Susza we Włoszech zagraża risottu

Susza we Włoszech zagraża risottu

Rolnicy na równinie Padu stoją w obliczu klęski

Zwiędłe łodygi i chrzęszcząca pod stopami ziemia. „Ani jedno ziarnko ryżu nie wyjdzie”, ubolewa Fabrizio Rizzotti, rolnik z Vespolate. W samym środku tego upalnego lata w Europie niewiele miejsc bardziej odczuło suszę niż północne Włochy. W ekonomicznej i modowej stolicy kraju, Mediolanie, od początku lipca do końca sierpnia obowiązuje zakaz podlewania zieleni na podwórkach czy mycia samochodów. Brak wody najmocniej jednak uderza we włoskie rolnictwo – ekstremalna susza wywołała stan wyjątkowy i spowodowała, że wielkie rolnicze równiny regionu znalazły się w tarapatach. Zagrożone są zielone pola ryżowe typowe dla tych terenów, a więc i ryż do risotto.

„Mniej ryżu oznacza droższe risotto”, mówi Rizzotti, który pasjonuje się jedzeniem w takim samym stopniu, jak dba o swoje uprawy. Nie tylko jego nazwisko przywodzi na myśl to danie. Nawet swojego psa nazwał Risotto. Sprzedaje ryż restauratorom, którzy podkreślają, że ten produkt pochodzi z upraw rolnika z Vespolate.

Przez większość życia Rizzotti jadał risotto kilka razy w tygodniu: najpierw przyrządzane według receptur matki, potem żonine. „Niedługo moje pole ryżowe będzie martwe. Jeszcze trochę, a włoski ryż postrzegany będzie jako rzadki towar luksusowy”, przewiduje Fabrizio. W zeszłym roku gospodarstwo Rizzottiego wyprodukowało 350 ton ryżu. W tym roku będzie się uważał za szczęściarza, jeśli osiągnie 150 ton.

Równie dramatyczna jest sytuacja na polach ryżowych w Pawii, ok. 35 km na południe od Mediolanu. „Pole jest tak suche, że mogę jeździć po nim motocyklem. W normalnych warunkach byłoby całkowicie zalane. O tej porze roku rośliny sięgałyby mi po kolana – zamartwia się Dario Vicini. – Sytuacja jest rozpaczliwa, żeby nie powiedzieć apokaliptyczna”. Vicini określa straty ekonomiczne jako „niepoliczalne… miliony milionów euro”. Istnieje ryzyko, że wiele firm zamknie się lub zbankrutuje. „Ostatni porządny deszcz spadł tu w grudniu. To wina zmian klimatycznych”, twierdzi 58-letni rolnik, który szacuje, że jego dochody spadną o 80-90%.

Włoski związek rolniczy Coldiretti spodziewa się, że plony będą o 30% niższe niż rok temu.

Poziom wód Padu – najdłuższej włoskiej rzeki, której dorzecze stanowi szeroką, żyzną równinę idealną do uprawy ryżu – jest najniższy od 1952 r. Północne Włochy cierpią z powodu ekstremalnych temperatur i największej suszy od ponad 70 lat. Szerokie odcinki Padu zamieniły się w piaszczyste plaże. Słynne jeziora, w tym Maggiore i Como, również wysychają. Podobnie jak wiele kanałów zasilających pola uprawne. Długotrwałych opadów deszczu nie odnotowano nawet od listopada zeszłego roku. Przyczyna tej suszy nie jest tajemnicą – w sezonie zimowym było mało śniegu, potem na początku lata uderzyła fala upałów z niespotykanymi temperaturami. W Piemoncie przez ponad sto dni nie spadła kropla deszczu.

„Te ekstremalne zjawiska występują coraz częściej – mówi Barbara di Rollo, starszy doradca ds. polityki w zakresie zasobów glebowych i wodnych w Konfederacji Rolników Włoskich. – To coś, o czym wiedzieliśmy, że kiedyś nadejdzie, i niestety musimy teraz przez to jakoś przejść”.

Ale brak śniegu i późniejsze skrajnie wysokie temperatury spowodowane zmianami klimatu to niejedyne przyczyny suszy. Włoska sieć wodociągowa jest przestarzała i nieefektywna. „Rury są nieszczelne i źle konserwowane, a woda wykorzystywana w rolnictwie często nie jest poddawana recyklingowi – tłumaczy Rossella Muroni, wiceprzewodnicząca włoskiej komisji ochrony środowiska. – W rezultacie tracimy ok. 40% wody transportowanej z jednego miejsca do drugiego, a w dodatku zbieramy tylko ok. 10% wody deszczowej. Konieczne jest inwestowanie w średnioterminowe projekty infrastrukturalne”.

Najbardziej dotknięte suszą pola uprawne znajdują się w Lombardii i Piemoncie, które łącznie produkują ok. 90% włoskiego ryżu. To cios także w eksport, bo co roku 60% z 1,5 mln ton ryżu jest sprzedawane za granicę. Wśród ponad 200 odmian znajdują się słynne gatunki: Carnaroli, Arborio, Roma i Baldo, niezbędne do przygotowania typowego risotta.

Spożycie ryżu wzrosło w 2020 r., kiedy koronawirus zmusił miliony Włochów do pozostania i gotowania w domu. Kraj jest największym producentem ryżu w Unii Europejskiej – odpowiada za ponad połowę jego całkowitej produkcji. Teraz przez suszę ceny włoskiego ryżu na ukochane risotto mogą tak podskoczyć, że będzie ono uchodzić za danie wykwintne. Według niektórych importerów cena może wzrosnąć o ponad 50%, podobnie jak pomidorów z tego regionu. Od 2019 r. zresztą wzrosła ponaddwukrotnie.

Wyspecjalizowani importerzy spodziewający się podwyżek rozważają poszukiwanie nowych źródeł. „Rolnicy twierdzą, że w Alpach nie ma śniegu, a zwykle jest, rzeki i jeziora wysychają”, ubolewa w brytyjskim dzienniku „The Guardian” Jason Bull, dyrektor generalny firmy Eurostar Commodities, która importuje ryż i pomidory, i dodaje: „Nie sądzę, abyśmy przywieźli dużo produktów z Włoch, a to, co dostaniemy, będzie bardzo drogie”.

Upał i brak opadów przysparzają problemów olbrzymiemu sektorowi przemysłu rolno-spożywczego w Piemoncie, Lombardii, Emilii-Romanii i Veneto. Produkcja oliwy z oliwek również może spaść o 20-30%. A że spadek wydajności i produkcji prowadzą do wzrostu cen, oliwa w ciągu ostatnich dwóch lat podrożała już o 28%. Włochy są także jednym z największych eksporterów kukurydzy. A w wyniku suszy już ucierpiały pola na wybrzeżu Adriatyku. Zaopatrzenie własnego rynku, a co dopiero rynków światowych, dla kraju liczącego ok. 60 mln mieszkańców staje się coraz trudniejsze.

Miejscowość Porto Tolle znana jest z hodowli małży w lagunie. Są one zwykle podawane z mocnym białym winem i sosem pomidorowym. Ale przyszłość i tego specjału może stanąć pod znakiem zapytania. Rosnąca temperatura wody powoduje spadek zawartości tlenu. Mniej tlenu oznacza więcej makroalg, co dodatkowo obniża poziom tlenu. To dalekie od idealnych warunki do hodowli mięczaków. W efekcie zasoby małży i ryb hodowlanych szybko maleją.

Tygodnik „L’Essenziale” alarmuje, że zagrożona globalnym ociepleniem produkcja wina we Włoszech może spaść o 50% do 2050 r. Skutki wzrostu temperatur są już widoczne chociażby w winnicach z okolic Riva del Garda, mających problem z nawadnianiem upraw.

Część rolników próbuje dostosowywać się do nowych warunków pogodowych. Fabrizio Rizzotti w rozmowie z dziennikarzami „The Washington Post” stwierdził, że nie zaciąga pożyczek. W dobrych czasach zgromadził oszczędności i poradzi sobie z jednym trudnym rokiem, ale nie z serią ciężkich lat. Ostatnio zaczął sadzić trochę soi, która jest mniej zależna od wody niż ryż. Nie wyklucza, że 50% swojej ziemi przeznaczy na soję i pszenicę. „To sposób na zmniejszenie ryzyka”, mówi. Takie podejście prezentuje coraz więcej włoskich rolników, skupiając się na uprawach bardziej opłacalnych  – jak kiwi.

„Włochy były kiedyś spichlerzem Europy, teraz jesteśmy wielkim ogrodem warzywnym”, powiedział Mario Tozzi z Narodowego Instytutu Badawczego CNR. Takie podejście oznaczałoby mniej ryżu pochodzącego z włoskich upraw i tym samym mniej risotta.

Fot. AP/East News

Wydanie: 36/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy