Słowa na P i D

Słowa na P i D

Jak to w teatrze, czyli konflikt w Dramatycznym

Są dwie wersje przyczyn konfliktu. Jedna z punktu widzenia zwolnionych, druga – zwalniających. Są też sojusznicy jednych i drugich. Również w „niezależnych” mediach. „Gazeta Stołeczna”, dodatek do „Gazety Wyborczej”, pyta w tytule: „Co się dzieje w Dramatycznym?”. Odpowiedź brzmi dramatycznie: „Trzy odwołane premiery, kilkanaście zwolnień, sprawy w sądzie – aktorzy Teatru Dramatycznego chcą, by miasto skontrolowało sposób prowadzenia teatru przez jego dyrektora Tadeusza Słobodzianka”.

Rozbieżne wersje

Krótka rozmowa z dyrektorem Słobodziankiem wskazuje, że nie wszystko w tekście „Wyborczej” jest zgodne z prawdą. Premiery się odbywają, próby do nowych spektakli i wstępne czytania dramatów rozważanych przez dyrekcję do wystawienia prowadzi się na bieżąco. Przesuwanie lub odwoływanie nowych przedstawień było natomiast związane z koniecznością spłacania długów, które dyrektor zastał po poprzedniku. Główny powód zamieszania to jednak aktorzy, których zwolniono, a mówiąc precyzyjniej, którym zaproponowano odejście za porozumieniem stron (m.in. Ewa Telega, Marcin Tyrol, Katarzyna Figura, Paweł Tomaszewski, Miłogost Reczek). Dyrektor Słobodzianek mówi o ośmiu zwolnieniach, „Gazeta” pisze o kilkunastu.
Ktoś więc ściemnia, dyrektor lub aktorzy. Zwolnionym nie podoba się też sama nominacja dyrektora Słobodzianka, który kieruje dziś trzema warszawskimi scenami pod jednym szyldem. Część środowiska uważa, że ta decyzja Urzędu m.st. Warszawy była chybiona, bo dyrektor Słobodzianek „nie daje rady”. Fakty mówią coś przeciwnego – daje radę, może nawet zbyt dynamicznie, i to się nie podoba.
Warszawskie władze, pewnie trochę zaniepokojone groźbą referendum, szukają jednak alibi. W dawnej stolicy Polski, Krakowie. A tam Jan Klata (też warszawianin) zwolnił w kierowanym przez siebie teatrze nie osiem, ale 20 osób. I jeszcze opisał tę decyzję w felietonie w „Tygodniku Powszechnym”. Komentarz pasuje jak ulał do sytuacji w Dramatycznym. „Przez okrągłe pół roku przyglądałem się dyrektorskim okiem obrotom ciał niebieskich – i zgodnie z poczynioną 2 stycznia obietnicą musiałem wyciągnąć wnioski. Wszyscy dostali szansę. Nie każdy ją wykorzystał. Z paroma osobami trzeba się rozstać, dać im poszukać szansy gdzie indziej. W Polsce jest jeszcze dużo placówek artystycznych, na tyle różnorodnych, aby znaleźć coś dla siebie. Niekoniecznie w Starym Teatrze. Niekoniecznie w Krakowie. Nie tylko futbol jest okrutny. Etat – to ja. Oświadczył dwudziestokilkuletni artysta i udał się do sądu. Jego prawo. Mentalność roszczeniowa. Jest przecież od paru lat w tym teatrze, pensję regularnie pobierał‚ »za gotowość«, ba!, przemazywał się przez scenę, zdążył się przyzwyczaić do myśli, że dożywotnio. Odwyk jest bolesny”.

Przykład Klaty

Oczywiście można i tak, ale krytyk teatralny Wojciech Majcherek nie daje Klacie satysfakcji na swoim blogu. Proponuje, aby ten tekst znalazł się w sztuce granej właśnie na deskach Starego i by aktor Globisz, prawdopodobnie niezwolniony przez Klatę, zadeklamował go z odpowiednią emfazą. A na końcu reżyserka Monika Strzępka dodałaby jeszcze komentarz. „Na pewno – pisze Majcherek – umiałaby rzecz całą na scenie ustawić i może by nawet dodała od siebie didaskalia: Klata, co ty pierdolisz?!”.
W tym stylu odbywa się też dialog aktorzy-dyrekcja w Warszawie. Pisze o tym „Stołeczna”, i to bez wykropkowania słów uważanych za wulgarne. Aktorka Ewa Telega zwolniona przez Tadeusza Słobodzianka mówi reporterowi: – Nie zdecydowałam się podpisać porozumienia stron, ponieważ po raz pierwszy od 27 lat pracy w tym teatrze dowiedziałam się, że dyrektor na prośbę o spotkanie odpowiada, że „ma zespół w dupie”.
Ktoś powiedział aktorce, że dyrektor powiedział, itd. A „Gazeta” to drukuje, dając szczególny popis wiarygodności informacji dziennikarskiej. Tadeusz Słobodzianek replikuje: – Z zespołem się spotykam, na każde pismo odpowiadam. Najwyraźniej „Stołeczna”, która wcześniej miała w tym teatrze jakieś eventy, chce nas trochę zmiękczyć.
Inni aktorzy Dramatycznego albo twierdzą, że nic nie wiedzą o konflikcie, albo mówią, że to ich nie interesuje. Wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Reżyser najnowszej premiery Jakub Krofta słyszał o konflikcie, ale nie chce w to wchodzić, bo jest osobą z zewnątrz. W każdym razie w niego żadne odpryski protestu nie trafiły, jest zadowolony ze współpracy z Dramatycznym. Aktorzy z innych teatrów warszawskich, nawet ci najwybitniejsi, których żadne zwolnienia nie dotkną, zdają sobie sprawę, że w sytuacji ograniczeń budżetowych nastały trudniejsze czasy dla kultury, że może nawet pensje, i tak niewielkie, zostaną obniżone.

My i oni

Przewodniczący Prezydium Zarządu Głównego Związku Zawodowego Aktorów Polskich Julian Mere jest oczywiście innego zdania, skargę zwolnionych popiera, ale bez widocznego entuzjazmu. Wystosował jednak pismo do Marka Kraszewskiego, p.o. dyrektora Biura Kultury m.st. Warszawy, któremu formalnie podlega Teatr Dramatyczny. „Informujemy, że aktorzy, broniący swoich praw i będący w sporze z dyrekcją Teatru Dramatycznego, mają nasze pełne wsparcie”, pisze. „ZZAP nie akceptuje rewolucyjnych decyzji pana dyrektora, które są bezprawne w naszej ocenie i godzą w interesy aktorów (…). Do pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz i ministra kultury pana Bogdana Zdrojewskiego należy rozwiązanie tego problemu w interesie artystycznego środowiska Stolicy Kultury, jak się nazywa Warszawę”.
Premiera „Absolwenta” w Teatrze Dramatycznym 6 lipca. Na honorowym miejscu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, a obok niej dyrektor Marek Kraszewski. W przerwie pytamy, jak ocenia sytuację w tej placówce. Odpowiedź jest trochę enigmatyczna, trochę wymijająca, ale zawiera sugestię, że aktorzy nie muszą przez całe życie grać na jednej scenie.
Premiera jest udana, a goście zadowoleni.
Komentarz do tej sytuacji pochodzi „z ludu”, czyli z internetu. „Klata i Słobodzianek są nowymi dyrektorami, jeden od pół roku, drugi od roku, a już ocenia się rezultaty ich dyrekcji, a to podejście zgoła niefachowe. A że zwalniają aktorów? I że aktorzy idą z tym do sądu? I bardzo dobrze. Teatr państwowy to nie prywatny folwark, co nie znaczy, że ma nie dbać o swoje interesy”.

Wydanie: 30/2013

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy