Wykształciuchy i analfabeci

Wykształciuchy i analfabeci
  1. Międzynarodowe Targi Książki odbyły się w cieniu odchodzenia od słowa pisanego

Niby wszystko poszło dobrze, ani lepiej, ani gorzej niż w latach ubiegłych. Zakończone 20 maja w Warszawie 52. Międzynarodowe Targi Książki, największą tego typu imprezę w Polsce, odwiedziło blisko 45 tys. ludzi, którzy mieli okazję zapoznać się z propozycjami 700 wystawców z 31 krajów, spotkać 300 autorów, wziąć udział w ponad 600 imprezach towarzyszących i przeżyć tylko jeden przykry incydent. Sukces?
Jeśli zderzyć ten niezły bilans z badaniami czytelnictwa w Polsce, z mierną sytuacją na rynku książki, dramatem wielu podupadających bibliotek publicznych, a także z generalnym

odwrotem od słowa pisanego

– okaże się, że złaknione literatury tłumy krążące przez kilka majowych dni po korytarzach Pałacu Kultury i Nauki to kropla w morzu marzeń.
A badania nie pozostawiają żadnych złudzeń: blisko połowa Polaków w ogóle nie czyta nic, a komentarz Instytutu Książki i Czytelnictwa potwierdza ten kryzys dobitnie, stwierdzając, że większość mężczyzn (54%), mieszkańców wsi (60%), mających co najmniej 30 lat (58%) i najwyżej zasadnicze zawodowe wykształcenie (68%) nie przejawia żadnego zainteresowania książkami. Wstęp do wtórnego analfabetyzmu?
Ta przykra atmosfera nie zdominowała tegorocznych targów, jednak tu i ówdzie, wśród pisarzy i wydawców, dało się słyszeć nuty niepokoju, zwłaszcza w kontekście faktu, że z końcem tego roku przestanie w Polsce obowiązywać zerowa stawka VAT na książki. Minister kultury, Kazimierz Michał Ujazdowski, zarzeka się wprawdzie, że stanie na głowie, żeby przekonać Komisję Europejską, by utrzymała okres przejściowy i nie fundowała nam od nowego roku siedmioprocentowego VAT, ale obserwując jego dotychczasową aktywność… Cóż, niepokój rośnie. Zwłaszcza że zgodę na utrzymanie zerowego VAT na książki muszą wyrazić wszystkie państwa Unii Europejskiej, a dotychczas żaden kraj, który przystąpił do UE w 2004 r., nie wystąpił z podobnym postulatem, nie ma więc precedensu.
Jednak dla czytelników odwiedzających tegoroczne targi był to przede wszystkim czas radości i… zgryzot. Finansowych. Krążąc pośród stoisk, szukając oczekiwanych książek albo ślepych trafów, lekko można było pozbyć się nawet kilkuset złotych, bo literatura do tanich przyjemności nie należy, a okazji było sporo.

Żniwo zebrali łowcy

autografów, wśród których największą popularnością cieszyli się Sławomir Mrożek i Joanna Chmielewska. Autor „Tanga” w tym roku nie urzędował jednak przy stoisku Wydawnictwa Literackiego, lecz zasiadł przy stoliczku z dala od głównego korytarza, dzięki temu kolejka złaknionych kontaktu zeń czytelników nie blokowała dostępu do innych wystawców.
Kwestia ciasnoty wnętrz Pałacu Kultury pojawiła się już w czwartek, podczas pierwszego, zamkniętego dla publiczności dnia targów, kiedy spotkali się branżowcy. Grzegorz Guzowski, szef Ars Polony, głównego organizatora imprezy, przekonywał, że na mapie Warszawy nie ma na razie alternatywy dla dotychczasowego miejsca. Stwierdził, że „zwłaszcza dla zagranicznych gości warszawski Pałac ma niepowtarzalny klimat”. Zresztą tłoczno zrobiło się dopiero w weekend, w piątek natomiast – choć tego dnia można było na targach spotkać między innymi Jana Miodka, Macieja Kuronia, a także mistrza horroru, Grahama Mastertona – nie było nawet kolejek do kas.
Zgrzytem pierwszego otwartego dla publiczności dnia targów stało się wyrzucenie za drzwi Davida Irvinga, skompromitowanego brytyjskiego historyka, który od lat neguje istnienie zbrodni Holokaustu. Ten były aktywny działacz ugrupowań neonazistowskich został w 2006 r. skazany w Austrii na trzy lata więzienia za głoszenie kłamstwa oświęcimskiego, zwolniony przed czasem po złagodzeniu kary nadal twierdzi, że w Auschwitz nie było komór gazowych. Przedstawiciele targów twierdzą, że zapraszając Irvinga, nie wiedzieli, że chodzi o „tego Irvinga”, ale gdy tylko zorientowali się, że to on, zdecydowali się na wyproszenie go i jego wydawcy z imprezy, o co zabiegało także Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Mieniący się historykiem miłośnik Hitlera zdążył tylko krzyknąć, że „w Polsce nie ma wolności słowa”, i tyle go widziano…
W tym roku gościem honorowym targów była Ukraina. Wśród oficjalnie zaproszonych pisarzy nie znaleźli się jednak najbardziej znani w Polsce Jurij Andruchowycz i Taras Prochaśko, którzy przyjechali na zaproszenie Wydawnictwa Czarne. Ten pierwszy, który promował na targach zbiór esejów o Ukrainie, Polsce, Rosji i Europie pt. „Diabeł tkwi w serze”, stwierdził, że nawet gdyby zwrócono się do niego oficjalnie, to i tak

nie przyjąłby zaproszenia,

ponieważ nie chciałby stać obok otwierającego warszawskie targi wicepremiera Ukrainy Dmytro Tabacznyka, gdyż „jeszcze niedawno ten sam człowiek mówił, że język ukraiński to margines – język niedobitków ukraińskiej inteligencji”.
Mimo że z Ukrainy do Polski przyjechało ponad sto osób, a wśród nich pisarze, wydawcy, plastycy, fotografowie, a także przedstawiciele ukraińskiego ministerstwa kultury, minister Tabacznyk zaś podkreślał, że warszawskie targi są świetną okazją do promocji Ukrainy jako takiej, wśród organizatorów pozostało uczucie niedosytu. Rzecznik prasowy targów, Dorota Wellman, napisała nawet w okolicznościowym biuletynie: „Niestety, strona ukraińska nie zadbała o wystarczającą ilość tłumaczy i osób pozostających stale do dyspozycji mediów. Szkoda także, że zabrakło innych artystów z Ukrainy, na przykład aktorów”. Z kolei Grzegorz Guzowski poinformował, że za rok rolę gościa honorowego najprawdopodobniej pełnić będą wydawcy z Izraela.
Niby wszystko poszło dobrze, ani lepiej, ani gorzej niż w latach ubiegłych. Marcin Świetlicki, Jerzy Pilch, Eustachy Rylski, Paweł Huelle, Jarosław Marek Rymkiewicz, Izabela Filipiak, Hanna Krall, Manuela Gretkowska, Krystyna Kofta, Rita Gombrowicz i krytyczne wydanie „Ferdydurke”… Kwiat polskiej literatury, jej nieliczni czytelnicy zebrani na chwilę w jednym miejscu, święto wykształciuchów. Tymczasem według badań Ipsos, 10% Polaków w ciągu pół roku przeczytało więcej niż dziesięć książek, 6% od sześciu do dziesięciu, 9% od trzech do pięciu, 12% od jednej do dwóch, a 41% – ani jednej…

 

Wydanie: 22/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy