Śmierć nadejdzie z wysoka

Śmierć nadejdzie z wysoka

Drony zmieniają obraz wojny z terroryzmem. Jednak ich masowe zastosowanie więcej problemów stwarza, niż rozwiązuje

Najbardziej śmiercionośny atak z użyciem dronów wydarzył się 6 marca w Somalii. Zginęło 150 osób. Według Pentagonu, celem nalotu byli „terroryści należący do grupy Al-Szabab”, czyli afrykańskiej filii Al-Kaidy. Wspomniane wydarzenie nie doczekało się jednak należytej uwagi. Dawniej drony atakowały pojedynczych terrorystów, których ujęcie było nierealne albo zbyt kosztowne. Teraz liczba ofiar jednego tylko nalotu wyniosła półtorej setki.

Jak zwykle w przypadku operacji z użyciem samolotów bezzałogowych pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Poza słowami Departamentu Obrony nie ma wiarygodnych dowodów, że ludzie, którzy zginęli, byli członkami bądź współpracownikami Al-Szabab. Nikt nie potwierdził ich tożsamości. Nie wiadomo, czy wśród ofiar byli cywile. Równie wiele wątpliwości rodzi proces decydowania o celach kolejnych ataków.

Algorytm śmierci

Rąbka tajemnicy uchylił tu zajmujący się technologiami cyfrowymi portal Ars Technica. W lutym jego dziennikarze opisali działalność programu Skynet powołanego przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Nazwa Skynet jest dobrze znana miłośnikom serii „Terminator”, choć scenarzystom nie śniło się, że ich program ożyje za sprawą NSA.

Prawdziwy Skynet identyfikuje potencjalnych terrorystów. Jego zadaniem jest gromadzenie i przetwarzanie metadanych na temat 55 mln abonentów pakistańskiej telefonii komórkowej. Odpowiedni algorytm zestawia informacje o tym, kto z kim rozmawia i gdzie loguje się do sieci komórkowej, z cyfrowym profilem zachowań, które określono jako „typowe dla terrorystów”. Na tej podstawie powstaje lista potencjalnych celów dla dronów.

Jakie zachowania mogą zwrócić uwagę NSA? Choćby częste wyłączanie telefonu, wymiana karty SIM i podróże w nocy. Zmiennych jest więcej i to one pozwalają wskazać posiadacza danego numeru jako ewentualnego terrorystę. Eksperci Ars Technica określili jednak takie metody jako „boleśnie nieprecyzyjne i skrajnie nieodpowiedzialne”.

Warto przypomnieć stwierdzenie gen. Michaela Haydena, które padło podczas debaty o prywatności w dobie wojny z terrorem. Rozmowa miała miejsce w 2015 r. na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w USA, a Hayden, wówczas były już dyrektor NSA, otwarcie przyznał: „Metadane służą nam do zabijania ludzi”. Mówiąc o metadanych, miał na myśli wszelkie informacje, jakie zostawiamy po sobie w cyfrowej rzeczywistości, a więc również billingi od operatorów komórkowych. Ich gromadzenie i analiza to zadanie algorytmów stworzonych na potrzeby programów w rodzaju Skynetu.

Wspomniane metody są jednak obarczone sporym ryzykiem, co jakiś czas temu udowodnili dziennikarze portalu śledczego The Intercept. Opisali oni rażący błąd, który mógł kosztować życie Ahmada Zidana, długoletniego szefa telewizji Al-Dżazira w Islamabadzie. Algorytm uznał profil jego zachowań (częsta zmiana numerów, podróże na terytoria opanowane przez terrorystów) za podejrzany. Zidan trafił więc na listę członków Al-Kaidy. Kiedy sprawa wyszła na jaw, władze katarskiej stacji stanęły w obronie pracownika, a on sam udowadniał, że nie jest wielbłądem.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 13/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy