Swój chłop

Swój chłop

Stare duchy wracają

Już wcześniej kilku przedsiębiorców i polityków prawicy (w tym poseł PiS Jerzy Szmit) złożyło do prokuratury doniesienia o rzekomych przekrętach Małkowskiego w urzędzie. Jednak żaden zarzut gospodarczy w sądach się nie ostał. W tym czasie prezydent Małkowski wystąpił z SLD i związał się z klerem – chodził na nabożeństwa, pojechał nawet do Rzymu, by prosić papieża Jana Pawła II o zgodę na przyjęcie honorowego obywatelstwa Olsztyna. Naraził się więc również lewicy. Ale chyba czuł poparcie swoich „wyznawców”, skoro ogłosił chęć ponownego kandydowania na urząd prezydenta. Początkowo potraktowano to jako wyraz wybujałych ambicji, dopiero rosnące przy jego nazwisku słupki sondażowe zaniepokoiły olsztyńskie elity. Przed pierwszą turą każde z siedmiu startujących ugrupowań zajmowało się jednak sobą. Ostrzeżenia padały jedynie na Facebooku, a dwa dni przed pierwszą turą posłanka PiS Iwona Arent (sama też kandydatka) uznała, że do Olsztyna wracają „stare duchy przeszłości” i apelowała, aby nie głosowano na Małkowskiego. Ten jednak przypomniał swoje rządy jako „siedem złotych lat Olsztyna”, gdy bezrobocie spadło do 5%, a ludzie mieli dużo darmowych imprez.

Wyniki pierwszej tury wywołały szok i niedowierzanie. Małkowski dostał ponad 24,3 tys. głosów, a Grzymowicz 15,6 tys. Sfera polityczna Olsztyna stwierdziła, że „plebs” i „motłoch” nie wie, co czyni, przynosząc wstyd miastu. Na pomoc w uświadamianiu społeczeństwa ruszyły ogólnopolskie media. Świeżo upieczony radny SLD wyznał przed kamerami TVN, że na Małkowskiego głosowali jego „wyznawcy”, choć równocześnie mogli oddać głos także na niego. Z kolejnym apelem o głosowanie przeciw Małkowskiemu (a więc za Grzymowiczem) wystąpił również poseł PSL Stanisław Żelichowski, który z posłankami PO Beatą Bublewicz i Lidią Staroń oświadczył: „Nie wyobrażamy sobie, żeby Czesław Małkowski objął urząd prezydenta Olsztyna, a nasze miasto stało się ponownie pośmiewiskiem całej Polski. Jak wytłumaczymy młodym ludziom, naszym dzieciom, że na stanowisko, które powinna objąć osoba będąca autorytetem i wizytówką Olsztyna, wybraliśmy człowieka, który dopuścił się czynów co najmniej moralnie nagannych?”. Wyrok w sprawie Małkowskiego jeszcze nie zapadł, więc nie można go nazwać winnym. On sam zaś, „patrząc w oczy mieszkańcom”, zapewniał, że czuje się niewinny.

Mocne wejście satyryka

Takie zapewnienia nie przekonały Elżbiety S., jednej z pokrzywdzonych kobiet, która przed telewizyjnymi kamerami najpierw anonimowo, a potem pod nazwiskiem wołała z płaczem: „Ludzie, opamiętajcie się!”. Opowiedziała przy tym, jak to były prezydent chciał ją pocałować z języczkiem, ale go odepchnęła. Doszło do tego, że Małkowski rejterował przed nią podczas konferencji prasowej, co skrzętnie pokazała TVP Olsztyn. Lud odebrał to dwojako: jedni uznali, że „taki zboczeniec powinien być odsunięty od władzy”, drudzy, że urzędniczki „same się do niego pchały”.

Wtedy do akcji ruszył Piotr Bałtroczyk, olsztyński kabareciarz, który już przed czterema laty zaszkodził Małkowskiemu. W apelu, emitowanym w radiu za własne pieniądze, zwracał się do wyborców, by nie wierzyli „zawodowemu kłamcy, człowiekowi, który przez lata kłamał za pieniądze, bo wie, jak to się robi”. Nie dość, że zgotował kobietom piekło na ziemi, to jeszcze liczy, że „czas zatarł w naszej pamięci jego totalitarną przeszłość i popełnione niegodziwości”. Rzecz w tym, że kiedyś Małkowski był sekretarzem Komitetu Gminnego PZPR w Wielbarku, a w końcówce lat 80. okręgowym cenzorem. Co prawda, Małkowski twierdzi, że jako jeden z pierwszych w Polsce pozwolił na druk listy katyńskiej w gazecie kierowanej przez ojca Bałtroczyka, lecz satyryk nie przyjmuje tego do wiadomości.  A już za szczyt bezczelności uznał plakat „frasobliwego Małkowskiego z Kopernikiem”. Wielki astronom bronił przecież Olsztyna przed Krzyżakami, a teraz trzeba bronić miasto przed byłym prezydentem.

Apel Bałtroczyka został przyjęty z uznaniem nawet przez prawicowy miesięcznik, który kilka lat temu opluł jego ojca, redaktora „komunistycznej gazety”. Takich doraźnych mariaży wyborczych było więcej, a bezpartyjny Grzymowicz wystąpił nawet z Radiu Maryja i TV Trwam.  W końcu pozycja Małkowskiego zaczęła się chwiać. Tym bardziej że w obawie przed Elżbietą S. nie stawił się na otwartą debatę w TVP Olsztyn i lokalnej rozgłośni (spotkał się z rywalem w „Gazecie Olsztyńskiej” i na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim). W tym czasie rozgłaszano nieprawdziwe wieści, że trzy dni po drugiej turze ma zapaść w jego procesie wyrok i jeśli wygra, zostanie skazany już jako prezydent. Czyli wstyd dla miasta. Lepiej więc wybrać mniejsze zło – Grzymowicza.

Mimo to zażarta walka trwała do ostatniej karty wyborczej. Agitacja przyniosła jednak skutek i Grzymowicz wyprzedził przeciwnika 528 głosami. Z drugiej strony na Małkowskiego głosowało ponad 28 tys. osób, czyli o 4 tys. więcej niż w pierwszej turze! Znów dostał mandat radnego, tak jak trzy kobiety z jego komitetu. Jak podkreślają socjolodzy, poparli go przede wszystkim ludzie starsi, mniej wykształceni, mieszkający w centrum miasta czy w dzielnicy Zatorze. Młode osiedla dały lekką przewagę Grzymowiczowi, który zdecydowanie wygrał w Redykajnach, mateczniku miejscowego establishmentu. Dziś jeden z radnych PiS zwolenników Małkowskiego nazywa kołchozem. A niewykluczone, że w tym kołchozie są także jego wyborcy.

Strony: 1 2

Wydanie: 50/2014

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy