Śmiertelna inicjacja

Śmiertelna inicjacja

Chłopcy skaczą z mostu do rwącej rzeki. W Ventanas mogą przetrwać tylko najsilniejsi

Korespondencja z Ekwadoru

Dave z butną miną wspina się coraz wyżej po konstrukcji mostu. Mięś­nie jego drobnych ramion twardnieją za każdym razem, gdy mocniej uczepia się kolejnej przeszkody. Jest zwinny i pewny w swoich ruchach, ale mokre stopy utrudniają mu zadanie. Kiedy więc niefortunnie ślizga się i tylko refleks ratuje go od upadku na beton, jego rozemocjonowani koledzy zaczynają wiwatować.

W końcu dociera na szczyt. Od rwącej rzeki dzieli go nie mniej niż 16 m. Jeśli chce cało wylądować w jej odmętach, musi najpierw odpowiednio się odbić. Nie za mocno, by nie wpaść na linię wysokiego napięcia, i nie za słabo, by lecąc w dół, nie uderzyć w barierkę lub filar mostu. Chłopiec wyraźnie się waha, więc jego koledzy zaczynają gwizdać. Rezygnacja nie wchodzi w grę, bo nigdy już nie dadzą mu spokoju. Ośmiolatek po raz ostatni spogląda w dół, zapiera się na lewej nodze, przenosząc na nią swój ciężar, po czym odbija się od stalowego podwyższenia. Po kilku długich sekundach ląduje w rozgrzanej słońcem wodzie. Jednak nikt jeszcze się nie cieszy. Wszyscy w napięciu wpatrują się w punkt, gdzie Dave wpadł do wody. Wreszcie pojawia się sylwetka chłopca, który próbuje walczyć z prądem rzeki. Ta batalia jest nierówna, ale Dave co kilka sekund odpoczywa, by znów próbować płynąć. W końcu ląduje na skałach, tuż przy brzegu. Przypadkowi gapie tracą zainteresowanie jego zmaganiami. Chłopak długo się nie rusza, jak gdyby zbierał siły na wykonanie choćby kilku kroków. W końcu wraca, wyraźnie z siebie dumny. Nikt mu jednak nie gratuluje, dostaje za to parę kuksańców, chociaż najstarszy młodzieniec klepie go z uznaniem po plecach. To znak, że Dave został zaakceptowany. Może zadawać się z innymi, którzy przeszli tę niepisaną próbę inicjacji. Ale to nie koniec jego zmagań ze skokami z mostu. Raz na jakiś czas, jak zresztą wszyscy inni, będzie musiał znów to zrobić. Najlepiej z nonszalancją i na totalnym luzie – to zawsze najbardziej się podoba.

Pięciolatki

– Skaczę, bo jest gorąco, a chcę się ochłodzić. Czego mam się bać? Nie jestem dziewczyną – odpowiada zadziornie Freddy, zerkając na kolegów, czy aby na pewno słyszeli jego kpiarski ton. Znam ich ponad rok, więc wiem, że to tylko poza. Wiem też, że ponieważ znamy się tak długo i ufają mi, w końcu powiedzą to, czego nie powiedzieliby nikomu innemu. Kiedy jednak pytam o nieszczęśliwe wypadki, chłopcy milkną i żaden z nich nie spieszy z odpowiedzią. Przyciśnięci, niechętnie zaczynają opowiadać. – Pamiętam, że jeden dzieciak nie wypłynął. Mocno padało, a on się uparł, by skakać… – mówi Juan.

– Kiedyś mój kolega uderzył w konstrukcję mostu i wpadł do wody jak kukła. Nigdy go nie znaleziono. To się zdarza dość często. A jeśli nie uderzają w most, po prostu się topią, bo tu są silne prądy – dodaje Jean.

– Najgorzej, kiedy skaczą takie pięciolatki. Mają mało sił, to o wypadek łatwo. Ale ja dałem radę, a też zaczynałem w tym wieku – wyrywa się Manuelowi. Widząc zirytowane miny kolegów, chłopiec zasłania usta, jakby się bał, że niepotrzebnie powie coś więcej. Największe trudności mają z wytłumaczeniem, dlaczego w ogóle decydują się na tak ryzykowną zabawę. Powtarzają banały o tym, że lubią pływać i chcą się ochłodzić lub że pociągają ich emocje przy skoku. Żaden z nich nigdy nie powie wprost, że robią to bardziej dla swoich kolegów niż dla siebie. W Ventanas, 40-tysięcznym miasteczku w ekwadorskiej prowincji Los Rios, jednym z najniebezpieczniejszych i najbiedniejszych zakątków kraju, poczucie przynależności do grupy jest bardzo ważne. Tylko najsilniejsi mogą przetrwać i zyskać szacunek u innych. Słabi nie mają na to szans.

Strony: 1 2

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. Tomk
    Tomk 20 lipca, 2016, 23:49

    Dajcie więcej tekstów tego dziennikarza

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy