Słuszny niepokój i parszywa zapłata

Zapiski polityczne

Wielkie zaniepokojenie, a nawet zgorszenie katolickiej części Europy wzbudził projekt traktatu konstytucyjnego Unii, niezawierający odniesienia do chrześcijaństwa, co jest, w moim przekonaniu, jawnym absurdem z naszego polskiego punktu widzenia. Mamy dobre skojarzenia nie tylko ze słowem chrześcijaństwo, dla którego w projekcie owego traktatu ma nie być miejsca, ale i z całą bogatą tradycją katolicką naszego kraju. Nasi zaborcy byli w większości innowiercami. Kościół katolicki był dla wielu pokoleń ostoją myśli i nadziei narodowych, których – jak pokazały lata PRL – nie zawiódł.
Na Zachodzie, skąd wyszedł i nadal wychodzi sprzeciw wobec chęci umieszczenia w traktacie jakiegoś sensownego nawiązania do chrześcijańskiej przeszłości kontynentu europejskiego, inne panują skojarzenia niż u nas. Tam pamięta się może nie tyle o barbarzyństwie wypraw krzyżowych, ile o Nocy Świętego Bartłomieja i o całym koszmarze wojennych krwawych konfliktów wieńczących tragicznie spory religijne albo w takie szaty ubranych zbrodni nienawiści jednych chrześcijan do drugich.
Tradycja chrześcijańska to także silny i długi opór Kościoła przeciw różnorodnym i arcyważnym odkryciom nauki, to zajadłość reformacji, to wreszcie programowy antysemityzm nieunikający fizycznej likwidacji sporych skupisk żydowskich, zupełnie jakby identyczny z późniejszym holokaustem, tyle że chętnie zapominany. To wreszcie stosy, na których smażyły się w upiornych męczarniach czarownice czy wreszcie już prawie nam współczesne niewolnictwo Murzynów, jawnie sprzeczne z fundamentami etyki chrześcijańskiej, a cieszące się pełną akceptacją kościelnych kręgów różnych odmian chrześcijaństwa. Dla wielu wyznawców religii bardzo bolesne jest w tym projekcie umieszczenie tam tradycji oświecenia, które dla episkopatów różnych odmian wyznaniowych było dziełem szatana, ale dla innych było epoką wyzwolenia się spod ciężkiego jarzma dominacji religii nad wiedzą i prawem.
Polacy, którzy sami siebie wpędzili w ponadwiekową niewolę zaborców, a potem z łaski aliantów trafili na prawie pół wieku pod ciężką łapę sowieckiego reżimu, nie mają tych wszystkich złych skojarzeń, które w Europie Zachodniej są nauczaną w szkołach oczywistością. Nie będę nigdy miał okazji do głosowania w tej sprawie, gdyż nie wybieram się do Parlamentu Europejskiego. Wystarczy mi polskie piekło polityczne, ale gdybym musiał coś w tej sprawie decydować, to kierując się polską racją stanu, domagałbym się przywołania tradycji chrześcijańskich, pamiętając, że to nie tylko palone czarownice, lecz także Asyż i św. Franciszek. Jan XXIII i Jan Paweł II oraz całe potężne grono wielkich pisarzy i filozofów, świętych i męczenników. Wchodząc do europejskiej struktury politycznej musimy jednak starać się lepiej rozumieć tamtejsze myślenie, jeśli chcemy by oni – ci, co nas przyjmują – szanowali nasze poglądy. Tyle w tej sprawie.
Chcę jeszcze poruszyć inny aktualny temat. Oto były prezydent Rzeczypospolitej, generał Wojciech Jaruzelski, kończy 80 lat życia. Pamiętamy i wypominamy panu generałowi stan wojenny, ale nikt poważnie się nie zastanawia, co strasznego wydarzyłoby się w Polsce, gdyby dalej trwało tamto dawne wrzenie rewolucyjne, zakończone – jak to było na Węgrzech i w Czechach – interwencją radziecką, ku czemu szło i były powody wynikające z naszej zapalczywej lekkomyślności. Ponoszę część winy za ową lekkomyślność, gdyż byłem członkiem władz krajowych i regionalnych NSZZ „Solidarność” i nie potrafiłem nic zrobić, aby opanować szaleństwo, jakie nas wówczas opętało. Generał oddalił swą dramatyczną decyzją groźbę inwazji i niezbyt długo potem rozluźnił surowe normy stanu wojennego, zaś kilka lat później był głównym autorem pokojowego planu Okrągłego Stołu, za którego sprawą dokonała się niezwykła, wiekopomna pokojowa rewolucja w tej części Europy. Polityczne głuptaki i pętaki plują na Okrągły Stół, gdyż w swoich skarlałych umysłach nie umieją sobie wyobrazić katastrofy, jaką byłaby sowiecka pacyfikacja naszego zbuntowanego narodu. Już raz głupcy dopuszczeni do podejmowania decyzji przez tragiczny kaprys losu zgotowali nam krwawą łaźnię powstania warszawskiego. Gdyby nie mądrość i odwaga generała Jaruzelskiego, polegająca na wzięciu na siebie pełnej odpowiedzialności za los Polaków, mielibyśmy znowu hekatombę młodzieży, spalone miasta i całkowicie zniszczone fabryki.
Internowanie mnie w noc ogłoszenia stanu wojennego przypłaciłem zawałem serca, miałbym więc prawo do wyliczania moich pretensji do generała. Wyrażam jednak wdzięczność za odwagę podjęcia decyzji ocalającej życie wielu tysięcy dzielnych ludzi, którzy, jak ich znałem, niezawodnie wplątaliby się w nierówną walkę z zagonami pacyfikujących kolejną polską „miatież” czerwonoarmiejców.
Głuptasy polityczne, czasem przystrojone w profesorskie togi, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką naukę z tej błogosławionej pokojowej rewolucji uzyskały „czerwone elity polityczne” w naszym zakątku Europy i w Rosji. Oto zrozumiały, że można oddać władzę nowym siłom politycznym, nie oddając głowy pod topór kata, a raczej antykomunistycznej rewolucji. Mamy zatem pokój i błyskotliwy rozwój państw Europy Centralnej i Wschodniej. Nie byłoby tego wszystkiego zapewne, gdyby prezydent Jaruzelski stchórzył i czekał bezradnie na skutki narastającego lawinowo wrzenia rewolucyjnego.
Za tę prawie nigdy w historii niespotykaną przezorność i odwagę działania wbrew nieracjonalnym nadziejom generał otrzymał parszywą zapłatę. Spotkał się z masowym potępieniem, a tabuny pseudohistoryków zapisują tony papieru na oskarżanie go o niegodziwość. Największą jednak, wręcz zbrodniczą podłością jest wytoczenie byłemu prezydentowi absurdalnego procesu o wydarzenia z dawnych lat, gdy był ministrem obrony. Ów haniebny w intencji i wykonaniu proces ślimaczy się, a jego podstawą jest wadliwy prawnie akt oskarżenia.
Byłemu prezydentowi Rzeczypospolitej należy się – i będzie go kiedyś zapewne miał – pomnik wdzięczności za odwagę ocalenia kraju od katastrofy narodowej. Mali, podli ludzie usiłują upokorzyć generała Jaruzelskiego. Jego postawa w tym ponurym wydarzeniu procesowym to kolejny rozdział okazanego przez niego bohaterstwa życiowego.

30 czerwca 2003 r.

 

Wydanie: 28/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy