Sprawiedliwość na szczęście niewykonalna

Sprawiedliwość na szczęście niewykonalna

Gdy winowajców jest milion, a karze się z nich tylko sto tysięcy – czy to jest sprawiedliwe? Oczywiście, że nie! Na tym aksjomacie Jacek Żakowski (“Polityka”, nr 40) oparł swoje moralne rozpoznanie projektu odebrania emerytur funkcjonariuszom SB i innych służb specjalnych. Dotychczasowa wysokość tych emerytur jest “niesprawiedliwością wołającą o pomstę do nieba”. Nawiasem dodam, że nie wiem, ile wynoszą te emerytury, bo media wymieniają tylko emeryturę generałów i porównują ją z najwyższymi w kraju. Wielka szkoda, że Jacek Żakowski nie wołał o pomstę do nieba w roku 1994, gdy Sejm ustawę emerytalną uchwalał. Spór nie o to się toczy, czy emerytury funkcjonariuszy służb specjalnych mają być wyższe, czy niższe od emerytur ich domniemanych ofiar, lecz o dotrzymywanie umów zawieranych przez państwo ze swoimi obywatelami.
Ustawy emerytalne we wszystkich ustabilizowanych krajach są przestrzegane z większą skrupulatnością niż konstytucje. Gdybym nie wiedział, kto w Polsce rządzi, w rozchwianiu prawa emerytalnego dopatrywałbym się cynicznego, ale jakoś racjonalnego zamysłu: ponieważ cały system rentowo-emerytalny stoi w Polsce pod znakiem niepewności, ponieważ przewiduje się, że poziom świadczeń będzie najprawdopodobniej w niedalekiej przyszłości obniżony, zaczynamy od zmniejszenia emerytur tej grupie zawodowej, która jest najbardziej niepopularna. Po niej wytypujemy następną taką grupę i ludzie powoli będą się przyzwyczajać do tego, że prawo emerytalne niczego nie gwarantuje, a emerytury są coraz niższe. Wiem jednak, kto w Polsce rządzi, jakimi motywami się kieruje i jaki jest przewidujący.
To nie to. Prawo emerytalne ma być obalone ze względów “moralnych”. Według Jacka Żakowskiego esbecy są rzeczywiście kozłem ofiarnym, ale złożonym na ołtarzu sprawiedliwości, a nie socjalnej realpolitik. Gdyby sprawiedliwość realizować dosłownie, a nie symbolicznie przez kozła ofiarnego, to należałoby – zdaniem Żakowskiego – odebrać emerytury i inne dobra wszystkim, którzy służyli PRL-owi: “dlaczego akurat esbecy? A co z klawiszami? A sędziowie i prokuratorzy? A milicjanci? A biurokraci partyjni i inni peerelowscy notable? Wszystko to są grupy uprzywilejowane (…) i wobec nich wszystkich istotne jest pytanie o zasadność tych przywilejów”. To nie jest jeszcze pełna lista sługusów PRL. Dalej Żakowski wyszczególnia: lekarze więzienni, sędziowie, posłowie i członkowie Rady Państwa i rządu, urzędnicy biur paszportowych i wszyscy inni, którzy “niszczyli polskich patriotów (…) dorywczo, niejako na boku”.
Emerytury nie były jedyną korzyścią, jaką ci wszyscy i wielu innych odniosło dzięki “niszczeniu polskich patriotów”. Inne korzyści niesłusznie nabyte służalczością wobec władzy ludowej to: tytuły profesorskie, “majątki zgromadzone przez peerelowski licencjonowany biznes, który często można było prowadzić w zamian za rozmaite zasługi dla władzy”, bo jak wiadomo, “Więźniowie polityczni, a nawet niepokorni, nie dostawali mieszkań ani tytułów profesorskich”. Dzięki zmniejszeniu emerytur esbeckich “większość z nas – pisze Żakowski – poczuje się lepiej”, ale o pełnej sprawiedliwości mówić jeszcze nie można. Wymagałaby ona odebrania domów, mieszkań, tytułów profesorskich, majątków zgromadzonych przez biznesmenów, którym pozwolono działać, a to jest niemożliwe. Nie zgadzam się z Żakowskim, że to jest niemożliwe. Co jest niemożliwe jednego roku, staje się możliwe, a nawet bardzo łatwe następnego. Wysiedlenie, na przykład, Tatarów z Krymu na Syberię najpierw było nie do pomyślenia, potem niemożliwe, a na koniec łatwe. Gdyby teraz w Polsce prezydentem był Mazowiecki, a premierem Balcerowicz, złamanie prawa emerytalnego po to, żeby się zemścić na nieistniejącej Służbie Bezpieczeństwa, byłoby niemożliwe, a pod rządami Kaczyńskiego i Tuska jest prawie nie do uniknięcia. Żakowski za wcześnie stracił nadzieję.
Idea Jacka Żakowskiego została podchwycona przez inne gazety; różne “legendy “Solidarności””, a także gwiazdy telewizji spod ciemnej gwiazdy zgłaszają swoje własne pomysły deubekizacji pozostałych grup emerytów.

Co mnie dziwi? Od ukazania się artykułu Jacka Żakowskiego minęło już parę tygodni, a żaden profesor nie poinformował chcących wiedzieć, w jaki sposób w PRL zdobywało się stanowiska czy tytuły profesorskie. W rzeczywistości procedury awansu w szkolnictwie wyższym były o wiele surowsze, o wiele bardziej wymagające niż obecnie. Partia mogła przeszkodzić nominacji profesora, z czego korzystała bardzo rzadko (akurat w moim przypadku skorzystała), ale już w latach 70. korporacja akademicka była tak autonomiczna i pewna siebie, że o narzuceniu jej przez władzę niechcianego profesora mowy nie było. Na Uniwersytecie Jagiellońskim kandydat na profesora rekomendowany przez wydział nauki Komitetu Centralnego musiał przez pięć lat czekać na stanowisko, dopóki nie zapomniano, kto go rekomenduje.
Być może profesorowie nie reagują, ponieważ nie przywiązują wagi do tego, co piszą gazety. A może nie lekceważenie gazet, lecz coś gorszego tu się przejawia. “W duszach polskich – pisał pewien zachodni Europejczyk – nie ma miejsca ani dla rozpaczy, ani dla protestów gwałtownych; (…) gdy toczy się walka o prawdę, nikt nie oświadcza się za nią i nikt przeciw niej; pustka zupełna i nicość…”.

Postsolidarność rozpycha się w systemie prawnym, chcąc rozszerzyć w państwie miejsca dla swojej samowoli. Zachowuje się tak w skali kraju jak jej przywódcy na szczycie Unii Europejskiej. Narzuca krajowi wyobrażenia o “sprawiedliwości”, jakie ukształtowały się w grupach na poły konspiracyjnych, i swoją, też z konspiracji pochodzącą moralność mściwości. Ciągle zabiega o zachowanie swojej tożsamości, wyodrębnienia od społeczeństwa skażonego “kolaboracją” i nie przyjmuje do wiadomości, że państwo jest jednością polityczną, w której żadna kategoria społeczna, żadna grupa obywateli nie może być uznana za wrogą, bo to by znaczyło, że nie mamy państwa, lecz utajoną wojnę domową.

“Solidarność” panuje już 18 lat. Złowróżbna liczba. W Rosji 18 lat po rewolucji bolszewickiej zaczął się wielki terror. Tam było to sprawiedliwe i wykonalne. W Polsce na szczęście jest tylko sprawiedliwe.

 

Wydanie: 43/2008

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy