Socjaldemokracja w odwrocie

Socjaldemokracja w odwrocie

Partie lewicowe przegrywały z nacjonalistami przez ponad sto lat, zwłaszcza wśród biednych wyborców z klasy robotniczej

Jedną z rzucających się w oczy cech polityki światowej w drugiej dekadzie XXI w. jest to, że nadające jej kształt dynamiczne nowe siły są partiami i politykami nacjonalistycznymi lub religijnymi, dwiema twarzami polityki tożsamościowej, a nie opartymi na klasach partiami lewicowymi, które były tak znaczące w polityce XX w.

Nacjonalizm mogły zapoczątkować industrializacja i modernizacja, ale pod żadnym względem nie zniknął ze świata, także w krajach rozwiniętych przemysłowo od wielu pokoleń. Pojawiły się zastępy nowych przywódców, którzy uzyskali demokratyczną legitymację dzięki wyborom i w interesie „narodu” podkreślali znaczenie narodowej suwerenności i narodowych tradycji. Ci przywódcy to m.in. Putin z Rosji, Erdoğan z Turcji, Orbán z Węgier, Kaczyński z Polski i na koniec Trump ze Stanów Zjednoczonych, którego hasłami wyborczymi były „Make America Great Again” oraz „America First”. Zwolennicy brexitu w Zjednoczonym Królestwie nie mają jednego oczywistego lidera, ale tutaj też podstawowym odruchem jest dążenie do umocnienia suwerenności narodowej. Partie populistyczne czekają w pogotowiu we Francji, w Holandii i całej Skandynawii. Nacjonalistyczna retoryka nie ogranicza się jednak tylko do wypowiedzi wymienionych już przywódców: z celami nacjonalistycznymi utożsamiani są premierzy Narendra Modi z Indii i Shinzō Abe z Japonii, a także Xi Jinping z Chin, który stwierdził, że socjalizm ma wyraźnie chińskie cechy.

W tym samym czasie rosło znaczenie religii jako zjawiska politycznego. Jest to najbardziej oczywistą prawdą na Bliskim Wschodzie, gdzie arabską wiosnę roku 2011 wykoleiły takie grupy islamistyczne jak Bractwo Muzułmańskie i jeszcze radykalniejsze organizacje terrorystyczne, np. Państwo Islamskie. Podczas gdy to drugie zostało niemal zupełnie pokonane militarnie w Syrii i Iraku, islamistyczne ruchy rozprzestrzeniają się nadal w takich krajach jak Bangladesz, Tajlandia i Filipiny. W Indonezji popularny chrześcijański gubernator Dżakarty Basuki Tjahaja Purnama („Ahok”) został zaatakowany za rzekome bluźnierstwo przez coraz bardziej pewne siebie islamistyczne grupy i trafił do więzienia po przegraniu ponownych wyborów na gubernatora. Islam nie jest jednak jedyną formą upolitycznionej religii. Indyjska Partia Ludowa (Bharatija Dźanata Parti – BJP), czyli partia premiera Modiego, jest jednoznacznie oparta na hinduistycznym rozumieniu indyjskiej tożsamości narodowej.

Agresywna forma politycznego buddyzmu rozprzestrzenia się w takich krajach południowej i południowo-wschodniej Azji jak Sri Lanka i Mjanma, gdzie ściera się z grupami muzułmańskimi i hinduistycznymi. Religijne grupy tworzą także części konserwatywnych koalicji w takich demokratycznych krajach jak Japonia, Polska i Stany Zjednoczone. W Izraelu ład polityczny, który przez kilkadziesiąt lat po uzyskaniu niepodległości był zdominowany przez dwie partie ideologiczne w stylu europejskim, czyli Partię Pracy i Likud, zmienia się, gdyż coraz większa liczba głosów jest oddawana na partie religijne, jak Szas czy Agudat Jisrael.

Natomiast stara, klasowa lewica od dłuższego czasu traci na znaczeniu na całym świecie. Komunizm upadł w latach 1989-1991, chociaż jego wersje wciąż mocno się trzymają w Korei Północnej i na Kubie. Socjaldemokracja, jedna z dominujących sił, które kształtowały politykę europejską przez kilkadziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej, jest w odwrocie. Niemieccy socjaldemokraci, którzy w 1998 roku otrzymali ponad 40% głosów, w roku 2016 spadli poniżej 20%, a w roku 2017 prawie zniknęła francuska Partia Socjalistyczna. Ogólnie rzecz biorąc, odsetek wyborców partii centrolewicowych zmalał między rokiem 1993 a 2017 z 30% do 24% w Europie Północnej, z 36% do 21% w Europie Południowej i z 25% do 18% w Europie Środkowej. Wciąż są ważnymi graczami, ale trend jest wyraźny.

W latach 90. XX w. partie lewicowe w całej Europie przesunęły się w ku centrum, akceptując logikę gospodarki rynkowej, i wiele z nich trudno było odróżnić od ich koalicyjnych partnerów z centroprawicy. Podczas zimnej wojny na Bliskim Wschodzie zawsze były jakieś grupy komunistyczne lub inne lewicowe; samozwańczy komunistyczny reżim doszedł nawet do władzy w Jemenie Południowym. Jednakże od tamtej pory siły te zostały całkowicie zmarginalizowane i odstawione na boczny tor przez partie islamistyczne. Lewicowy populizm dał pokaz siły głównie w różnych częściach Ameryki Łacińskiej w latach 90. XX w. i pierwszej dekadzie następnego stulecia, wraz z dojściem do władzy Hugona Cháveza w Wenezueli, Luiza Inácia Luli da Silvy w Brazylii i Kirchnerów w Argentynie. Ale ta fala już się cofnęła, wraz z samounicestwieniem Wenezueli pod rządami następcy Cháveza, Nicolása Maduro. Dobre notowania Jeremy’ego Corbyna w Zjednoczonym Królestwie i Berniego Sandersa w Stanach Zjednoczonych mogą być zwiastunami odrodzenia, ale partie lewicowe nie są nigdzie siłą dominującą, jak pod koniec XX w.

Słabość lewicy na całym świecie jest pod wieloma względami zaskakująca, zważywszy na globalny wzrost nierówności dochodów w ostatnich trzech dziesięcioleciach. Pisząc o światowych nierównościach, mam na myśli wzrost nierówności w poszczególnych krajach, a nie między krajami. Przepaść między bogatymi i biednymi krajami się zmniejszyła, ponieważ wysokie poziomy wzrostu wystąpiły nie tylko w Azji Wschodniej, ale także w Ameryce Łacińskiej i Afryce Subsaharyjskiej. Ale jak wykazał ekonomista Thomas Piketty, nierówności w obrębie poszczególnych krajów na całym świecie poważnie wzrosły od roku 1980; wbrew od dawna akceptowanej teorii innego ekonomisty, Simona Kuznetsa, dysproporcje dochodowe w bogatych krajach rosły, zamiast maleć. Trudno jest wskazać taki region świata, w którym nie wyrosłaby nowa klasa oligarchów – miliarderów, którzy wykorzystują swoje bogactwo politycznie, żeby chronić rodzinne interesy

Ekonomista Branko Milanović opracował szeroko cytowany „wykres słoniowy”, który ukazuje relatywne przyrosty dochodu per capita dla różnych segmentów światowego rozkładu dochodu. W okresie od roku 1988 do 2008 dzięki wzrostowi produktywności i globalizacji świat znacznie się wzbogacił, ale te zyski nie zostały równo rozdzielone. Ludzie z przedziału od 20. do 70. percentyla światowego rozkładu dochodów odczuli ich poważny wzrost, a jeszcze większy osoby znajdujące się powyżej 95. percentyla.

Ale część światowej populacji z okolicy 80. percentyla doświadczyła albo stagnacji, albo tylko marginalnego wzrostu dochodów. Ta grupa w dużej mierze odpowiada klasie robotniczej w krajach rozwiniętych – czyli grupie ludzi ze średnim lub niższym wykształceniem. Chociaż zachowali o wiele wyższy poziom życia od tych, którzy są poniżej nich, stracili bardzo dużo w stosunku do osób z górnych 10% rozkładu. Innymi słowy, ich względny status gwałtownie się obniżył.

W obrębie świata rozwiniętego nierówności najbardziej się uwidoczniły w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych, dwóch krajach, które stały na czele „neoliberalnej” prowolnorynkowej rewolucji lat 80. XX w. przeprowadzonej przez Margaret Thatcher i Ronalda Reagana. W Stanach Zjednoczonych owoce dużego wzrostu gospodarczego lat 80. i 90. XX w. nie zostały równo rozdzielone, lecz w przeważającej mierze trafiły w ręce osób dobrze wykształconych. Stara amerykańska klasa robotnicza, która uważała się za trzon klasy średniej, systematycznie traciła grunt. Według opracowania Międzynarodowego Funduszu Monetarnego poświęconego zanikaniu klasy średniej odsetek osób zarabiających od 50% do 150% mediany dochodów zmalał od roku 2000 do 2014 z 58% do 47% populacji.

Tylko 0,25% tych ludzi zrobiło to, przenosząc się do wyższej grupy dochodowej; aż 3,25% przesunęło się w dół drabiny dochodów. Ta nierówność jeszcze się powiększyła na skutek kryzysu finansowego roku 2008, kiedy to wskutek machinacji oraz wyborów politycznych sektora finansowego powstała bańka na rynku aktywów, której pęknięcie pozbawiło pracy i oszczędności miliony zwykłych Amerykanów, jak również niezliczone rzesze ludzi na całym świecie.

W tych okolicznościach można by się spodziewać wielkiego odrodzenia populistycznej lewicy w krajach o największych nierównościach. Od czasu rewolucji francuskiej lewica określała się jako partia równości ekonomicznej, gotowa wykorzystywać siłę państwa do redystrybucji bogactwa przez odbieranie go bogatym i przekazywanie biednym. A jednak w następstwie światowego kryzysu finansowego stało się coś przeciwnego, a mianowicie w wielu częściach świata rozwiniętego wyłoniły się siły populistycznej prawicy. Nigdzie nie było to lepiej widoczne niż w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie deindustrializacja wyniszczyła starą klasę robotniczą. W Stanach Zjednoczonych kryzys finansowy spowodował powstanie lewicowego ruchu Okupuj Wall Street oraz prawicowej Partii Herbacianej. Lewicowy ruch organizował marsze i demonstracje, aż w końcu się wypalił, a prawicowa partia zdołała przejąć zarówno Partię Republikańską, jak i dużą część Kongresu. W roku 2016 głosujący nie poparli większości populistycznych kandydatów lewicy, wybierając zamiast nich polityków nacjonalistycznych.

Jak tłumaczymy niepowodzenie prób lewicy wykorzystania dla własnych celów nierówności majątkowych na świecie i wzrost znaczenia nacjonalistycznej prawicy? To nie jest nowe zjawisko: partie lewicowe przegrywały z nacjonalistami przez ponad sto lat, zwłaszcza pośród tych biednych wyborców z klasy robotniczej, którzy powinni stanowić ich najbardziej solidną bazę społeczną. W roku 1914, kiedy wybuchła I wojna światowa, europejska klasa robotnicza nie ustawiła się pod sztandarami Międzynarodówki Socjalistycznej, ale stanęła murem za swoimi rządami narodowymi. Ta porażka przez lata wprawiała marksistów w zakłopotanie – cytując Ernesta Gellnera, powiedzieli sobie oni: „Szyici twierdzą, że archanioł Gabriel przez pomyłkę zwrócił się do Mahometa z Posłaniem przeznaczonym dla Alego. Podobnej gafy dopuścił się duch dziejów: rozbudzające świadomość orędzie przeznaczone było dla k l a s, niestety, wskutek jakiejś straszliwej pomyłki na poczcie, dostało się w ręce n a r o d ó w”.

Podobnie na współczesnym Bliskim Wschodzie list zaadresowany do klas został przez pomyłkę dostarczony wyznawcom różnych religii.

Ów błąd na poczcie nastąpił z powodu sposobu, w jaki w ludzkim zachowaniu motywacje ekonomiczne splatają się z kwestiami tożsamościowymi. Być biednym to jak być niewidzialnym dla innych, a wstyd z powodu niewidzialności jest często gorszy od braku pieniędzy.

Fragmenty książki Francisa Fukuyamy Tożsamość. Współczesna polityka tożsamościowa i walka o uznanie, przekład Jan Pyka, Rebis, Poznań 2019

Fot. Maciej Łuczniewski/REPORTER

Wydanie: 44/2019

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. Jacek Uczkiewicz
    Jacek Uczkiewicz 13 listopada, 2019, 09:27

    Francis Fukuyama porusza zasadniczą kwestię: co dzisiaj oznacza termin „lewica”? Socjaldemokracja jest w odwrocie, gdyż ta forma lewicowości ma de facto charakter adaptacyjny a nie sprawczy. Socjaldemokracja, strywializowana ostatnio w Polsce do hasła „socjal plus demokracja” pogodziła się ze społeczno-gospodarczymi kanonami neoliberalizmu i przyjęła wyznaczoną jej rolę różowej paprotki na stole prezydialnym, przyjęła zadanie „socjalizowania” neoliberalnych koncepcji gospodarczych. Tymczasem neoliberalizmowi grunt usuwa się spod nóg, Co raz bardziej widoczny jest kryzys neoliberalizmu, który niezdolny jest do rozwiązywania krytycznych problemów, które sam generuje, takich jak degradacja środowiska, migracje, narastanie nierówności ekonomicznych. Do tego dochodzi całkowicie nierozpoznana systemowo kwestia wpływu rewolucji informatycznej i niespotykanych postępów w rozwoju genetyki na całokształt stosunków społecznych oraz na pojedynczą istotę ludzką. Widzimy konkretne przejawy, takie jak upadek znaczenia wiedzy i wykształcenia, manipulacje postawami wielkich grup społecznych za pomocą narzędzi informatycznych itp. A przecież to ledwie początek, przed rozpowszechnieniem komputerów kwantowych i udziału sztucznej inteligencji w codziennym życiu. Jednym słowem świat jest w przededniu, a może już w trakcie, kolejnego przełomu cywilizacyjnego. Tradycyjna socjaldemokracja umiera wraz z neoliberalizmem. Kto wypełni próżnię? To właśnie olbrzymie zadanie i odpowiedzialność lewicy. Lewicy, której zasadą zawsze było patrzenie wprzód, wyprzedzanie czasu, a nie nadążanie za nim. Istotą lewicy zawsze był postęp i sprawiedliwość społeczna. Co te hasła oznaczają wobec cywilizacyjnych wyzwań przed którymi staje świat? Dlaczego młodzi ludzi garną się do prawicowych, nacjonalistycznych organizacji a omijają raczej organizacje określające się jako lewicowe? Ponieważ prawica proponuje młodym idee, kreśli jasny porządek swojego świata i wskazuje młodym ludziom ich w tym świecie przyszłość. Z jakimi ideami zwraca się do młodych ludzi polska lewica? W istocie mówi ona: „będziemy robić to co inni, tylko lepiej”. Współczesna polska lewica jest w istocie, w kontekście cywilizacyjnych wyzwań bezideowa, gdyż ideowość uznana została za naiwność i zastąpiona pragmatyzmem. Klasyczna socjaldemokracja jest w odwrocie – i dobrze. Czas na nowoczesną lewicę, która odważnie zmierzy się z przyszłością.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 13 listopada, 2019, 09:32

      Od czasu „Końca historii” opinie Fukuyamy odbieram z nieco większym dystansem.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Radoslaw
      Radoslaw 15 listopada, 2019, 12:37

      Podstawowym warunkiem na to, żeby gdziekolwiek, a w Polsce w szczególności, odrodziła sie lewica ze swoimi programami społecznymi, jest wycofanie sie spod przemożnych wpływów USA. USA robi w Polsce to samo, co w Ameryce Łacińskiej – wspiera wszelkie prądy i ugrupowania prawicowe, króre stoją na straży amerykańskich interesów gospodarczych. W Ameryce Łacińskiej Amerykanie mieli od tego prawicowych dykatorów-rzeźników, którzy bezceremonialnie mordowali wszystkich, którzy domagali sie np. opodatkowania amerykańskich firm, aby sfinansować programy socjalne. Wystarczy sobie Kapuścińskiego poczytać. W Polsce prawica zrobiła populacji tak masowe i głebokie pranie mózgów, że nikt, absolutnie NIKT nie ma odwagi zakwestionować gigantycznych programów zbrojeniowych, których koszty doprowadzą do zapaści cały polski sektor publiczny na kilkanaście lat! A jeśli ktoś, w prywatnej rozmowie, choćby piśnie słowo sprzeciwu, to usłyszy: „To ty nie jesteś za tym, żeby Polska miał silną armie?” Co w podtekście oznacza: „Czy chcesz, abyśmy zostali podbici przez Rosje? A ile Putin ci płaci?” . I na tym rozmowa sie kończy. Wiem o czym mówie, bo już sie z takimi reakcjami spotkałem. Trzeba być dzieckiem, żeby nie widzieć, kto stoi za tą falą militarystycznej propagandy strachu. Prawica nie ma Polakom nic do zaoferowania, poza narodową mitologią historyczną i sprytnymi manipulacjami typu 500+, za które ich beneficjenci za chwile zapłacą w dwójnasób – zmuszeni do korzystania z pełnopłatnej opieki zdrowotnej czy prywatnych szkół dla swoich dzieci. I to sie nie zmieni co najmniej przez nastepne pokolenie, bo propaganada jest wbijana do głów już od wczesnych lat szkolnych w postaci nauki jedynie słusznej historii, gdzie Ameryka jest zbawcą świata. W Wietnamie zgineło kilkadziesiąt tysiecy amerykańskich żołnierzy-najeźdźców i 3 mln. Wietnamczyków (po obu stronach). Ale dla Polaka, to Amerykanie byli najwiekszymi ofiarami tej wojny. I żadna lewica mu tej bredni nie wyperswaduje. Taki model widzenia przeszłości rzutuje na przyszłość, w której lewica to komuchy i niech sie cieszy, że w ogóle jej sie pozwala istnieć. Od zdobyciu jakichkolwiek społeczno-politycznych wpływów może sobie polska lewica tylko pomarzyć.No chyba, że Ameryka zawali sie pod cieżarem swoich problemów wewnetrznych (jak niegdyś ZSRR) i bedzie zmuszona wycofać sie światowej areny. Ale możliwy jest też scenariusz przeciwny – że bedzie tym intensywniej grabić swoje państwa klienckie, aby ratować własną gospodarke.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Janiszewski
      Janiszewski 15 listopada, 2019, 19:53

      LEWICA (SLD, Wiosny, Lewicy Razem), powinna z pełną uwagą odnosić się do spraw poruszonych w tekście Fukuyamy, a przede wszystkim do treści, niezwykle trafnego, komentarza Jacka Uczkiewicza. Najwyższy czas – dla lewicy – zacząć zajmować się i tą problematyką. Nie uciekniemy od niej. Zapewne swą pomocą w sprawie mogłaby służyć lewicy – Socjalistyczna Platforma Programowa (przewodzi jej „tworzeniu się” właśnie J. Uczkiewicz)…

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy