Co Ameryka mogłaby zrobić dla Polski?

Co Ameryka mogłaby zrobić dla Polski?

Prof. Michał Kleiber, minister nauki, przewodniczący Komitetu Badań Naukowych
Nie oczekiwałbym nadzwyczajnych gestów, nie wierzę w skuteczność takich próśb. Wystarczy obdarzenie Polski takim samym zaufaniem jak inne kraje rozwinięte. Konsekwencją byłaby działalność amerykańskich firm na polskim rynku, inwestowanie obliczone na spokojną działalność przez lata i dekady, a nie na szybki zysk, jak w krajach Trzeciego Świata. Oczekiwałbym na pomoc administracji przez promocję idei wymiany studentów. Do USA corocznie przyjeżdżają ich setki tysięcy z całego świata, a z Polski – nieliczne przypadki. Marzy mi się doprowadzenie do końca umowy o współpracy naukowo-technicznej, która z przyczyn paradoksalnych napotyka szalone problemy formalne.

Lech Wałęsa, b. prezydent RP
Wreszcie powinni traktować nas poważnie. Nie mówić tylu frazesów, ale realizować obietnice. A to wygląda fatalnie. Wystarczyłoby chociaż połowę ładnych słów, które mówili politycy, wcielić w życie, byłoby dobrze. Wcale nie jesteśmy głupsi, potrafimy liczyć. Kto nas zdradził w 1945 r. i oddał Związkowi Radzieckiemu? Kto pomagał komunizmowi, aby bił Wałęsę? Za co teraz giną nasi ludzie? Za błędy polityków. To im musimy mówić, bo inaczej Ameryka zginie.

Prof. Aleksander Posern-Zieliński, etnolog, amerykanista, Zakład Badań Narodowościowych PAN
To nasz problem, bo Amerykanie nie zastanawiają się, co mogą zrobić dla 125 narodów świata. Nie mają specjalnej polityki wobec Polski, tylko politykę globalną. Gdy znajdowaliśmy się w obozie przeciwnym, byliśmy państwem frontowym. Dziś oczywistości nie ma, Polska jest partnerem amerykańskim w NATO i w Europie, ale nie na głównym kierunku strategicznym. Niestety, polska grupa etniczna w USA przestaje się liczyć, administracja woli zabiegać o Latynosów, którzy w Teksasie i Kalifornii przekraczają 50% ogółu. Obecnie w kampanii wyborczej Busha i Kerry’ego prawie nie ma odniesień do Polonii. Zapytałbym, co Polska może wziąć z Ameryki. Wiele elementów jest godnych naśladowania, np. etos pracy i szacunek dla człowieka pracy. Nasze społeczeństwo wyrasta na korzeniach feudalnej tradycji, mamy elity, które uważają się za lepsze od reszty, a w USA ceni się umiejętność przełamywania podziałów. Amerykanie łączą indywidualizm wysokiego stopnia z duchem współpracy. Społeczeństwo jest w znacznej mierze zorganizowane u samej podstawy, w sąsiedztwie, i z podziwu godną konsekwencją realizuje cele, które czynią życie wygodniejszym.

Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego
Nasze pretensje do USA cechuje brak etycznej refleksji na temat globalnych stosunków ze Stanami Zjednoczonym. Nierozsądne i nierealistyczne są pretensje w sprawach wiz, offsetów i zamówień dla polskich przedsiębiorstw w Iraku. Mieszamy cele strategiczne z krótkookresowymi sprawami, gdzie pole manewru władz amerykańskich jest ograniczone. Powinniśmy oczekiwać po sobie takiego ułożenia stosunków, by lepiej korzystać z partnerstwa, a nie tworzyć mity i mnożyć oczekiwania, które rodzą niepotrzebną frustrację.

Robert Koński, prezes amerykańskiej firmy Euronet w Polsce, prezes stowarzyszenia absolwentów Harvardu w Polsce
Ameryka mogłaby zdecydowanie szerzej otworzyć drzwi do stypendiów na swoich uczelniach, by powiększyć liczbę studentów z Polski. Problem wiz nie mieści się nawet w pierwszej dziesiątce potrzeb. Należy zwiększyć współpracę militarną między naszymi armiami, a także współpracę na szczeblu regionów, samorządów lokalnych, podobnie jak to jest w UE. USA mogłyby pomagać nam w promowaniu swojego kraju na zewnątrz. Mamy tyle wspaniałych atrakcji, których nie potrafimy pokazać światu. W Ameryce każde miejsce turystyczne jest wypromowane i dostępne. Przydałoby się więcej bezpośrednich lotów do USA – nie tylko do Nowego Jorku, lecz także do Chicago, Denver, gdzie też jest liczna Polonia, i Miami, które jest najprostszą drogą na Karaiby.

Andrzej Czeczot, malarz, rysownik
Mogliby się postarać, żeby Polska nie musiała się angażować w Iraku. To byłoby najlepsze. Jednak gdyby obecna sytuacja przeciągała się, powinniśmy mieć poważne ułatwienia w zdobywaniu wiz i jakieś kwoty emigracyjne, które mogłyby nas zadowolić. Ważne są kontakty, które pomogłyby rozwinąć się szybciej polskiej gospodarce.

Prof. Adam Walaszek, historyk, amerykanista, UJ, Komitet Badania Polonii PAN
Ameryka nic nie mogłaby zrobić dla nas. To my sami sobie musimy pomóc, a nie ona nam. Moja odpowiedź wpisuje się zresztą w przesłanie słynnego hasła prezydenta Kennedy’ego.

Wojciech Łuczak, wydawca miesięcznika „Raport”, ekspert w dziedzinie technologii wojskowych
Amerykanie mogliby przekazać nam najnowocześniejsze technologie i produkcję albo podzielić się nimi, dopuszczając nas do udziału we wspólnych programach ekspansji gospodarczej w świecie, niekoniecznie w sferze militarnej, również w cywilnej. Niestety, tego nie robią i nie jest to wyłącznie sprawa Polski, lecz zjawisko globalne. Naszemu przemysłowi i gospodarce bardzo potrzebne są nowe technologie. Możemy przecież za nie zapłacić, przy czym idealną sytuacją byłoby to, że u nas zlokalizowano by np. produkcję opartą na amerykańskich technologiach. Niestety USA nie chcą się dzielić swoją ekspansją gospodarczą.

Prof. Maria Paradowska, historyk, amerykanista
Dolarami nas nie obdarują, z długów nie wyciągną, kradzieży nie oduczą, ale mogą uczynić współpartnerami czy to w dziedzinach życia politycznego, czy gospodarczego. Pytanie jest niestety trochę abstrakcyjne. Ameryka to mocarstwo, a my – wiadomo co. Można sobie jednak wyobrazić nowy plan Marshalla, taki jak dla Niemców, jednak wcześniej musiałaby się zmienić mentalność społeczna w Polsce, która została skrzywiona przez ostatnie 50 lat. Tego z pewnością nie udałoby się przeprowadzić z panami X i Y, którzy większość środków odprowadzają na prywatne konta w Szwajcarii. Najpierw musielibyśmy wszyscy nauczyć się utożsamiać z państwem.

Dr Wiesław Oleksy, Katedra Amerykanistyki i Mass Mediów, Uniwersytet Łódzki
Mogliby nam udostępnić swoje rynki i przezwyciężyć dużo uprzedzeń, bo żadne polskie produkty nie są tam znane. Mogliby też bardziej zdecydowanie wejść z inwestycjami do Polski. Słabo rozwinięta jest współpraca na polu akademickim. Fulbright i inne fundacje działają, ale sprowadzają znikomą liczbę pracowników amerykańskich do Polski. Wystarczy zobaczyć, jak się realizuje program American University w Egipcie lub nawet w Bułgarii. Wiele amerykańskich uczelni ma też swoje kampusy w Europie. Rozwinąć można również różne formy, które, jak „Work nad Travel”, dają nie tylko szansę edukacyjną, lecz także nauki życia oraz poprawy warunków materialnych młodych ludzi. Polska niewiele otrzymała za poparcie USA w Iraku. W tych wszystkich sprawach liczy się twarda kalkulacja, domaganie się tylko wiz jest śmieszne. Amerykanie mogliby się włączyć w budowę autostrad i wiele innych rzeczy, które mają na bardzo wysokim poziomie, ale najbardziej przydałaby się nam nauka sposobu organizowania życia społecznego i zawodowego.

Wydanie: 35/2004

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy