Strajk dyplomatów

Strajk dyplomatów

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela sparaliżowane

Pracownicy izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych ogłosili bezterminowy strajk. Nie obsługują wizyt ani konferencji międzynarodowych, nie wydają wiz. Do ministerstwa nie został wpuszczony nawet szef dyplomacji Avigdor Lieberman.

Do niektórych strajkujących placówek dyplomatycznych nie mogli wejść także wojskowi ze sztabu, urzędnicy Ministerstwa Gospodarki oraz Mosadu, słynnego wywiadu.

Zamknięte ambasady

Wszystkie konsulaty i ambasady Izraela zostały zamknięte. To pierwszy taki protest od czasu powstania nowoczesnego państwa żydowskiego w 1948 r.

Z powodu strajku dyplomatów premier Beniamin Netanjahu musiał odwołać wizytę w Meksyku, Kolumbii i Panamie, którą komentatorzy określali już jako „historyczną”, a szef resortu obrony Mosze Jalon nie mógł pojechać do Rzymu. Zwierzchnik wywiadu wojskowego, który zamierzał udać się do Waszyngtonu, nie dostał paszportu dyplomatycznego. Polityka zagraniczna Tel Awiwu została sparaliżowana. Kiedy premier Netanjahu przyleciał do Los Angeles, na lotnisku zamiast tłumu dyplomatów i dziennikarzy zobaczył tylko agentów ochrony. Aż 25 wizyt dyplomatów zagranicznych w państwie żydowskim i misji izraelskich w innych krajach zostało odwołanych lub opóźnionych. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron mógł odwiedzić Izrael tylko dzięki zaangażowaniu w przygotowania, będące obowiązkiem izraelskich urzędników, personelu ambasady Zjednoczonego Królestwa w Tel Awiwie.

Pracownicy izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zatrudniającego ok. 1,2 tys. osób, od dawna toczą spór z Ministerstwem Finansów. Dyplomaci skarżą się, że są wyjątkowo źle opłacani, przez ostatnie 10 lat nie mieli podwyżek pensji czy nawet rekompensat inflacji. Ponadto ich kompetencje i uprawnienia przejmują inne resorty. Z tego powodu jedna trzecia młodych urzędników MSZ zrezygnowała z pracy przed upływem 10 lat stażu. Na Facebooku protestujący umieścili stronę „Ratujcie Ministerstwo Spraw Zagranicznych”. Wyliczają na niej skrupulatnie, że miesięczny zarobek dyplomaty z 13-letnim stażem wynosi równowartość 1850 euro brutto.

Strajkujący domagają się podwyżki płac oraz rekompensat dla małżonków, którzy muszą rezygnować z pracy, jeśli chcą wyjechać z rodziną na zagraniczną placówkę. Protestujących wsparł dziennik „Jerusalem Post”, który napisał, że po 10 latach bez podwyżki położenie dyplomatów stało się nie do zniesienia.

Ministerstwo Finansów twierdzi co innego: personel MSZ dostał przed dwoma laty 20-procentową podwyżkę pensji. Kobi Amsalem z resortu finansów krytykuje dyplomatów jako pazernych leniwców: „Pokrywamy im już koszty mieszkaniowe, płacimy za szkoły i studia dzieci. Opłacamy im tysiąc różnych rzeczy i zaproponowaliśmy bonusy, takie jak opłacanie składek emerytalnych ich partnerów życiowych. Ale im ciągle mało. Próbują odwrócić uwagę od tego, że w ogóle nie mają ochoty wyjeżdżać za granicę”.

Spory resortów miały już w przeszłości negatywne następstwa. W 2011 r. opóźniły wizytę w Izraelu prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. W uzgodnionym terminie nie przyjechała też premier Chorwacji Jadranka Kosor. Były również kłopoty z przygotowaniem do przyjęcia kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Kolejne negocjacje na temat pracy i płacy rozpoczęły się w lipcu 2013 r., ale nie doprowadziły do porozumienia. Podczas rozmów MF twierdziło, że średnia pensja w MSZ stanowi równowartość 3,5 tys. euro miesięcznie. Potem w oświadczeniu podwyższyło tę kwotę do 4350 euro.

Dyplomaci głoszą, że takie wyliczenia są kłamstwem. Rzecznik pracowników MSZ Yair Frommer oświadczył: „Ministerstwo Finansów prowadzi wojnę na wyniszczenie przeciwko dyplomatom, którzy każdego dnia i o każdej godzinie walczą o przyszłość Izraela”.

Kłopoty z wieczerzą paschalną

Na początku marca pracownicy MSZ ogłosili ograniczony strajk. Zaprzestali rozpatrywania wniosków wizowych i organizowania konferencji oraz spotkań zagranicznych. 23 marca rozpoczął się strajk w pełnej skali. Służby konsularne pomagają obywatelom Izraela tylko w sytuacjach dotyczących życia i śmierci.

Izraelscy turyści, którym w Argentynie skradziono paszporty i pieniądze, znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Inni, wędrujący po górach Nepalu, zapewne nie będą świętować Paschy w Katmandu. Izraelscy urzędnicy nie chcą bowiem wydać kontenera z koszerną żywnością, który utknął w urzędzie celnym w Kalkucie.

Gmach MSZ w Jerozolimie jest zamknięty. Protestujący dyżurowali w namiocie rozstawionym przed wejściem. Zaprzyjaźnione z dyplomatami służby oczyszczania miasta wysypały wokół gmachu śmieci, które zablokowały drzwi. Do miejsca pracy nie mógł się dostać dyrektor generalny MSZ Nissim Ben Szitrit, który po kilku minutach stania pod zamkniętymi drzwiami wrócił do domu. Przedtem wyraził jednak solidarność ze strajkującymi. Za to szef dyplomacji Avigdor Lieberman nie posiadał się z gniewu i nazwał postępowanie związkowców w swoim resorcie histerią.

Ostrzegł, że będzie szukał możliwości zmuszenia protestujących do wznowienia pracy, zasugerował, że mogą zostać wyciągnięte wobec nich konsekwencje służbowe. „Musimy zrobić wszystko, aby zmniejszyć [wynikające ze strajku] szkody dla kraju i jego obywateli”, oświadczył.

Szkody rzeczywiście są niebagatelne. Rzecznik izraelskiego MSZ Jigal Palmor, który wcześniej objaśniał dziennikarzom często kontrowersyjną i budzącą międzynarodowe protesty politykę swojego kraju, odpowiada wyłącznie na pytania dotyczące strajku w ambasadach. Dyplomaci nie przeciwdziałają na forach międzynarodowych inicjatywom niekorzystnym dla Izraela. Według dziennika „Haarec”, Rada Praw Człowieka ONZ ma uchwalić pięć krytycznych wobec państwa żydowskiego rezolucji, w tym dotyczącą bojkotu produktów izraelskich osadników z okupowanego Zachodniego Brzegu. Uczestnicząc w strajku, przedstawiciele Izraela w tym organie ONZ niewiele robią, aby temu zapobiec. Nie podejmują też starań prowadzących do zapewnienia krajowi korzystnych zagranicznych kontraktów handlowych.

Sportowcy i turyści z innych państw nie mogą odwiedzać państwa żydowskiego, bo nie dostają wiz. A przecież turystyka jest ważnym źródłem dochodów Izraela.

Mimo wszelkich kłopotów spowodowanych protestami Ministerstwo Finansów nie jest skłonne do ustępstw wobec pracowników służby dyplomatycznej. Ci jednak liczą na zwycięstwo. W maju Izrael ma odwiedzić papież Franciszek. Pracownicy MSZ twierdzą, że bez ich pomocy nie uda się zorganizować tej ważnej wizyty. Z Watykanu nadeszły sygnały, że akcja protestacyjna może skomplikować przygotowania do pielgrzymki. Zdaniem komentatorów, odwołanie papieskiej wizyty będzie dla Izraela katastrofą.

 

Wydanie: 14/2014

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy