Kto i według jakich kryteriów powinien ustalać listę szkolnych lektur obowiązkowych?

Kto i według jakich kryteriów powinien ustalać listę szkolnych lektur obowiązkowych?

Prof. Bogusław Śliwerski, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi
Listę zawsze określało rozporządzenie ministra, kryteria zaś władza określała sama. Teraz jest festiwal różnych list, na co nie mamy żadnego wpływu. Według mnie, w reformie programowej nie należy wciąż gmerać, wystarczy raz na 15 lat coś ustalić. Lepiej byłoby chyba MEN zlikwidować, bo to, co się tam robi, jest absurdalne. Nie jestem w stanie wytłumaczyć studentom, co się dzieje w polityce oświatowej. To, co dzisiaj wykładam, już jutro okazuje się nieaktualne. Sytuacja jak z Mrożka i nie dziwię się, że pisarz znowu chce z Polski wyjechać. Podstawy metodologiczne do reformy opracowywali naukowcy, wybitni eksperci, a teraz wszystko idzie do śmieci. Decyzje są chaotyczne, nieracjonalne, przypadkowe. Mogę się tylko przyglądać i śmiać.

Prof. Eugeniusz Łapiński, rektor Niepublicznej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Białymstoku
Ustalać listę powinni ci, którzy najbardziej się znają, nauczyciele, światli rodzice. Najmniej urzędnicy, co do tego nie mam wątpliwości, bo wynik jest, jaki jest. Do absurdów wśród lektur w podstawówce należy np. „Karolcia” Marii Krüger. Książka ma 240 stron. Nie tylko dziecko w drugiej klasie tego nie przeczyta, ale nawet dorosły. W tej chwili dostosowuje się programy do najzdolniejszych, a tych jest zaledwie 5-7%. Rodzice im jeszcze pomagają i jakoś sobie poradzą. Ale przeciętne dziecko nie jest w stanie podołać wymaganiom, a co dopiero dziecko specjalnej troski. Programy trzeba dostosować do możliwości uczniów. W jednej klasie zdarzają się uczniowie po akademii szybkiego czytania, którzy są w tym lepsi od nauczycieli, i uczniowie, którzy czytać dopiero się uczą od początku. Jedni i drudzy mają po siedem lat i obowiązuje ich ten sam program nauczania.

Adam Pomorski, tłumacz, eseista, wiceprezes PEN Clubu
Ważniejsze od dyskusji o kanonie lektur jest spojrzenie, jak wygląda podstawa programowa nauki języka polskiego w szkole i ogólne tendencje w edukacji. Od ok. 10 lat można zaobserwować redukcję humanistyki rozumianej jako literatura. Oczywiście lista lektur jest bardziej spektakularna. Podręczniki i lektury promują wciąż konserwatywny postmodernizm modelu społecznego. Wzorem dla chłopca jest rycerz bądź sportowiec, dla dziewczyny zaś rola matki rodzącej dzieci i zajmującej się kuchnią. W 1999 r. zbadano polską młodzież i nastolatków z innych krajów. Wyszło wtedy, że na 32 kraje nasza młodzież wywodząca się z rodzin z wykształceniem co najmniej maturalnym plasuje się pod względem czytelnictwa książek na wysokim 7.-8. miejscu, podczas gdy ogólnie, włączając w to młodzież uczącą się w zawodówkach, jesteśmy na 28.-29. miejscu. Późniejsza likwidacja zawodówek i skomasowanie młodzieży w jednym typie szkół spowodowały tylko ogólne obniżenie poziomu.

Stefan Chwin, pisarz, historyk literatury
Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że zawsze będą to robić urzędnicy. Sam jako nauczyciel akademicki przykładam każdą listę lektur do jednego szablonu, który wyznacza liczba godzin w stosunku do ilości stron, które powinny być przeczytane. Niestety w szkołach utrzymuje się obustronna fikcja, nauczyciele stwarzają wrażenie, że klasa daną pozycję przeczytała, a uczniowie robią dobrą minę do tej gry. Układając listy lektur, trzeba iść na kompromis, zalecać po jednej książce danego autora, a pozostałe najwyżej we fragmentach. Powstaje kultura fragmentów, to niedobre rozwiązanie, ale inaczej tego się nie da zrobić.

Prof. Ludwik Stomma, antropolog, etnolog, wykładowca paryskiej Sorbony
Są dwie reguły tworzenia listy. Pierwsza to książki, bez których nie można zrozumieć pewnych formacji umysłowych. Dlatego postulowałbym umieszczenie „Trylogii” Sienkiewicza, bo tutaj jest wzór polskiego patriotyzmu, „Przedwiośnia” Żeromskiego, a także Gombrowicza, aby zrozumieć postawy inteligenckie. Z literatury zachodniej warto włączyć którąś z futurystycznych książek Verne’a, zapowiadającą rozwój techniki i cywilizacji, a także „Cichy Don” Szołochowa, ukazujący dramat ludzki. Z drugiej strony, jest pewna liczba dzieł, które inteligentny człowiek musi znać, tak jak „Don Kichota”, „Wojnę i pokój”, a jeśli nie czytał, to inteligentem nie jest. Co do decydentów, mam śmieszną propozycję. Wyszukać tych nauczycieli, których uczniowie najczęściej zwyciężali w olimpiadach polonistycznych. Niech się zbiorą i ustalą. Nie dawać tego urzędnikom ani ministrowi.

Prof. Magdalena Środa, filozof, etyk
Lista lektur powinna mieć charakter autorski: to nauczyciele powinni decydować o doborze co najmniej 50% lektur. Natomiast 50% powinno być ustalonych przez radę stworzoną z ludzi nauki (w tej grupie nie widzę nikogo ani z ministerstwa, ani z polityków); chodzi o wyłonienie kanonu tekstów na poziomie światowym, a nie tych, które są wyrazem narodowych sentymentów i religijnego serwilizmu. O ile więc czytanie Homera, Goethego, Gombrowicza, Szymborskiej, Herberta wydaje mi się istotne z punktu widzenia „kanonicznego”, o tyle Sienkiewicz, Żeromski czy Jan Paweł II „kanoniczni” na pewno nie są. Sienkiewicz powiela narodowe, dziwaczne stereotypy i przeinacza historię (choć jego lektura może być pasjonująca!), Żeromski odwołuje się do problemów, które dzisiejszej młodzieży wydają się zupełnie obce, a Jan Paweł II to żadne pisarstwo, tylko zbiór sentymentalnych ogólników.

Notował Bronisław Tumiłowicz

 

Wydanie: 17-18/2008

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy