Sylwester w ogniu

Sylwester w ogniu

Płonące kukły i latające dokumenty, czyli Nowy Rok w Ameryce Południowej

Korespondencja z Ekwadoru

Godziny biegnące jak minuty, a wokół gwar, śmiech, dudniąca z głośników muzyka, zapach kiełbasek z grilla i roztańczeni Ekwadorczycy, którzy uczą mnie, jak bardzo można kochać życie. Wokół domów trwają ostatnie przygotowania do wejścia w nowy rok. Kilka dni przed sylwestrem ludzie szykują specjalne kukły, Años Viejos, czyli Stare Lata. Powinny one wyglądem jak najwierniej przypominać prawdziwe postacie. Najczęściej to bohaterowie komiksów i bajek, sportowcy, gwiazdy telewizji i politycy. Wykonuje się je z łatwopalnych materiałów: drewna, papieru, słomy, starych ubrań i styropianu. Koniecznie muszą być bardzo kolorowe, a im kukła jest większa, tym większy prestiż jej twórcy. Kiedyś symbolizowały wszystko, co było złe w mijającym roku, o czym autor słomianej postaci chciałby zapomnieć. Dziś tradycja została poddana transformacji – coraz więcej osób wykonuje kukły postaci, które darzy sympatią. Często wkłada się do ich wnętrza karteczki z zapisanymi złymi uczynkami lub wypełnia petardami. Wszystko po to, by wraz z początkiem roku zostawić w tyle zmartwienia i kłopoty.

Kilka dni przed sylwestrem, ale i później mężczyźni przebierają się za wdowy. Ma to symbolizować żałobę po starym roku. Faceci wbici w długie, obcisłe spódnice, z biustem zrobionym z balonów i w mocnym makijażu żartobliwie proszą o wsparcie na pogrzeb męża. W nagrodę za datek wykonują taniec lub śpiewają najpopularniejsze w tym sezonie piosenki. Głośno, przaśnie i karykaturalnie, wzbudzając powszechną wesołość.

Wraz z nadejściem północy na głównych ulicach zaczyna się widowisko. Nikt nikomu nie składa życzeń, bo wszyscy zajęci są biciem kukieł paskami, wymierzają im też kopniaki, rzucają nimi na wszystkie strony lub układają w stertę i podpalają, co ma symbolizować ostateczne pożegnanie negatywnych doświadczeń starego roku. Europejczyk mógłby pomyśleć, że znalazł się w centrum zamieszek.

Stoję oszołomiony parę metrów od sterty kukieł, do której podbiega kilku facetów z pochodniami. Ktoś mówi, żebyśmy szybko się schowali za filarem. Odpowiadam, że nie musi o nas się martwić. Wybucha wtedy szyderczym śmiechem i porozumiewawczo spogląda na kumpla. Po kilku sekundach stos zaczyna się palić, a ktoś podsyca ogień benzyną. Wtedy dociera do mnie, że Ekwadorczyk nie żartował. Rzucam się biegiem do tyłu, widząc kątem oka, jak fajerwerki w niekontrolowany sposób wylatują we wszystkie strony. Zewsząd słychać świst petard, a miasto stoi w ogniu.

Przemieszczamy się ulicami z szeroko rozdziawionymi ustami, a w końcu dajemy się porwać radosnemu nastrojowi, po drodze częstując kopniakami resztki figury lokalnego polityka. Chcemy zdążyć na podpalenie największej lalki w mieście, ok. 14-metrowego Supermana, ale trafiamy na równie potężne ognisko – wielki chuderlak siedzi na czymś w rodzaju tronu. Wokół pełno mniejszych kukieł. Płomienie są tak wysokie, że sięgają linii energetycznych, czym nikt się nie przejmuje w tym rozemocjonowanym tłumie. Nieważne, bawimy się, jest niesamowicie.

Nie trwa to wszystko długo, może ze dwie godziny. Później wszyscy wracają pod swoje domy, by kontynuować zabawę – tańczą, śpiewają, śmieją się, piją. Z głośników dobiega muzyka tłumiąca rytmy w odbiornikach sąsiadów. Alkohol leje się strumieniami, co nie jest zbyt bezpieczne, zważywszy na słabe głowy Latynosów. Tutaj zazwyczaj jedno piwo rozlewane jest do plastikowych kubeczków i pite na spółkę przez trzy-cztery osoby. Tym razem dzieje się inaczej, w końcu to sylwester. Wiele osób pręży ciała w rytm salsy lub bachaty, a nigdzie nie spotkałem równie uzdolnionych tancerzy. Na ulicach unoszą się zapachy gorących dań serwowanych prosto z bud na kółkach. Szczególnym wzięciem cieszą się drożdżowe kuleczki z cukrem, w smaku przypominające nasze racuchy. Zabawa będzie trwać do późnych godzin porannych. Tonące w śmieciach miasto zostanie posprzątane dopiero po kilku dniach. Nie ma przecież powodu się śpieszyć…

Nie mniej gorąco wita się nowy rok w innych krajach Ameryki Południowej, ale mimo wspólnego mianownika, którym jest dobra zabawa, tradycje różnią się od siebie. W Kolumbii zamiast Años Viejos występują specjalnie uszyte lalki. O północy podpala się je, by szczęście w nowym roku miało łatwiejszą drogę do pokonania. W Brazylii sylwester z największą pompą celebrowany jest na plaży Copacabana. To tam od południa ludzie zajmują najlepsze miejsca, by o północy mieć najdogodniejszą pozycję do obserwowania fajerwerków i spektaklu na wodzie, który łączy efekty dźwiękowe i świetlne. W Rio tej nocy można wszystko i nigdy nie sposób przewidzieć, jak się zakończy szaleństwo wielu tysięcy osób. Brazylijczycy w Nowy Rok ubierają się na biało, bo ten kolor symbolizuje harmonię, spokój i szczęście. W niektórych regionach na wody oceanu wypuszczane są kwietne wianki, a także łódeczki z darami, których adresatką jest afrykańska bogini Yemanya.

W Wenezueli, Kolumbii i Peru najważniejszym kolorem jest żółty, który oznacza szczęście i powodzenie wszelkich planów. W Wenezueli w sylwestra należy zjeść 12 jagód winogron. Jedna sztuka odpowiada jednemu uderzeniu zegara. Niektórzy nie zapominają o tym, by o północy trzymać w dłoni banknot. Po ostatnim uderzeniu zegara do portfela wkładają ząbek czosnku, co ma zapewnić powodzenie finansowe. Szczęście przynosi także napisanie osobistego listu z życzeniami i planami do zrealizowania, a następnie spalenie go tuż po północy. Tradycyjnym sylwestrowym posiłkiem jest hallaca – danie z surowego albo gotowanego mięsa lub ryby, wzbogacone np. rodzynkami i oliwkami. Farsz przed gotowaniem zawija się w ciasto kukurydziane i liść bananowca.

Argentyński sylwester bardzo przypomina polski. To przede wszystkim czas dla rodziny i najbliższych, ale trudno tu o jakiekolwiek przejawy szaleństwa. Teoretycznie podobnie jak w Kolumbii pali się lalki, ale w praktyce robi to już niewiele osób. Przede wszystkim w ostatni dzień grudnia Argentyńczycy zbierają się w domach, by jeść, rozmawiać i wspominać mijający rok. Północ to czas na toast i życzenia. Ciekawiej bywa kilka godzin wcześniej. Około południa wielu pracowników biur pozbywa się stert niepotrzebnych dokumentów, które nagromadziły się w ciągu roku. Robią to ostentacyjnie, wyrzucając papiery przez okna biurowców. Niech rzuci kamieniem ten, kto chociaż raz w życiu o tym nie marzył…

Wydanie: 52/2017

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy