Święto nie z tej epoki

Święto nie z tej epoki

Połączenie daty niepodległości z nazwiskiem nieżyjącego Piłsudskiego miało stworzyć zaporę dla krytyki panujących porządków, szczególnie okresu sanacji

W pierwszym 20-leciu III RP nie doczekała się wolnego od pracy święta państwowego (narodowego), odwołującego się do jej własnego rodowodu. Co więcej, spośród dwóch obowiązujących świąt narodowych, jedno – 11 listopada – nie pasuje do wolnej i demokratycznej Polski, służy upowszechnianiu fałszywego obrazu II RP i umacnianiu wartości autorytarnej prawicy.
Przez prawie cały okres międzywojenny trwały spory o akt założycielski II RP – wydarzenie najważniejsze dla odzyskania niepodległości. Zostały one rozstrzygnięte dopiero 23 kwietnia 1937 r. w ustawie o Święcie Niepodległości: „Dzień 11 listopada, jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Narodu w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym Świętem Niepodległości”.
Zawarte w ustawie jednoznaczne powiązanie 11 listopada z postacią Józefa Piłsudskiego, dziś powszechne, przed wojną nie było wcale takie oczywiste. Przekazanie brygadierowi Piłsudskiemu 11 listopada 1918 r. przez Radę Regencyjną władzy wojskowej było faktem bez większego znaczenia. Kompetencje utworzonej za zgodą okupujących Królestwo Polskie Niemiec i Austro-Węgier Rady Regencyjnej – mimo ogłoszenia przez nią 14 października 1918 r. niepodległości Polski – kwestionowały główne siły polityczne: endecy, socjaliści i ludowcy. To nie był akt założycielski II RP.
Choć endecy przez cały okres międzywojenny czcili 11 listopada, łączyli ten dzień z wydarzeniem fundamentalnym dla odzyskania niepodległości – podpisaniem przez Niemcy aktu kapitulacji kończącego I wojnę światową. Można sobie przecież wyobrazić niepodległą Polskę po 1918 r. bez Piłsudskiego, za to nie sposób bez wyjątkowo szczęśliwego dla Polaków finału I wojny światowej (dwaj zaborcy ponieśli klęskę militarną, trzeciego pokonała rewolucja).

Endecja przypisywała niepodległość Romanowi Dmowskiemu,

który związał się nie z państwami centralnymi, jak Józef Piłsudski, lecz ze zwycięską ententą. W sierpniu 1917 r. Roman Dmowski stanął na czele utworzonego Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu i w tej roli występował jako rzecznik polskich interesów za granicą. Dzięki staraniom Dmowskiego szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch 3 czerwca 1918 r. uznali odbudowę niepodległej Polski za warunek trwałego pokoju w Europie. Z jego też inicjatywy sformowano we Francji tzw. błękitną armię gen. Józefa Hallera, która walczyła po stronie późniejszych zwycięzców. Na konferencji pokojowej w Wersalu Dmowski zabiegał o przyznanie Polsce dostępu do Bałtyku, włączenie w jej skład Wielkopolski, Górnego Śląska oraz Warmii i Mazur. Jednak postawienie przez Dmowskiego na późniejszych zwycięzców w wojnie także nie było aktem założycielskim II RP. Sam koniec wojny – owszem. Ale Polacy nie mieli wpływu na jej rezultat.
Dla niepodległościowej lewicy demokratycznej (socjalistów) dniem niepodległości, dniem odrodzenia Polski był 7 listopada 1918 r. W nocy z 6 na 7 listopada w Lublinie powołano wrogo nastawiony do Rady Regencyjnej Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Wydany tego samego dnia manifest skierowany „Do Ludu Polskiego!” (naród wciąż kojarzył się z warstwami wyższymi, słowo lud zaś oznaczało przede wszystkim chłopów i robotników) zapowiadał przeprowadzenie wielkich reform politycznych („całkowite, polityczne i obywatelskie równouprawnienie wszystkich obywateli bez różnicy pochodzenia, wiary i narodowości, wolność sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, pochodów, zrzeszeń, związków zawodowych i strajków”) oraz społecznych („przymusowe wywłaszczenie i zniesienie wielkiej i średniej własności ziemskiej i oddanie jej w ręce ludu pracującego pod kontrolą państwa”, upaństwowienie głównych gałęzi przemysłu, wprowadzenie „prawa o ochronie pracy, ubezpieczeniu od bezrobocia, chorób i na starość”, wprowadzenie „powszechnego, obowiązkowego i bezpłatnego świeckiego nauczania szkolnego”). Manifest Rządu Ludowego ściśle wiązał ideę niepodległościową z ideą demokratyczną i społeczną. Był swego rodzaju

kontynuacją dzieła Konstytucji 3 maja,

którą przyjęto prawie 20 lat po pierwszym rozbiorze i w obliczu kolejnego, gdy stało się jasne, że bez reform politycznych i społecznych nie uda się uratować niepodległości. Wprowadzono – zgodny z liberalnymi ideami oświeceniowymi – podział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Konstytucja
3 maja miała sprzyjać wciągnięciu mieszczan i chłopów w sprawy państwa, a dzięki temu zaangażowaniu w obronę jego niepodległego bytu. Nadano prawa polityczne mieszczanom, za to pozbawiono ich nieposiadającą ziemi skorumpowaną szlachtę gołotę, która za pieniądze magnatów zrywała sejmy i sejmiki, głosowała w czasie elekcji za wskazanym przez nich kandydatem na króla, uniemożliwiając przeprowadzenie jakichkolwiek reform. Zapisane w konstytucji wzięcie chłopów „pod opiekę prawa i rządu krajowego”, choć nie znosiło poddaństwa i pańszczyzny, oznaczało zainteresowanie państwa losem większości jego mieszkańców, dotąd niezaliczanej do narodu, niemającej żadnych praw, wydanej na łaskę i niełaskę „szlachetnie urodzonych” właścicieli ziemskich. Konstytucja
3 maja była zwycięstwem oświeceniowych liberałów. To dlatego rozwścieczyła ówczesną feudalną reakcję: magnatów i biskupów, którzy zawiązali targowicę. To dlatego w jej obronie, a zarazem w obronie niepodległości, stanęli mieszczanie i marzący o uwolnieniu z pańskiej niewoli chłopi, którzy jak Wojciech Bartos (Głowacki) zdobywali armaty rękami czarnymi od pługa.
Połączenie niepodległości z demokracją i wrażliwością społeczną wydawało się po I wojnie światowej wymogiem chwili. To dlatego jednym z pierwszych aktów prawnych odrodzonego państwa była ustawa z 29 kwietnia 1919 r. „o święcie narodowem trzeciego maja”, która stanowiła: „Dzień trzeciego maja, jako rocznica Konstytucji 1791 roku, ustanawia się w całej Rzeczypospolitej Polskiej jako uroczyste święto po wsze czasy”. To dlatego w 1921 r. uchwalono demokratyczną konstytucję marcową, w preambule odwołującą się „do świetnej tradycji wiekopomnej Konstytucji 3-go Maja”. To dlatego i dziś 3 maja jest naszym narodowym świętem: nie ma niepodległości bez wolności. Socjaliści dorzucali do niej jeszcze jedno słowo: sprawiedliwość.
11 listopada Polska Partia Socjalistyczna zorganizowała w Warszawie manifestację poparcia dla rządu Daszyńskiego, a milicja PPS rozbrajała niemieckich żołnierzy. W tym dniu delegacja PPS próbowała przekazać Piłsudskiemu, wciąż kojarzonemu z działalnością rewolucyjną, czerwony sztandar. Były przywódca PPS i były redaktor naczelny organu tej partii – „Robotnika” – nie przyjął symbolu jednego nurtu politycznego, twierdząc, że reprezentuje cały naród. Choć rząd Daszyńskiego już 12 listopada podporządkował się Piłsudskiemu, uznając jego autorytet, to przez całe
20-lecie PPS, a także lewicowe ugrupowania chłopskie świętowały odzyskanie niepodległości 7 listopada. W latach 30., gdy lewica znajdowała się w nieprzejednanej opozycji wobec sanacyjnego rządu, urządzane przez nią alternatywne obchody święta niepodległości nabierały wymowy politycznej. W wydanej już w warunkach okupacji 7 listopada 1940 r. odezwie PPS, używająca nazwy Wolność Równość Niepodległość, wciąż wskazywała na wyższość 7 listopada nad 11: „22 lata temu, na uwolnionej od najeźdźców ziemi polskiej, powstał Pierwszy rząd Niepodległej Polski. Jest to

właściwa data odrodzenia państwa polskiego.

Pomijano ją jednak w życiu państwa i zastąpiono wbrew faktom historycznym datą 11 listopada – oficjalnego święta Niepodległości. Gdy wmyślamy się w dzieje odrodzenia Polski i czytamy Manifest Pierwszego Rządu Ludowego, łatwo zrozumiemy, dlaczego rządzące sfery Polski starały się usunąć w cień właściwą rocznicę Niepodległości i możliwie wykreślić z kalendarza wspomnień tę datę, upamiętniającą fakt odbudowania Polski przez czyn zorganizowanych robotników i chłopów. […] W ciągu dwudziestu lat istnienia odrodzonego państwa polskiego reakcja zahamowała dzieło Rządu Ludowego, a następnie oddała kraj w ręce klik biurokratycznych-militarnych, butnych i bezwzględnych wobec mas pracujących, potulnych zaś i gotowych do wszelkiej wysługi dla posiadaczy”.
Ustawę o Święcie Niepodległości uchwalono w warunkach obowiązywania pisanej jeszcze pod Piłsudskiego konstytucji kwietniowej, która już nie odwoływała się do Konstytucji 3 maja. Przeczyła jej duchowi, kwestionowała trójpodział władzy („Na czele państwa stoi prezydent […]. Na Nim spoczywa odpowiedzialność wobec Boga i historii za losy Państwa […]. W jego osobie skupia się jednolita i niepodzielna władza państwowa. […] Organami Państwa, pozostającymi pod zwierzchnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej, są: Rząd, Sejm, Senat, Siły Zbrojne, Sądy, Kontrola Państwowa”).
W sierpniu 1937 r., trzy miesiące przed pierwszymi obchodami 11 listopada jako oficjalnego święta oznaczonego czerwoną kartką w kalendarzu, zginęło 44 uczestników Wielkiego Strajku Chłopskiego, którzy domagali się poprawy bytu i przywrócenia dającej im więcej możliwości upominania się o swoje prawa konstytucji marcowej.
Połączenie daty niepodległości z nazwiskiem nieżyjącego już Piłsudskiego i równoczesne uznanie Komendanta za nieomylnego miało stworzyć zaporę dla krytyki porządków panujących w Polsce, szczególnie zaś okresu sanacji znaczonego setkami ofiar w czasie zamachu majowego, brutalnymi atakami na parlamentaryzm, procesem brzeskim, tysiącami przeciwników politycznych zamkniętych w więzieniach, dławieniem siłą strajków robotniczych, buntów chłopskich, akcjami pacyfikacji ludności ukraińskiej.
To m.in. dlatego dla wyłaniającej się z II wojny światowej komunistycznej Polski budowanej w radykalnej opozycji do Polski przedwojennej uznanie 11 listopada nie wchodziło w rachubę.
Ustawa z 1937 r. została zniesiona ustawą z 22 lipca 1945 r. o ustanowieniu Narodowego Święta Odrodzenia Polski. 11 listopada na długo zniknął z politycznego kalendarza. Za dzień odrodzenia Polski uznano powołanie rządu Daszyńskiego. 7 listopada obchodzono rocznicę odzyskania niepodległości w 1918 r., choć nie uczyniono z niej święta państwowego. W tym samym dniu wypadała świętowana znacznie huczniej rocznica rewolucji październikowej.
Władze PRL przywróciły 11 listopada do łask w latach 80. (w tym czasie sprzyjały także ocieplaniu wizerunku II RP, m.in. finansując kosztowne produkcje filmowe: „Lata dwudzieste, lata trzydzieste”, „Znachor”, „Vabank”). Legalne uroczystości z okazji 11 listopada organizował Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego (choć uczestników nielegalnych obchodów milicja biła jeszcze 11 listopada 1988 r. w Katowicach i Gdańsku). Gen. Wojciech Jaruzelski coraz wyraźniej

zastępował ideę socjalistyczną ideą niepodległościową

(narodową). Do tej pory traktuje on 13 grudnia 1981 r. jak akt założycielski III RP – stan wojenny uratował Polskę od radzieckiej interwencji, dzięki niemu stało się później możliwe przejście do demokratycznej i suwerennej Polski.
11 lutego 1989 r., a więc w czasie gdy Wojciech Jaruzelski był I sekretarzem KC PZPR i przewodniczącym Rady Państwa, Sejm PRL IX kadencji przy czterech głosach sprzeciwu i 16 wstrzymujących się przywrócił przedwojenne święto:
„Dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego oraz walk pokoleń Polaków o wolność i niepodległość stanowi się, co następuje:
Art. 1. Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości.
Art. 2. Dzień 11 listopada jest dniem wolnym od pracy […]”.
Choć w przyjętych w pierwszym 20-leciu III RP przez Sejm i Senat uchwałach podkreślono, że ojcami założycielami II RP poza Józefem Piłsudskim byli także Ignacy Daszyński, Roman Dmowski i Wincenty Witos, w żaden sposób nie osłabia to szerzonego kultu Komendanta, który bije na głowę pozostałych razem wziętych w liczbie pomników, tablic pamiątkowych, nazw ulic, placów, instytucji publicznych, książek.
Sejm, choć uczcił „wybitnego Polaka, żarliwego patriotę, wielkiego przywódcę ludowego i męża stanu” Wincentego Witosa, nie wspomniał, że jego rząd został obalony na drodze zamachu stanu przez „twórcę niepodległości i zwycięskiego wodza”, jak określono w innej uchwale Józefa Piłsudskiego. Nie dowiemy się z setek historycznych dokumentów przyjętych przez Sejm i Senat w pierwszym 20-leciu III RP, że wybitny Polak Witos został na polecenie twórcy niepodległości Piłsudskiego aresztowany, osadzony w twierdzy brzeskiej i oskarżony o… przygotowywanie zamachu stanu. Ani tego, że 31 grudnia 1929 r. Ignacy Daszyński – zgodnie z kolejną uchwałą Sejmu „współtwórca odrodzenia niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 1918 r. i rozwoju polskiego parlamentaryzmu” – odmówił jako marszałek Sejmu otwarcia posiedzenia izby, do gmachu parlamentu bowiem wkroczył twórca niepodległości Piłsudski w asyście przeszło stu oficerów. Nie dowiemy się o sporze, jaki toczył się między „wielkim mężem stanu na rzecz odbudowania niepodległego Państwa Polskiego” (to fragment jeszcze jednej uchwały) Romanem Dmowskim a Piłsudskim, który nie skończył się wraz z ich śmiercią. Cenzura skonfiskowała numer „Gazety Warszawskiej”, w której ukazał się tekst Dmowskiego o zmarłym Komendancie, polityczni następcy Piłsudskiego zaś nie pojawili się na pogrzebie Dmowskiego i zadbali, by temu wydarzeniu nie nadawać dużej wagi.
Świętowanie 11 listopada jest kojarzone z Józefem Piłsudskim – główne uroczystości z udziałem prezydenta RP odbywają się na placu Piłsudskiego, na którym stoi pomnik Piłsudskiego. To, jak przed wojną, zapora uniemożliwiająca

przywrócenie prawdy historycznej o II RP.

W uchwałach poświęconych Piłsudskiemu nie ma najmniejszej krytyki jego działalności. Obowiązuje ocena: „Marszałek Józef Piłsudski dobrze zasłużył się Państwu i Narodowi Polskiemu” (z uchwały Sejmu przyjętej 30 czerwca 2005 r.). A skoro tak, to nie może być mowy o jakiejkolwiek krytyce okresu od zamachu majowego do agresji Niemiec na Polskę. Posłowie i senatorowie ani razu nie podnieśli ręki na Niepodległą za niesprawiedliwe traktowanie milionów obywateli, za pucz w 1926 r., za brutalne i wulgarne ataki na parlamentaryzm, za Brześć i Berezę Kartuską. Nie udało się posłowi Eugeniuszowi Czykwinowi w ubiegłym roku przeforsować w Sejmie uchwały przypominającej zburzenie w 1938 r. około stu cerkwi w ramach przeprowadzonej m.in. siłami 3. Dywizji Piechoty Legionów tzw. akcji polonizacyjnej na Chełmszczyźnie. Na nic się nie zdały w 2007 r. starania Polskiego Stronnictwa Ludowego, by do porządku obrad Sejmu wprowadzić projekt uchwały poświęconej strajkowi chłopskiemu w 1937 r., w którym zapisano: „W siedemdziesiątą rocznicę Wielkiego Strajku Chłopskiego w 1937 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnie uczcić pamięć ofiar tamtych wydarzeń. Sejm RP wyraża najwyższy szacunek dla chłopów i ludowców, którzy 70 lat temu – zdesperowani koszmarem wielkiego kryzysu gospodarczego, szczególnie dotkliwie odczuwanego na wsi, w obliczu łamania podstawowych praw obywatelskich przez ówczesne sanacyjne władze – przeszli od słów do czynów i podjęli bezkompromisową walkę o zmianę na lepsze życia mieszkańców polskiej wsi. W walce tej ponieśli ogromne straty materialne i ludzkie”.
Nie wolno kalać przedwojennej Polski, bo:
„Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, działając na rzecz umocnienia niepodległej Polski, pragnie nawiązywać do patriotycznych i państwowych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej” (z uchwały Sejmu z 11 listopada 1997 r.), a także dlatego, że:
„Żywa jest w nas pamięć o zasługach twórców II Rzeczypospolitej, którzy dążyli do powstania Polski na zasadach demokracji, uczciwości, sprawiedliwości i poszanowania dla prawa. Te starania i dorobek II Rzeczypospolitej zostały przekreślone przez wybuch II wojny światowej, decyzje jałtańskie i ustanowienie systemu komunistycznego” (z uchwały z 10 listopada 2005 r.).
Dziś, w okresie rządu Platformy Obywatelskiej, obowiązuje wykładnia dana przez Senat w uchwale z 7 listopada 2008 r.:
„Dwadzieścia krótkich lat wystarczyło do odbudowy społeczeństwa i gospodarki. Wbrew trudnościom politycznym i ekonomicznym przeszkodom Polska nie ustawała w rozwoju. Do znaczących osiągnięć Drugiej Rzeczypospolitej należały budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego i portu w Gdyni. Jednak najcenniejszą spuścizną był i jest patriotyzm Jej córek i synów. To Pokolenie Powstania Warszawskiego potrafiło stawić czoła dwóm totalitaryzmom. W niepodległej Polsce dorastał i kształcił się Karol Wojtyła. W tym czasie formował się Jego charakter, tutaj dojrzewała Jego życiowa postawa. Nauczanie papieża Polaka Jana Pawła II o przyrodzonej godności człowieka stało się inspiracją dla społeczeństwa polskiego i jego integracji wokół ťSolidarnościŤ. W Naród wstąpił duch, który dał Polakom siłę, by zwyciężyć. Dzięki temu po półwieczu odrodziła się Rzeczpospolita” (z uchwały Senatu z 7 listopada 2008 r.).
Bez pozbawienia II RP immunitetu – szczególnie okresu sanacji, bez potępienia łamania demokracji, swobód obywatelskich, praw mniejszości narodowych i religijnych nie uda się zapewnić Polsce bezpieczeństwa przed politykami odwołującymi się do zamachu majowego i nawołującymi do chwycenia demokracji za lejce.

______________________

POLSKI KALENDARZ POLITYCZNY

23 marca – Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej – 2007
13 kwietnia Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej 2007
1 maja Święto Państwowe
(nazywane nieoficjalnie Świętem Pracy) – 1950
2 maja – Dzień Polonii i Polaków za Granicą 2002
2 maja – Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej 2004
3 maja – Święto Narodowe Trzeciego Maja – ponownie ustanowione w 1990
9 maja – Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności (nieobchodzone, ale niezniesione) 1945
28 czerwca Narodowy Dzień Pamięci Poznańskiego Czerwca 1956v2006
1 sierpnia Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego 2009
15 sierpnia Święto Wojska Polskiego (dniem wolnym od pracy jest obchodzone tego dnia święto kościelne Wniebowzięcia NMP) – 1992
31 sierpnia Dzień Solidarności i Wolności – 2005
1 września – Dzień Weterana – 1997
27 września – Dzień Podziemnego Państwa Polskiego – 1998
16 października – Dzień Papieża Jana Pawła II (święto państwowe w przeciwieństwie do Dnia Papieskiego – kościelnego święta obchodzonego od 2001 r. w niedzielę poprzedzającą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża) – 2005
11 listopada – Narodowe Święto Niepodległości – przywrócone w 1989
13 grudnia – Dzień Pamięci Ofiar Stanu Wojennego – 2002

_____________________________

Jeśli nie 11 listopada, to kiedy powinno być święto narodowe?

Prof. Andrzej Garlicki, historyk
Po co szukać alternatywy? Święto 11 listopada ma swoją tradycję. Było zwalczane w okresie PRL i nabrało dodatkowej patyny. Jest przyjęte w wielu krajach jako data zakończenia I wojny światowej, a nam ta wojna przyniosła niepodległość. Nie ma więc powodu, by grzebać w rocznicach, jeśli nie ma konieczności, a ja takiej nie widzę. Byłoby to tylko robienie niepotrzebnego bałaganu.

Prof. Eugeniusz Duraczyński, historyk
Sprawa ma swoją historię. Spór o to święto był znacznie wcześniej, zanim uznano 11 listopada za święto państwowe i dzień wolny od pracy kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. Niektórzy łączą je z przyjazdem Piłsudskiego do Warszawy, ale on przybył 10 listopada. Inni publicyści skłonni byli uznać za początek niepodległości powołanie rządu ludowego w Lublinie 6-7 listopada, ale część mówiła: dlaczego nie w Krakowie 30 października, kiedy powstał twór, który mógł być elementem budowy niepodległego państwa, a jeszcze inni wskazywali na rok 1916, gdy imperatorzy Niemiec i Austro-Węgier stworzyli dokument wspominający o powołaniu Królestwa Polskiego. Wielu historyków twierdziło, że data utworzenia państwa polskiego jest trudna do ustalenia, bo można jedynie mówić o pewnym procesie powstawania, który trwał od 30 października 1918 r. do pierwszych wyborów sejmowych w 1919 r. Jednak dziś przyjęło się powszechnie to, co przywrócono jeszcze za prezydentury gen. Jaruzelskiego, data 11 listopada, i osobiście uważam, że spieranie się o nową datę nie ma najmniejszego sensu, skoro społeczeństwo zaakceptowało ją. Wystarczy pamiętać, że proces powstawania niepodległego państwa trwał kilka tygodni i o tym wspominał sam Piłsudski. Więc choć 11 listopada zbiega się z datą kapitulacji Niemiec, świat zaś usłyszał o Polsce 16 listopada, gdy Piłsudski podpisał pierwszy dokument – deklarację informującą świat o odbudowie państwa polskiego, nie należy szukać daty alternatywnej.

Prof. Tadeusz Panecki, historyk wojskowości
W dniu 11 listopada 1918 r. dla Polski nic wielkiego się nie wydarzyło. Podpisano zawieszenie broni na Zachodzie i zakończyła się I wojna światowa. Data ma więc znaczenie symboliczne bardziej w skali makro niż dla samej Polski. Jeden z twórców niepodległości, marszałek Piłsudski, przybył do Warszawy 10 listopada, z kolei 7 listopada w Lublinie powstał rząd ludowy. Jednak to 11 listopada jest datą, która stała się powszechnie uznanym symbolem. Czego mielibyśmy szukać? Wymarsz Pierwszej Kompanii Kadrowej też był symbolicznym wydarzeniem, ale to tylko związane z jedną opcją, inne opcje niż piłsudczykowska mówiły, że to wiąże się wyłącznie z jego kierunkiem. Jednak wszystkie odłamy najlepiej pogodzi 11 listopada, który jest na tyle neutralny, że możliwy do przyjęcia przez wszystkich w Polsce. Wtedy skończyła się wojna światowa i jest to data w jakimś sensie kompromisowa. Jesteśmy narodem, który bardzo potrzebuje kompromisu, by się nie pogrążać we wzajemnych krytykach, więc to data, która wszystkich łączy i pozwala myśleć o państwie, partyjne spory prowadzą zaś tylko do rozłamów. Uzyskaliśmy niepodległość dzięki determinacji i woli narodu oraz dzięki korzystnemu splotowi wypadków. Dzień 11 listopada łączył nas przed wojną, więc i teraz mimo różnych swarów nas pogodził. A święta 3 maja też nam nikt nie odbiera.

Sławomir Sierakowski, publicysta, „Krytyka Polityczna”
Nie ma alternatywy dla 11 listopada. To święto symbolizuje coś, czym możemy się chwalić przed całą Europą. Prawdziwa niepodległość państwa, które dało np. prawa wyborcze kobietom, ubezpieczenia społeczne. Rząd Jędrzeja Moraczewskiego zapoczątkował autentyczną reformę społeczną, o której w innych krajach można było tylko pomarzyć.

Prof. Wiesław Władyka, historyk, publicysta
Nie ma dziś alternatywy dla 11 listopada. Święto ustanowiono stosunkowo późno, dopiero w latach 30., i było ono powodem wielu sporów, ale zostało zaakceptowane przez społeczeństwo, głównie jako uznanie dla jego promotora, Józefa Piłsudskiego, zwłaszcza w kontekście roku 1920 i zwycięstwa w wojnie polsko-bolszewickiej. W okresie PRL próbowano zamazać jego znaczenie, podsuwano np. datę powstania rządu ludowego w Lublinie, ale to tylko ze zdwojoną mocą zwiększyło społeczne poparcie dla Święta Niepodległości. Po 1989 r. nie było najmniejszych wątpliwości, że ta data zostanie przyjęta przez wszystkich.

Prof. Tomasz Nałęcz, historyk
Jestem bardzo przywiązany do święta 11 listopada. Państwo, które uzyskaliśmy w 1918 r., niezależnie od wewnętrznych sporów jest wartością bezcenną i łączącą. To jest ostatnia data, którą byłbym skłonny wykreślić. Jednak dla dopełnienia tego święta dodałbym datę, która jest również symboliczna i nie jest w żaden sposób konkurencyjna wobec 11 listopada. To dzień 4 czerwca 1989 r., dzień wyborów i odzyskania na nowo suwerenności. Dzień, w którym naród przemówił, przypieczętował obrany kierunek zmian, a dopiero po nim przemówili politycy. Jeśli już miałbym jakieś święto skreślić, to najprędzej 3 maja, bo to już akt zamierzchły i nieświadczący wcale o maestrii politycznej jego twórców, a co więcej, sprowokował on utratę niepodległości. Ważną datą jest 15 sierpnia, przypomina zwycięstwo, które ocaliło niepodległość i przekreśliło szansę na zwycięstwo rewolucji w całej Europie. Myślę, że warto świętować daty wielkich narodowych zwycięstw otwierające nowe, lepsze perspektywy przed narodem. Jestem natomiast przeciwnikiem tzw. zwycięstw moralnych.
6 sierpnia, jako wymarsz Pierwszej Kadrowej, był początkiem działania, ale zarazem opowiedzeniem się za sojuszem z państwami centralnymi. Gdyby jednak one wygrały wojnę, to sprawa polska by na tym ucierpiała. Doceniam więc poświęcenie strzelców i przelaną krew, ale nie cenię decyzji, która oznaczała polityczną porażkę.
Not BT

Wydanie: 45/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy