Sporu o cmentarz Orląt cd.

Sporu o cmentarz Orląt cd.

Czy lwowscy radni zrozumieją, że nie chcemy odbierać im Lwowa?

Ukraińskie wiarołomstwo czy brak politycznego rozsądku? Polskie chciejstwo czy złe rozeznanie sytuacji we Lwowie? Prestiżowa porażka prezydenta Kwaśniewskiego czy dowód twardego (patriotycznego) stanowiska Warszawy? A może po prostu bolesna nauczka na przyszłość?
W tydzień po rozczarowaniu, jakie przeżyła Polska, kiedy Rada Miejska Lwowa nie zgodziła się na realizację (wszystkich) zapisów porozumienia w sprawie kształtu cmentarza Orląt, co zmusiło Aleksandra Kwaśniewskiego do odwołania jego udziału w zaplanowanej na 21 maja ceremonii oficjalnego otwarcia nekropolii, trwa debata na ten temat. Na 30 maja mer Lwowa, Lubomyr Buniak, zwołał kolejną sesję rady, która – według jego zapewnień – powinna wyznaczyć ostateczny termin otwarcia cmentarza. Przymiarki mówią, że może być to listopad tego roku. Ale sceptycy pytają – po pierwsze – czy do tego czasu uda się rozwiązać polsko-ukraiński spór dotyczący ostatecznego kształtu nekropolii, a więc spornego słowa „bohatersko” na płycie głównej grobu Nieznanego Żołnierza oraz powrotu na cmentarz pomników francuskich i amerykańskich żołnierzy walczących po polskiej stronie w wojnie 1920 r. I po drugie – jak można „wyznaczać” termin bez konsultacji z prezydentami Ukrainy i Polski, bez których przecież takie otwarcie nie powinno się odbyć.
Przynajmniej części lwowskich radnych te wątpliwości nie martwią. Próbkę podobnego myślenia mieliśmy już w minionym tygodniu. Kiedy prezydent Kwaśniewski zrezygnował z przyjazdu do Lwowa 21 maja, zwolennicy nacjonalistycznej organizacji UNA-UNSO głośno gardłowali za utrzymaniem terminu otwarcia cmentarza –

nawet bez Polaków.

Andrij Szkil, przywódca UNA-UNSO, sugerował, że nekropolię należy otworzyć, bo jest już całkowicie odnowiona, „a prezydenci (Polski i Ukrainy – przyp. BG) dokonają „kiedyś” jej drugiej, uroczystej inauguracji”, niezależnie od ceremonii 21 maja. Jak zrobimy po swojemu, mówili radni, to pokażemy Polakom, że „nie oddamy im Lwowa”.
Uchwałę wyznaczającą datę 21 maja jako termin otwarcia cmentarza – warto o tym pamiętać – podjęła Rada Lwowa 16 maja, tego samego dnia, kiedy odrzuciła uzgodniony pomiędzy Warszawą i Kijowem ostateczny kształt napisów i architektury nekropolii. Tylko – będący na pograniczu prawa – opór Lubomyra Buniaka i sekretarza lwowskiej rady, Zinowija Siruka, który po prostu odmówili podpisania takiego dokumentu, uchronił nas od politycznego zgrzytu.
Spora grupa lwowskich radnych wyraźnie nie chce realizacji polsko-ukraińskich umów, jakie zawierano (notabene już kilkakrotnie) na najwyższym szczeblu politycznym. Dla Warszawy jest to

o tyle zaskakujące,

że po ostatnich wyborach skład Rady Miejskiej Lwowa mocno się zmienił. Przewagę zdobyli w niej (liberalni) zwolennicy byłego premiera Wiktora Juszczenki, a reprezentanci ugrupowań nacjonalistycznych znaleźli się w mniejszości. „Z merem Buniakiem jest szansa na rozwiązanie problemu cmentarza Orląt”, zapowiadał m.in. prof. Bohdan Osadczuk.
Dlaczego tak się nie stało? Podczas ubiegłotygodniowych Dni Nauki Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, którego działalność zainaugurowali jesienią 2001 r. w Lublinie prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma, dr Ewa Rybałt powiedziała znamienne słowa: „Nie udało się otworzyć cmentarza Orląt Lwowskich. To świadczy, że my – Polacy i Ukraińcy – nie rozumiemy się i w deklaracjach ostatnich 10 lat oglądaliśmy się przede wszystkim na przeszłość, próbując ją trochę zaczarować”.
Więc może kilka pytań do polskiej strony. Pierwsze – dlaczego nasze służby dyplomatyczne i konsularne nie ostrzegły prezydenta, że lwowscy radni mogą zablokować wyznaczoną na 21 maja ceremonię otwarcia cmentarza Orląt? Aleksander Kwaśniewski mógł bowiem zawierzyć optymizmowi Leonida Kuczmy i – uwaga – propozycji złożonej przez ukraińskiego ministra Złenkę w Iwano-Frankowsku (gdzie obaj politycy umówili się na majowe spotkanie we Lwowie), ale uczestniczący w rozmowach nasz ambasador w Kijowie, Marek Ziółkowski, miał obowiązek przestrzec, że (prawdopodobnie) nic z tego nie będzie.
Po drugie – pozostaje spór o kształt nekropolii.

Nawet sprzyjający nam politycy,

jak Taras Czarnowił, mówią, że słowo „bohatersko” (w inskrypcji „Nieznanym żołnierzom bohatersko poległym za Polskę w latach 1918-1920”) ostatecznie mogłoby być, ale wyrażają wątpliwości co do obecności na cmentarzu pomników amerykańskich i francuskich żołnierzy, bo „po co mieszać innych w polsko-ukraińskie sprawy”. Wiadomo też, że Ukraińcy chcieli, by otwarciu cmentarza Orląt towarzyszyło równoległe otwarcie cmentarza-pomnika żołnierzy Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, którzy zginęli w 1918 r. podczas walk o Lwów z Polakami. Ukraińska nekropolia, położona tuż obok cmentarza Orląt, jest jednak na razie odbudowana w jednej trzeciej. Co robić z tym fantem?
Po trzecie – trzeba szybko uspokoić ukraińskie obawy, że „chcemy im coś zabrać”. Za rok horyzont ukraińsko-polskich stosunków zakryje okrągła 60. rocznica działań UPA na Wołyniu, gdzie spalono setki polskich wsi i zabito tysiące Polaków. Wołyniacy, którzy przetrwali pogromy, do dziś czekają na polityczne zadośćuczynienie ze strony Kijowa (podobne choćby do potępienia przez prezydenta Kwaśniewskiego akcji „Wisła”). Wejście w 2003 r. z nierozwiązanym problemem cmentarza Orląt podminuje emocje.
Do strony ukraińskiej pytania są nawet poważniejsze. Czy można ufać determinacji prezydenta Kuczmy, który już kilka razy (i to nie tylko w sprawie tego cmentarza) nie realizował zobowiązań podjętych wobec Aleksandra Kwaśniewskiego? Dlaczego władze w Kijowie nie podejmują decyzji o zabraniu nekropolii z rąk władz Lwowa i przekazaniu jej np. ukraińskiemu Ministerstwu Kultury (mówi się o tym od paru lat)? Dlaczego zasłaniają się (rzekomą) troską o demokrację lokalną, kiedy wiadomo, że władza prezydencka na Ukrainie daleko wykracza (w innych sprawach) poza standardy zachodniej demokracji i wszyscy (prawie) już do tego przywykli?
Dlaczego nawet Wiktor Juszczenko nie potrafi (czy nie chce) zdyscyplinować polityków swojego bloku, którzy jako radni Lwowa „boją się” Polski, która jest adwokatem ich prozachodnich aspiracji? Dokładnie w tym samym czasie, kiedy Ukraina zgłasza (w miniony czwartek) wolę włączenia się w przyszłości do NATO. To jest dopiero najciekawsze pytanie.

 

Wydanie: 21/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy