd
    Od snu ciepły las
    I świerszcza śpiew zaklęty
    W krzew znajomy
    Idący polem dzień
    I świt, kiedy cień
    Odejście nocy kryje
    W mgieł zasłony
    Bezdroża szumnych traw
    Niezmienność wśród malw
    Gdy barwą kryją ściany pobielane
    W powietrzu czystym dzwon
    I bzu biały szron
    To dom rodzinny
    To mój dom

    Bezdroża szumnych traw…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy